Jeszcze kilka miesięcy temu wszystko „pasowało do siebie”. Sponsor, sport, pieniądze – układ niemal modelowy. Dziś ten sam układ zaczyna przypominać historię, którą trudno opowiedzieć bez nerwowego uśmiechu. Bo kiedy prezes Radosław Piesiewicz przyznaje publicznie, że sam stracił pieniądze na giełdzie, którą jego instytucja firmowała, to już nie jest tylko problem inwestora. To zaczyna być sprawa publiczna.
Ile kosztuje zaufanie?
W rozmowie na antenie RMF FM Piesiewicz nie owijał w bawełnę:
„Tak. Ja już jestem poszkodowany w tej sprawie. […] Tak. Dużo pieniędzy.”
Reklama

Nie podał dokładnej kwoty, ale z innych relacji wynika, że może chodzić nawet o około milion złotych. Prywatnych. Nie publicznych. Tyle że w tej historii granica między prywatnym a publicznym zaczyna się niebezpiecznie zacierać.
Bo mówimy o prezesie Polski Komitet Olimpijski, instytucji, która powinna być symbolem stabilności i wiarygodności. A nie eksperymentem inwestycyjnym.
ilustracja do artykulu piesiewicz i zondacrypto
„Zaufałem, bo działało”
To zdanie brzmi znajomo. Aż za bardzo.
„Mam pretensje do siebie, że włożyłem tam pieniądze […] ale zaufałem, bo widziałem jak ta firma prężnie działa.”
Tu pojawia się kluczowe pytanie: czy to był błąd jednostki… czy symptom większego problemu?
Bo Zondacrypto nie była anonimową platformą. Była sponsorem PKOl. Miała logo, neon, obecność w przestrzeni publicznej. W pewnym sensie – miała legitymizację.
Gdy sponsor zaczyna ciążyć
Jeszcze w październiku 2025 roku Piesiewicz mówił:
„Zondacrypto i Polski Komitet Olimpijski po prostu pasują do siebie.”
Dziś to zdanie wraca jak bumerang. Tyle że już nie jako deklaracja – raczej jako ironia.
Bo jeśli do 30 kwietnia nie wpłynie kolejna transza środków, umowa ma zostać zerwana. Bez sentymentów. Bez kosztów. I – co symboliczne – zniknie też neon „Zondacrypto Centrum Olimpijskie”.
Szybkość tej zmiany robi wrażenie. Jeszcze kilka dni wcześniej prezes bronił tej współpracy.
Wina państwa? Mocne oskarżenie
Najbardziej kontrowersyjna część wypowiedzi dotyczy jednak nie samej giełdy, ale polityki.
Piesiewicz uderza w rząd Donald Tusk:
„Skoro […] mieli od 11 miesięcy wiedzę o Zondacrypto, to dlaczego nie ostrzegli?”
To już nie jest tylko emocjonalna reakcja inwestora. To próba przesunięcia odpowiedzialności na państwo. I zapowiedź realnych działań:
– zawiadomienie do prokuratury
– stworzenie stowarzyszenia poszkodowanych
– możliwe roszczenia wobec rządu
Jeśli do tego dojdzie, sprawa zyska zupełnie nowy wymiar.
Kryzys, który dopiero się zaczyna
Tło tej historii jest coraz bardziej niepokojące. Według dostępnych informacji:
– klienci mają problemy z wypłatą środków
– śledztwo prowadzi prokuratura w Katowicach
– mowa o możliwych oszustwach i praniu pieniędzy
– skala strat może przekraczać 350 mln zł
To już nie jest pojedyncza wpadka inwestycyjna. To potencjalna afera systemowa.
Kto naprawdę „pasował”?
Piesiewicz mówi dziś o błędzie. O zaufaniu. O własnej odpowiedzialności.
Ale równolegle buduje narrację, w której winni są też inni – państwo, służby, brak ostrzeżeń.
I tu pojawia się pytanie, które zostaje po tym wywiadzie:
czy to była historia o złej decyzji…
czy o systemie, który zawiódł więcej niż jedną osobę?
Bo jeśli sponsor sportu okazuje się problemem, a prezes traci własne pieniądze – to znak, że coś w tej układance od początku nie było na swoim miejscu.
I być może dopiero teraz zaczynamy widzieć, co.