Lex Rolnik czy Lex Smród? Wieś ma produkować żywność, ale kto zapłaci za skutki tej produkcji?

Oceń materiał

Kombajn pracujący o północy. Zapach gnojowicy. Krowy, świnie, ciągniki, suszarnie, kurz i maszyny jadące przez wieś bladym świtem. Dla jednych jest to normalne życie gospodarstwa. Dla innych – hałas, odór i utrata możliwości spokojnego korzystania z własnego domu.

Państwo postanowiło ten konflikt rozstrzygnąć ustawowo.

Rządowy projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi został przyjęty przez Radę Ministrów 18 sierpnia 2026 roku, a dzień później skierowany do Sejmu. Otrzymał numer druku 3029.

Reklama

Oficjalnym celem jest wzmocnienie ochrony legalnej działalności rolniczej i ograniczenie konfliktów wywoływanych postępującą urbanizacją terenów wiejskich. Rząd wskazuje wprost na hałas, zapachy i odgłosy zwierząt jako typowe elementy działalności rolniczej, które nie powinny automatycznie prowadzić do ograniczania gospodarstwa działającego zgodnie z prawem.

I na pierwszy rzut oka trudno się z tym nie zgodzić.

Kupując dom obok gospodarstwa, trudno oczekiwać, że rolnik będzie uruchamiał kombajn między godziną 9.00 a 17.00, bo tak wygodniej byłoby sąsiadom. Zboże nie czyta Kodeksu pracy, pogoda nie respektuje ciszy nocnej, a krowa raczej nie sprawdzi przed muczeniem, czy właśnie minęła godzina 22.

Problem zaczyna się jednak w chwili, gdy od anegdoty o kombajnie przechodzimy do przepisów.

Największa zmiana nie dotyczy kombajnu

Medialnym symbolem ustawy stała się możliwość wykonywania prac rolniczych nocą. Tymczasem dużo poważniejsza zmiana kryje się w prawie cywilnym.

Obecnie art. 144 Kodeksu cywilnego chroni właściciela nieruchomości przed tzw. immisjami, czyli oddziaływaniem nieruchomości sąsiedniej ponad przeciętną miarę. Może chodzić właśnie o hałas, zapach, pył, dym, drgania czy inne uciążliwości.

Rząd chce wprowadzić szczególną ochronę działalności rolniczej prowadzonej zgodnie z prawem i zasadami prawidłowej gospodarki rolnej.

Znaczenie tej zmiany jest ogromne.

Spór przestaje zaczynać się od pytania:

czy gospodarstwo zakłóca korzystanie z sąsiedniej nieruchomości ponad przeciętną miarę?

Punktem wyjścia staje się natomiast założenie, że prawidłowo prowadzona działalność rolnicza mieści się w granicach dopuszczalnych oddziaływań.

A więc to skarżący będzie musiał wykazać, że w konkretnym przypadku granica została przekroczona albo że gospodarstwo nie spełnia warunków ustawowej ochrony.

To zasadnicza zmiana pozycji stron sporu.

Rolnik zyskuje mocniejszą tarczę

Rząd argumentuje, że rolnik nie powinien żyć w ciągłym zagrożeniu pozwami tylko dlatego, że ktoś kupił dom na wsi i po kilku miesiącach odkrył ze zdumieniem, że wieś nie jest folderem dewelopera z bocianem stojącym na jednej nodze.

To racjonalny problem.

Polska wieś rzeczywiście szybko się zmienia. Wokół dawnych gospodarstw powstają osiedla domów jednorodzinnych. Grunty rolne zaczynają pełnić funkcje mieszkaniowe, a ludzie przyprowadzający się z miast nie zawsze zdają sobie sprawę, co oznacza sąsiedztwo czynnego gospodarstwa.

Nowe prawo ma powiedzieć wyraźniej:

wieś jest nie tylko miejscem zamieszkania. Jest również miejscem produkcji żywności.

I właśnie tę funkcję państwo zamierza chronić.

Kupujesz dom na wsi? Masz wiedzieć, co kupujesz

Projekt przewiduje również obowiązek informowania osób nabywających nieruchomości o możliwych uciążliwościach wynikających z działalności rolniczej.

Według założeń nabywca nieruchomości poza granicami administracyjnymi miasta, na obszarach objętych regulacją, ma potwierdzać w akcie notarialnym świadomość tego, że w sąsiedztwie mogą występować zapachy, hałas, ruch maszyn czy inne normalne następstwa produkcji rolnej. Rząd wskazuje na potrzebę lepszego informowania kupujących właśnie po to, aby ograniczyć późniejsze konflikty.

To nie jest jednak podpisanie zgody na wszystko.

Takie oświadczenie nie oznacza:

„zrzekam się prawa do ochrony zdrowia, środowiska i własnej nieruchomości”.

Nielegalna działalność nadal pozostaje nielegalna.

Rolnik nie dostaje magicznego immunitetu tylko dlatego, że działalność odbywa się na wsi.

I tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania

Kogo właściwie ustawa chroni?

Rolnika gospodarującego na 30 hektarach?

Hodowcę mającego kilkadziesiąt sztuk bydła?

Sadownika opryskującego plantację?

Czy także fermę liczącą dziesiątki albo setki tysięcy zwierząt?

I tu zaczyna się największa kontrowersja.

Projekt rządowy posługuje się pojęciem działalności rolniczej i obejmuje m.in. produkcję roślinną i zwierzęcą. W konstrukcji ustawy nie ma prostego podziału:

gospodarstwo rodzinne – tak,
wielka ferma przemysłowa – nie.

Dlatego organizacje środowiskowe alarmują, że przepisy projektowane jako tarcza dla zwykłych gospodarstw mogą stać się również tarczą dla wielkotowarowej produkcji zwierzęcej.

Stąd określenie „Lex Smród”.

To hasło publicystyczne, a nie nazwa prawna, ale pytanie stojące za nim jest jak najbardziej realne:

czy ochrona normalnych funkcji produkcyjnych wsi powinna działać identycznie wobec niewielkiego gospodarstwa i wielkiej fermy?

Kombajn po 22.00 nie jest największą rewolucją

Projekt przewiduje także zmiany dotyczące odpowiedzialności wykroczeniowej za zakłócanie ciszy lub spoczynku nocnego w związku z normalną działalnością rolniczą.

To jeden z najbardziej medialnych fragmentów ustawy.

Rolnik podczas żniw często nie może powiedzieć:

„Minęła 22.00. Wracam jutro”.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jeżeli nadchodzi deszcz, trzeba zebrać zboże. Jeżeli warunki pogodowe pozwalają na wykonanie określonego zabiegu tylko nocą, kalendarz agrotechniczny wygrywa z zegarkiem.

Projekt ma zapewnić rolnikowi większą pewność, że taka działalność sama w sobie nie skończy się mandatem.

Ale warto zaznaczyć, że już obecne przepisy nie oznaczają automatycznej odpowiedzialności za każdy hałas po godzinie 22.00. Prawo wykroczeń wymaga dodatkowych przesłanek, a sądy wcześniej rozstrzygały sprawy nocnych prac rolniczych na korzyść rolników.

Dlatego właśnie ta część projektu bardziej porządkuje sytuację niż wywraca system do góry nogami.

Znacznie poważniejsza zmiana zachodzi w sporach cywilnych.

Sprawa Szymona Kluki stała się symbolem

Jednym z przykładów regularnie przywoływanych w dyskusji jest wieloletnia sprawa hodowcy trzody Szymona Kluki z okolic Łodzi.

Konflikt z sąsiadami dotyczył przede wszystkim zapachów oraz uciążliwości związanych z hodowlą. Spór ciągnął się latami i stał się dla organizacji rolniczych symbolem sytuacji, w której prowadzenie istniejącego gospodarstwa może zostać ograniczone wskutek rosnącej zabudowy mieszkaniowej i skarg nowych mieszkańców.

Ale również tę historię należy przedstawiać ostrożnie.

Sąd nie rozstrzygał abstrakcyjnego pytania, czy „na wsi może śmierdzieć”. Analizował konkretną działalność, skalę uciążliwości i oddziaływanie na nieruchomości sąsiednie.

I właśnie dlatego sprawa Kluki tak dobrze pokazuje wagę proponowanych zmian.

Po wejściu nowych przepisów podobny proces mógłby rozpoczynać się z zupełnie innej pozycji prawnej stron.

A może problem powstał dużo wcześniej?

W całej dyskusji ginie jeden uczestnik konfliktu.

Gmina.

Przez lata na obrzeżach miejscowości i pomiędzy istniejącymi gospodarstwami wyrastała zabudowa mieszkaniowa.

Najpierw ktoś zgadzał się na domy obok obór, chlewni, pól i gospodarstw.

Potem właściciele nowych domów zaczynali protestować przeciwko działalności rolniczej.

Na końcu państwo próbuje rozwiązać konflikt Kodeksem cywilnym.

Być może należałoby więc pytać nie tylko:

„kto był pierwszy – rolnik czy mieszkaniec?”

ale:

„kto dopuścił do tego, że dwie całkowicie odmienne funkcje znalazły się obok siebie?”

Planowanie przestrzenne może się okazać znacznie ważniejszą częścią całej układanki niż medialne spory o zapach obornika.

Rządowy projekt również wiąże ochronę działalności rolniczej z przeznaczeniem terenu, dlatego decyzje podejmowane przez gminy w planach miejscowych i planach ogólnych nabierają dodatkowego znaczenia.

Do Sejmu trafił również projekt prezydencki

Rządowa propozycja nie jest jedynym projektem.

W Sejmie znajduje się także prezydencki projekt ustawy o ochronie funkcji produkcyjnej wsi – druk nr 3032. Oficjalny opis projektu mówi o potrzebie znalezienia równowagi pomiędzy prawem rolnika do legalnego i przewidywalnego prowadzenia produkcji a prawami mieszkańców obszarów wiejskich do ochrony zdrowia, środowiska i porządku publicznego.

Oznacza to, że w parlamencie dyskusja nie sprowadza się do pytania:

chronić rolników czy nie chronić?

Spór dotyczy przede wszystkim tego:

jak daleko ochrona powinna sięgać i gdzie powinna przebiegać granica pomiędzy normalną działalnością rolniczą a nadmierną uciążliwością dla otoczenia.

Rolnik musi móc być rolnikiem

Trudno wymagać, żeby gospodarstwo rolne było bezgłośne, bezwonne i pracowało wyłącznie w godzinach urzędowych.

Wieś bez produkcji rolnej staje się po prostu rozproszonym osiedlem mieszkaniowym.

Jeżeli ktoś wybiera dom obok czynnego gospodarstwa, musi brać pod uwagę konsekwencje takiej decyzji.

Jednocześnie z tej oczywistości nie powinno wynikać drugie uproszczenie:

że pod szyldem „ochrony rolnictwa” każda skala produkcji i każdy poziom oddziaływania na otoczenie powinny korzystać z identycznej ochrony.

Tu właśnie przebiega najważniejsza granica.

Nie pomiędzy „rolnikiem” a „miastowym”.

Nie pomiędzy „wsią” a „ekologami”.

Tylko pomiędzy normalnym wykonywaniem funkcji produkcyjnej wsi a działalnością, której skala zaczyna realnie ograniczać możliwość życia innych ludzi.

I odpowiedź na pytanie, gdzie dokładnie przebiega ta granica, będzie najważniejszym zadaniem posłów pracujących nad ustawą.

Bo nocny kombajn można zrozumieć.

Zapach obornika również nie powinien nikogo zaskakiwać na wsi.

Ale jeśli ustawodawca chce stworzyć prawną tarczę, powinien bardzo dokładnie odpowiedzieć na jeszcze jedno pytanie:

czy tarcza przeznaczona dla gospodarza z kombajnem nie stanie się przypadkiem również tarczą dla przemysłowej fermy?

To właśnie na tym, a nie na żartach o „miastowych, którym śmierdzi wieś”, powinna skupiać się dalsza debata nad Lex Rolnik.

Status legislacyjny data 18 września 2026 r.: rządowy projekt to druk 3029, a konkurencyjny projekt prezydencki – druk 3032.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.