Miała być rowerowa wyprawa po nadzieję. Zakończyła się w szpitalu po brutalnym ataku. Kuba Heisig, który objeżdżał historyczne granice Górnego Śląska, by nagłośnić zbiórkę na leczenie swojej ciężarnej partnerki Marceliny, został pobity w czeskiej Ostrawie. Powód był równie absurdalny, co przerażający: napastnicy mieli uznać jego żółto-niebieski kapelusz w barwach Górnego Śląska za symbol Ukrainy.
„Rajza dla Marceliny” miała zebrać 300 tysięcy złotych
Marcelina ma 30 lat, jest mamą trojga dzieci i spodziewa się kolejnego. W czasie ciąży usłyszała diagnozę: rak szyjki macicy w III stadium. Przechodzi chemioterapię, zmaga się również z zakrzepicą i skutkami intensywnego leczenia. Choroba uniemożliwia jej normalną pracę, a Kuba musiał ograniczyć własną aktywność zawodową, aby wspierać partnerkę i zajmować się rodziną.
Tak powstała „Rajza dla Marceliny” — rowerowa wyprawa prowadząca wzdłuż historycznych granic Górnego Śląska. Jej cel był bardzo konkretny: nagłośnić historię Marceliny i zebrać 300 tys. zł na leczenie oraz utrzymanie rodziny.
Śląski kapelusz wystarczył, by zaatakować człowieka
W sobotni wieczór wyprawa została przerwana w Ostrawie.
Według relacji Marceliny napastnicy mieli krzyczeć, że Kuba jest „Ukraińcem oraz banderowcem”. Powodem agresji miał być noszony przez niego żółto-niebieski kapelusz w barwach Górnego Śląska. Napastnicy mieli błędnie skojarzyć jego kolorystykę z flagą Ukrainy. Mężczyzna po pobiciu trafił do szpitala na badania, a sprawa została zgłoszona czeskiej policji.
Na zdjęciu zamieszczonym w materiale źródłowym widać Kubę już po zdarzeniu, trzymającego charakterystyczny żółto-niebieski kapelusz. To właśnie ten zwyczajny element stroju miał stać się pretekstem do przemocy.
Ta historia ma w sobie coś wyjątkowo ponurego. Człowiek jedzie setki kilometrów, żeby walczyć o zdrowie bliskiej osoby, a ktoś inny potrzebuje kilku sekund i dwóch kolorów, żeby przypisać mu narodowość, poglądy i znaleźć powód do ataku.
Chciał jechać dalej
Kuba, mimo pobicia, chciał kontynuować wyprawę. Marcelina przekonała go jednak do powrotu. W jej sytuacji dodatkowy stres związany z bezpieczeństwem partnera był ostatnią rzeczą, której potrzebowała.
I wtedy wydarzyło się coś, czego zapewne nikt nie zaplanował.
Historia pobitego rowerzysty zaczęła błyskawicznie rozchodzić się w internecie. Ludzie ruszyli ze wsparciem.
Pierwotnym celem zbiórki było 300 tys. zł. Po nagłośnieniu ataku suma bardzo szybko przekroczyła 526 tys. zł, a następnie 600 tys. zł.
Przemoc przerwała więc wyprawę, ale nie przerwała jej celu.
Paradoksalnie sprawiła, że o Marcelinie i jej rodzinie dowiedziało się znacznie więcej osób.
Na co potrzebne są pieniądze?
Zebrane środki mają zostać przeznaczone m.in. na nierefundowane leczenie, specjalistyczne żywienie medyczne, dojazdy do ośrodków onkologicznych, prywatne konsultacje specjalistyczne oraz utrzymanie rodziny w okresie, gdy stan zdrowia Marceliny nie pozwala jej pracować.
Zbiórka nadal trwa.
Pomoc dla Marceliny można przekazywać poprzez serwis Pomagam.pl — zbiórka „Marcelina1”. Informacja źródłowa wskazuje również, że udostępnianie zbiórki w mediach społecznościowych jest jedną z form wsparcia rodziny.
Dwa kolory i zbyt szybki osąd
Ta historia nie jest wyłącznie opowieścią o dramatycznym finale wyprawy charytatywnej.
Jest również historią o tym, jak łatwo symbol zastępuje dziś człowieka.
Żółty i niebieski mogą być barwami Ukrainy. Mogą też być barwami Górnego Śląska. Sam kolor nie mówi jednak nic o człowieku, który go nosi.
Tu miał wystarczyć do wydania wyroku na ulicy.
Najbardziej gorzka ironia polega na tym, że sprawcy — jeżeli przebieg zdarzenia zostanie potwierdzony przez ustalenia policji — zaatakowali człowieka nie dlatego, że wiedzieli, kim jest, lecz dlatego, że wydawało im się, że wiedzą.
A Kuba w tym czasie nie walczył o politykę, flagę ani ideologię.
Walczył o Marcelinę. Link do zbiórki: https://pomagam.pl/marcelina1
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.







