Czy można jednocześnie tworzyć decyzje, opiniować je i jeszcze nad nimi głosować? W Powiecie Trzebnickim odpowiedź brzmi: tak. Przykład Agnieszki Brząkały pokazuje, że system samorządowy dopuszcza konstrukcję, która formalnie działa bez zarzutu – ale rodzi pytania o sens kontroli.
Czy kontrola może kontrolować samą siebie?
Agnieszka Brząkała pełni dwie role jednocześnie.
Z jednej strony jest etatowym członkiem Zarządu Powiatu Trzebnickiego – czyli częścią organu wykonawczego, który realnie zarządza powiatem.
Z drugiej – radną powiatową, uczestniczącą w pracach komisji i głosowaniach.
To nie jest błąd systemu.
To jest jego dopuszczalna konstrukcja.
Ale właśnie w tej dopuszczalności zaczyna się problem.
Jak wygląda ten układ od środka?
W praktyce oznacza to, że jedna osoba:
- współtworzy decyzje w zarządzie,
- nadzoruje kluczowe obszary (oświata, zdrowie, kultura),
- uczestniczy w komisjach rady,
- opiniuje projekty uchwał,
- głosuje nad nimi na sesjach.
Czyli:
👉 najpierw tworzy decyzję,
👉 potem ją opiniuje,
👉 a na końcu nad nią głosuje.
To nie metafora. To realny mechanizm.
Komisje – czyli gdzie powinna działać kontrola
Agnieszka Brząkała należy m.in. do:
- Komisji Budżetu, Finansów i Rozwoju Powiatu
- Komisji Polityki Społecznej
To właśnie tam powinna działać kontrola nad:
- wydatkami,
- inwestycjami,
- działaniami w oświacie i zdrowiu.
Tyle że te same obszary znajdują się pod jej nadzorem jako członka zarządu.
Czyli komisja analizuje działania… które współtworzy jej członek.
Czy to jest legalne?
Tak.
I to trzeba powiedzieć jasno.
Polskie prawo samorządowe:
- pozwala radnemu być członkiem zarządu,
- dopuszcza etat dla członka zarządu,
- nie zakazuje udziału w komisjach.
System nie widzi tu sprzeczności.
Ale brak zakazu to nie to samo co brak problemu.
Pieniądze – temat, którego nie da się pominąć
Z oświadczenia majątkowego wynika:
- 206 524,38 zł rocznie z umowy o pracę
- dodatkowe dochody z tytułu działalności radnej
To wynagrodzenie odpowiada zakresowi obowiązków:
- szkoły,
- placówki medyczne,
- inwestycje,
- decyzje administracyjne.
To nie jest funkcja symboliczna.
Ale właśnie dlatego pytanie o model działania staje się ważniejsze niż sama kwota.
Paradoks, który nie jest przypadkiem
W teorii samorządu:
- rada kontroluje,
- zarząd wykonuje.
W praktyce:
👉 jedna osoba może robić jedno i drugie.
To nie jest luka.
To jest świadomie dopuszczony mechanizm.
Tylko że jego konsekwencją jest coś, co mieszkańcy wyczuwają intuicyjnie:
kontrola przestaje być niezależna, gdy staje się częścią decyzji.
Argument „za” – który też trzeba uczciwie pokazać
Zwolennicy takiego rozwiązania powiedzą:
- lepszy przepływ informacji,
- szybsze decyzje,
- większa skuteczność,
- mniej konfliktów między radą a zarządem.
I w wielu przypadkach – to działa.
Problem w tym, że…
👉 im sprawniej działa system,
👉 tym trudniej go kontrolować.
Czy to jednostkowy przypadek?
Nie.
Podobne konstrukcje funkcjonują w wielu powiatach.
To nie jest wyjątek, tylko element szerszego modelu.
Dlatego pytanie nie dotyczy jednej osoby.
Dotyczy całego systemu.
Co z tego wynika dla mieszkańców?
- decyzje mogą zapadać szybciej,
- inwestycje są realizowane sprawniej.
Z drugiej:
- trudniej oddzielić odpowiedzialność,
- trudniej o niezależną ocenę działań,
- kontrola może stać się formalnością.
Zakończenie bez łatwej odpowiedzi
Nie ma tu prostego „tak” albo „nie”.
Nie ma też jednoznacznej oceny.
Jest za to pytanie, które wraca jak echo:
czy demokracja lokalna działa lepiej, gdy władza się koncentruje – czy wtedy, gdy jest od siebie oddzielona?
Bo przykład Agnieszki Brząkały pokazuje jedno bardzo wyraźnie:
system może być zgodny z prawem, sprawny organizacyjnie i jednocześnie… budzić wątpliwości co do własnych zasad.
I to właśnie ten paradoks jest dziś najciekawszy.
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


