Przejdź do treści
niedziela 25 października 2026
Imieniny: Daria, Kryspin, Sambor, Taras
24 października 2026 r.Wrocław

Jeszcze kilka dni temu najważniejsze pytanie dotyczyło tego, kto zapłaci za utrzymanie zwierząt w ZOO Łączna. Dziś lista problemów jest znacznie dłuższa. Śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Prokuratura ujawniła szczegóły poszukiwania podmiotów gotowych przyjmować zwierzęta, a Marta Zając-Ossowska poinformowała, że bez formalnego umocowania nie może dalej deklarować koordynowania opieki. Równocześnie w internecie pojawiły się poważne oskarżenia wobec jednej z organizacji prozwierzęcych, dotyczące rzekomego wykorzystywania dokumentów zmarłego weterynarza. Co rzeczywiście wiemy po kolejnych dniach kryzysu, a co nadal wymaga dowodów?

Od interwencji do kryzysu zarządzania

13 października 2026 roku działania policji i prokuratury w prywatnym ogrodzie zoologicznym w Łącznej rozpoczęły jeden z najbardziej burzliwych sporów dotyczących ochrony zwierząt na Dolnym Śląsku.

Pięciu osobom przedstawiono zarzuty związane ze znęcaniem się nad zwierzętami. Prokuratura powołała się na opinie biegłych wskazujące na poważne nieprawidłowości w warunkach ich utrzymywania.

Część zwierząt wywieziono do innych placówek. Według prokuratury relokowano 33 osobniki.

Następnie, wobec narastającego konfliktu i trudności z kontynuowaniem transportów, 16 października zawarto porozumienie dotyczące pozostawienia pozostałych zwierząt na miejscu i powrotu do opieki pracowników nieobjętych zarzutami.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Zwierzęta powierzono burmistrzowi Mieroszowa Andrzejowi Lipińskiemu jako osobie godnej zaufania.

Wydawało się, że po kilku dniach napięcia instytucje wypracowały rozwiązanie pozwalające ustabilizować sytuację.

Kolejne wydarzenia pokazały jednak, że porozumienie nie zakończyło sporu.

Najpierw burmistrz wystąpił o uchylenie postanowienia dotyczącego powierzonej mu pieczy. Później prokuratura musiała doprecyzować zasady finansowania opieki. Teraz Marta Zając-Ossowska wskazuje, że nie uzyskała formalnych uprawnień niezbędnych do dalszego koordynowania działań.

Do tego dochodzi zmiana jednostki prowadzącej śledztwo.

Coraz wyraźniej widać, że problem ZOO Łączna nie sprowadza się do tego, czy interwencja była potrzebna. Dotyczy również sposobu jej przygotowania, przeprowadzenia i zorganizowania opieki po zakończeniu najważniejszych czynności.

Śledztwo przeniesione do Świdnicy. Co oznacza ta decyzja?

23 października poinformowano o przekazaniu głównego śledztwa z Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Prokurator okręgowy Marek Rusin wyjaśniał, że decyzja jest związana z wagą i złożonością sprawy oraz wyjątkową presją medialną i społeczną, jaka towarzyszyła dotychczasowym czynnościom.

Jednocześnie bronił pracy wałbrzyskich śledczych.

To ważne rozróżnienie.

Przekazanie sprawy do innej jednostki nie oznacza, że dotychczasowe czynności zostały uznane za nielegalne lub wadliwe.

Nie oznacza również unieważnienia przedstawionych zarzutów, zabezpieczonych dowodów czy opinii biegłych.

Jednak zmiana jednostki prowadzącej otwiera możliwość ponownego uporządkowania materiału dowodowego i sposobu organizacji dalszego postępowania.

Powstaje więc pytanie, czy nowy prokurator ograniczy się do kontynuowania śledztwa dotyczącego podejrzeń znęcania się nad zwierzętami, czy również przeanalizuje organizacyjne konsekwencje październikowej interwencji.

Chodzi między innymi o przygotowanie transportów, wybór odbiorców zwierząt, dokumentowanie ich przekazania oraz nadzór nad zwierzętami pozostawionymi w Łącznej.

W interesie wszystkich stron — także prokuratury — leży jednoznaczne wyjaśnienie tych kwestii.

Nie po to, by z góry podważać działania organów ścigania, ale po to, by oddzielić prawidłowo wykonane czynności od ewentualnych błędów, jeżeli takie zostaną stwierdzone.

Kto mógł zgłosić się po zwierzęta?

Jednym z najciekawszych elementów sprawy jest sposób organizowania relokacji.

Prokuratura poinformowała, że przed interwencją przygotowano wykaz potencjalnych miejsc, do których można byłoby przewieźć zwierzęta. Przy opracowaniu tej listy korzystano z pomocy zewnętrznej firmy.

14 października prokuratura opublikowała również apel skierowany do organizacji prozwierzęcych o zgłaszanie gotowości do przyjęcia zwierząt. Podano numer kontaktowy dla zainteresowanych pomocą.

Oznacza to, że poszukiwanie dodatkowych odbiorców nie było jedynie nieformalnym działaniem prowadzonym poza wiedzą organów ścigania.

Było elementem oficjalnie komunikowanych działań.

Ale właśnie tutaj zaczynają się pytania.

Kto sprawdzał kwalifikacje organizacji zgłaszających gotowość przyjęcia zwierząt?

Kto oceniał warunki w miejscach docelowych?

Czy każdy potencjalny odbiorca musiał przedstawić odpowiednie zezwolenia?

Kto decydował, które zwierzę może zostać przewiezione do konkretnego miejsca?

Czy przygotowano indywidualne protokoły przekazania?

I czy w przypadku gatunków objętych szczególnymi przepisami weryfikowano wszystkie wymagane dokumenty?

Nie należy przy tym mylić dwóch zupełnie różnych sytuacji.

Możliwość zgłoszenia gotowości do pomocy nie oznacza, że dowolna osoba mogła po prostu przyjechać i zabrać egzotyczne zwierzę.

Takiego wniosku nie można wyprowadzić z samego apelu prokuratury.

Można natomiast domagać się wyjaśnienia procedury, według której zgłoszenia były weryfikowane, a zwierzęta przekazywane konkretnym podmiotom.

To szczególnie ważne, ponieważ relokacja nie dotyczyła zwykłych przedmiotów, lecz żywych organizmów, często wymagających specjalistycznych warunków i opieki.

Zewnętrzna firma przygotowywała listę. Kto kontrolował jej pracę?

Udział zewnętrznego podmiotu w przygotowaniu listy potencjalnych odbiorców zwierząt jest kolejnym elementem wymagającym wyjaśnienia.

Nie ma niczego niewłaściwego w korzystaniu przez organy ścigania z wiedzy specjalistów lub usług podmiotów posiadających doświadczenie w opiece nad zwierzętami.

Jednak odpowiedzialność za decyzje procesowe pozostaje po stronie uprawnionych organów.

Dlatego trzeba ustalić, jaki był dokładny zakres zlecenia.

Czy firma jedynie wyszukiwała możliwe miejsca pobytu zwierząt?

Czy także oceniała ich przydatność?

Czy organizowała transport?

Czy miała wpływ na wybór podmiotów przyjmujących zwierzęta?

Kto weryfikował jej rekomendacje?

I czy wynagrodzenie firmy oraz koszty jej działań są częścią wydatków związanych z postępowaniem?

Bez tych informacji nie można ocenić, jak zorganizowano proces podejmowania decyzji.

Nie można też przesądzać, że samo korzystanie z usług zewnętrznego podmiotu stanowiło nieprawidłowość.

Problemem nie jest obecność specjalistów spoza administracji.

Problem pojawiłby się wtedy, gdyby nie było wiadomo, gdzie kończyła się ich rola doradcza, a zaczynała odpowiedzialność organu podejmującego decyzję.

Marta Zając-Ossowska: nie mogę odpowiadać bez uprawnień

Nowe oświadczenia Marty Zając-Ossowskiej wprowadzają do sprawy kolejny, bardzo istotny element.

21 października odniosła się ona do wniosku burmistrza Andrzeja Lipińskiego o uchylenie postanowienia powierzającego mu zwierzęta.

Wskazała, że sytuacja staje się coraz trudniejsza zarówno dla zwierząt, jak i opiekujących się nimi pracowników.

Przyznała również, że nie jest w stanie określić, jakie będą następne kroki ani kiedy możliwe będzie konkretne rozwiązanie.

W kolejnym oświadczeniu, udostępnionym około 24 października, poinformowała, że od tygodnia stara się o formalne umocowanie do koordynowania bieżącej opieki nad zwierzętami i organizowania pracy zespołu.

Według jej relacji, mimo wcześniejszych zapewnień o pomocy ze strony właściwych organów i instytucji, nie udało się dopełnić wymaganych formalności.

Oświadczyła, że nie może przyjmować odpowiedzialności za obszary, w których nie ma jasno określonych kompetencji.

Dlatego wycofuje się z wcześniejszych deklaracji dotyczących dalszego koordynowania tych działań do czasu uregulowania sytuacji.

To nie jest drobny spór proceduralny.

To sygnał, że osoba zaangażowana w organizowanie codziennej opieki uważa swoje uprawnienia za niewystarczająco określone.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że zwierzęta zostały pozbawione opieki albo że Marta Zając-Ossowska przestała pełnić wszystkie swoje dotychczasowe funkcje.

Trzeba rozróżnić jej rolę pełnomocniczki właściciela od ewentualnego umocowania do działania w ramach pieczy powierzonej burmistrzowi.

Można reprezentować właściciela prywatnego zoo, a jednocześnie nie mieć prawa do podejmowania określonych decyzji w imieniu osoby, której prokuratura powierzyła zabezpieczone zwierzęta.

Właśnie ten problem wymaga teraz wyjaśnienia.

Kto może wydawać polecenia pracownikom?

Wyobraźmy sobie codzienną sytuację w ogrodzie.

Trzeba zamówić specjalistyczną karmę.

Jedno ze zwierząt wymaga pilnego leczenia.

Pracownik zgłasza awarię ogrzewania.

Należy opłacić transport do lekarza weterynarii.

Kto podejmuje decyzję?

Kto ma prawo podpisać zamówienie?

Kto odpowiada za wykonanie polecenia?

I kto poniesie koszt?

W normalnie funkcjonującym przedsiębiorstwie odpowiedzi wynikają ze struktury zarządzania, pełnomocnictw i umów.

Tutaj sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ zwierzęta pozostają w prywatnym ogrodzie, ale zostały objęte decyzjami podejmowanymi w postępowaniu karnym.

Burmistrz został wskazany jako osoba godna zaufania, a jednocześnie wniósł o uchylenie powierzonej mu pieczy.

Marta Zając-Ossowska wskazuje na brak formalnego umocowania do koordynacji.

Właściciel nadal posiada określone uprawnienia związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa.

Prokuratura zachowuje kompetencje procesowe.

To nie oznacza, że wszystkie te osoby i instytucje mają takie same uprawnienia.

Przeciwnie — właśnie dlatego konieczne jest ich precyzyjne rozdzielenie.

Największym zagrożeniem organizacyjnym jest sytuacja, w której wiele podmiotów uczestniczy w opiece, ale nie wiadomo, kto może podjąć ostateczną decyzję.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *