Przejdź do treści
poniedziałek 19 października 2026
Imieniny: Ferdynand, Piotr, Siemowit, Skarbimir, Ziemowit
19/10/2026Autor

Miało chodzić o ratowanie zwierząt. Tymczasem po zakończeniu pierwszego etapu interwencji pojawiły się doniesienia o padłych ptakach, zaginionych zwierzętach, niewłaściwym karmieniu i przerwach w leczeniu. Była dyrektorka wrocławskiego zoo Marta Zając-Ossowska przedstawia poważne zarzuty dotyczące opieki sprawowanej podczas działań służb i organizacji prozwierzęcych. Ale to nie jedyny problem. Prokuratura powierza zwierzęta burmistrzowi, gmina pyta o pieniądze, a odpowiedzialność za wydarzenia między 13 a 16 października pozostaje niejasna. Radio DTR analizuje nie tylko to, co mogło się wydarzyć, lecz przede wszystkim mechanizm podejmowania decyzji.

Interwencja nie zwalnia z odpowiedzialności

13 października w prywatnym ogrodzie zoologicznym w Łącznej rozpoczęła się szeroko zakrojona operacja policji i prokuratury. Zatrzymano pięć osób, rozpoczęto zabezpieczanie dowodów i przewożenie części zwierząt do innych placówek.

Organy ścigania podejrzewają, że w ogrodzie dochodziło do naruszeń przepisów dotyczących ochrony zwierząt. Wcześniejsze kontrole administracyjne również wykazywały nieprawidłowości. Sprawy tej nie wolno bagatelizować.

Ale jest też druga strona odpowiedzialności.

Jeżeli państwo podejmuje działania, które ograniczają dotychczasowy sposób sprawowania opieki nad setkami zwierząt, musi zapewnić, że podczas interwencji ich sytuacja nie ulegnie pogorszeniu.

Czytaj dalej

Powiązany temat

To nie jest argument przeciwko ściganiu przestępstw. To element prawidłowo przeprowadzonej interwencji.

Po trzech dniach do Łącznej wrócili pracownicy. Kolejne transporty wstrzymano. Marta Zając-Ossowska, wcześniej dyrektorka wrocławskiego zoo, zaczęła organizować bieżącą pracę placówki jako pełnomocniczka właściciela.

Wtedy pojawiły się nowe informacje.

I właśnie one wymagają dzisiaj szczególnie dokładnego zbadania.

Padłe ptaki, zaginione zwierzęta. Co stwierdzono po powrocie?

Marta Zając-Ossowska poinformowała o problemach ujawnionych po ponownym wejściu pracowników na teren ogrodu.

Wśród zgłaszanych zdarzeń znalazły się przypadki padnięcia dwóch ptaków, pogorszenia stanu zdrowia innych zwierząt, braku części osobników oraz nieprawidłowości dotyczących karmienia i leczenia.

W doniesieniach prasowych wskazano, że martwe ptaki to arasari czarnoszyi o imieniu James oraz majna złotolica o imieniu Słodka.

Zgłoszono również brak dwóch małpek pigmejek, szpaka balijskiego oraz problemy z ustaleniem losu innych zwierząt. Pojawiły się doniesienia o pawiu, który miał wydostać się poza teren ogrodu, a także o rysiu.

To poważne informacje.

Nie są jednak równoznaczne z ustaleniem przyczyn śmierci zwierząt ani odpowiedzialności za ich zaginięcie.

Nie przedstawiono publicznie wyników sekcji zwłok ptaków, pełnej inwentaryzacji zwierząt wykonanej przed interwencją i po niej ani dokumentacji pozwalającej ustalić dokładny moment wystąpienia poszczególnych zdarzeń.

Bez tych danych nie można odpowiedzialnie stwierdzić, że określona fundacja spowodowała śmierć konkretnego zwierzęcia.

Można natomiast zapytać, dlaczego po kilku dniach interwencji pojawiły się tak poważne rozbieżności dotyczące stanu zwierząt i kto powinien je wyjaśnić.

Bo jeżeli zwierzę było chore przed interwencją, dokumentacja powinna to wykazać. Jeżeli jego stan pogorszył się podczas interwencji, również powinno być możliwe ustalenie przyczyn.

A jeśli takiej dokumentacji nie prowadzono, mamy kolejny problem — tym razem dotyczący organizacji działań.

 

Kto karmił zwierzęta i według jakich instrukcji?

W relacjach z Łącznej pojawiły się zarzuty dotyczące nieodpowiedniego pokarmu.

Wymieniano między innymi wieprzowinę przeznaczoną dla drapieżników, mieszankę dla gołębi podawaną ptakowi owocożernemu, orzeszki ziemne dla gęsi oraz suszone krewetki dla bażantów.

Zarządzająca ogrodem wskazywała również na problemy z podawaniem leków.

Nie każda z tych informacji ma jednak identyczną wartość dowodową.

Zakup określonej karmy nie oznacza jeszcze, że podano ją konkretnemu zwierzęciu. Nie każdy nietypowy składnik diety musi być szkodliwy dla każdego gatunku. O prawidłowości żywienia decydują wymagania konkretnego zwierzęcia, jego stan zdrowia, ilość i sposób podania pokarmu.

Dlatego nie wystarczy pokazać faktury za mięso czy worek karmy.

Trzeba ustalić, kto przygotował jadłospis, kto zaakceptował jego skład, kto faktycznie karmił zwierzęta i czy stosowano się do instrukcji pozostawionych przez ich dotychczasowych opiekunów.

Jeszcze poważniejszy jest zarzut dotyczący leków.

Jeżeli zwierzę przyjmowało leki przewlekle, przerwanie terapii mogło mieć znaczenie dla jego zdrowia. Ale aby to ocenić, potrzebne są karty leczenia, zalecenia lekarza weterynarii oraz potwierdzenia wykonania lub niewykonania konkretnych czynności.

Nie da się ocenić jakości opieki nad setkami zwierząt wyłącznie na podstawie zdjęć zakupów i wzajemnych oskarżeń. Potrzebne są dzienniki karmienia, leczenia i obserwacji.

Pytanie brzmi, czy takie dokumenty prowadzono w dniach interwencji.

Fundacje weszły do zoo. Ale kto powierzył im odpowiedzialność?

W dyskusji o Łącznej coraz częściej pojawia się zbiorowe określenie „fundacje prozwierzęce”.

To wygodne uproszczenie. I niebezpieczne.

Organizacje mogły wykonywać różne zadania. Jedne pomagały przy karmieniu, inne przy zabezpieczaniu zwierząt, jeszcze inne mogły uczestniczyć w ich transporcie. Nie oznacza to, że każda podejmowała te same decyzje.

Fundacja Centaurus w swoim stanowisku wskazała, że jej przedstawiciele przybyli do ogrodu na początku interwencji, ale dostęp do zwierząt uzyskali dopiero później. Według organizacji zapewniano żywność i wodę, a zakupy dokumentowano fakturami.

Nie jest więc wystarczające stwierdzenie, że „fundacje zajmowały się zwierzętami”.

Należy ustalić, które konkretnie organizacje przebywały na terenie zoo, w jakich godzinach, jakie czynności wykonywały i na czyje polecenie.

Szczególnie istotne jest pytanie, czy otrzymały instrukcje dotyczące poszczególnych gatunków.

Ogród zoologiczny nie jest miejscem, w którym wystarczy zapewnić zwierzętom dowolny pokarm i wodę. Niektóre gatunki mają bardzo specyficzne wymagania żywieniowe, środowiskowe i zdrowotne.

Jeżeli służby dopuściły do opieki osoby bez odpowiedniego przygotowania, odpowiedzialność za organizację tej opieki nie może zostać automatycznie przeniesiona wyłącznie na wolontariuszy.

Jeżeli natomiast konkretna organizacja otrzymała właściwe instrukcje i ich nie przestrzegała, to również powinno zostać udokumentowane.

Najważniejsze nie jest dziś to, kto miał dobre intencje. Najważniejsze jest to, kto miał kompetencje, uprawnienia i obowiązek podejmowania decyzji.

Trzy dokumenty, które mogą zmienić ocenę interwencji

„Dziennik Wałbrzych” opisał materiały określane jako protokoły pracowników zoo, prokuratury oraz inspekcji weterynaryjnej.

Według relacji gazety mają one wskazywać na nieprawidłowości podczas sprawowania opieki nad zwierzętami.

Jeżeli dokumenty te rzeczywiście zawierają niezależne obserwacje przedstawicieli organów państwa, ich znaczenie może być bardzo duże.

Ale trzeba zachować podstawowe rozróżnienie.

Protokół sporządzony przez pracowników ogrodu nie jest tym samym co protokół urzędowy. A zapisanie w dokumencie czyjejś relacji nie oznacza, że organ samodzielnie potwierdził jej prawdziwość.

Dlatego konieczne jest ustalenie, co dokładnie zapisano w każdym z dokumentów, kto je podpisał i jakie dowody do nich dołączono.

Bez tego nie wolno twierdzić, że prokuratura lub inspekcja weterynaryjna potwierdziły wszystkie zarzuty wobec organizacji prozwierzęcych.

Jednak sam fakt pojawienia się informacji o takich protokołach uzasadnia skierowanie do instytucji szczegółowych pytań.

Ryś, który miał uciec. Dlaczego ten wątek jest szczególnie poważny?

W doniesieniach medialnych pojawiła się również informacja o rysiu, który miał wydostać się z ogrodu.

To inna kategoria zagrożenia niż zaginięcie niewielkiego ptaka.

Jeżeli ryś rzeczywiście opuścił zabezpieczony wybieg lub teren placówki, należy ustalić, kiedy do tego doszło, czy został odnaleziony oraz jakie działania podjęto w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

Nie można jednak na obecnym etapie przesądzać, że do takiej ucieczki rzeczywiście doszło.

W przypadku zaginięć podstawowe znaczenie ma dokumentacja stanu zwierząt przed interwencją i po niej.

Bez niej trudno odróżnić rzeczywistą ucieczkę od błędu inwentaryzacyjnego, przemieszczenia zwierzęcia do innego pomieszczenia czy nieodnotowanego transportu.

Właśnie dlatego pełna inwentaryzacja powinna być jednym z pierwszych elementów działań podejmowanych w takiej placówce.

Burmistrz otrzymał zwierzęta na przechowanie. Czy otrzymał też środki?

17 października pojawiła się informacja o postanowieniu prokuratury powierzającym zwierzęta burmistrzowi Mieroszowa Andrzejowi Lipińskiemu jako osobie godnej zaufania.

To niezwykle istotny moment.

Gmina nie jest właścicielem prywatnego ogrodu zoologicznego. Burmistrz nie staje się właścicielem zwierząt tylko dlatego, że powierzono mu ich przechowanie w związku z postępowaniem.

Powstaje jednak obowiązek zorganizowania pieczy zgodnie z treścią postanowienia.

A skala zadania jest ogromna.

Wcześniej podawano, że na terenie ogrodu pozostaje około 667 zwierząt. Marta Zając-Ossowska szacowała miesięczny koszt utrzymania placówki na 200–300 tysięcy złotych.

Nie przedstawiono publicznie szczegółowego kosztorysu potwierdzającego tę kwotę.

Nawet jeśli przyjmiemy ją jedynie jako orientacyjny szacunek, pokazuje ona skalę potencjalnego obciążenia.

Burmistrz zapowiedział starania o zabezpieczenie środków.

Warto jednak zadać pytanie szersze.

Dlaczego przy przygotowywaniu interwencji obejmującej setki zwierząt nie przedstawiono od razu publicznie modelu ich dalszego utrzymania?

Nie wiemy, czy taki model istniał w dokumentach organów ścigania. Wiemy natomiast, że po kilku dniach kwestia finansowania stała się jednym z głównych tematów rozmów.

To nie jest detal księgowy.

Bez pieniędzy nie będzie odpowiedniego pokarmu, leków, specjalistycznej opieki i pracowników.

Nie wystarczy formalnie zabezpieczyć zwierzęta. Trzeba jeszcze zapewnić środki na ich utrzymanie.

Dlaczego nie skorzystano od razu z dotychczasowych pracowników?

To jedno z najbardziej niewygodnych pytań w tej sprawie.

W ogrodzie pracowali ludzie znający poszczególne zwierzęta, ich zwyczaje, diety i historię leczenia.

Część osób związanych z placówką usłyszała zarzuty. Organy ścigania mogły mieć uzasadnione powody, aby ograniczyć ich udział w opiece lub dostęp do materiału dowodowego.

Nie oznacza to jednak, że każdy pracownik automatycznie utracił kompetencje do wykonywania swoich obowiązków.

Należało rozważyć, czy możliwe było wykorzystanie wiedzy personelu pod nadzorem niezależnych lekarzy weterynarii i specjalistów z innych ogrodów zoologicznych.

Nie przesądzamy, że takie rozwiązanie było dostępne i bezpieczne w momencie rozpoczęcia działań.

Ale fakt, że pracownicy wrócili do opieki 16 października, uzasadnia pytanie, jakie przeszkody istniały wcześniej i co pozwoliło je usunąć.

Czy zmieniła się ocena ryzyka? Czy zakończono czynności wymagające ograniczenia dostępu? Czy uzgodniono nowy system nadzoru?

To powinno zostać wyjaśnione przez prokuraturę.

Wywieziono 33 zwierzęta. Czy przygotowano plan dla pozostałych?

W dniach 13–14 października przewieziono z Łącznej 33 zwierzęta, w tym część do zagranicznych placówek.

Wcześniej Inspekcja Weterynaryjna poinformowała o dokumentach dotyczących 21 zwierząt objętych sześcioma świadectwami zdrowia.

Nie można tych liczb automatycznie utożsamiać ani traktować jako dowodu nieprawidłowości. Konieczne jest ustalenie, jakie zwierzęta obejmowały pozostałe przemieszczenia i na jakiej podstawie je wykonano.

Znacznie ważniejsze jest jednak pytanie o plan całościowy.

Czy przed rozpoczęciem operacji przygotowano miejsca dla wszystkich zwierząt, które zamierzano przewieźć?

Czy istniał wariant pozostawienia części osobników na miejscu pod specjalistycznym nadzorem?

Czy oceniono ryzyko związane z transportem egzotycznych gatunków?

A jeśli dalsze transporty wstrzymano, kto i na jakiej podstawie podjął taką decyzję?

Samo wstrzymanie transportów nie dowodzi, że wcześniejsze były niepotrzebne.

Pokazuje jednak, że zastosowany sposób działania uległ zmianie i wymaga to rzeczowego wyjaśnienia.

Dwa postępowania, dwie odpowiedzialności

Nie można przy tej okazji zapomnieć, dlaczego organy państwa zainteresowały się ZOO Łączna.

Prokuratura prowadzi postępowanie karne dotyczące podejrzenia znęcania się nad zwierzętami. Pięć osób usłyszało zarzuty. Podejrzanym przysługuje domniemanie niewinności.

Równocześnie Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska prowadzi od sierpnia postępowanie dotyczące cofnięcia zezwolenia na prowadzenie ogrodu.

Wcześniejsze kontrole wskazywały na nieprawidłowości.

To oznacza, że nawet potwierdzenie błędów podczas interwencji nie obala automatycznie zarzutów dotyczących wcześniejszego funkcjonowania placówki.

I odwrotnie.

Nawet gdyby wszystkie zarzuty wobec właściciela zostały ostatecznie potwierdzone, nie zwalniałoby to osób organizujących interwencję z odpowiedzialności za prawidłową opiekę nad zabezpieczonymi zwierzętami.

Państwo nie może usprawiedliwiać własnych błędów podejrzeniami wobec obywatela. Obywatel nie może usprawiedliwiać swoich ewentualnych zaniedbań błędami państwa.

To dwie odrębne kwestie.

Gdzie zaczyna się odpowiedzialność prokuratury?

W sprawie Łącznej powinniśmy odróżnić odpowiedzialność za decyzję o interwencji od odpowiedzialności za sposób jej wykonania.

Pierwsza zależy od materiału dowodowego, przesłanek prawnych i celu czynności procesowych.

Druga obejmuje organizację zabezpieczenia zwierząt, nadzór nad osobami dopuszczonymi do opieki, dokumentowanie działań i zapewnienie ciągłości leczenia oraz karmienia.

Jeżeli policja lub prokuratura zlecały określone zadania organizacjom społecznym, powinno być możliwe odtworzenie zakresu tych zadań.

Jeżeli fundacje działały samodzielnie w określonych obszarach, również należy to jasno wykazać.

Jeżeli za żywienie odpowiadał lekarz weterynarii lub wyznaczony koordynator, potrzebna jest dokumentacja jego decyzji.

Bez takiego podziału odpowiedzialności powstaje mechanizm, w którym każdy uczestnik może wskazywać na kogoś innego.

Fundacja może twierdzić, że wykonywała polecenia służb. Służby mogą wskazywać na samodzielność organizacji. Przedstawiciele ogrodu mogą mówić, że zostali odsunięci. Gmina może podkreślać, że dopiero później powierzono jej pieczę.

A na końcu pozostają zwierzęta, których stan zdrowia i los trzeba wyjaśnić.

📄 Z dokumentów

DOKUMENT: MINISTERSTWO WSKAZUJE NA ODPOWIEDZIALNOŚĆ PROKURATURY

16 października 2026 r. Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało komunikat dotyczący interwencji w ZOO Łączna. Resort jednoznacznie wskazał, że za decyzje dotyczące zwierząt zabezpieczonych w postępowaniu odpowiada prokuratura.

Ministerstwo podkreśliło, że nie uczestniczyło w przygotowywaniu, konsultowaniu ani planowaniu działań policji i prokuratury.

Resort poinformował również, że rozpatrywał jedynie wniosek dotyczący przemieszczenia jednego tygrysa bengalskiego w ramach procedury CITES. Nie oznaczało to zatwierdzenia całej operacji ani wszystkich transportów.

Jednocześnie Ministerstwo Klimatu i Środowiska, GDOŚ oraz Centralny Azyl dla Zwierząt zadeklarowały gotowość wsparcia prokuratury w zapewnieniu dobrostanu zwierząt.

Co wynika z tego dla sprawy Łącznej?

Komunikat pozwala wskazać instytucję, która według oficjalnego stanowiska resortu odpowiadała za decyzje dotyczące zwierząt podczas interwencji.

Nie rozstrzyga jednak, kto faktycznie nadzorował karmienie, leczenie i bezpieczeństwo zwierząt ani czy obowiązki te wykonywano prawidłowo.

To właśnie te kwestie wymagają udokumentowania.

Źródło dokumentu: Ministerstwo Klimatu i Środowiska, komunikat z 16 października 2026 r.

 

 

Najbardziej niepokojący scenariusz: odpowiedzialność rozproszona

Nie przesądzamy, że właśnie taki scenariusz wystąpił w Łącznej.

Ale dotychczasowe wydarzenia pokazują ryzyko charakterystyczne dla skomplikowanych interwencji prowadzonych przez wiele podmiotów.

Jedna instytucja podejmuje decyzję procesową. Druga organizuje transport. Trzecia wystawia dokumenty. Organizacje społeczne pomagają przy zwierzętach. Samorząd uczestniczy w koordynacji kryzysowej. Dotychczasowi pracownicy zostają czasowo odsunięci.

Każdy wykonuje część zadania.

Pytanie brzmi, czy ktoś odpowiada za całość.

Nie w sensie politycznym lub medialnym, ale operacyjnym: czy istniała osoba odpowiedzialna za stan wszystkich zwierząt, posiadająca aktualną ewidencję, informacje o leczeniu i możliwość natychmiastowego reagowania.

Jeżeli tak, jej ustalenia powinny stanowić podstawę oceny interwencji.

Jeżeli nie, mielibyśmy do czynienia z poważną luką organizacyjną.

I to właśnie ta kwestia wymaga wyjaśnienia w pierwszej kolejności.

Czy to była akcja ratunkowa, czy zabrakło planu na dzień następny?

Tego nie da się jeszcze rozstrzygnąć. Można jednak wskazać, co powinno zostać sprawdzone.

Interwencja w ogrodzie zoologicznym wymaga czegoś więcej niż decyzji o wejściu na teren placówki i zabezpieczeniu dowodów.

Potrzebny jest plan obejmujący opiekę nad zwierzętami, ich ewidencję, transport, leczenie, personel i finansowanie.

Nie wiemy, czy wszystkie te elementy zostały przygotowane przed 13 października. Nie znamy pełnej dokumentacji operacji.

Wiemy natomiast, że w ciągu kilku dni zmieniono sposób organizacji opieki, powrócili pracownicy, a gmina stanęła przed problemem finansowania utrzymania zwierząt.

Pojawiły się również poważne zarzuty dotyczące tego, co działo się podczas interwencji.

Właśnie dlatego potrzebna jest niezależna kontrola jej przebiegu.

Nie kontrola prowadzona wyłącznie na podstawie relacji właściciela. Nie ocena oparta tylko na stanowisku organizacji społecznych. I nie samo zapewnienie prokuratury, że działania były prawidłowe.

Potrzebne jest porównanie dokumentów, opinii weterynaryjnych, ewidencji zwierząt i decyzji podejmowanych przez poszczególne podmioty.

Zwierzęta nie mogą stać się zakładnikami sporu

W Łącznej mamy obecnie kilka równoległych konfliktów.

Spór o wcześniejsze warunki utrzymywania zwierząt. Spór o sposób przeprowadzenia interwencji. Spór o kompetencje fundacji. Spór o transporty zagraniczne. I coraz wyraźniejszy problem finansowania dalszej opieki.

Każdy z nich może zakończyć się osobnymi ustaleniami i rozstrzygnięciami.

Ale żaden nie powinien przesłaniać podstawowego celu: zapewnienia zwierzętom bezpieczeństwa i odpowiednich warunków.

Jeżeli w ogrodzie wcześniej dochodziło do zaniedbań, powinny zostać wykazane i rozliczone.

Jeżeli podczas interwencji popełniono błędy, również powinny zostać ustalone i rozliczone.

Jeżeli zwierzęta zaginęły, należy ustalić ich los.

Jeżeli dwa ptaki padły, trzeba wyjaśnić przyczyny ich śmierci.

Jeżeli przerywano leczenie, należy wskazać, kto odpowiadał za jego ciągłość.

A jeśli nie było jasnego podziału obowiązków, trzeba wyjaśnić, dlaczego.

Konkluzja: dobre intencje nie zastępują odpowiedzialności

Sprawa ZOO Łączna nie powinna zakończyć się prostą opowieścią o dobrych obrońcach zwierząt i złym właścicielu. Nie powinna też zamienić się w równie uproszczoną historię o złych fundacjach i niewinnym przedsiębiorcy.

Oba obrazy mogą być wygodne dla uczestników konfliktu.

Żaden nie zastępuje dowodów.

Najpoważniejszym pytaniem po wydarzeniach z 13–16 października jest dziś to, czy organizatorzy interwencji zapewnili rzeczywistą, ciągłą i profesjonalną opiekę nad wszystkimi zwierzętami.

Nie tylko nad tymi, które przewieziono.

Również nad setkami pozostającymi w Łącznej.

Jeżeli ktoś podejmuje decyzję o odsunięciu dotychczasowych opiekunów, musi wiedzieć, kto przejmie ich obowiązki. Jeżeli przekazuje te obowiązki innym osobom, musi wiedzieć, czy potrafią je wykonać. A jeśli dochodzi do szkody, musi istnieć możliwość ustalenia, kto za nią odpowiada.

To elementarna zasada odpowiedzialności za podejmowane działania.

Nie zależy od tego, czy działającym jest prywatny przedsiębiorca, fundacja, policjant, prokurator czy przedstawiciel administracji.

W tej sprawie wszyscy deklarują troskę o zwierzęta.

Teraz trzeba sprawdzić, kto rzeczywiście zapewnił im właściwą opiekę — i kto odpowiada za sytuacje, w których mogło jej zabraknąć.

Radio DTR będzie wracać do sprawy wraz z uzyskiwaniem dokumentacji interwencji, protokołów kontroli oraz stanowisk organów ścigania i organizacji uczestniczących w działaniach.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *