To mogłaby być historia o kilkunastu niedoręczonych listach, skargach mieszkańców i przeciążonych listonoszach. Tyle że w Lubaniu skala jest zupełnie inna.
Policja weszła do miejscowego urzędu pocztowego. Zabezpieczono niedoręczoną korespondencję. Pojawiła się informacja o około 30 workach z przesyłkami. Wśród nich miały znajdować się listy z 2025 i 2026 roku. W tle jest wcześniejsza sprawa karna zakończona prawomocnym skazaniem pracownicy poczty. Jest też kierowniczka, która miała wezwać policję, a później straciła pracę.
I jest pytanie znacznie ważniejsze od tego, kto nie dostarczył kilku listów:
jak to możliwe, że korespondencja mogąca mieć znaczenie prawne, finansowe i urzędowe pozostawała w placówce, a system kontroli nie zatrzymał tego wcześniej?
Policja w urzędzie pocztowym
28 sierpnia 2026 roku funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Lubaniu prowadzili czynności w miejscowym urzędzie pocztowym. Jak informował „Przegląd Lubański”, policjanci dokonali przeszukań, ujawnili worki z niedoręczonymi przesyłkami i przesłuchali pracowników placówki.
Czytaj dalej
Powiązany temat
Sama policja potwierdziła później, że pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prowadzone są czynności dotyczące m.in. ukrywania i usuwania dokumentów przez pracownika placówki Poczty Polskiej w Lubaniu. Osoby, które mogły zostać pokrzywdzone, wezwano do zgłaszania się do Komendy Powiatowej Policji.
To ważne rozróżnienie.
Nie mówimy więc już wyłącznie o medialnych relacjach niezadowolonych klientów. Istnieje postępowanie organów ścigania.
Około 30 worków. Ale skąd się wzięły?
Według informacji opisanych przez portal 24jgora.pl i wcześniej nagłośnionych przez eLuban.pl, w jednym z pomieszczeń placówki miało znajdować się około 30 worków z korespondencją.
Początkowo przedstawiano wyjaśnienie, że mogą to być stare przesyłki związane z wcześniejszym postępowaniem i przeznaczone do przekazania dalej.
Problem pojawił się po otwarciu jednego z worków.
W środku miała znajdować się korespondencja z maja i czerwca 2026 roku. Późniejsze czynności miały wykazać obecność także innych przesyłek z lat 2025–2026.
I tutaj pojawia się liczba, obok której nie da się przejść obojętnie.
Według informacji Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, po zakończeniu wcześniejszej sprawy Poczcie Polskiej zwrócono 7 worków i 2 kartony korespondencji.
Jeżeli w placówce ujawniono około 30 worków, powstaje oczywiste pytanie:
co znajdowało się w pozostałych workach i skąd pochodziły?
Nie jest to drobna rozbieżność księgowa. To potencjalnie kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy przesyłek, których pochodzenie, status i droga powinny być możliwe do odtworzenia.
To nie pierwszy problem tej placówki
Sprawa jest tym poważniejsza, że historia lubańskiej poczty nie zaczyna się w sierpniu 2026 roku.
Wcześniejsze postępowanie, rozpoczęte pod koniec 2022 roku, dotyczyło m.in. ukrywania korespondencji, podrabiania podpisów oraz możliwego przywłaszczania zawartości przesyłek. Sprawa zakończyła się aktem oskarżenia wobec doręczycielki, a w maju 2026 roku zapadł prawomocny wyrok skazujący.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie o odpowiedzialność systemową.
Jeżeli placówka miała już poważny problem zakończony postępowaniem karnym, to jakie działania naprawcze podjęła Poczta Polska?
Czy przeprowadzono audyt?
Czy zwiększono kontrolę obiegu korespondencji?
Czy sprawdzano przesyłki zalegające w placówce?
Czy weryfikowano działania kierowników i doręczycieli?
A przede wszystkim: jak mogło dojść do sytuacji, w której kilka miesięcy po prawomocnym skazaniu w tej samej placówce ponownie odnajdywana jest aktualna, niedoręczona korespondencja?
„Awizo widmo” to nie drobne przewinienie
Pracownicy i mieszkańcy opisywali również przypadki tzw. awiz widm — sytuacji, w których adresat miał otrzymywać informację o próbie doręczenia, chociaż według jego relacji żadnej próby nie było. Temat ten pojawia się również w materiale wideo „Afera na poczcie. Kierownik przerywa milczenie”.
Na pierwszy rzut oka może brzmieć to jak kolejna pocztowa niedogodność.
Nie jest.
W przypadku zwykłej kartki świątecznej skutkiem jest co najwyżej złość.
Ale inaczej wygląda sytuacja, gdy chodzi o:
wezwanie sądowe, decyzję administracyjną, fakturę, pismo windykacyjne, wezwanie do zapłaty albo korespondencję z urzędu.
Wtedy data doręczenia lub awizowania może wpływać na terminy, zobowiązania finansowe, możliwość wniesienia odwołania czy nawet przebieg postępowania.
Dlatego kluczową kwestią nie jest tylko to, gdzie leżały listy.
Trzeba ustalić, jaki status miały w systemach Poczty Polskiej.
Jeżeli przesyłka fizycznie leżała w worku, ale system wskazywał prawidłowe awizowanie albo próbę doręczenia, sprawa staje się zdecydowanie poważniejsza.
System powinien pozostawiać ślad
Poczta nie działa wyłącznie na podstawie pamięci listonosza.
Przesyłki rejestrowane pozostawiają ślady w systemach informatycznych. Rejestrowane są zdarzenia związane z przyjęciem, przekazaniem do doręczenia, awizowaniem, zwrotem albo wydaniem adresatowi.
Dlatego jednym z najważniejszych dowodów w tej sprawie mogą nie być zeznania pracowników, ale logi systemowe.
Kto wprowadził określony status?
Kiedy?
Z którego urządzenia albo terminala?
Czy przesyłka została wydana doręczycielowi?
Czy wróciła do placówki?
Czy odnotowano awizo?
Czy fizyczny los przesyłki odpowiadał zapisom systemowym?
Takie dane pozwalają oddzielić bałagan organizacyjny od świadomego działania.
Kierowniczka wezwała policję. Potem straciła pracę
To najbardziej delikatny element tej historii.
Według dostępnych publikacji kierowniczka placówki, obecna podczas ujawnienia korespondencji, miała wezwać policję. Później otrzymała najpierw zwykłe wypowiedzenie, a następnie została zwolniona dyscyplinarnie.
Samo następstwo wydarzeń nie dowodzi jeszcze, że zwolnienie było reakcją na zawiadomienie policji.
Pracodawca może wskazywać inne przyczyny.
Dlatego należy zobaczyć dokumenty.
Kiedy przygotowano wypowiedzenie?
Jakie wskazano przyczyny?
Czy dotyczą zdarzeń sprzed interwencji policji?
Czy wcześniej kierowniczka miała zastrzeżenia do swojej pracy?
Czy wobec niej prowadzono postępowanie wyjaśniające?
Czy jej przełożeni wiedzieli o zamiarze wezwania policji?
Dopiero taka chronologia pozwala odpowiedzialnie analizować, czy istnieje związek między ujawnieniem problemu a decyzjami kadrowymi.
Czy była sygnalistką?
To pytanie również powinno zostać postawione, ale ostrożnie.
Samo zawiadomienie policji nie oznacza automatycznie, że dana osoba korzysta ze wszystkich instrumentów ochrony przewidzianej ustawą o ochronie sygnalistów.
Trzeba ustalić, czego dotyczyło zgłoszenie, w jaki sposób zostało dokonane, jakie informacje posiadała zgłaszająca oraz kiedy pracodawca dowiedział się o jej działaniach.
Dopiero wtedy można analizować, czy zastosowanie mogą mieć przepisy dotyczące ochrony przed działaniami odwetowymi.
Nie warto zatem dzisiaj pisać:
„Poczta zwolniła sygnalistkę za wezwanie policji”.
Na takie stwierdzenie jest za wcześnie.
Można jednak z pełną odpowiedzialnością zapytać:
czy kobieta, która ujawniła problem i wezwała policję, została później objęta działaniami kadrowymi pozostającymi w związku z tym zgłoszeniem?
To powinny wyjaśnić dokumenty, a nie emocje.
Prokuratura również mogła być adresatem
Jest jeszcze jeden szczegół pokazujący potencjalną skalę problemu.
Według informacji opisanych przez media Prokuratura Rejonowa w Lubaniu miała wystąpić o wyłączenie jej z nadzorowania postępowania ze względu na możliwość, że również pracownicy miejscowej prokuratury mogli być adresatami niedoręczonych przesyłek. Nadzór przejęła Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze.
Jeżeli informacja ta zostanie potwierdzona w dokumentach procesowych, pokazuje ona, że problem mógł dotyczyć nie tylko mieszkańców i przedsiębiorców, ale również instytucji publicznych.
Poczta po ujawnieniu problemu zaostrzyła kontrolę
Poczta Polska poinformowała o objęciu placówki szczególnym nadzorem.
Według publikowanych informacji rozpoczęto dokładniejsze rejestrowanie korespondencji wydawanej doręczycielom, wprowadzono obowiązek potwierdzania również dostarczania zwykłej korespondencji oraz skierowano dodatkowych listonoszy do usuwania zaległości. Spółka informowała też o działaniach kadrowych i dyscyplinujących wobec osób odpowiedzialnych za organizację pracy i nadzór.
I tu pojawia się niewygodne, ale uzasadnione pytanie:
skoro takie mechanizmy kontroli można było uruchomić teraz, dlaczego nie działały wcześniej — szczególnie po poprzedniej sprawie karnej?
To właśnie ten punkt może okazać się najważniejszy.
Bo być może nie mamy do czynienia wyłącznie z problemem jednego listonosza albo jednego kierownika.
Być może problemem był sposób organizacji nadzoru.
Worek papieru czy worek ludzkich spraw?
Łatwo powiedzieć: znaleziono worki z listami.
Tyle że każdy taki list miał adresata.
Za jednym mogła kryć się faktura.
Za drugim wezwanie.
Za trzecim decyzja administracyjna.
Za kolejnym informacja o długu, terminie albo rozprawie.
Dlatego dopiero ustalenie, ile osób zostało rzeczywiście pokrzywdzonych i jakie poniosły konsekwencje, pokaże prawdziwą skalę tej historii.
Policja publicznie prosi osoby poszkodowane o zgłaszanie się.
To oznacza, że sprawa nadal nie jest zamknięta.
Najważniejsze pytania pozostają bez odpowiedzi
Dzisiaj wiemy, że policja prowadzi postępowanie.
Wiemy, że zabezpieczono niedoręczoną korespondencję.
Wiemy, że problem z lubańską placówką miał swoją wcześniejszą historię.
Ale wciąż nie wiemy:
kto wiedział o zalegających przesyłkach i od kiedy?
Nie wiemy, kto odpowiadał za około 30 worków.
Nie wiemy, jaki status miały poszczególne przesyłki w systemie.
Nie wiemy, ilu adresatów poniosło szkody.
Nie wiemy, czy wcześniejsze kontrole były prowadzone skutecznie.
Nie wiemy też jeszcze, jakie były rzeczywiste przyczyny zwolnienia kierowniczki.
I właśnie dlatego ta historia nie kończy się na filmie w internecie.
Dopiero się zaczyna.
Bo prawdziwe pytanie nie brzmi:
„Dlaczego ktoś nie dostarczył listu?”
Prawdziwe pytanie brzmi:
„Jak długo niedoręczone listy mogły pozostawać poza kontrolą systemu, zanim ktoś w końcu zadzwonił po policję?”
A jeżeli odpowiedź brzmi: długo — problem Lubania przestaje być problemem jednej placówki.
Staje się pytaniem o to, jak skutecznie Poczta Polska kontroluje coś, co każdego dnia powierzają jej miliony ludzi: nie papier, lecz swoją korespondencję, terminy, pieniądze i prawa.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.





