Retencja czy urzędniczy obowiązek? Sprawdzamy, jak gminy powiatu trzebnickiego zatrzymują wodę

Oceń materiał

Polska ma problem z wodą. NFOŚiGW rozpoczyna kolejną kampanię, zachęca do retencji, odtwarzania mokradeł, budowania zielono-niebieskiej infrastruktury i zatrzymywania deszczówki tam, gdzie spada. W komunikatach wszystko wygląda logicznie. Znacznie ciekawsze pytanie brzmi jednak: co z tych założeń rzeczywiście dzieje się w naszych gminach?

Bo retencja może oznaczać dwie zupełnie różne rzeczy.

Może być świadomą polityką samorządu: gmina analizuje problemy z wodą, przygotowuje projekty, pozyskuje pieniądze, przebudowuje przestrzeń publiczną, tworzy zbiorniki, ogrody deszczowe, powierzchnie przepuszczalne i systemy magazynowania wody.

Reklama
Reklama

Może też oznaczać zamieszczenie na stronie internetowej informacji, że mieszkańcy mogą wystąpić o dofinansowanie zbiornika na deszczówkę.

Formalnie temat został wtedy „obsłużony”.

Tylko czy właśnie o to chodzi w polityce retencyjnej?

NFOŚiGW mówi: zatrzymujmy wodę

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w kampanii „Nasza misja: woda dla Polski” wskazuje bardzo szeroki katalog działań.

To nie tylko przydomowe zbiorniki.

To również renaturyzacja rzek, odbudowa mokradeł i torfowisk, rozwój zielono-niebieskiej infrastruktury, miejskie plany adaptacji, retencja wód opadowych i zwiększanie bezpieczeństwa dostaw wody.

Fundusz podaje, że przy jego wsparciu powstało około 60 tys. przydomowych instalacji do magazynowania deszczówki. Finansowane są również znacznie większe projekty infrastrukturalne.

Państwo daje więc instrumenty.

Pozostaje pytanie, jak korzystają z nich samorządy.

Prusice: jest konkretny projekt

Na tle powiatu trzebnickiego interesująco wyglądają Prusice.

Gmina pozyskała środki na przebudowę zbiornika retencyjnego w Skokowej. To przykład inwestycji, którą bez większych wątpliwości można nazwać retencyjną.

Nie jest to informowanie mieszkańców o możliwości uzyskania dotacji.

To konkretne przedsięwzięcie realizowane przez samorząd.

I właśnie taki projekt pokazuje różnicę między uczestnictwem gminy w polityce wodnej a samym przekazywaniem informacji.

Żmigród: retencja może być częścią miasta

Ciekawie wygląda również Żmigród.

W projektach dotyczących zagospodarowania przestrzeni miejskiej pojawiają się nawierzchnie przepuszczalne, zwiększanie powierzchni biologicznie czynnej i zbiorniki na deszczówkę.

To przykład bardziej współczesnego podejścia.

Retencja nie musi bowiem oznaczać wyłącznie wielkiego zbiornika wodnego gdzieś na obrzeżach miasta.

Może być częścią chodnika, parkingu, podwórka, skweru czy terenu przy budynku publicznym.

Każdy metr powierzchni, przez który woda może dostać się do gleby zamiast natychmiast spłynąć do kanalizacji, ma znaczenie.

I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa polityka lokalna.

Wisznia Mała: zbiornik jako część większej inwestycji

W Wiszni Małej rozwiązania retencyjne pojawiają się między innymi przy inwestycjach związanych z infrastrukturą publiczną.

To ważny kierunek.

Bo każda nowa szkoła, urząd, hala sportowa czy parking może być projektowany na dwa sposoby.

Pierwszy jest tradycyjny: deszcz pada, trafia do kratki, potem do kanalizacji i jak najszybciej znika.

Drugi zakłada, że część tej wody należy zatrzymać i wykorzystać na miejscu.

Właśnie takie myślenie powinno być dziś standardem.

Trzebnica i Oborniki Śląskie: informacja to jeszcze nie polityka

W przypadku Trzebnicy i Obornik Śląskich łatwo znaleźć informacje o programach mikroretencji adresowanych do mieszkańców.

To oczywiście potrzebne.

Problem pojawia się jednak wtedy, gdy na tym aktywność samorządu się kończy.

Samo zamieszczenie informacji o naborze prowadzonym przez fundusz ochrony środowiska nie oznacza jeszcze, że gmina prowadzi własną politykę zatrzymywania wody.

To trochę tak, jakby informację o programie „Czyste Powietrze” uznać za gminną politykę energetyczną.

Nie jest tym samym.

Szczególnie ciekawy jest przykład Obornik Śląskich.

Pod koniec czerwca mieszkańcy byli proszeni o oszczędzanie wody i ograniczenie podlewania ogrodów.

Kilka tygodni później pojawiły się bardzo intensywne opady i lokalne podtopienia.

To idealnie pokazuje paradoks współczesnej gospodarki wodnej:

najpierw mamy za mało wody, a chwilę później próbujemy jak najszybciej pozbyć się jej nadmiaru.

Prawdziwa retencja powinna łączyć oba problemy.

Ile wody gmina potrafi zatrzymać?

I tu dochodzimy do pytania, którego właściwie nie zadaje się podczas dyskusji o samorządowych inwestycjach.

Nie: ile kilometrów kanalizacji deszczowej zbudowaliśmy?

Nie: ile pieniędzy wydaliśmy?

Ale:

ile metrów sześciennych wody potrafimy zatrzymać po dużym opadzie?

To byłby znacznie lepszy wskaźnik lokalnej polityki wodnej.

Reklama

Jeżeli powstaje nowy parking – ile wody pozostaje na miejscu?

Jeżeli modernizowany jest rynek – jaki procent powierzchni jest przepuszczalny?

Jeżeli budowana jest szkoła – gdzie trafia deszczówka z dachu?

Jeżeli powstaje osiedle – czy całą wodę odprowadza się rurami, czy część infiltruje do gruntu?

Jeżeli gmina posiada stawy i rowy – czy są częścią systemu retencji?

To są pytania znacznie ważniejsze niż kolejny komunikat prasowy.

Zawonia: wodociągi to nie retencja

Szczególną ostrożność należy zachować również przy inwestycjach określanych szeroko jako „gospodarka wodna”.

Modernizacja wodociągu, stacji uzdatniania wody czy sieci kanalizacyjnej może być bardzo potrzebna.

Nie oznacza jednak automatycznie retencji.

Retencja dotyczy zatrzymywania wody w środowisku i ograniczania jej szybkiego odpływu.

Jeżeli więc samorząd wymienia urządzenia wodociągowe, poprawia ciśnienie albo buduje kolejne odcinki sieci, realizuje ważne zadanie komunalne.

Ale nie należy przedstawiać tego jako projektu retencyjnego, jeśli woda nie jest dzięki temu magazynowana.

Gmina aktywna czy gmina administrująca?

Dlatego warto podzielić działania samorządów na trzy poziomy.

Pierwszy to administracja.

Gmina publikuje informacje o programach, przyjmuje wnioski, realizuje obowiązki wynikające z przepisów i prowadzi standardową gospodarkę wodno-kanalizacyjną.

Drugi poziom to inwestycje punktowe.

Pojawia się zbiornik przy szkole, przebudowany staw albo system magazynowania deszczówki przy pojedynczym obiekcie.

Dopiero trzeci poziom można nazwać lokalną polityką retencyjną.

Wtedy gmina wie, gdzie woda odpływa, gdzie powstają podtopienia, gdzie występuje deficyt, które grunty można wykorzystać do retencji i jakie inwestycje będą potrzebne za pięć czy dziesięć lat.

Ma plan.

Ma projekty.

Ma harmonogram.

I potrafi podać mieszkańcom rezultat.

Beczka na deszczówkę nie rozwiąże problemu gminy

Programy dla mieszkańców są potrzebne. Dziesiątki czy setki przydomowych zbiorników rzeczywiście mogą zatrzymać znaczącą ilość wody.

Nie mogą jednak zastępować samorządu.

Mieszkaniec może postawić beczkę.

Nie przebuduje jednak miejskiego parkingu.

Nie rozszczelni rynku.

Nie odtworzy mokradła.

Nie zmieni sposobu odprowadzania wody z dróg.

Nie zaprojektuje systemu retencji dla nowego osiedla.

To zadanie władz publicznych.

Warto więc zapytać wszystkie sześć gmin

Najprostszym sposobem sprawdzenia rzeczywistego zaangażowania byłoby zadanie Trzebnicy, Obornikom Śląskim, Prusicom, Żmigrodowi, Zawoni i Wiszni Małej dokładnie takich samych pytań.

Ile projektów retencyjnych zrealizowano od 2020 roku?

Ile jest obecnie przygotowywanych?

Ile pieniędzy wydano?

Ile środków zewnętrznych pozyskano?

Jaka jest łączna pojemność urządzeń retencyjnych należących do gminy?

Czy istnieje mapa miejsc szczególnie narażonych na podtopienia?

Czy przy nowych inwestycjach publicznych obowiązuje zasada zagospodarowania deszczówki na własnym terenie?

Czy parkingi i place projektowane są jako powierzchnie przepuszczalne?

Czy gmina posiada plan rozwoju zielono-niebieskiej infrastruktury?

I pytanie najważniejsze:

ile wody potrafi dziś zatrzymać gmina podczas intensywnego deszczu?

Dopiero odpowiedzi pozwolą stwierdzić, kto rzeczywiście prowadzi politykę retencyjną, a kto jedynie administruje problemem.

Bo między jednym a drugim istnieje zasadnicza różnica.

W pierwszym przypadku samorząd przygotowuje się na zmiany klimatu.

W drugim – czeka na kolejny komunikat o suszy albo następny intensywny deszcz.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry