WYBORCZA RULETKA: Cztery smoki po prawej stronie. Kto komu zabiera wyborców?

Oceń materiał

Jeszcze niedawno prawa strona polskiej polityki miała jednego wyraźnego lidera. Dzisiaj o podobnego wyborcę konkurują co najmniej cztery ugrupowania: PiS Jarosława Kaczyńskiego, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna oraz Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Najnowsze sondaże pokazują coś więcej niż zmianę kilku procent. Pokazują rozpad dotychczasowego układu sił. I rodzą pytanie: kto właściwie komu zabiera wyborców?

W naszej „Wyborczej Ruletce” nie zamierzamy odpowiadać na pytanie, na kogo warto głosować.

Interesuje nas coś innego.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Kto buduje swoją pozycję? Skąd bierze wyborców? Kogo traci? Z kim głosuje? Z kim walczy? A przede wszystkim – czy dzisiejsi przeciwnicy pozostaną przeciwnikami również po wyborach parlamentarnych w 2027 roku?

Bo na prawej stronie politycznej ruletki zrobiło się wyjątkowo ciasno.

PiS ma 17 procent. I to nie jest pojedynczy sondaż

Dwa niemal równocześnie przeprowadzone badania dają Prawu i Sprawiedliwości praktycznie identyczny wynik.

W sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, przeprowadzonym 18–19 września na próbie 1070 osób, Koalicja Obywatelska otrzymała 30,9 proc., PiS 17,3 proc., Konfederacja 15,3 proc., Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna 10 proc., Lewica 7,7 proc., a Rozwój Plus 6,4 proc.

W porównaniu z poprzednim badaniem IBRiS KO zyskała 2,8 pkt proc., PiS stracił 0,8 pkt, Konfederacja zyskała 2,1 pkt, a ugrupowanie Brauna 1,2 pkt.

Drugie badanie – United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski z 18–20 września, przeprowadzone na 1000 respondentów – przyniosło bardzo podobny obraz.

KO – 31,5 proc.

PiS – 17,2 proc.

Konfederacja – 12,9 proc.

Konfederacja Korony Polskiej – 10,9 proc.

Lewica – 8,8 proc.

Rozwój Plus – 5,3 proc.

W tym badaniu PiS stracił 2 pkt proc., Konfederacja 2,2 pkt, natomiast ugrupowanie Brauna zyskało aż 4,1 pkt proc.

To oczywiście fotografie opinii publicznej wykonane w konkretnym momencie, a nie prognoza wyniku wyborów w 2027 roku.

Ale dwie fotografie zrobione niemal w tym samym czasie pokazują już coś interesującego.

PiS: 17,2–17,3 proc.

I to jest punkt wyjścia do całej historii.

Pierwszy smok: PiS

Prawo i Sprawiedliwość pozostaje obecnie drugim ugrupowaniem w obu badaniach.

Ale wydarzyło się coś, co jeszcze niedawno wyglądałoby niezwykle.

W sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” PiS od Konfederacji dzielą już tylko 2 punkty procentowe.

17,3 do 15,3.

To nie oznacza, że Konfederacja „wyprzedzi PiS”. Sondaż nie pozwala wyciągać takiego wniosku.

Pokazuje jednak skalę zmiany układu sił.

Partia, która przez lata dominowała po prawej stronie sceny politycznej, ma obecnie obok siebie kilku konkurentów dysponujących znaczącym poparciem.

A dwóch z nich wyrosło przecież częściowo z tego samego politycznego świata.

Mateusz Morawiecki był premierem rządu PiS.

Grzegorz Braun współtworzył Konfederację, zanim jego Konfederacja Korony Polskiej zaczęła funkcjonować jako osobny ośrodek polityczny.

Prawica przestała być jednym wielkim blokiem.

Drugi smok: Konfederacja

Konfederacja uzyskuje obecnie 12,9–15,3 proc.

W badaniu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” do PiS brakuje jej tylko dwóch punktów.

Ale Konfederacja ma również własny problem.

Nazywa się Grzegorz Braun.

W United Surveys jeszcze w poprzednim pomiarze dystans między Konfederacją a KKP przekraczał osiem punktów procentowych.

Teraz wynosi zaledwie dwa punkty.

Konfederacja – 12,9 proc.

Braun – 10,9 proc.

To oznacza, że walka o wyborców nie przebiega już wyłącznie pomiędzy PiS i Konfederacją.

Rozgrywa się również wewnątrz przestrzeni politycznej na prawo od PiS.

Trzeci smok: Braun

Najbardziej spektakularny ruch w jednym z najnowszych badań wykonała właśnie Konfederacja Korony Polskiej.

W United Surveys wzrosła z 6,8 do 10,9 proc.

To skok o 4,1 pkt proc. w ciągu około dwóch tygodni.

IBRiS dla „Rzeczpospolitej” również pokazuje ugrupowanie Brauna na poziomie 10 proc.

Nie należy z dwóch badań budować prognozy wyborczej.

Można jednak powiedzieć coś znacznie prostszego:

dziesięcioprocentowe poparcie dla ugrupowania Brauna pojawia się obecnie w więcej niż jednym badaniu.

A to oznacza, że nie można już analizować walki o prawicowego wyborcę wyłącznie poprzez relację PiS–Konfederacja.

Na planszy znajduje się trzeci poważny gracz.

I właśnie wtedy pojawia się czwarty.

Czwarty smok: Morawiecki

Rozwój Plus jest najmniejszym z tych czterech ugrupowań.

IBRiS dla „Rzeczpospolitej” daje mu 6,4 proc.

United Surveys dla WP – 5,3 proc.

To szczególna pozycja.

W jednym badaniu Morawiecki ma bezpieczniejszy dystans od progu, w drugim znajduje się tuż nad nim.

Ale w przypadku Rozwoju Plus ważniejsza od samego wyniku jest odpowiedź na pytanie:

skąd mają przychodzić jego wyborcy?

I tutaj mamy bardzo ciekawe dane CBOS.

60 procent z PiS. 27 procent z Konfederacji

CBOS badał w kwietniu potencjał hipotetycznej partii Mateusza Morawieckiego.

Wtedy jej potencjalne poparcie oszacowano na około 6 proc.

Ale znacznie ciekawsza była struktura tego elektoratu.

60 proc. potencjalnych wyborców Morawieckiego stanowili ówcześni wyborcy PiS.

Kolejne 27 proc. – wyborcy Konfederacji.

9 proc. stanowili niezdecydowani.

Po zaledwie 2 proc. potencjalnego elektoratu pochodziło od KO i Konfederacji Korony Polskiej.

To były dane z kwietnia, czyli sprzed obecnej fazy konfliktu i przed powstaniem osobnego klubu parlamentarnego Rozwoju Plus.

Nie wolno więc automatycznie przenosić ich na wrzesień.

Pokazują jednak punkt startowy projektu Morawieckiego.

I był nim przede wszystkim elektorat prawej strony, a nie centrum odbierane Koalicji Obywatelskiej.

I tutaj zaczyna się prawdziwa ruletka

Policzmy cztery ugrupowania w najnowszym badaniu United Surveys:

PiS – 17,2 proc.

Konfederacja – 12,9 proc.

KKP – 10,9 proc.

Rozwój Plus – 5,3 proc.

Łącznie to 46,3 proc. deklarowanego poparcia.

Oczywiście nie jest to jeden blok polityczny. Ugrupowania różnią się programowo, konkurują ze sobą i nie ma podstaw, aby automatycznie traktować je jako przyszłą koalicję.

Ale ich wzajemna konkurencja jest jednym z najważniejszych zjawisk obecnej sceny politycznej.

I można ją zobaczyć jeszcze lepiej.

Dwie Konfederacje są większe niż PiS i Morawiecki razem

W United Surveys:

Konfederacja + KKP = 23,8 proc.

PiS + Rozwój Plus = 22,5 proc.

W IBRiS dla „Rzeczpospolitej” sytuacja jest podobna:

Konfederacja + KKP = 25,3 proc.

PiS + Rozwój Plus = 23,7 proc.

W obu najnowszych badaniach suma poparcia dla Konfederacji i ugrupowania Brauna jest więc wyższa niż suma poparcia PiS i Rozwoju Plus.

To nie dowodzi, że wyborcy masowo przepłynęli właśnie z PiS do Mentzena czy Brauna.

Do takiego stwierdzenia potrzebowalibyśmy aktualnych badań przepływów elektoratu.

Ale pokazuje coś innego.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Walka Kaczyńskiego z Morawieckim odbywa się w momencie, gdy bardzo duża część wyborców prawej strony znajduje swoją reprezentację już poza oboma tymi ugrupowaniami.

I to może być najważniejszy paradoks tej historii.

Kaczyński walczy z Morawieckim. A obok rosną inni

Rozwój Plus nie zachowuje się przy tym jak środowisko czekające na pojednanie z PiS.

Buduje własne struktury.

Morawiecki jeździ również do terenów będących bastionami PiS.

Powstają kluby samorządowe Rozwoju Plus.

Do projektu dołączają samorządowcy.

26 września środowisko Morawieckiego ma zorganizować duże forum samorządowe.

Rozwój Plus tworzy również własne propozycje dotyczące migracji, demografii, gospodarki i obronności.

To są działania charakterystyczne dla środowiska próbującego zbudować własną polityczną tożsamość.

Jednocześnie trudno mówić o zerwaniu z całym dziedzictwem poprzedniego obozu.

Trzon Rozwoju Plus tworzą ludzie, którzy przez lata zajmowali wysokie stanowiska w rządach Zjednoczonej Prawicy.

Mateusz Morawiecki był premierem.

Marcin Horała, Michał Dworczyk, Waldemar Buda, Grzegorz Puda, Paweł Jabłoński, Olga Semeniuk-Patkowska czy Ireneusz Zyska również są dobrze znani z poprzedniego okresu rządów.

Nowy szyld nie oznacza więc automatycznie nowej politycznej biografii.

Dlatego słowo „centrum” wymaga sprawdzania

Rozwój Plus próbuje eksponować gospodarkę, rozwój, klasę średnią, przedsiębiorczość czy samorządy.

Ale jego propozycje w innych obszarach pozostają zdecydowanie osadzone po prawej stronie sceny.

W migracji mówi o szczelnych granicach, kontroli i obowiązkowej asymilacji.

W bezpieczeństwie proponuje m.in. powszechne szkolenie obronne młodych ludzi.

W sporach instytucjonalnych nie odcina się po prostu od wszystkiego, co powstało w okresie rządów PiS.

Dlatego pytanie nie musi brzmieć:

czy Morawiecki przeszedł do centrum?

Znacznie ciekawsze jest inne:

czy próbuje sprzedać część dotychczasowej polityki prawicy wyborcy, który nie chce już kupować jej pod szyldem PiS?

Jest jeszcze piąty gracz. KO

Cała walka czterech prawicowych ugrupowań odbywa się przy bardzo dużej przewadze obecnego lidera sondaży.

KO ma:

30,9 proc. w IBRiS dla „Rzeczpospolitej”

i

31,5 proc. w United Surveys dla WP.

Różnica pomiędzy KO a PiS wynosi więc obecnie w tych dwóch badaniach odpowiednio 13,6 i 14,3 pkt proc.

Ale przewaga największej partii nie oznacza automatycznie większości parlamentarnej jej obecnego obozu.

I tu zaczyna się kolejny paradoks.

231 do 229

United Surveys dla WP został przeliczony na mandaty.

Według tej symulacji:

KO otrzymałaby 192 mandaty,

PiS – 95,

Konfederacja – 66,

KKP – 53,

Lewica – 39,

Rozwój Plus – 15.

KO i Lewica miałyby więc razem dokładnie 231 mandatów – minimalną większość.

PiS, Konfederacja, KKP i Rozwój Plus miałyby razem 229 mandatów.

Dwa mandaty różnicy.

Tyle że tego zestawienia absolutnie nie należy czytać jako prognozy przyszłej koalicji.

Nie wiadomo przecież, czy wszystkie te ugrupowania chciałyby ze sobą współpracować.

Nie wiadomo również, jak będą wyglądały ich wyniki za rok.

A przy partiach balansujących wokół progu niewielka zmiana poparcia może radykalnie zmienić sposób podziału mandatów.

Drugie najnowsze badanie – IBRiS dla „Rzeczpospolitej” – daje już taki układ poparcia, przy którym część obecnych koalicjantów znalazłaby się poza Sejmem.

Dlatego dzisiejsze przeliczenia mandatów są przede wszystkim ilustracją skali politycznej niepewności.

Największą partią może być KO. Ale największą zagadką jest prawica

I właśnie dlatego nie koncentrowalibyśmy się wyłącznie na pytaniu, kto dzisiaj prowadzi.

To wiemy.

Znacznie ciekawsze jest to, co dzieje się pod powierzchnią.

PiS walczy z Morawieckim.

Konfederacja walczy o pozycję największej alternatywy wobec PiS na prawej stronie.

Braun odbiera przestrzeń Konfederacji.

Morawiecki próbuje budować własną partię na fundamencie ludzi związanych wcześniej z PiS, jednocześnie otwierając się na samorządowców i wyborców spoza dawnego obozu.

A wszyscy przygotowują się do wyborów, do których pozostaje jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby dzisiejsza mapa zmieniła się kilkukrotnie.

Dlatego będziemy sprawdzać przepływy, a nie tylko słupki

Sondaż mówi nam, ile osób deklaruje dziś poparcie dla partii.

Nie mówi automatycznie, skąd ci ludzie przyszli.

I to będzie kolejny etap naszej analizy.

Chcemy sprawdzić:

PiS → Rozwój Plus

PiS → Konfederacja

PiS → Braun

Konfederacja → Braun

oraz grupę być może najważniejszą:

wyborcy niezdecydowani → ?

Bo dopiero przepływy pokażą, czy Morawiecki rzeczywiście rozbiera PiS, czy większą część politycznych strat Kaczyńskiego przejmują zupełnie inni gracze.

Cztery smoki. Jedna prawa strona

W pierwszym materiale o Rozwoju Plus pytaliśmy, czy przeciwnicy PiS, pomagając politycznie nowemu ugrupowaniu Morawieckiego, nie wzmacniają przypadkiem kolejnego ośrodka tej samej części sceny politycznej.

Dzisiaj pytanie trzeba poszerzyć.

Bo smoków zrobiło się więcej.

Jest Kaczyński.

Jest Konfederacja.

Jest Braun.

Jest Morawiecki.

Każdy chce własnego kawałka prawicy.

Każdy buduje własną opowieść.

Każdy próbuje przekonać wyborców, że właśnie on jest właściwą odpowiedzią.

Ale wybory parlamentarne nie kończą się w chwili zamknięcia lokali.

Później zaczyna się liczenie mandatów.

Rozmowy.

Negocjacje.

Większości.

Dlatego w „Wyborczej Ruletce” będziemy patrzeć nie tylko na to, kto z kim się dzisiaj kłóci.

Będziemy sprawdzać, kto komu zabiera wyborców, kto z kim głosuje i kto z kim potrafi zawierać porozumienia.

Bo przed wyborami 2027 najważniejsze pytanie może ostatecznie nie brzmieć:

który smok wygra?

Tylko:

ile smoków pozostanie przy stole, kiedy ruletka przestanie się kręcić?

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.