To jedna z tych rozmów, po których człowiek na chwilę milknie. W kawiarni „Lodówka”, przy zwykłej kawie, padają słowa o sprawach absolutnie ostatecznych – ale bez patosu, bez mroku, bez udawanej powagi. Gościem jest Magdalena Kunicka-Chabińska, mistrzyni świeckich ceremonii pogrzebowych. Osoba, która zawodowo żegna ludzi… a w tej rozmowie robi coś znacznie więcej – opowiada o sensie pożegnania, o pamięci, o tym, jak bardzo źle żegnamy tych, których kochaliśmy.
Rozmowa prowadzi od stereotypów („pogrzeb musi być smutny”) do zaskakujących refleksji o wdzięczności za życie, o opowiadaniu historii zmarłych, o emocjach, które zamiast być tłumione – powinny wybrzmieć. Padają konkretne przykłady, anegdoty z ceremonii, opowieści o rodzinnych konfliktach, kompromisach między świeckością a religią. I wreszcie moment, który wywraca całą rozmowę do góry nogami.
Na końcu prowadzący słyszy… własną mowę pogrzebową. Za życia. Laudację przygotowaną na podstawie ankiety, przeczytaną na głos, w kawiarni, przy świadkach. Cisza, wzruszenie, niedowierzanie. Moment, w którym śmierć przestaje być abstrakcją, a życie nagle nabiera ostrości.
To nie jest rozmowa o śmierci.
To rozmowa o tym, czy ktoś kiedyś naprawdę o nas opowie.
