Przejdź do treści
niedziela 11 października 2026
Imieniny: Aldona, Dobromiła, Emil, Emilian, Emiliusz
11/10/2026Autor

Koalicja Obywatelska prowadzi w sondażach, ale to nie oznacza automatycznie większości w Sejmie. Z kolei cztery ugrupowania prawicowe mogą wspólnie przekroczyć granicę 231 mandatów — przynajmniej w jednej z najnowszych symulacji. Tyle że pomiędzy matematycznym dodawaniem posłów a utworzeniem rządu jest jeszcze polityka. A w niej najtrudniejsze okazuje się nie liczenie głosów, lecz uzgodnienie, kto z kim i na jakich warunkach miałby rządzić.

W wyborczej ruletce pojawiła się liczba, która może okazać się ważniejsza od wszystkich procentów pokazywanych w telewizyjnych studiach.

231.

Reklama

Tyle mandatów potrzeba do samodzielnego dysponowania bezwzględną większością w 460-osobowym Sejmie, przy pełnym składzie i udziale wszystkich posłów w głosowaniu.

Nie trzeba wygrać wyborów, żeby uczestniczyć w tworzeniu większości. Nie wystarczy też zająć pierwszego miejsca, żeby samodzielnie rządzić.

Polska polityka zna tę zasadę od dawna. Jednak przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku jej znaczenie może być szczególnie duże. Na scenie działa coraz więcej ugrupowań konkurujących o podobnych wyborców, a część z nich musi dodatkowo walczyć o samo przekroczenie progu wyborczego.

Pytanie nie brzmi więc wyłącznie: kto wygra?

Pytanie brzmi: kto po wyborach będzie w stanie usiąść przy jednym stole i uzgodnić wspólny rząd?

240 mandatów. Większość, której jeszcze nie ma

W badaniu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski, przeprowadzonym od 2 do 4 października 2026 roku, Koalicja Obywatelska uzyskała 30,6 proc. poparcia, Prawo i Sprawiedliwość 18 proc., Konfederacja 14,1 proc., Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna 9 proc., Lewica 7,4 proc., a Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego 5,7 proc.

Poniżej progu znalazły się PSL z wynikiem 4,4 proc., Razem — 3,9 proc. oraz Polska 2050 — 0,5 proc. Niezdecydowani stanowili 6,4 proc. badanych.

Największe zainteresowanie wzbudziło jednak przeliczenie poparcia na mandaty.

Według symulacji opublikowanej przez Wirtualną Polskę KO otrzymałaby 190 mandatów, Lewica 30, PiS 103, Konfederacja 77, ugrupowanie Brauna 41, a Rozwój Plus 19.

To oznaczałoby 220 mandatów dla KO i Lewicy oraz 240 dla czterech ugrupowań prawicowych.

Arytmetycznie sprawa wygląda prosto. Politycznie — znacznie mniej.

Aby powstała większość obejmująca PiS, Konfederację, Konfederację Korony Polskiej i Rozwój Plus, potrzebne byłoby porozumienie czterech odrębnych środowisk. Każde ma własnych liderów, interesy, program, zaplecze i wyborców.

Co więcej, część tych środowisk powstała lub rozwija się właśnie poprzez rywalizację z innymi ugrupowaniami po tej samej stronie sceny politycznej.

Wspólny wynik sondażowy nie usuwa tych różnic.

240 mandatów w symulacji to jeszcze nie 240 posłów gotowych poprzeć tego samego premiera.

PiS i Morawiecki. Najpierw rozstanie, potem wspólny rząd?

Szczególnie interesujący jest przypadek Prawa i Sprawiedliwości oraz Rozwoju Plus.

Mateusz Morawiecki buduje własne środowisko po odejściu z PiS. Zapowiada samodzielny start wyborczy, rozwija działalność regionalną i przedstawia kolejne propozycje programowe.

Z punktu widzenia wyborów oznacza to konkurencję o wyborców, polityków, samorządowców oraz organizacyjne zaplecze.

Z punktu widzenia przyszłego Sejmu powstaje jednak pytanie, którego nie da się ominąć.

Jeżeli PiS i Rozwój Plus zdobędą mandaty, ale żadne z tych ugrupowań nie będzie mogło samodzielnie stworzyć większości, czy polityczne rozstanie okaże się przeszkodą we współpracy?

Odpowiedzi dzisiaj nie znamy.

Możliwe jest porozumienie w konkretnych sprawach bez formalnej koalicji. Możliwa jest współpraca parlamentarna ograniczona do wybranych ustaw. Możliwe są również negocjacje rządowe.

Żadnego z tych rozwiązań nie wolno jednak przedstawiać jako przesądzonego.

Właśnie dlatego działalność Rozwoju Plus trzeba obserwować na dwóch poziomach. Pierwszy to budowanie samodzielnej pozycji przed wyborami. Drugi — zdolność do współpracy parlamentarnej z ugrupowaniami, od których dziś się odróżnia.

Ostatecznym sprawdzianem nie będą konferencje prasowe, lecz programy, projekty ustaw i głosowania.

Konfederacja. Wspólny partner czy osobny gracz?

Konfederacja zajmuje istotne miejsce w październikowych badaniach poparcia. W sondażu IBRiS uzyskała 14,1 proc., więcej niż połowę wyniku PiS.

Takie poparcie sprawia, że rozmowy o przyszłych większościach trudno prowadzić bez uwzględnienia tego ugrupowania.

Nie oznacza to jednak, że Konfederacja automatycznie staje się partnerem PiS.

W jej własnym interesie politycznym może leżeć zachowanie odrębności, przedstawianie własnych postulatów i negocjowanie ewentualnej współpracy dopiero na podstawie rzeczywistego wyniku wyborów.

Do tego dochodzi wewnętrzna różnorodność Konfederacji. Środowiska związane ze Sławomirem Mentzenem i Krzysztofem Bosakiem mają wspólną reprezentację polityczną, ale nie są identyczne pod względem akcentów programowych.

Dlatego samo wskazanie Konfederacji jako potencjalnego koalicjanta niewiele jeszcze wyjaśnia.

Trzeba zapytać o podatki, wydatki publiczne, politykę europejską, bezpieczeństwo, politykę społeczną oraz podział odpowiedzialności w przyszłym rządzie.

A także o kwestię podstawową: czy ugrupowanie w ogóle zechce uczestniczyć w takiej koalicji.

Grzegorz Braun. Mandaty nie oznaczają automatycznie porozumienia

Jeszcze bardziej złożona jest sytuacja Konfederacji Korony Polskiej.

Ugrupowanie Grzegorza Brauna uzyskało w październikowym badaniu IBRiS 9 proc. poparcia. W symulacji Wirtualnej Polski przełożyło się to na 41 mandatów.

To liczba wystarczająca, aby w wielu hipotetycznych układach parlamentarnych głosy tego ugrupowania miały istotne znaczenie.

Nie jest jednak dowodem, że pozostali uczestnicy takiego układu będą gotowi do współpracy.

Między posiadaniem mandatów a uczestnictwem w rządzie istnieje zasadnicza różnica.

Partia może poprzeć pojedynczą ustawę, nie popierając całego gabinetu. Może uczestniczyć w rozmowach, nie zawierając porozumienia. Może też pozostawać w opozycji, nawet gdy jej głosy mogłyby matematycznie utworzyć większość.

Dlatego włączanie Korony Brauna do każdego wariantu prawicowego rządu tylko dlatego, że pozwala to osiągnąć 231 mandatów, byłoby zbyt daleko idącym uproszczeniem.

Mandaty można dodawać. Zgodności programowej i wzajemnego zaufania — nie.

KO prowadzi. Ale z kim miałaby rządzić?

Po drugiej stronie sceny politycznej sytuacja również nie jest prosta.

Koalicja Obywatelska pozostaje liderem październikowych badań. Jednak jej dotychczasowi partnerzy nie znajdują się w jednakowym położeniu.

Lewica przekracza próg wyborczy w omawianym badaniu, natomiast PSL i Polska 2050 pozostają poniżej 5 proc.

To ma zasadnicze znaczenie.

W wyborach parlamentarnych liczy się nie tylko łączna liczba głosów oddanych na partie zbliżone programowo. Liczy się również to, które komitety zostaną dopuszczone do podziału mandatów.

Jeśli część ugrupowań nie przekroczy progu, ich głosy nie przyniosą im mandatów. Zmieni to podział miejsc pomiędzy komitetami, które próg pokonały.

Stąd bierze się dyskusja o wspólnych listach.

Tyle że wspólna lista nie jest prostym dodawaniem słupków sondażowych.

Wyborca popierający jedno ugrupowanie nie musi zaakceptować wszystkich jego potencjalnych partnerów. Część wyborców może zrezygnować z poparcia, część przenieść głos, a część uznać wspólny projekt za korzystny.

Bez odpowiednich badań nie wiadomo, jaki byłby bilans.

Jest jeszcze jedna istotna kwestia prawna. Zwykły komitet partii politycznej musi uzyskać co najmniej 5 proc. głosów w skali kraju, natomiast koalicyjny komitet wyborczy — 8 proc. Nie jest to jednak to samo co umieszczenie kandydatów różnych środowisk na liście jednego komitetu.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Sposób organizacji wspólnego startu może więc zmieniać zarówno polityczne ryzyko, jak i warunki prawne.

Razem. Osobna tożsamość czy wspólna lista?

Partia Razem znalazła się w badaniu IBRiS poniżej progu, z wynikiem 3,9 proc.

To stawia ją przed podobnym problemem wyborczym jak inne mniejsze ugrupowania, choć jej pozycja polityczna jest odmienna.

Razem pozostaje odrębnym środowiskiem od Lewicy uczestniczącej w koalicji rządzącej. Różnice dotyczą nie tylko personaliów, lecz także oceny polityki gospodarczej i społecznej rządu.

Z punktu widzenia wyborczej arytmetyki wspólny start może wydawać się sposobem ograniczenia ryzyka utraty mandatów.

Z punktu widzenia tożsamości politycznej może oznaczać konieczność kompromisów.

I właśnie tutaj ujawnia się jedna z najważniejszych sprzeczności przyszłej kampanii.

To, co korzystnie wygląda w tabeli mandatów, nie musi być akceptowalne dla wyborców ani działaczy zainteresowanych ugrupowań.

A może większość ponad dotychczasowym podziałem?

W dyskusjach o przyszłym Sejmie pojawiają się również konfiguracje wykraczające poza obecny podział na obóz rządzący i opozycję.

Matematycznie można zestawiać KO z Konfederacją, KO z Rozwojem Plus albo różne kombinacje ugrupowań prawicowych.

Każda taka konstrukcja wymaga jednak oddzielnego zbadania.

Czy istnieją wspólne priorytety programowe? Czy liderzy dopuszczają współpracę? Czy możliwe byłoby uzgodnienie budżetu? Jakie byłyby warunki obsady stanowisk? Jak wyglądałaby polityka zagraniczna i europejska?

Przede wszystkim zaś: czy politycy byliby gotowi ponieść konsekwencje takiego porozumienia wobec własnych wyborców?

Bez odpowiedzi na te pytania zestawienie dwóch wyników sondażowych jest tylko ćwiczeniem matematycznym.

Nie należy mylić go z politycznym planem.

Próg wyborczy. Niewielka różnica, duże konsekwencje

W październikowym badaniu PSL uzyskało 4,4 proc., Razem 3,9 proc., a Polska 2050 0,5 proc.

Łącznie to 8,8 proc. wskazań respondentów.

Nie oznacza to, że 8,8 proc. głosów zostanie automatycznie „przekazanych” któremukolwiek innemu ugrupowaniu. Wskazuje natomiast skalę poparcia dla trzech partii, które w tym konkretnym pomiarze znalazły się poniżej progu.

To rozróżnienie jest kluczowe.

Głosy oddane na komitety poniżej progu nie są bezpośrednio dopisywane zwycięzcy. Po prostu nie uczestniczą w podziale mandatów, co pośrednio zmienia proporcje reprezentacji ugrupowań przekraczających próg.

Do tego dochodzi metoda D’Hondta oraz podział mandatów w 41 okręgach wyborczych.

Dlatego różnica pomiędzy 4,9 a 5,1 proc. może mieć znacznie większe znaczenie niż sugerowałaby sama różnica dwóch dziesiątych punktu procentowego.

To także powód, dla którego nie należy przywiązywać nadmiernej wagi do pojedynczej symulacji mandatowej.

Rozkład poparcia w poszczególnych okręgach, frekwencja i ostateczna konfiguracja list mogą zmienić wynik.

Jest jeszcze prezydent

Nawet większość pozwalająca powołać rząd nie oznacza pełnej swobody uchwalania ustaw.

W Polsce proces ustawodawczy obejmuje także rolę prezydenta, który może skorzystać z prawa weta.

Do ponownego uchwalenia ustawy po wecie potrzeba w Sejmie większości trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Przy głosowaniu wszystkich 460 posłów oznacza to 276 głosów.

Wspomniane 240 mandatów nie wystarczyłoby więc samo w sobie do odrzucenia prezydenckiego weta przy pełnej frekwencji.

To kolejna granica pomiędzy większością umożliwiającą funkcjonowanie rządu a większością zdolną do samodzielnego przeprowadzania wszystkich rozwiązań ustawowych.

Warto przy tym pamiętać, że weto nie dotyczy ustawy budżetowej w taki sam sposób jak zwykłych ustaw.

Co naprawdę mówią sondaże?

Sondaż jest pomiarem deklaracji z określonego momentu, wykonanym na określonej próbie i według określonej metodologii.

Nie jest wynikiem wyborów.

Symulacja mandatowa stanowi kolejny etap: przeliczenie takich deklaracji według przyjętego modelu.

Nie jest gotowym składem przyszłego Sejmu.

A dodanie mandatów kilku ugrupowań stanowi jeszcze trzeci etap — arytmetyczną możliwość stworzenia większości.

Nie jest umową koalicyjną.

W debacie publicznej te trzy poziomy bywają przedstawiane niemal zamiennie. Tymczasem każdy odpowiada na inne pytanie.

Sondaż: na kogo respondenci deklarują oddanie głosu?

Symulacja: jak przy określonych założeniach mogłyby rozłożyć się mandaty?

Polityka: kto byłby gotowy wspólnie sprawować władzę?

Dopiero połączenie tych trzech perspektyw pozwala sensownie rozmawiać o przyszłym Sejmie.

Radio DTR będzie sprawdzać nie tylko deklaracje

Dlatego w kolejnych odsłonach „Wyborczej Ruletki 2027” nie wystarczy już śledzenie zmian poparcia.

Będziemy analizować budowanie struktur, przygotowywanie list, transfery polityków, propozycje programowe oraz rzeczywiste zachowanie parlamentarzystów.

Szczególnie ważne będą głosowania.

Bo polityk może przez wiele miesięcy przekonywać, że z określonym ugrupowaniem nie ma nic wspólnego, a następnie popierać jego projekty. Może również deklarować otwartość na współpracę, ale w najważniejszych sprawach konsekwentnie głosować inaczej.

Żadna pojedyncza zgodność w głosowaniu nie dowodzi jeszcze istnienia porozumienia. Jednak powtarzające się wzorce, zestawione z deklaracjami i dokumentami, pozwalają lepiej zrozumieć realne relacje między ugrupowaniami.

Będziemy patrzeć nie tylko na to, kto z kim się kłóci. Będziemy patrzeć, kto z kim głosuje.

Dwa smoki przy jednym stole

Przed wyborami 2027 roku można wyobrazić sobie wiele układów parlamentarnych. Jedne wymagają współpracy dotychczasowych partnerów. Inne — porozumienia ugrupowań, które dziś konkurują o tych samych wyborców.

Największą niewiadomą nie jest więc wyłącznie to, ile mandatów zdobędzie każda partia.

Równie ważne pozostaje pytanie, jakie warunki będą gotowe zaakceptować poszczególne środowiska i czy wyborcy poprą ich decyzje.

Sondaże pokazują liczby. Politycy składają deklaracje. Dopiero działania pozwalają sprawdzić, jak wiele są warte.

A kiedy przyjdzie czas tworzenia większości, okaże się, czy przy jednym stole rzeczywiście mogą usiąść polityczni przeciwnicy.

Być może nawet dwa smoki zamiast jednego.

Bo w wyborczej ruletce 2027 roku 231 mandatów może wystarczyć do utworzenia większości. Ale nie wystarczy do zbudowania porozumienia.

Radio DTR — więcej niż informacje.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *