„Konsultacje widmo”. Jedno krzesło, jeden głos i milionowe decyzje?

dla kogo inwestycja

„Konsultacje widmo”. Jedno krzesło, jeden głos i milionowe decyzje? Tak gmina Oborniki Śląskie rozumie dialog z mieszkańcami

Sala konferencyjna Ośrodka Sportu i Rekreacji w Obornikach Śląskich. Stół, projektor, slajdy, kawa w dzbanku. Wszystko gotowe. Prawie jak trzeba.
Brakuje tylko jednego elementu – mieszkańców.

Bo to, co gmina nazwała „konsultacjami społecznymi” w sprawie skateparku i pumptracka, w rzeczywistości okazało się pokazem urzędowej samotności. Na spotkaniu pojawiła się jedna osoba spoza urzędu. Jedna. Nie grupa, nie środowisko, nie „pasjonaci sportów miejskich”. Jeden obywatel.

I na tej podstawie będzie można napisać: konsultacje się odbyły.

img 9460
Facebook

Odfajkowane, czyli załatwione

W urzędowym komunikacie czytamy o „spotkaniu pasjonatów”, „przyszłych użytkownikach obiektu”, „wspólnym tworzeniu koncepcji”. Problem w tym, że zdjęcia mówią więcej niż słowa.
Na fotografiach widzimy głównie urzędników, osoby funkcyjne, pracowników instytucji. Tło frekwencyjne – jakby żywcem wyjęte z innego wydarzenia.

To nie jest dialog społeczny.
To proceduralny rytuał, którego jedynym celem jest formalne zamknięcie etapu: było spotkanie, była lista obecności, można iść dalej.

Facebook nie załatwia relacji

Gmina najwyraźniej uznała, że jeden post na Facebooku wystarczy, by dotrzeć do młodych ludzi. Do użytkowników hulajnóg. Do deskorolkarzy. Do tych, którzy faktycznie mieliby z takich obiektów korzystać.

Nie wystarczyło.

I nie dlatego, że „młodzież nie chce”.
Dlatego, że nikt do niej realnie nie dotarł.

Nie było:

  • ankiet w szkołach,

  • pytań o trendy aktywności,

  • rozmów z nauczycielami WF,

  • konsultacji online dostosowanych do wieku odbiorców,

  • analizy, czy skatepark w 2026 roku to wciąż odpowiedź na realne potrzeby.

Marketing urzędowy zawiódł. A komunikacja społeczna – po prostu nie zaistniała.

skaypark dla kogo

Spóźniona inwestycja, spóźnione myślenie

Skateparki były „topowe” dziesięć lat temu. Dziś młodzi ludzie wybierają inne formy ruchu, inne przestrzenie, inne aktywności. Trendy się zmieniają.
Samorząd, który ich nie bada, zawsze będzie spóźniony.

Budowanie infrastruktury „bo komuś się wydaje”, bez danych, bez rozmowy, bez obecności radnych na spotkaniu, to prosta droga do kosztownej pomyłki. Tym bardziej że mówimy o pieniądzach publicznych i o OSiR-ze, który ma także inne, pilne potrzeby infrastrukturalne.

Radni nie przyszli. Ale zagłosują

Na spotkaniu zabrakło jeszcze jednego elementu: radnych.
Tych samych, którzy później podniosą rękę „za”.
Tych samych, którzy zdecydują o przesunięciach w budżecie.

Nie widzieli frekwencji.
Nie słyszeli ciszy.
Nie zobaczyli pustych krzeseł.

Ale decyzję podejmą.

Konsultacje jako fikcja systemowa

Ten przypadek nie jest wyjątkiem. Jest podręcznikowym przykładem, jak w samorządach udaje się partycypację.
Formalnie wszystko gra. Realnie – nikt nie słucha.

Jedna osoba spoza urzędu na spotkaniu nazwanym „konsultacjami społecznymi” to nie wypadek. To sygnał alarmowy. O braku zaufania. O zerwanych relacjach. O komunikacji, która nie działa.

I o decyzjach, które zapadają w próżni.

Na końcu znów usłyszymy: mieszkańcy nie byli zainteresowani.
Nie.
Mieszkańcy po prostu nie zostali zaproszeni w sposób, który miałby sens.

A to już nie jest ich wina.

img 9461
Facebook
Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry