Lekarze pracujący bez przerwy przez sześć dób, ratownik z wynikiem 456 godzin w miesiącu, braki kadrowe w karetkach i dyspozytorniach oraz SOR-y zajmujące się pacjentami, którzy często powinni trafić do podstawowej opieki zdrowotnej. Najnowsza kontrola Najwyższej Izby Kontroli pokazuje system utrzymywany nie dzięki sprawnej organizacji, lecz kosztem ludzi pracujących ponad granicami bezpieczeństwa.
Kontrola NIK objęła okres od 1 stycznia 2023 roku do 1 września 2025 roku. Sprawdzono Ministerstwo Zdrowia, pięć urzędów wojewódzkich, Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, dziesięć szpitali prowadzących szpitalne oddziały ratunkowe oraz pięciu dysponentów zespołów ratownictwa medycznego. Badanie przeprowadzono w województwach lubuskim, lubelskim, zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim i mazowieckim. Nie jest to więc kontrola wszystkich placówek w Polsce, ale wykryte problemy mają charakter systemowy i powtarzają się w różnych częściach kraju.
Sześć dób pracy bez przerwy
Najbardziej szokujące ustalenia dotyczą czasu pracy lekarzy, ratowników medycznych i pielęgniarek zatrudnianych na podstawie umów cywilnoprawnych. Takie kontrakty, w przeciwieństwie do umów o pracę, nie podlegają ustawowym limitom czasu pracy.
Czytaj dalej
Powiązany temat
W jednym ze szpitali lekarz pracował na SOR-ze nieprzerwanie przez 144 godziny, czyli sześć pełnych dób. W siedmiu innych przypadkach dyżury trwały po 120 godzin. W pierwszych kwartałach 2024 i 2025 roku NIK stwierdziła w tej placówce 58 przypadków pracy lekarzy trwającej dłużej niż dobę.
Identyczny rekord odnotowano w Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Lekarz zespołu ratownictwa medycznego również pracował tam przez 144 godziny. W Szczecinie zdarzały się dyżury trwające 120 godzin, a jeden z ratowników medycznych przepracował w czerwcu 2024 roku 456 godzin. To tak, jakby przez 19 dni miesiąca pracował bez przerwy przez całą
Formalnie mogło to być zgodne z prawem. Trudniej jednak uznać, że człowiek po kilku dobach pracy zachowuje pełną zdolność koncentracji, podejmowania decyzji i reagowania w sytuacji zagrożenia życia. Rodzaj umowy może zmienić zasady rozliczania dyżuru, ale nie zmienia fizjologii człowieka.
Ilustracja do artykułu NIK system ratownictwaBrakuje lekarzy w karetkach
Problemy kadrowe szczególnie dotknęły specjalistyczne zespoły ratownictwa medycznego, które powinny wyjeżdżać z lekarzem.
Dwóch z pięciu kontrolowanych dysponentów nie zapewniło lekarzy podczas jednej czwartej zaplanowanych dyżurów zespołów specjalistycznych. W Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie zespoły specjalistyczne pracowały bez lekarza przez ponad 86 tysięcy godzin. Specjaliści medycyny ratunkowej stanowili zaledwie 24 procent lekarzy zatrudnionych w badanych zespołach.
Również w dyspozytorniach medycznych stwierdzano niepełną obsadę. Na poszczególnych dyżurach brakowało od jednej do czterech osób. Głównym powodem miał być brak kandydatów zainteresowanych taką pracą.
System działa więc podwójnie na kredyt: wykorzystuje nadmiernie tych, którzy pozostali, i jednocześnie nie potrafi zapewnić odpowiedniej liczby nowych pracowników.
Karetka powinna wyjechać w minutę. Często nie wyjeżdża
W przypadku wezwania o najwyższym stopniu pilności dyspozytor powinien zadysponować karetkę w ciągu 30 sekund. NIK ustaliła, że czas ten przekroczono w ponad jednej czwartej zgłoszeń. W niektórych województwach opóźnienia dotyczyły ponad 40 procent wezwań. Najczęstszą przyczyną był brak wolnych zespołów ratownictwa medycznego.
Po otrzymaniu zlecenia zespół powinien wyjechać w ciągu jednej minuty w najpilniejszych przypadkach i trzech minut przy pozostałych wezwaniach. Żaden z kontrolowanych dysponentów nie dotrzymywał tych parametrów w pełnym zakresie.
Przekraczano także maksymalny oczekiwany czas dotarcia do pacjenta, wynoszący 15 minut w większych miastach i 20 minut poza nimi. Opóźnienia dotyczyły od 21,5 procent wyjazdów w województwie kujawsko-pomorskim do 37,8 procent w mazowieckim. W gminie Nowe Warpno limit został przekroczony przy 99,1 procent wyjazdów, a w Dzierzgowie przy 96,9 procent.
W ratownictwie medycznym kilka minut może decydować o życiu, trwałym uszczerbku na zdrowiu albo śmierci pacjenta. Tymczasem w części kraju ustawowy czas dojazdu wygląda bardziej jak oczekiwanie administracyjne niż realny standard.
SOR jako przychodnia bez kolejki
Drugi filar kryzysu stanowi przeciążenie szpitalnych oddziałów ratunkowych. NIK ustaliła, że blisko połowa pacjentów skontrolowanych SOR-ów nie wymagała pilnej pomocy lekarza.
Tylko 6,2 procent pacjentów znajdowało się w grupie najwyższego zagrożenia zdrowotnego. Niemal 45 procent otrzymało kategorię pilności, która pozwalała skierować ich do podstawowej opieki zdrowotnej. Personel rzadko jednak korzystał z takiej możliwości.
Większość pacjentów przychodziła na SOR samodzielnie. Zespoły ratownictwa medycznego przywiozły 29,4 procent osób, a spośród nich tylko 38,4 procent zostało później przyjętych do szpitala.
To pokazuje, że SOR-y stały się dla części chorych alternatywą dla kolejek w przychodniach i problemów z dostępem do lekarza rodzinnego lub specjalisty. Pacjent próbuje znaleźć pomoc tam, gdzie drzwi są otwarte przez całą dobę. Koszt tej niewydolności ponosi jednak ratownictwo, które powinno koncentrować się na stanach nagłych.
Tylko 3,4 procent specjalistów medycyny ratunkowej
NIK zwróciła uwagę, że zaledwie 3,4 procent lekarzy pracujących na skontrolowanych SOR-ach miało specjalizację z medycyny ratunkowej. W trzech szpitalach osoby kierujące oddziałami nie posiadały wymaganych kwalifikacji w części okresu objętego kontrolą. Kierownictwa placówek tłumaczyły to trudnościami ze znalezieniem odpowiednich specjalistów.
W ośmiu z dziesięciu szpitali NIK nie stwierdziła nieprawidłowości w formalnej obsadzie dyżurów. Nie oznacza to jednak braku problemów kadrowych. Składy uzupełniano dzięki pracy ponad normę, wykonywanej zarówno przez osoby zatrudnione na etatach, jak i na kontraktach.
Na papierze dyżur był więc obsadzony. Pytanie, w jakiej kondycji znajdował się lekarz rozpoczynający kolejną dobę pracy.
Nowy sprzęt, ale bez obowiązkowych szkoleń
NIK pozytywnie oceniła wyposażenie ambulansów, śmigłowców i SOR-ów w aparaturę medyczną. Oddziały zapewniały dostęp do diagnostyki obrazowej i badań laboratoryjnych.
Sam sprzęt nie rozwiązuje jednak problemu, gdy personel nie został prawidłowo przygotowany do jego obsługi.
W Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym obowiązkowych szkoleń związanych z nowymi defibrylatorami, aparatami USG i urządzeniami do kompresji klatki piersiowej nie ukończyło 134 ze 137 lekarzy, czyli około 98 procent badanej grupy. Przyczyną miało być przeoczenie zapisów instrukcji operacyjnej.
W jednym z ambulansów kontrolerzy znaleźli także butlę z tlenem medycznym, której termin ważności minął 162 dni wcześniej. NIK wskazała ponadto, że nie istnieje jednolita norma określająca minimalne wyposażenie karetek w leki. Decydują o tym poszczególni dysponenci zespołów.
Dane z systemu, których nie można traktować poważnie
Osobnym problemem okazał się system TOPSOR, który powinien rejestrować kolejne etapy obsługi pacjenta na szpitalnym oddziale ratunkowym.
W jednym ze szpitali odnotowano tylko jeden czas obsługi lekarskiej, choć zapisano ponad 68 tysięcy przypadków przeprowadzenia triażu. W całej kontrolowanej grupie NIK znalazła ponad 127 tysięcy wpisów, w których zarejestrowano czas rozpoczęcia obsługi i wypisu pacjenta. W około 76 procent przypadków różnica wynosiła mniej niż dziesięć sekund.
Oznaczałoby to, że lekarz w ciągu kilku sekund przyjął, zbadał i wypisał pacjenta. NIK uznała takie dane za fizycznie niemożliwe.
System informatyczny miał dostarczać wiedzy potrzebnej do zarządzania SOR-ami. W praktyce część danych wygląda tak, jakby służyła jedynie do formalnego zamknięcia kolejnego pola w programie.
Prawo zmieniane 45 razy, problemy pozostały
Ustawa regulująca funkcjonowanie Państwowego Ratownictwa Medycznego była do końca października 2025 roku zmieniana 45 razy. Według NIK część nowelizacji nie rozwiązywała przyczyn kryzysu, lecz jedynie dostosowywała przepisy do kolejnych braków kadrowych i problemów organizacyjnych.
Rozszerzano listę lekarzy mogących pracować w systemie, odsuwano termin obowiązkowego zapewnienia lądowisk dla śmigłowców i ograniczano możliwość nakładania kar za brak lekarza w specjalistycznym zespole ratownictwa medycznego. Problemy pozostawały te same: za mało personelu, zbyt długi czas dojazdu i przeciążone SOR-y.
NIK wskazuje, co należy zmienić
Izba wnioskuje do Ministra Zdrowia między innymi o zwiększenie liczby lekarzy systemu, szczególnie specjalistów medycyny ratunkowej, określenie minimalnego wyposażenia ambulansów w leki oraz wprowadzenie do wojewódzkich planów informacji o liczbie łóżek zabezpieczonych dla pacjentów przekazywanych z SOR-ów.
Wojewodowie mają zapewnić pełną obsadę dyspozytorni i bardziej równomierne rozmieszczenie zespołów ratownictwa medycznego. Kierownicy szpitali powinni natomiast określić czas podejmowania decyzji o dalszym leczeniu pacjenta oraz ustalić liczbę łóżek przeznaczonych dla chorych przenoszonych z oddziałów ratunkowych.
Raport NIK nie opisuje pojedynczej awarii. Pokazuje system, który od lat funkcjonuje dzięki nadmiernemu obciążeniu personelu, doraźnym zmianom prawa i przesuwaniu problemów z jednego miejsca do drugiego.
Karetka może być nowoczesna, SOR może mieć tomograf, a system informatyczny może rejestrować tysiące danych. Jeżeli jednak brakuje wypoczętych ludzi, wolnych zespołów i dostępnej opieki poza szpitalem, technologia pozostaje kosztowną dekoracją kryzysu.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.
