Nie czyta, nie ogląda… ale wie najlepiej

nie ogladam nie czytam ale wiem bom burmistrz jest
Oceń materiał

Na sesji Rady Miejskiej w Oborniki Śląskie wydarzyło się coś, co w lokalnej polityce niby nie jest nowe, a jednak za każdym razem brzmi… niepokojąco znajomo.

Burmistrz Arkadiusz Poprawa postanowił rozprawić się z „tym, co się o nim mówi i pisze”. Problem w tym, że – jak sam przyznał – nie czyta, nie ogląda i generalnie nie ma zwyczaju „taplać się w tym ścieku medialnym”.

Mocne słowa. Jeszcze mocniejsze, gdy zestawi się je z tym, co padło chwilę później.

Bo choć – według własnej deklaracji – nie ma kontaktu z tym „co się pisze”, to jednak… wie. Wie, co jest kłamstwem. Wie, co jest manipulacją. Wie, jak wygląda przekaz. Wie nawet, jaka jest jego jakość.

Skąd?

Z relacji.

Z opowieści.

Z przekazu „od ludzi”.

I tu zaczyna się ciekawy mechanizm. Nie nowy, ale zawsze wart opisania. Bo oto mamy sytuację, w której osoba publiczna odcina się od źródła informacji, jednocześnie budując na jego temat bardzo konkretne i jednoznaczne sądy.

To trochę tak, jakby recenzować książkę, której się nie czytało – ale ktoś opowiedział, że była słaba. Albo krytykować film, którego się nie widziało – ale znajomy mówił, że „beznadziejny”.

W życiu prywatnym? Niewinny skrót myślowy.

W życiu publicznym? Już niekoniecznie.

Bo tu nie chodzi tylko o styl wypowiedzi. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: o sposób podejmowania decyzji, oceniania rzeczywistości i reagowania na krytykę.

Jeśli ktoś nie weryfikuje źródła, tylko polega na jego interpretacji przez innych – to w którym momencie kończy się informacja, a zaczyna filtr?

I czy ten filtr jest jeszcze przypadkowy… czy już wygodny?

Nie twierdzę, że burmistrz powinien czytać wszystko. Nikt rozsądny tego nie robi. Internet to ocean – a czasem ściek, fakt. Ale jeśli już publicznie ocenia się „to, co się mówi i pisze”, to jednak wypada wiedzieć, co dokładnie się mówi i pisze.

Nie „z grubsza”.

Nie „mniej więcej”.

Tylko konkretnie.

Bo inaczej wchodzimy w świat, w którym opinie powstają nie na podstawie faktów, tylko ich opowieści. A to już nie jest debata. To jest echo.

I może dlatego tak łatwo padają wtedy słowa o „kłamstwach”, „manipulacjach”, „ścieku”.

Bo łatwiej walczyć z obrazem opowiedzianym… niż z tekstem przeczytanym.

Na końcu tej sesji nie było jednak ciszy. Były brawa.

I to jest moment, który zostaje w głowie najdłużej.

Nie dlatego, że ktoś coś powiedział.

Tylko dlatego, że ktoś to uznał za wystarczające.

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry