Urząd potwierdza: wezwań do zapłaty nie było. Prusicki lokal nr 5 wraca jak bumerang

rio i lokal w prusicach
Oceń materiał

Gmina Prusice sprzedała lokal przy ul. Kolejowej 3 na raty. Z najnowszej odpowiedzi urzędu wynika, że przez lata nie wysyłano pisemnych wezwań do zapłaty, sprawy nie kierowano do radcy prawnego, a procedury windykacyjnej nie było. Kontrola RIO wykazała też błąd w naliczeniu oprocentowania.

Sprzedaż lokalu nr 5 przy ul. Kolejowej 3 w Prusicach miała być prostą transakcją. Gmina sprzedała nieruchomość, część ceny rozłożono na raty, a pieniądze miały regularnie wpływać do budżetu. Jednak odpowiedź Urzędu Miejskiego w Prusicach z 15 lipca 2026 roku pokazuje, że ta sprawa nie jest już tylko historią jednego lokalu. To opowieść o nadzorze nad należnościami publicznymi, braku formalnych wezwań i błędzie finansowym wykazanym przez Regionalną Izbę Obrachunkową.

Z udostępnionych dokumentów wynika, że cena sprzedaży lokalu wyniosła 40 000 zł. Przed podpisaniem aktu zapłacono 11 200 zł, obejmujące zaliczkę oraz pierwszą ratę. Pozostała część ceny została rozłożona na raty płatne do 31 marca każdego roku.

Wpłaty były, ale rytm spłat mówi więcej niż sama suma

Urząd przedstawił zestawienie wpłat. Wynika z niego, że 21 czerwca 2019 roku wpłynęło 8 000 zł jako zaliczka, 8 sierpnia 2019 roku — 3 200 zł jako pierwsza rata, a 2 lipca 2021 roku — 3 600 zł, zaksięgowane częściowo na należność główną, odsetki za opóźnienie i oprocentowanie niespłaconej części ceny. Potem pojawia się dopiero duża wpłata z 25 sierpnia 2025 roku — 23 761,18 zł.

Sama data tej wpłaty jest istotna. Wcześniejsze dokumenty wskazywały, że właśnie 25 sierpnia 2025 roku urząd miał udzielić odpowiedzi na wniosek o informację publiczną dotyczący tej sprawy. Teraz, w oficjalnym zestawieniu, urząd potwierdza, że tego samego dnia nastąpiła wpłata ponad 23,7 tys. zł. Tę zbieżność trudno zignorować. Nie przesądza ona intencji, ale wymaga jasnego publicznego wyjaśnienia.

Później pojawiły się jeszcze dwie wpłaty: 16 lutego 2026 roku — 2 726,90 zł jako różnica wynikająca z korekty oprocentowania, oraz 30 kwietnia 2026 roku — 3 451,34 zł, zaksięgowane między innymi na należność główną, odsetki za opóźnienie i oprocentowanie niespłaconej części ceny. ilustracja do artykulu lokal kolejowa 3 prusice ilustracja do artykułu lokal Kolejowa 3 Prusice

Najmocniejsze zdanie odpowiedzi: „Nie”

Najważniejszy fragment odpowiedzi urzędu jest krótki. Na pytanie o pisemne wezwania do zapłaty urząd odpowiada: „Nie”. To oznacza, że w tej sprawie nie mamy już tylko przypuszczeń lub publicystycznych ocen. Mamy oficjalne potwierdzenie: pisemnych wezwań do zapłaty nie było.

Urząd jednocześnie stwierdził, że „nie było takich decyzji” i że „nie odstąpiono od dochodzenia należności”. To zdanie tworzy zasadniczy problem. Skoro nie odstąpiono od dochodzenia należności, to jakie konkretnie czynności podjęto? Bo z tej samej odpowiedzi wynika, że nie było wezwań, nie kierowano sprawy do radcy prawnego, nie było działań sądowych ani egzekucyjnych, a procedury dochodzenia należności cywilnoprawnych urząd nie posiadał.

To trochę jak powiedzieć: „pilnowaliśmy drzwi”, tylko bez klucza, zamka i samego stania przy drzwiach.

Skarbnik miał nadzór, procedury nie było

Urząd wskazał, że nadzór w tej sprawie pełnił skarbnik. Równocześnie potwierdził, że procedury dochodzenia należności cywilnoprawnych nie było. To jest jeden z najważniejszych punktów całej sprawy.

Bo w jednostce samorządu terytorialnego nie chodzi wyłącznie o to, czy pieniądze ostatecznie wpłynęły. Chodzi też o to, czy urząd ma mechanizm, który pozwala równo traktować wszystkich dłużników. Procedura powinna określać, kiedy wysyła się wezwanie, kto odpowiada za monitoring, kiedy sprawa trafia do prawnika, a kiedy rozważa się drogę sądową.

Jeżeli procedury nie ma, decyzje mogą być uznaniowe. A uznaniowość przy publicznych pieniądzach zawsze wymaga światła. Najlepiej dziennego, nie tego z lampki nad segregatorem.

Reklama
Reklama
Reklama

RIO wykazała błąd w naliczeniu oprocentowania

Z wyjaśnień złożonych do Regionalnej Izby Obrachunkowej wynika, że przy naliczaniu oprocentowania niespłaconej części ceny przyjęto zaniżoną kwotę kapitału. Urząd przyjął wartości tak, jakby kolejne raty kapitałowe były spłacane terminowo, mimo że faktycznie spłaty w tych terminach nie zostały dokonane.

Skutek był konkretny: naliczono 3 229,28 zł, zamiast 5 508,31 zł. Różnica wyniosła 2 279,03 zł na niekorzyść gminy. Po ujawnieniu nieprawidłowości dokonano ponownej weryfikacji, naliczono korektę i powiadomiono nabywcę, który 16 lutego 2026 roku dokonał zapłaty.

To oznacza, że błąd nie został wychwycony przez bieżący system nadzoru urzędu. Wykazały go czynności kontrolne. I właśnie dlatego sprawa jest ważniejsza niż sama kwota 2 279,03 zł.

Linia obrony urzędu: hipoteka, rozmowy i brak ryzyka

W wyjaśnieniach urząd wskazuje, że wierzytelność była zabezpieczona hipotecznie, wartość nieruchomości przewyższała wysokość pozostałego zobowiązania, nie występowało ryzyko przedawnienia, a dłużnik pozostawał w kontakcie z gminą i deklarował dobrowolną spłatę. Z tego powodu czasowo odstąpiono od kierowania sprawy na drogę postępowania sądowego i egzekucyjnego.

To jest argumentacja urzędu. Ale ona nie zamyka pytań. Hipoteka zabezpiecza możliwość odzyskania pieniędzy, ale nie zastępuje bieżącej windykacji. Rozmowy z dłużnikiem nie zastępują pisemnego wezwania. Deklaracja dobrowolnej spłaty nie jest przelewem. W finansach publicznych słowo „monitorowano” powinno mieć ślad w dokumentach, a nie tylko w opisie po kontroli.

Kolejna rata też po terminie?

Odpowiedź urzędu zawiera jeszcze jeden ważny szczegół. Wpłata z 30 kwietnia 2026 roku wyniosła 3 451,34 zł. Została rozbita na 3 200 zł należności głównej, 24,33 zł odsetek za opóźnienie oraz 74,01 zł oprocentowania niespłaconej części ceny.

Skoro raty miały być płatne do 31 marca każdego roku, to wpłata z 30 kwietnia 2026 roku wskazuje na kolejne opóźnienie. Warto więc zapytać urząd: czy po całej historii, po kontroli i po wcześniejszych błędach, tym razem wysłano wezwanie do zapłaty po upływie terminu marcowego? Jeżeli nie — czego właściwie nauczyła urząd ta sprawa?

Pytania, które teraz trzeba zadać

Po tej odpowiedzi warto skierować do gminy kolejne, krótsze i bardziej precyzyjne pytania:

  1. Jakie konkretne, udokumentowane czynności dochodzenia należności podjęto wobec nabywcy lokalu nr 5, skoro urząd twierdzi, że nie odstąpiono od dochodzenia należności?
  2. Czy istnieją notatki służbowe z rozmów prowadzonych z dłużnikiem?
  3. Kto, kiedy i w jakiej formie prowadził rozmowy przypominające?
  4. Dlaczego nie wysłano pisemnych wezwań do zapłaty?
  5. Dlaczego sprawa nie została skierowana do radcy prawnego?
  6. Czy po kontroli RIO urząd wdrożył procedurę dochodzenia należności cywilnoprawnych?
  7. Czy wpłata z 30 kwietnia 2026 roku była wpłatą po terminie?
  8. Czy po 31 marca 2026 roku wysłano do dłużnika wezwanie do zapłaty?
  9. Czy skarbnik sporządził pisemną analizę tej sprawy?
  10. Czy przeprowadzono kontrolę innych sprzedaży gminnego mienia rozłożonych na raty?

To nie jest historia o jednym lokalu

Ta sprawa nie kończy się na lokalu nr 5. Ona pokazuje mechanizm. Gmina sprzedaje mienie, rozkłada płatność na raty, raty nie wpływają zgodnie z harmonogramem, urząd nie wysyła pisemnych wezwań, nie ma procedury windykacyjnej, nie kieruje sprawy do prawnika, a błąd w naliczeniu oprocentowania wychodzi dopiero przy kontroli.

Mieszkaniec, który spóźni się z opłatą wobec gminy, zwykle szybko dowiaduje się, że terminy są święte. W tej sprawie terminy wyglądały raczej na świeckie — i to bardzo elastyczne.

Najważniejsze pytanie brzmi więc nie: czy pieniądze ostatecznie wpłynęły? Najważniejsze pytanie brzmi: czy każdy mieszkaniec Gminy Prusice może liczyć na tak samo cierpliwe traktowanie?

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

2 komentarze do “Urząd potwierdza: wezwań do zapłaty nie było. Prusicki lokal nr 5 wraca jak bumerang”

  1. Takie sprawy zawsze pokazują, jak ważna jest przejrzystość działania urzędów. Jeśli pojawiają się pytania dotyczące publicznych pieniędzy czy podejmowanych decyzji, mieszkańcy mają prawo oczekiwać jasnych odpowiedzi i pełnej dokumentacji. Nawet jeśli ostatecznie wszystko zostanie wyjaśnione, dobrze, że takie tematy są nagłaśniane, bo zwiększa to zaufanie do instytucji i pokazuje, że warto patrzeć administracji na ręce.

  2. Prawda wyjdzie na jaw

    Wanda może. Mama burmistrza ma inne przywileje. Ciekawe ile było podobnych sytuacji ze sprzedażą które przeminęły z wiatrem a raczej zapłata za nie przeminęła. A może nikt się nie zorientuje ….

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry