🟡 Stan umysłu to nie bieda
„Bieda to stan umysłu” – powtarzają celebryci z telewizji, którym udało się przesiąść z plastikowego taboretu na skórzaną sofę. Słyszę to zdanie i zawsze mam wrażenie, że ktoś właśnie pomylił psychologię z pogardą.
Kuba Wojewódzki i Julia Wieniawa — przykład idealny. On, niegdyś „dziecko PRL-u”, ona, wychowana w cieniu kamery i castingów. W wywiadach z powagą mówią o tym, że wszystko zależy od mentalności, od „chęci do sukcesu”. Łatwo im mówić. Bo kiedy telewizja, reklama i nowe media pompowały w nich miliony, wielu ludzi w tym kraju pompowało w piecu ostatnie kawałki drewna, żeby ogrzać dzieci.
Stan umysłu nie jest efektem biedy.
Stan umysłu to suma decyzji – własnych i cudzych.
Stan umysłu to dyrektorka DPS-u, która próbuje wyrzucić chorego człowieka za to, że miał odwagę powiedzieć prawdę o warunkach, w jakich żyje. To systemowy cynizm, nie żaden stan ducha.
Stan umysłu to burmistrz, który nic nie robi, ale błyszczy na zdjęciach z wstążką i mikrofonem. To rada gminy, która bezrefleksyjnie podnosi mu pensję, podczas gdy druga gmina obok walczy o każdą złotówkę, a jej wójt naprawdę pracuje.
Czytaj dalej
Powiązany temat
Stan umysłu to człowiek po pięćdziesiątce, który chce pracować, ale nikt go nie zatrudni, bo w Excelu działu HR widnieje rubryka „młody, elastyczny, kreatywny”. To kobieta po rozwodzie, która sprzedaje rękodzieło przez internet, by mieć na chleb.
To też matka, która nie idzie po zasiłek, bo wstydzi się biedy, chociaż to nie ona powinna się wstydzić.
Bieda nie jest stanem umysłu.
To społeczny efekt cudzych decyzji, układów, niesprawiedliwości i przyzwolenia na bylejakość.
A prawdziwy „stan umysłu” to może właśnie ten, w którym nie wstydzisz się biedy – tylko bezczynności tych, którzy mają narzędzia, by coś zmienić, a wybierają autopromocję.
Autor: Rafał Chwaliński
Czytaj dalej
