Przejdź do treści
piątek 16 października 2026
Imieniny: Aurelia, Gerard, Grzegorz
16/10/2026Autor

Pięć osób z zarzutami, 33 zwierzęta przewiezione do innych placówek, około 667 pozostających w ogrodzie i była dyrektorka wrocławskiego zoo, która przejmuje bieżące zarządzanie. W ciągu zaledwie trzech dni sytuacja w Łącznej zmieniła się zasadniczo. Prokuratura zakończyła czynności na terenie placówki, kolejne transporty na razie wstrzymano, a do opieki nad zwierzętami wrócili pracownicy. Nie zakończyło się jednak śledztwo ani postępowanie dotyczące zezwolenia na prowadzenie zoo. Najważniejsze pytanie brzmi dziś nie tylko, czy interwencja była konieczna, ale również, jak została przygotowana i kto odpowiada za jej skutki.

Trzy dni, które zmieniły sytuację w Łącznej

We wtorek, 13 października, policja i prokuratura rozpoczęły szeroko zakrojone czynności w prywatnym ogrodzie zoologicznym w Łącznej, w gminie Mieroszów. Zatrzymano pięć osób związanych z placówką, przeprowadzano oględziny, zabezpieczano materiał dowodowy i rozpoczęto przewożenie części zwierząt.

Obraz interwencji szybko zdominowały nagrania transportów, protesty i wzajemne oskarżenia. Zwolennicy ogrodu kwestionowali sposób prowadzenia czynności. Organy ścigania przekonywały, że działania są konieczne w związku z podejrzeniem znęcania się nad zwierzętami.

16 października nastąpiła zmiana organizacyjna.

Pracownicy ogrodu wrócili do obowiązków. Prokuratura zakończyła czynności prowadzone na jego terenie, a policja miała opuścić placówkę. Kolejnych zwierząt na razie nie planowano wywozić. Zoo pozostanie zamknięte dla odwiedzających co najmniej do poniedziałku, 19 października.

Czytaj dalej

Powiązany temat

To nie jest zakończenie sprawy. To zmiana sposobu zapewniania opieki nad zwierzętami, podczas gdy postępowania prawne nadal trwają.

I właśnie ta różnica jest kluczowa.

Marta Zając-Ossowska. Nowa odpowiedzialność, ale nie nowa znajomość ogrodu

Za organizację dalszego funkcjonowania ZOO Łączna odpowiadać ma Marta Zając-Ossowska, wcześniej związana z wrocławskim ogrodem zoologicznym, gdzie w 2023 roku objęła stanowisko dyrektorki generalnej. Z funkcji tej zrezygnowała niespełna rok później.

Nie jest osobą całkowicie nową w Łącznej. Wcześniej współpracowała z ogrodem, zajmując się komunikacją i kontaktami z mediami.

Obecnie występuje jako pełnomocniczka właściciela i osoba organizująca bieżącą pracę placówki.

Po rozmowach z przedstawicielami prokuratury, policji, administracji wojewódzkiej i samorządu zapowiedziała współpracę oraz skupienie się na opiece nad zwierzętami pozostającymi na miejscu.

To rozwiązanie może mieć praktyczne znaczenie. Ogród zoologiczny wymaga codziennego nadzoru, znajomości poszczególnych gatunków, harmonogramów karmienia, leczenia i utrzymywania odpowiednich warunków bytowych. Tego nie da się zastąpić samą obecnością funkcjonariuszy.

Pozostaje jednak kwestia formalna.

Nie przedstawiono publicznie dokumentu określającego dokładny zakres uprawnień Marty Zając-Ossowskiej. Nie wiadomo więc, czy jej umocowanie obejmuje pełne zarządzanie przedsiębiorstwem, czy przede wszystkim organizację pracy i opieki nad zwierzętami.

To nie jest wyłącznie formalność.

Jeżeli ogród ma realizować zalecenia organów kontrolnych, zapewniać środki finansowe, zatrudniać pracowników i podejmować zobowiązania wobec innych placówek, ktoś musi mieć do tego odpowiednie uprawnienia.

Istotna jest również wcześniejsza współpraca Zając-Ossowskiej z Łączną. Warto ustalić, od kiedy trwała, jaki był jej zakres i czy obejmowała wiedzę o nieprawidłowościach stwierdzanych przez organy nadzoru.

Nie oznacza to przypisywania jej odpowiedzialności za wcześniejsze zdarzenia. Pozwala natomiast zrozumieć, czy mamy do czynienia z osobą przejmującą zarządzanie kryzysowe, czy z kimś, kto wcześniej uczestniczył w funkcjonowaniu organizacyjnym placówki.

667 zwierząt. Kto odpowiada za ich bezpieczeństwo?

Podczas posiedzenia Gminnego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w Mieroszowie 15 października przekazano informację, że według policji na terenie zoo przebywa około 667 zwierząt.

Do tego momentu 33 zwierzęta zostały przewiezione do placówek w Belgii i Holandii.

To liczby pokazujące skalę przedsięwzięcia. Nie mamy do czynienia z niewielkim schroniskiem, lecz z ogrodem wymagającym zróżnicowanej opieki nad setkami osobników.

Jednak szczególnie interesujący jest komunikat Ministerstwa Klimatu i Środowiska z 16 października.

Resort poinformował, że wszystkie zwierzęta z ZOO Łączna stały się dowodami w prowadzonym postępowaniu, a uprawnienia do podejmowania decyzji dotyczących ich losu należą obecnie do prokuratury.

Oznacza to, że powrót pracowników nie jest równoznaczny z przywróceniem właścicielowi pełnej swobody decydowania o zwierzętach.

Powstaje sytuacja, w której bieżącą opiekę zapewnia personel prywatnego ogrodu, natomiast istotne decyzje dotyczące zwierząt pozostających przedmiotem postępowania należą do organu procesowego.

Taki model może funkcjonować, ale wymaga precyzyjnego określenia obowiązków.

Kto podejmuje decyzję o leczeniu? Kto zatwierdza ewentualne przeniesienie zwierzęcia? Kto ponosi koszty opieki? Co dzieje się w przypadku nagłego zagrożenia zdrowia lub życia zwierzęcia?

Samo ogłoszenie powrotu pracowników nie odpowiada jeszcze na te pytania.

33 zwierzęta wyjechały. Co dokładnie wiemy o transporcie?

Jednym z najważniejszych dokumentów, jakie pojawiły się w tej sprawie, jest komunikat Dolnośląskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii.

Wynika z niego, że 7 października, a więc sześć dni przed rozpoczęciem interwencji, policja wystąpiła o oddelegowanie pracownika Inspekcji Weterynaryjnej do obsługi systemu TRACES, wykorzystywanego przy przemieszczaniu zwierząt za granicę.

13 października wystawiono sześć świadectw zdrowia dla 21 zwierząt.

Wśród nich znalazły się surykatki, kangury, sajmiri wiewiórcze, ara, tukany, czubacze oraz tygrys bengalski.

Transport opuścił teren ogrodu późnym wieczorem 13 października. Według Inspekcji Weterynaryjnej wykorzystano zatwierdzony środek transportu przeznaczony do przewozów długodystansowych i uprawnionego kierowcę.

Miejsca docelowe wskazał przedstawiciel policji działającej pod nadzorem prokuratury.

To ustalenie ma znaczenie z dwóch powodów.

Po pierwsze, pokazuje, że przygotowania do przewiezienia przynajmniej części zwierząt rozpoczęły się przed samą interwencją.

Po drugie, pozwala rozdzielić odpowiedzialność za poszczególne etapy. Inspekcja Weterynaryjna wystawiła dokumenty wymagane do transportu, ale nie podejmowała decyzji procesowej o odebraniu zwierząt ani nie wskazywała miejsc ich docelowego pobytu.

Pozostaje pytanie o pozostałe 12 zwierząt, wynikające z różnicy między liczbą 33 podaną przez gminę a 21 objętymi opisanymi świadectwami zdrowia. Nie można bez dalszej dokumentacji przesądzać, czy chodziło o odrębny transport, inne terminy czy odmienny sposób ewidencji.

Potrzebny jest kompletny wykaz wszystkich przewiezionych zwierząt wraz z datami, miejscami docelowymi i dokumentacją przekazania.

Dlaczego najpierw wywożono zwierzęta, a później wstrzymano transporty?

To zasadnicze pytanie, na które dostępne komunikaty nie udzielają pełnej odpowiedzi.

13 października organy ścigania prowadziły działania mające zabezpieczyć materiał dowodowy i zapewnić zwierzętom odpowiednie warunki. W kolejnych dniach część zwierząt przewieziono do zagranicznych placówek.

16 października poinformowano o zakończeniu czynności na terenie ogrodu, powrocie pracowników i wstrzymaniu dalszych transportów na ten moment.

Czy oznacza to, że zmieniła się ocena zagrożenia dla zwierząt?

Niekoniecznie.

Możliwe jest, że zakończono zaplanowany etap zabezpieczania dowodów i uznano, że dalsza opieka może być organizowana na miejscu. Nie można jednak przedstawiać takiego wyjaśnienia jako ustalonego faktu bez odpowiednich dokumentów.

Nie wiemy również, czy wstrzymanie transportów wynikało z nowych opinii weterynaryjnych, uzgodnień organizacyjnych, ograniczeń logistycznych czy innych przesłanek.

Jedno jest pewne: zmiana sposobu prowadzenia działań nie oznacza automatycznie, że wcześniejsze czynności były nieuzasadnione. Nie dowodzi też, że wszystkie przeprowadzono prawidłowo.

Obie kwestie wymagają odrębnej oceny.

Sąd odmówił aresztowania właściciela. To nie oznacza oczyszczenia z zarzutów

W sprawie pięciu osób związanych z ogrodem prokuratura przedstawiła zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami.

Śledczy wskazują między innymi na podejrzenia niezapewnienia odpowiednich warunków bytowych, właściwego żywienia i opieki weterynaryjnej. Badane są także okoliczności śmierci zwierząt.

Są to zarzuty wymagające udowodnienia w postępowaniu karnym.

15 października Sąd Rejonowy w Wałbrzychu nie uwzględnił wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie Marcina N.

Zastosowano środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym, w tym poręczenie majątkowe w wysokości 50 tysięcy złotych, zakaz opuszczania kraju oraz ograniczenia dotyczące kontaktowania się z określonymi osobami i przebywania na terenie ogrodu.

Szczególnie ważne jest uzasadnienie tej decyzji.

Według informacji przekazanych przez prokuraturę sąd uznał, że istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego czynu, ale prawidłowy przebieg postępowania można zabezpieczyć środkami mniej dolegliwymi niż tymczasowe aresztowanie.

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie.

Odmowa aresztowania nie oznacza, że sąd zakwestionował wszystkie ustalenia śledczych. Oznacza, że na tym etapie nie uznał izolacji podejrzanego za konieczną.

Prokuratura zapowiedziała zaskarżenie postanowienia.

Warto przy tym zwrócić uwagę na konsekwencje organizacyjne. Jeżeli osoba dotychczas zarządzająca ogrodem nie może przebywać na jego terenie i kontaktować się z określonymi pracownikami, konieczne staje się zapewnienie innego sposobu bieżącego kierowania placówką.

W tym kontekście pojawienie się Marty Zając-Ossowskiej nabiera dodatkowego znaczenia.

Fundacje pomagały przy zwierzętach. Jedna z nich zapowiedziała zakończenie dyżurów

W publicznej dyskusji wiele uwagi poświęcono udziałowi organizacji prozwierzęcych w interwencji.

Znacznie mniej mówi się o praktycznym problemie zapewnienia opieki nad setkami zwierząt, gdy ich dotychczasowi opiekunowie nie wykonują zwykłych obowiązków.

15 października Fundacja Mam Pomysł ze Świdnicy poinformowała, że od następnego dnia nie będzie mogła kontynuować dotychczasowej pomocy na terenie zoo.

Organizacja wyjaśniła, że zaangażowała się na prośbę policji, a jej działania miały charakter doraźny. Obejmowały między innymi karmienie, pojenie zwierząt oraz udostępnienie sprzętu.

Powodem zakończenia pomocy miały być ograniczenia kadrowe i organizacyjne.

Fundacja zwróciła uwagę na konieczność zapewnienia zastępstwa, również w godzinach nocnych, oraz udziału osób mających doświadczenie w opiece nad egzotycznymi gatunkami.

Ten fragment wydarzeń pokazuje problem, który łatwo przeoczyć w relacjach z interwencji.

Zabezpieczenie zwierząt nie kończy się w chwili sporządzenia protokołu. Każdego dnia trzeba je karmić, poić, obserwować, leczyć i zapewniać odpowiednie warunki.

Doraźna pomoc organizacji społecznej nie jest tym samym co trwały system opieki nad ogrodem zoologicznym.

Powrót pracowników 16 października należy więc rozpatrywać również w kontekście konieczności zapewnienia ciągłości tej opieki.

Nie można jednak bez dodatkowych ustaleń twierdzić, że to właśnie decyzja fundacji przesądziła o zmianie organizacji działań.

Ministerstwo klimatu odcina się od planowania interwencji

16 października Ministerstwo Klimatu i Środowiska wydało komunikat, który pozwala uporządkować kompetencje instytucji państwowych.

Resort stanowczo zaprzeczył, aby uczestniczył w przygotowywaniu, konsultowaniu lub planowaniu działań organów ścigania w ZOO Łączna.

Według ministerstwa jego udział dotyczył wniosku policji o wydanie dokumentu umożliwiającego przemieszczenie zwierzęcia w ramach procedury CITES.

Po sprawdzeniu warunków w miejscu docelowym wydano pozytywną decyzję dotyczącą jednego tygrysa bengalskiego.

To ważne, ponieważ w debacie publicznej różne instytucje bywają traktowane tak, jakby wspólnie odpowiadały za każdą decyzję podejmowaną podczas interwencji.

Tymczasem formalne kompetencje są rozdzielone.

Prokuratura prowadzi postępowanie karne i podejmuje decyzje procesowe. Policja wykonuje określone czynności. Inspekcja Weterynaryjna realizuje zadania wynikające z przepisów weterynaryjnych. Organy ochrony środowiska prowadzą odrębne postępowanie dotyczące zezwolenia na funkcjonowanie ogrodu.

Nie oznacza to braku potrzeby współpracy. Przeciwnie, przy tak rozległej interwencji koordynacja działań jest szczególnie ważna.

Jednak współpraca nie może oznaczać rozmycia odpowiedzialności.

Każda decyzja powinna mieć określoną podstawę prawną, autora i dokumentację.

Drugie postępowanie. Czy ZOO Łączna może stracić zezwolenie?

Obok śledztwa karnego toczy się odrębne postępowanie administracyjne.

5 sierpnia 2026 roku Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska wszczął postępowanie dotyczące cofnięcia zezwolenia na utworzenie i prowadzenie ogrodu zoologicznego w Łącznej.

Podstawą były nieprawidłowości stwierdzone podczas wcześniejszych kontroli Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu.

Wskazywano między innymi na niewykonanie części zaleceń, niespełnianie określonych wymagań dotyczących warunków utrzymywania zwierząt oraz nieprawidłowości dokumentacyjne.

16 października GDOŚ potwierdziła, że postępowanie nadal trwa i nie wydano jeszcze rozstrzygnięcia.

To oznacza, że nawet gdyby bieżąca sytuacja w ogrodzie została opanowana, nie przesądza to o dalszym obowiązywaniu zezwolenia.

Postępowanie administracyjne ma bowiem własny przedmiot, podstawy prawne i kryteria oceny.

Ważna jest jeszcze jedna informacja.

GDOŚ wskazała, że podmiot prowadzący zoo ma podjąć działania zmierzające do usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości.

Pojawia się więc pytanie, czy nowa organizacja zarządzania ogrodem obejmie także realizację zaleceń pokontrolnych.

Jeżeli tak, konieczne będzie ustalenie ich zakresu, terminów i sposobu weryfikacji.

Nie wystarczy bowiem zmiana osoby odpowiedzialnej za codzienne funkcjonowanie placówki, jeżeli nie zostaną rozwiązane problemy, które wcześniej stwierdziły organy kontrolne.

Co wiedziały instytucje i kiedy zaczęły reagować?

Historia sprawy nie zaczyna się 13 października.

Kontrole administracyjne prowadzono wcześniej. W maju 2026 roku organy ścigania podejmowały czynności dotyczące działalności ogrodu. W sierpniu wszczęto postępowanie w sprawie cofnięcia zezwolenia. Na początku października przygotowywano dokumentację potrzebną do przewiezienia części zwierząt.

Dopiero zestawienie tych wydarzeń pokazuje pełniejszy obraz.

Nie można więc przedstawiać interwencji jako spontanicznej reakcji na pojedynczy sygnał.

Równocześnie nie mamy podstaw, aby sam upływ czasu uznać za dowód bezczynności urzędników.

Przygotowanie miejsc dla egzotycznych zwierząt, uzyskanie wymaganych dokumentów i organizacja specjalistycznego transportu mogły wymagać czasu.

Ale właśnie dlatego konieczne jest odtworzenie chronologii decyzji.

Kiedy ustalono, że określone zwierzęta wymagają zabezpieczenia? Kto podjął decyzję o ich przewiezieniu? Kiedy wybrano placówki docelowe? Czy rozważano pozostawienie części zwierząt pod nadzorem na miejscu?

I wreszcie: czy wcześniej stwierdzone nieprawidłowości miały charakter wymagający natychmiastowego działania, czy możliwe było ich usunięcie w ramach nadzoru administracyjnego?

Odpowiedzi powinny wynikać z dokumentów i opinii specjalistów, a nie z domysłów którejkolwiek strony konfliktu.

Zwierzęta, które mogły opuścić ogród. Kolejna niewyjaśniona kwestia

W ostatnich dniach pojawiły się również doniesienia o zwierzętach, które mogły wydostać się poza teren ogrodu.

Pracownicy wskazywali na uszkodzenia zabezpieczeń. Do prokuratury miały dotrzeć informacje dotyczące możliwych aktów sabotażu.

Na 16 października nie przedstawiono jednak publicznie kompletnych ustaleń pozwalających określić liczbę zwierząt, które mogły opuścić placówkę, ani przyczyn takiej sytuacji.

Marta Zając-Ossowska przyznała, że pracownicy muszą najpierw wejść na teren ogrodu i sprawdzić stan zwierząt.

To wymaga szczególnej ostrożności w formułowaniu ocen.

Uszkodzenie ogrodzenia nie jest samo w sobie dowodem sabotażu. Doniesienie o ucieczce zwierzęcia nie oznacza jeszcze potwierdzenia takiego zdarzenia.

Niezbędne są oględziny, inwentaryzacja zwierząt i ustalenie przyczyn ewentualnych uszkodzeń.

W przypadku ogrodu zoologicznego ma to znaczenie nie tylko dla dobrostanu zwierząt, ale również dla bezpieczeństwa ludzi.

Kto zapłaci za interwencję?

To pytanie praktycznie nieobecne w pierwszych relacjach, choć jego znaczenie może okazać się duże.

Organizacja transportu egzotycznych zwierząt, udział specjalistów, opieka weterynaryjna, zabezpieczenie terenu, utrzymanie zwierząt i ewentualne działania naprawcze generują koszty.

Nie znamy jeszcze pełnego rozliczenia wydatków poniesionych przez poszczególne podmioty.

Nie wiadomo również, jaka część kosztów została pokryta ze środków publicznych, jaka przez organizacje społeczne, a jaka obciąży przedsiębiorcę prowadzącego ogród.

Nie można automatycznie zakładać, że wszystkie wydatki poniesie właściciel zoo. Zależy to od podstaw prawnych poszczególnych działań, charakteru kosztów i dalszych rozstrzygnięć.

W interesie publicznym leży jednak ustalenie, kto finansował poszczególne etapy interwencji i na jakiej podstawie.

Zwłaszcza że część zwierząt została przewieziona za granicę, a ich dalsze utrzymanie może wiązać się z kosztami ponoszonymi przez dłuższy czas.

Protesty, emocje i granice publicznej oceny

Wydarzenia w Łącznej wywołały protesty mieszkańców i sympatyków ogrodu. Pojawiły się również liczne komentarze kwestionujące zasadność i sposób prowadzenia interwencji.

Z drugiej strony organizacje zajmujące się ochroną zwierząt wskazywały na konieczność reagowania na podejrzenia zaniedbań.

W takiej sytuacji bardzo łatwo zastąpić analizę dokumentów oceną emocjonalną.

Jedni widzą w działaniach służb ratowanie zwierząt. Inni dostrzegają nieproporcjonalną interwencję wobec prywatnego przedsiębiorcy.

Tymczasem oba zagadnienia wymagają osobnego zbadania.

Możliwe jest, że istniały podstawy do przeprowadzenia interwencji, a jednocześnie niektóre czynności wykonano w sposób wymagający wyjaśnienia.

Możliwe jest również, że część zarzutów wobec sposobu działania służb nie znajdzie potwierdzenia w dokumentacji.

Dopóki nie poznamy pełnego materiału dowodowego, żadnej z tych możliwości nie należy przedstawiać jako rozstrzygnięcia.

Dziennikarstwo nie polega na wybieraniu strony, która głośniej przedstawia swoje racje.

Polega na sprawdzaniu, co rzeczywiście się wydarzyło.

Najważniejszy problem: kto odpowiada za całość?

Sprawa ZOO Łączna pokazuje, jak skomplikowana staje się odpowiedzialność, gdy jednocześnie działają organy ścigania, administracja rządowa, służby weterynaryjne, samorząd, organizacje społeczne i prywatny przedsiębiorca.

Każdy z tych podmiotów ma określone kompetencje. Każdy może odpowiadać za inny fragment działań.

Ale zwierzęta nie funkcjonują według podziału kompetencji administracyjnych.

Potrzebują codziennej opieki niezależnie od tego, czy trwa śledztwo, czy przygotowywany jest transport, czy urzędnicy ustalają zakres swoich obowiązków.

Dlatego szczególnie ważne jest zapewnienie ciągłości opieki i jednoznaczne określenie odpowiedzialności za jej organizację.

Powołanie osoby zajmującej się bieżącym zarządzaniem może być rozwiązaniem tego problemu. Nie zastępuje jednak odpowiedzialności prokuratury za decyzje procesowe ani obowiązków właściciela wynikających z prowadzenia ogrodu.

Nie kończy też postępowania administracyjnego dotyczącego zezwolenia.

ZOO Łączna nie wróciło do punktu wyjścia

16 października nie jest dniem zakończenia sprawy. Jest dniem, w którym zmienił się sposób organizacji działań wokół ogrodu.

Pracownicy wrócili do zwierząt. Marta Zając-Ossowska podjęła się organizacji bieżącego funkcjonowania placówki. Kolejne transporty na razie wstrzymano, a prokuratura zakończyła czynności prowadzone na terenie zoo.

Jednocześnie pięć osób pozostaje objętych zarzutami, 33 zwierzęta przewieziono do zagranicznych placówek, a postępowanie dotyczące cofnięcia zezwolenia nadal trwa.

To nie jest powrót do sytuacji sprzed interwencji.

To nowy etap sprawy, w którym coraz większego znaczenia nabierają dokumenty, odpowiedzialność instytucji i rzeczywiste skutki podjętych decyzji.

Najważniejsze pytanie nie brzmi już wyłącznie: dlaczego państwo wkroczyło do ZOO Łączna?

Trzeba zapytać również, dlaczego po trzech dniach zdecydowano się na inny sposób zapewnienia opieki nad zwierzętami, kto podjął tę decyzję i jakie przesłanki ją uzasadniały.

Jeżeli wcześniejsze warunki w ogrodzie wymagały interwencji, należy wykazać, jakie zagrożenia stwierdzono i jak je usunięto.

Jeżeli pozostawienie zwierząt pod opieką dotychczasowych pracowników jest obecnie rozwiązaniem właściwym, trzeba wyjaśnić, jakie warunki pozwoliły je zastosować.

A jeśli wcześniejsze kontrole wykazywały nieprawidłowości, konieczne pozostaje ustalenie, czy nadzór administracyjny był skuteczny.

W tej sprawie nie wystarczy odpowiedź, że wszyscy działali dla dobra zwierząt.

Dobro zwierząt powinno być nie tylko deklarowanym celem, ale również mierzalnym rezultatem działań.

I właśnie z tego rezultatu, z dokumentów oraz z odpowiedzialności za konkretne decyzje powinny zostać rozliczone wszystkie strony.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *