Patriotyzm w Polsce ma się dobrze. Flagi są. Orzeł jest. Biało-czerwone barwy też się znajdą. Czasem nawet całkiem sporo. Gorzej, gdy obok narodowych symboli trzeba postawić kilka liter we właściwej kolejności.
Na jednym z bazarowych stoisk pojawiła się oferta, której nie sposób przeoczyć: „BUP ŚWJERZY”.
Nie „bób świeży”. Nie. To byłoby zbyt banalne.
„BUP ŚWJERZY” brzmi znacznie bardziej swojsko, narodowo i niezależnie od wszelkich obcych wpływów — zwłaszcza tych pochodzących ze słownika języka polskiego.
Można się oczywiście pośmiać. I pewnie trzeba, bo zdrowa ironia jest lepsza niż kolejny narodowy apel o ratowanie wszystkiego, z wyjątkiem podstaw edukacji. Tyle że ta niewinna kartka mówi o nas trochę więcej, niż mogłoby się wydawać.
Naród dumny. Ortografia opcjonalna
Lubimy mówić o szacunku do Polski.
Do flagi.
Do hymnu.
Do historii.
Do tradycji.
Do języka — już niekoniecznie.
Język polski bardzo często pojawia się w patriotycznych przemówieniach jako wielkie dobro narodowe. Jest częścią kultury, tożsamości i dziedzictwa. Przynajmniej do chwili, kiedy trzeba napisać dwa proste słowa.
Wtedy dziedzictwo przegrywa z flamastrem.
Można więc śmiało powiedzieć, że polski patriotyzm osiągnął poziom praktyczny: ojczyznę kochamy całym sercem, ale ortografię najwyraźniej tylko w dni ustawowo wolne od pracy.
Screenshot
Bup, czyli patriotyzm fonetyczny
W zapisie „BUP ŚWJERZY” jest właściwie wszystko.
Jest odwaga.
Jest niezależność.
Jest sprzeciw wobec narzuconych reguł.
Jest nawet własna reforma ortograficzna, przeprowadzona bez konsultacji społecznych, rozporządzenia ministra i opinii Rady Języka Polskiego.
Autor napisu nie zastanawiał się nad „ó”, „ż”, „rz” czy „ie”.
Napisał tak, jak słyszał.
Prosto.
Swojsko.
Bez biurokracji.
Można powiedzieć: językowa deregulacja gospodarki.
Śmieszne? Tak. Ale tylko przez chwilę
Problem zaczyna się wtedy, gdy podobne błędy przestają kogokolwiek dziwić.
Widzimy je w internecie, na szyldach, w ogłoszeniach, komentarzach, materiałach reklamowych, a czasami nawet w oficjalnych komunikatach. Coraz częściej reakcja brzmi:
„Przecież wiadomo, o co chodzi”.
Owszem. Wiadomo.
Tylko gdy tę zasadę zastosujemy szerzej, po pewnym czasie przestanie mieć znaczenie, jak piszemy, jak budujemy zdania i jak nazywamy rzeczy.
A język nie jest ozdobą.
Jest narzędziem precyzyjnego myślenia.
Im mniej precyzyjny język, tym łatwiej zastąpić argument hasłem, wiedzę opinią, a sens emocją.
I tu bazarowy „bup” przestaje być już tylko zabawny.
Polska szkoła życia
Być może autor kartki nie miał szczęścia do szkoły.
Może nikt nigdy nie zwrócił mu uwagi.
Może po prostu się spieszył.
Nie chodzi więc o wyśmiewanie konkretnego sprzedawcy. Każdy popełnia błędy. Redakcje również. My również.
Różnica polega na czymś innym.
Błąd powinien być czymś, co się poprawia, a nie czymś, z czego buduje się filozofię pod tytułem: „ważne, że wiadomo”.
Bo za chwilę „ważne, że wiadomo” stanie się narodową zasadą jakości.
Most trochę krzywy? Ważne, że stoi.
Droga nierówna? Ważne, że prowadzi.
Budżet się nie spina? Ważne, że inwestycja wygląda dobrze na zdjęciu.
Ortografia nie istnieje? Ważne, że bup jest śwjerzy.
I nagle okazuje się, że ta bazarowa kartka ma zaskakująco szerokie zastosowanie.
Patriotyzm zaczyna się od szacunku
Jeżeli naprawdę chcemy mówić o szacunku do Polski, może warto czasem zacząć od rzeczy mniejszych niż wielkie rocznice, przemówienia i biało-czerwone dekoracje.
Od języka.
Od wiedzy.
Od edukacji.
Od przyzwoitego napisania dwóch słów.
Bo język polski również jest częścią Polski.
Nie tylko wtedy, gdy recytujemy Mickiewicza.
Także wtedy, gdy sprzedajemy bób.
A właściwie — bób świeży.
Choć przyznajemy: „BUP ŚWJERZY” ma jedną ogromną zaletę.
Zapamiętuje się go znacznie lepiej.
I być może właśnie powstał najbardziej skuteczny slogan reklamowy tegorocznego sezonu bazarowego.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


