Po powodzi z września 2024 roku Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak działało zarządzanie kryzysowe. Wnioski są znacznie poważniejsze niż informacja o nieaktualnych planach czy braku ćwiczeń. Dla obywatela oznaczają jedno: w chwili rzeczywistego zagrożenia informacja, która może zdecydować o życiu, ewakuacji samochodu czy uratowaniu dobytku, nie zawsze docierała tam, gdzie powinna. Jednocześnie administracja znacznie sprawniej radziła sobie później – z uruchamianiem pieniędzy dla poszkodowanych.
Najwyższa Izba Kontroli opublikowała 31 sierpnia 2026 roku wyniki kontroli dotyczącej działań administracji podczas powodzi w dorzeczu Odry we wrześniu 2024 roku. Kontrolerzy badali wybrane instytucje centralne, wojewódzkie, powiatowe i gminne oraz jednostki Wód Polskich.
Nie można więc twierdzić, że NIK skontrolowała każdą gminę i każdy powiat w kraju.
Można natomiast powiedzieć coś innego – i znacznie ważniejszego: nieprawidłowości stwierdzono na każdym skontrolowanym szczeblu systemu zarządzania kryzysowego, a sama NIK ocenia, że ustalenia potwierdzają systemowy charakter problemów.
Najpierw trzeba obywatela ostrzec
Dla mieszkańca zagrożonego powodzią podział kompetencji między wojewodę, starostę, gminę, RCB i Wody Polskie jest sprawą drugorzędną.
On chce wiedzieć:
Czy mam zostać w domu?
Czy mam się ewakuować?
Która droga jest jeszcze przejezdna?
Czy trzeba zabrać dzieci i osoby starsze?
Czy zdążę wyprowadzić samochód?
Czy pękła zapora?
I właśnie w tym miejscu raport NIK staje się najbardziej niepokojący.
Między 11 a 15 września 2024 roku Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysyłało alerty tej samej treści na obszarze 11 województw. Według NIK komunikatów nie różnicowano mimo szybko pogarszającej się sytuacji w powiatach kłodzkim i nyskim.
To fundamentalny problem.
Komunikat „uwaga na intensywne opady” oznacza dla człowieka coś zupełnie innego niż informacja: zagrożenie gwałtownie rośnie, przygotuj się do ewakuacji.
Jeszcze poważniejsze jest ustalenie dotyczące Stronia Śląskiego.
NIK wskazała, że Wojewoda Dolnośląska nie przekazała dyrektorowi RCB informacji o przerwaniu zapory. Izba pisze wprost o konsekwencji tego zaniechania: informacja o nadchodzącym zagrożeniu nie dotarła do mieszkańców.
To już nie jest administracyjny spór o właściwość urzędu.
To jest pytanie o bezpieczeństwo człowieka.
SMS nie jest gwarancją bezpieczeństwa
Alert RCB ma służyć właśnie temu, aby osoba znajdująca się na obszarze bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia otrzymała ostrzeżenie bez konieczności zapisywania się do jakiegokolwiek systemu. RCB wskazuje, że najmniejszym obszarem, na jaki może zostać skierowany alert, jest powiat.
Raport NIK pokazuje jednak ograniczenie całego mechanizmu.
Nawet najlepszy system SMS jest wart tyle, ile informacja, która do niego trafi.
Jeżeli urząd, zarządca zbiornika albo inna instytucja nie przekaże wiadomości dalej, zrobi to za późno albo system łączności przestanie działać – telefon mieszkańca może milczeć.
I właśnie problemy z komunikacją NIK znalazła również w Wodach Polskich.
Na wypadek awarii telefonii stacjonarnej, komórkowej i internetu miała funkcjonować łączność radiowa DMR. Na zbiornikach Zarządu Zlewni w Nysie, w tym w Stroniu Śląskim, nie działała. Według NIK opóźniało to przekazywanie informacji.
A przecież właśnie po to buduje się łączność awaryjną, żeby działała wtedy, kiedy zwykły telefon przestaje działać.
Plan ewakuacji ma znaczenie dopiero wtedy, gdy trzeba uciekać
NIK ujawniła również problemy na poziomie powiatów.
W kontrolowanych starostwach w Nysie i Kłodzku nie organizowano ćwiczeń, szkoleń i treningów dotyczących zarządzania kryzysowego, w tym działań przeciwpowodziowych oraz ewakuacji mieszkańców.
Powiat nyski nie miał podczas powodzi aktualnego Powiatowego Planu Zarządzania Kryzysowego, obejmującego również ewakuację ludzi, zwierząt i mienia.
W Kłodzku były problemy z wyposażeniem magazynu przeciwpowodziowego oraz systemem pomiarowym. Jedna ze stacji w Stroniu Śląskim nie działała, choć o jej awarii starostwo wiedziało od 28 czerwca 2024 roku.
Dla mieszkańca określenia takie jak „plan zarządzania kryzysowego”, „magazyn przeciwpowodziowy” czy „system osłony przeciwpowodziowej” mogą brzmieć jak administracyjna nowomowa.
Do pierwszej prawdziwej powodzi.
Wtedy okazuje się, że za każdym z tych terminów kryje się bardzo konkretna rzecz: worki z piaskiem, pompa, sprawny wodowskaz, samochód, droga ewakuacyjna, człowiek odbierający telefon i decyzja podjęta kilka godzin wcześniej, a nie kilka godzin później.
Paradoks: pieniądze po powodzi działały lepiej
W raporcie znajduje się jeszcze jedno ustalenie, które warto mocno podkreślić.
NIK oceniła pozytywnie działania związane z pozyskiwaniem pieniędzy na pomoc poszkodowanym. W przypadku Dolnego Śląska w 2024 roku na przeciwdziałanie i usuwanie skutków powodzi wydano ponad 610 mln zł, a w pierwszej połowie 2025 roku kolejne 124,5 mln zł.
Powstaje więc bardzo niewygodne zestawienie.
Administracja potrafiła uruchamiać setki milionów złotych na usuwanie skutków katastrofy, ale wcześniej system nie zawsze potrafił skutecznie przekazać człowiekowi wiadomość o zagrożeniu.
Oczywiście pieniądze po katastrofie są konieczne.
Można odbudować drogę. Można wyremontować szkołę. Można wypłacić zasiłek i częściowo zrekompensować zniszczony dom.
Trudniej jednak przeliczyć na złotówki czas, którego zabrakło na ewakuację.
A co obywatel powinien wiedzieć o swojej gminie i powiecie?
Raport NIK powinien wywołać dyskusję nie tylko w Kłodzku, Nysie czy Stroniu Śląskim.
Powinien sprowokować mieszkańców każdej gminy i powiatu do zadania bardzo prostych pytań:
- jak zostaniemy ostrzeżeni, jeżeli przestanie działać telefonia komórkowa i internet;
- kiedy ostatnio przeprowadzono rzeczywiste ćwiczenia zarządzania kryzysowego i ewakuacji;
- czy wiadomo, którędy i dokąd mają być ewakuowani mieszkańcy poszczególnych miejscowości;
- czy systemy alarmowania, łączności awaryjnej i urządzenia pomiarowe są regularnie sprawdzane;
- co znajduje się w magazynach przeciwpowodziowych i czy sprzęt jest rzeczywiście sprawny;
- kto podejmuje decyzję o alarmie i jak informacja trafia później do mieszkańców.
Nie chodzi o tworzenie atmosfery zagrożenia.
Chodzi dokładnie o coś przeciwnego – żeby w chwili zagrożenia nie zaczynać zastanawiać się nad tym po raz pierwszy.
Zmieniono prawo. Teraz trzeba sprawdzić, czy zmieni się praktyka
Po powodzi system prawny został istotnie przebudowany. Od 1 stycznia 2025 roku obowiązuje ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej. Kolejna zmiana, uchwalona 29 maja 2026 roku, przebudowała zasady planowania kryzysowego – dotychczasowy plan zarządzania kryzysowego ma zostać zastąpiony planem zarządzania ryzykiem oraz planem reagowania kryzysowego.
To może być ważna zmiana.
Ale NIK już wcześniej wielokrotnie wskazywała podobne słabości systemu. Dlatego dla obywatela nie jest najważniejsze, jak nazywa się dokument znajdujący się w urzędowej szafie czy systemie informatycznym.
Znacznie ważniejsze jest, czy kiedy nadejdzie kolejna powódź, pożar, wichura albo inny kryzys, ktoś będzie wiedział:
co zrobić, kto ma to zrobić i jak powiedzieć o tym ludziom, zanim będzie za późno.
Raport NIK po powodzi z 2024 roku pokazuje bowiem rzecz bardzo prostą.
Państwo nie może ograniczać się do skutecznego pomagania obywatelowi po katastrofie.
Jego pierwszym obowiązkiem jest zrobić wszystko, aby obywatel miał szansę przed katastrofą uciec.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.





