Zjeżdża do zajezdni, ale temat nie znika. Wręcz przeciwnie – zostaje na ulicach. Tam, gdzie zimą było najtrudniej.
31 marca zakończył się kolejny sezon Streetbusa – mobilnego punktu wsparcia dla osób w kryzysie bezdomności. Projekt realizowany przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej we Wrocławiu, MPK Wrocław oraz Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta znów pokazał, że pomoc nie musi czekać za biurkiem.
Ile kilometrów ma empatia?
Pierwszy kurs – 3 listopada. Ostatni – 31 marca. W międzyczasie:
- blisko 8 000 kilometrów
- 27 483 wydane posiłki
- 149 kursów
- około 800 godzin w trasie
To nie statystyki do raportu. To konkret: ciepła zupa, kubek herbaty, rozmowa. Niekiedy pierwsza od wielu dni.
– „Komunikacja miejska może znaczyć coś więcej niż przemieszczanie się” – podkreśla Witold Woźny, prezes MPK Wrocław.
I trudno się z tym nie zgodzić. Bo tu autobus nie dowozi – on szuka.
Gdzie pomoc była najbardziej potrzebna?
Najwięcej posiłków trafiło do osób w kilku kluczowych punktach miasta:
- ul. Sieradzka – 6076 porcji
- ul. Sucha – 5209
- ul. Bzowa (Centrum Historii Zajezdnia) – 3297
- przystanek Katedra – 2975
Dziennie? Około 130–150 porcji.
To liczby, które mówią więcej niż niejeden raport socjalny.
Pomoc to nie tylko zupa
Streetbus to nie „jadłodzielnia na kołach”. To system w miniaturze.
Obok autobusu działał ambulans – z pomocy medycznej skorzystało 479 osób. Byli też ludzie:
- 13 streetworkerów
- 12 asystentów
- 3 kucharzy
- koordynator
– „To kilkaset godzin pracy i słuchania trudnych historii” – mówi Rafał Peroń z Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.
I to chyba najważniejsze: ktoś w końcu słucha.
Czy system działa tylko zimą?
Nie. I tu pojawia się ważna rzecz.
Streetbus to tylko fragment większej układanki. W Wrocław funkcjonuje cały system pomocy:
- schroniska i noclegownie
- jadłodajnie
- wsparcie MOPS i streetworkerów
- programy mieszkaniowe
Łącznie – około 20 miejsc, gdzie można dostać realną pomoc.
– „Streetbus dociera tam, gdzie system często nie sięga” – podkreśla Andrzej Mańkowski, dyrektor MOPS.
I tu jest sedno sprawy.
Bo nie każdy chce wejść do instytucji. Nie każdy potrafi.
Sześć sezonów. I co dalej?
Od początku działania:
- 48 000 km
- ponad 165 000 wydanych posiłków
To już nie eksperyment. To stały element miasta.
Streetbus teraz znika z ulic – ale tylko na chwilę. Wróci jesienią. Bo wraca co roku. Bo musi.
Co zostaje po sezonie?
Nie autobus.
Zostaje pytanie.
Czy miasto pomaga wystarczająco wcześnie – zanim ktoś trafi na przystanek po zupę?
Bo Streetbus to trochę jak plaster. Potrzebny. Ratujący.
Ale rana… nadal jest.
I pewnie wróci razem z pierwszym mrozem.
