Wrocław lubi opowiadać o sobie przez ludzi. I robi to konsekwentnie od lat. Tegoroczna, dziewiąta edycja konkursu „30 Kreatywnych Wrocławia” była tego kolejnym dowodem – może nawet mocniejszym niż wcześniej.
15 kwietnia 2026 roku, w salach Wrocławskiego Centrum Kongresowego, nie chodziło tylko o statuetki. Raczej o coś trudniejszego do uchwycenia: o energię miasta, która nie mieści się w raportach i strategiach.
Kto dziś tworzy Wrocław?
To nie była gala jednego środowiska. Lista nazwisk i projektów rozciągała się od laboratoriów, przez sceny teatralne, aż po inicjatywy społeczne i startupy.
Reklama

Reklama
g(25882096)a(3459702))
Blisko 230 nominacji – tyle wpłynęło w tej edycji. Jury wybrało trzydziestu laureatów w czterech kategoriach:
- kultura / sztuka / design
- społeczeństwo / miasto
- nauka / technologia
- biznes
Jak mówił podczas gali Adrian Staniszewski:
„Chcemy wyróżnić ludzi, którzy robią rzeczy inspirujące, wybitne. Takich, którzy stali się ambasadorami Wrocławia.”
Brzmi jak formułka? Może. Ale kiedy zaczyna się słuchać historii laureatów – przestaje.
Między sztuczną inteligencją a pierwszą pomocą
Na scenie spotkały się światy, które normalnie się nie przecinają.
Z jednej strony projekty technologiczne – jak systemy analizujące obraz z kamer miejskich czy rozwiązania medyczne wspierane przez AI. Z drugiej – ratownicy uczący pierwszej pomocy, społecznicy organizujący lokalne inicjatywy, artyści tworzący własne języki ekspresji.
W materiałach z gali pojawia się choćby postać Jarosława Sowizdraniuka – ratownika medycznego i wykładowcy, który mówi wprost:
„Każdy może udzielać pierwszej pomocy.”
To zdanie wybrzmiewa mocniej niż niejeden technologiczny pitch.
Wrocław jako laboratorium
Nieprzypadkowo w kategorii nauka i technologia pojawiły się projekty, które wykraczają poza lokalność.
Badania nad recyklingiem baterii, eksperymenty realizowane na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, czy prace nad chorobą Alzheimera – to już nie jest „lokalna inicjatywa”.
To eksport myśli.
Jedna z laureatek, badaczka z Politechniki Wrocławskiej, mówiła wprost, że jej pomysły są „dosłownie z kosmosu”. I trudno uznać to za przesadę.
Społeczeństwo, które działa oddolnie
Najmocniejsze momenty? Nie zawsze te najbardziej spektakularne.
Jedna z najmłodszych laureatek – uczennica, która po własnym doświadczeniu choroby stworzyła projekt edukacyjny dotyczący profilaktyki raka piersi. Bez budżetu. Bez zaplecza instytucji. Z potrzeby.
Reklama

Reklama

Reklama
g(25882096)a(3459702))
Reklama
g(26124802)a(3459702))
Albo lokalne centra aktywności, które powstają na obrzeżach miasta i zaczynają od… spotkań sąsiedzkich.
To są historie, które trudno zmierzyć, ale łatwo zapamiętać.
Nagrody i… coś więcej
Laureaci otrzymali statuetki. Powstanie też dedykowana strona internetowa i miejskie tablice przypominające o ich działaniach.
Ale to tylko widoczna warstwa.
Jak podkreślała Mariola Szczyrba:
„To nigdy nie jest łatwy wybór. Ale wybieramy tych, z których możemy być dumni.”
I chyba właśnie o to chodzi – o budowanie narracji miasta przez ludzi, a nie przez slogany.
Czy „kreatywność” da się jeszcze zdefiniować?
To pytanie wracało między wystąpieniami. Bo jeśli kreatywność oznacza wszystko – to czy oznacza jeszcze coś konkretnego?
Wrocław zdaje się odpowiadać: tak, jeśli za tym stoją działania.
Bo tutaj kreatywność to:
- projekt, który działa,
- pomysł, który pomaga,
- inicjatywa, która zmienia czyjeś życie.
Nie brzmi jak definicja z podręcznika. I dobrze.
Podsumowanie: miasto, które mówi przez ludzi
Dziewiąta edycja „30 Kreatywnych” pokazuje coś jeszcze – Wrocław coraz wyraźniej buduje swoją tożsamość przez historie jednostek.
Nie przez wielkie inwestycje. Nie przez hasła promocyjne.
Przez ludzi, którzy robią swoje.
I może to jest najciekawsze: że w tym całym uporządkowanym konkursie, z kategoriami i statuetkami, najważniejsze są rzeczy, których nie da się sklasyfikować.
Bo kreatywność – jak się okazuje – rzadko mieści się w tabelach.