Przejdź do treści
poniedziałek 5 października 2026
04/10/2026Autor

Jeszcze niedawno wyborczą układankę można było opisywać głównie procentami. KO prowadzi, PiS traci monopol na prawicy, Konfederacja rośnie, Grzegorz Braun buduje własny elektorat, a Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego próbuje utrzymać się nad progiem.

Tyle że na rok przed wyborami same sondaże zaczynają mówić coraz mniej.

Bo wybory wygrywa się nie tylko procentami w badaniu. Trzeba mieć ludzi w terenie, kandydatów, struktury, pieniądze, zdolność zebrania podpisów, obsadzenia komisji, przeprowadzenia kampanii i — o czym często zapominamy — partnerów tam, gdzie samodzielna walka oznacza wzajemne odbieranie sobie mandatów.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

I właśnie tutaj rozpoczęła się właściwa Wyborcza Ruletka 2027.

Morawiecki mówi: idziemy sami

Najważniejszą zmianą ostatnich dni jest deklaracja Mateusza Morawieckiego.

Rozwój Plus zamierza samodzielnie wystartować w wyborach parlamentarnych w 2027 roku.

To politycznie istotne, ponieważ jeszcze kilka miesięcy temu można było traktować konflikt Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego jako rozłam, który ostatecznie może zakończyć się ponownym porozumieniem i wspólną listą.

Dzisiaj scenariusz podstawowy wygląda inaczej.

PiS i Rozwój Plus przygotowują się do konkurencji o część tych samych wyborców.

Nie oznacza to oczywiście, że wspólny start stał się niemożliwy. Do wyborów pozostał rok, a w polskiej polityce rok potrafi być epoką. Deklaracja polityka nie jest umową podpisaną z wyborcami.

Ale Morawiecki właśnie publicznie podniósł stawkę.

Problem w tym, że jednocześnie wydarzyło się coś pozornie sprzecznego.

Samodzielny start — ale z partią nie ma pośpiechu

Jeszcze niedawno 15 października pojawiał się jako ważna data w procesie formalizacji nowej partii Morawieckiego.

Teraz już wiadomo, że tak szybko do tego nie dojdzie.

Formalne stworzenie partii zostało odsunięte. Sam Morawiecki mówi, że partia jest jedynie narzędziem, a nie celem. Politycy jego środowiska coraz mocniej podkreślają natomiast rolę stowarzyszenia Rozwój Plus.

I tu pojawia się pierwsze naprawdę interesujące pytanie.

Dlaczego ugrupowanie deklarujące samodzielny start w wyborach nie spieszy się z formalnym stworzeniem partii?

Jedna z możliwych odpowiedzi prowadzi nas do samorządów.

Stowarzyszenie jest znacznie wygodniejszą przestrzenią dla burmistrza, prezydenta miasta czy radnego, który chce współpracować z Morawieckim, ale niekoniecznie chce zostać politykiem partyjnym.

Nie możemy jeszcze stwierdzić, że właśnie taka jest strategia Rozwoju Plus. To wymaga dalszej obserwacji.

Ale wydarzenia ostatnich tygodni pozwalają postawić roboczą hipotezę, że projekt Morawieckiego może być budowany odwrotnie niż klasyczna partia:

najpierw stowarzyszenie, potem samorządowcy i struktury, następnie program i kandydaci, a dopiero na końcu formalna partia.

Jeżeli tak jest, to 15 października pozostaje ważną datą — tylko z innego powodu.

Zamiast narodzin partii mamy zobaczyć jej polityczną ofertę.

Pierwszy sprawdzian już się odbył. Kraków

Sondaże można komentować na wiele sposobów. Wybory mają tę zaletę, że wyborcy rzeczywiście wrzucają kartki do urn.

27 września odbyła się pierwsza tura przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa.

Wygrał Łukasz Gibała z wynikiem 36,38 proc. Monika Piątkowska, popierana przez KO i PSL, zdobyła 29,91 proc.

Kandydat PiS Michał Drewnicki otrzymał 17,50 proc.

Kandydat Razem — 6,91 proc., Nowej Lewicy — 4,81 proc., a KKP Grzegorza Brauna — 4,11 proc.

Krakowa nie można traktować jako sondażu parlamentarnego dla Polski. Specyfika miasta, kandydaci i lokalne konflikty mają ogromne znaczenie.

Ale dla naszego cyklu interesujące jest coś innego.

Rozwój Plus nie wystawił własnego kandydata.

Politycy tego środowiska przyznawali, że projekt nie był jeszcze do tego organizacyjnie przygotowany.

To bardzo cenna informacja.

Z jednej strony mamy bowiem deklarację:

„w 2027 idziemy samodzielnie”.

Z drugiej pierwszy duży lokalny test pokazuje:

„we wrześniu 2026 nie byliśmy jeszcze gotowi”.

To nie jest dowód słabości, która przesądza o przyszłości Rozwoju Plus.

To jest miara drogi, którą Morawiecki musi jeszcze pokonać.

Jeszcze ciekawsze: wojna z PiS nie wszędzie jest wojną

Kraków pokazał coś jeszcze.

Niektórzy politycy związani z Rozwojem Plus popierali kandydata PiS Michała Drewnickiego.

To ważne, bo ujawnia zjawisko, które w kolejnych miesiącach może mieć ogromne znaczenie.

Na poziomie krajowym Kaczyński i Morawiecki walczą.

W terenie granica pomiędzy ich środowiskami nadal może być przepuszczalna.

Dlatego popełnilibyśmy błąd, gdybyśmy wszystkie lokalne relacje zaczęli odczytywać według prostego schematu:

PiS kontra Rozwój Plus.

Polityka samorządowa może tworzyć zupełnie inne układy niż polityka krajowa.

I właśnie dlatego trzeba patrzeć nie tylko na partyjne szyldy.

Trzeba patrzeć na ludzi.

PiS już próbuje ich odzyskiwać

Pierwszy potwierdzony transfer powrotny już nastąpił.

Poseł Sławomir Skwarek opuścił klub Rozwoju Plus i wrócił do PiS. Podobny ruch wykonał wcześniej związany z Rozwojem Plus lubelski radny Marcin Jakóbczyk.

Jednocześnie z PiS płyną informacje o rozmowach z kolejnymi parlamentarzystami Morawieckiego.

I tutaj potrzebna jest ostrożność.

Dopóki poseł nie zmieni klubu, informacja, że ktoś z nim rozmawia, pozostaje informacją o rozmowach, a nie o transferze.

To jednak pokazuje strategię PiS.

Jarosław Kaczyński nie musi zniszczyć Rozwoju Plus w sondażach.

Może próbować podważyć przekonanie jego parlamentarzystów, że z Morawieckim zachowają mandaty.

Jeżeli polityk zacznie kalkulować, że jego ugrupowanie może otrzymać 4,8 zamiast 5,2 proc., polityczna lojalność nagle zaczyna mieć bardzo praktyczny wymiar.

5 procent może ważyć więcej niż 30

I tu dochodzimy do jednego z najważniejszych mechanizmów wyborów 2027.

Rozwój Plus znajduje się obecnie w okolicach progu wyborczego. Poszczególne badania dają mu różne wyniki, dlatego bardziej uczciwe od przywiązywania się do jednego sondażu jest obserwowanie zakresów i średnich.

Ta sama zasada dotyczy innych ugrupowań.

KO pozostaje wyraźnym liderem sondaży. PiS zajmuje drugie miejsce. Konfederacja utrzymuje silną trzecią pozycję. KKP Grzegorza Brauna posiada własny, zauważalny elektorat.

Ale niżej zaczyna się strefa, która może zdecydować o przyszłej większości sejmowej.

Rozwój Plus.

Razem.

PSL.

Polska 2050.

W ich przypadku pytanie nie brzmi tylko:

ile procent zdobędą?

Brzmi:

czy te głosy w ogóle zostaną przeliczone na mandaty?

W wyborach może się okazać, że różnica pomiędzy 4,9 a 5,1 proc. będzie politycznie ważniejsza niż różnica pomiędzy 30 a 31 proc. największej partii.

Dlatego od teraz w „Wyborczej Ruletce” będziemy szczególnie obserwować głosy zagrożone progiem.

Morawiecki jednak buduje

Byłoby błędem wyciągać z odejścia jednego posła albo niewystawienia kandydata w Krakowie wniosek, że Rozwój Plus się rozpada.

Równolegle trwa budowanie struktur regionalnych i pozyskiwanie samorządowców.

Na Pomorzu ważną rolę odgrywają Marcin Horała i Piotr Müller.

W całym projekcie widać już zresztą coraz wyraźniejszy podział funkcji.

Mateusz Morawiecki pozostaje liderem politycznym i twarzą projektu.

Łukasz Schreiber kieruje klubem parlamentarnym.

Horała należy do najważniejszych polityków organizujących nowe środowisko.

Inni odpowiadają za struktury regionalne.

Według oficjalnych danych samego Rozwoju Plus projekt skupia obecnie 40 posłów, dwóch senatorów i trzech europosłów.

To jeszcze nie jest kompletna maszyna wyborcza.

Ale zdecydowanie nie jest to już wyłącznie „Morawiecki i grupa niezadowolonych posłów PiS”.

Konfederacja jest krok dalej

I tutaj dochodzimy do elementu, którego nie pokaże nam żaden sondaż.

Konfederacja zaczyna już przygotowywać listy wyborcze na 2027 rok.

To oznacza, że walka o pozycje kandydatów rozpoczyna się znacznie wcześniej, niż przeciętny wyborca zacznie interesować się kampanią.

A miejsce na liście jest walutą polityczną.

Można mieć 15 proc. w sondażu, ale trzeba jeszcze znaleźć ludzi, którzy te 15 proc. zamienią na mandaty w konkretnych okręgach.

Dlatego od teraz interesować nas będzie nie tylko:

kto rośnie?

Ale również:

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

kto ma gotowych kandydatów?

Braun: problem nie sondażowy, lecz koalicyjny

Grzegorz Braun i jego środowisko również zmieniają charakter całej układanki.

Nie chodzi już wyłącznie o to, ile procent zdobędzie KKP.

Problem pojawia się przy Senacie.

W wyborach do Sejmu kilka ugrupowań prawicowych może walczyć osobno. W jednomandatowych okręgach senackich wystawienie kilku konkurencyjnych kandydatów tej samej części sceny politycznej może jednak oznaczać wzajemne odbieranie sobie głosów.

Dlatego pojawił się pomysł prawicowego paktu senackiego.

PiS.

Konfederacja.

Rozwój Plus.

I być może KKP Brauna.

Nie musi to być klasyczna koalicja.

Może wystarczyć pakt o nieagresji: w danym okręgu jeden kandydat i niewystawianie przeciwko niemu konkurenta.

To pozwala politykom jednocześnie mówić:

„nie jesteśmy razem”

i praktycznie:

„nie będziemy sobie odbierać mandatów”.

Tylko kto posadzi ich przy jednym stole?

I tutaj pojawia się Karol Nawrocki.

Prezydent coraz wyraźniej wyrasta na osobny ośrodek oddziaływania na prawicy.

Nie potrzebuje własnej listy.

Może posiadać coś znacznie cenniejszego:

zdolność rozmawiania z ugrupowaniami, które nie chcą rozmawiać ze sobą bezpośrednio.

Sławomir Mentzen wskazywał już prezydenta jako potencjalnego patrona rozmów o pakcie senackim.

Jeżeli Nawrocki rzeczywiście wszedłby w taką rolę, przed wyborami 2027 mielibyśmy nowy układ sił.

Nie tylko:

Kaczyński kontra Morawiecki.

Ale:

Kaczyński — Morawiecki — Mentzen i Bosak — Braun, a pomiędzy nimi prezydent.

To może być jedna z najważniejszych politycznych układanek następnego roku.

Pierwszy test już 22 listopada

Nie musimy czekać do wyborów parlamentarnych, żeby zobaczyć, czy prawica potrafi ograniczyć wzajemną konkurencję.

22 listopada mają odbyć się wybory uzupełniające do Senatu w części województwa lubuskiego po śmierci senatora Mirosława Różańskiego.

To może być pierwszy praktyczny test.

Czy PiS, Konfederacja, Rozwój Plus i Braun będą potrafili się porozumieć?

Czy wystawią konkurencyjnych kandydatów?

Czy ktoś ustąpi?

A może okaże się, że łatwiej mówić o pakcie senackim w Warszawie niż zastosować go w jednym konkretnym okręgu?

22 listopada wpisujemy do kalendarza „Wyborczej Ruletki”.

Po drugiej stronie stołu dzieje się dokładnie to samo

Rozdrobnienie nie jest problemem wyłącznie prawicy.

KO pozostaje zdecydowanie największą partią obecnego obozu rządzącego.

Ale wybory nie kończą się na wyniku KO.

PSL w wielu badaniach znajduje się poniżej progu.

Polska 2050 jest jeszcze słabsza.

Dlatego rozpoczęła się dyskusja o ponownym pakcie senackim oraz o znacznie poważniejszej operacji:

jednej liście do Sejmu.

Na razie żadnej decyzji nie ma.

Włodzimierz Czarzasty zapowiada powrót do rozmowy o formule startu w lutym 2027 roku.

I to będzie kolejna data, którą wpisujemy do naszego kalendarza.

Bo problem obozu rządzącego można sprowadzić do brutalnej matematyki.

Jeżeli wyborcy oddadzą kilka procent głosów na ugrupowania, które nie przekroczą progu, te głosy nie dadzą tym partiom mandatów.

Pierwsze miejsce KO może wtedy nie wystarczyć do utrzymania większości.

Razem też gra własną partię

Podobny problem dotyczy lewej strony.

Razem deklaruje samodzielność, podczas gdy Nowa Lewica pozostaje zainteresowana współpracą.

Kraków dostarczył tutaj ciekawego, choć wyłącznie lokalnego przykładu.

Kandydat Razem otrzymał 6,91 proc.

Kandydat Nowej Lewicy — 4,81 proc.

Nie można tych wyników mechanicznie przenosić na wybory parlamentarne.

Ale pokazują coś, o czym łatwo zapomnieć:

rozproszenie głosów nie ma barw partyjnych.

Może uderzyć w prawicę.

Może uderzyć w centrum.

Może uderzyć w lewicę.

Dlatego przestajemy patrzeć wyłącznie na słupki

Właśnie tutaj zmienia się nasza „Wyborcza Ruletka 2027”.

Sondaże pozostają ważne.

Ale od teraz będziemy obserwować cztery rzeczy równocześnie:

wyborców, struktury, kandydatów i zdolność do zawierania porozumień.

Bo można mieć wyborców i nie mieć struktur.

Można mieć struktury i nie mieć pięciu procent.

Można mieć kilkanaście procent i nie mieć partnera potrzebnego do większości.

Można też zdobyć mniej głosów od przeciwnika, ale dzięki właściwemu układowi list i progów uzyskać znacznie korzystniejszy wynik mandatowy.

To właśnie dlatego wybory są ruletką.

Nie dlatego, że wynik zależy od przypadku.

Dlatego, że jeden ruch potrafi zmienić wartość wszystkich pozostałych.

Zaczynamy więc liczyć inaczej

Od tego momentu obok sondaży będziemy prowadzić w naszym cyklu także tablicę kontrolną wyborów 2027.

Będziemy zapisywać:

kto do kogo przeszedł,

kto odszedł,

kto buduje struktury,

kto układa listy,

kto wystawia kandydatów,

kto rozmawia o współpracy,

kto ją publicznie wyklucza,

które ugrupowania znajdują się w strefie zagrożenia progiem,

oraz — kiedy ruszy właściwa parlamentarna gra — kto z kim rzeczywiście głosuje.

Bo politycy przez następny rok powiedzą nam jeszcze bardzo wiele.

Jedni będą zapewniać, że nigdy nie pójdą razem.

Inni, że na pewno wystartują samodzielnie.

Jeszcze inni będą przekonywać, że żadnego problemu nie ma.

Dlatego będziemy patrzeć nie tylko na to, kto z kim się kłóci.

Będziemy patrzeć, kto z kim głosuje, kto komu ustępuje miejsca i kto ostatecznie znajdzie się na liście.

Bo w 2027 roku najważniejszą liczbą może nie być 30.

Może nie być nią nawet 5.

Na końcu pozostanie jedna:

231.

Tyle mandatów potrzeba, żeby mieć większość w Sejmie.

I dopiero wtedy okaże się, kto w tej ruletce naprawdę wygrał.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *