Najwyższa Izba Kontroli pokazała problem, który dla mieszkańców brzmi technicznie, ale ma bardzo praktyczne skutki. Uchwała rady gminy, powiatu czy miasta może zostać uznana za nieważną w jednym województwie, a w innym — mimo podobnych błędów — nadal obowiązywać. To nie jest już tylko administracyjna drobnica. To pytanie o równość wobec prawa.
NIK: jeden przepis, różne decyzje wojewodów
Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak wojewodowie nadzorują samorządy. Kontrola objęła cztery urzędy wojewódzkie: pomorski, lubelski, lubuski i warmińsko-mazurski. Badano lata 2023–2025, do końca pierwszego półrocza. Wnioski są niewygodne dla państwa, bo pokazują nie tyle pojedyncze potknięcia, ile problem systemowy.
Wojewoda jest jednym z organów nadzoru nad samorządem. Nie ocenia, czy uchwała jest mądra, wygodna, politycznie słuszna albo popularna. Ma badać legalność, czyli zgodność z prawem. I właśnie tu zaczyna się kłopot: NIK ustaliła, że w trzech z czterech skontrolowanych urzędów podobne przepisy były oceniane niejednolicie. W praktyce oznacza to, że jedna uchwała mogła zostać wyeliminowana z obrotu prawnego, a inna, naruszająca te same przepisy, nadal funkcjonowała.
To brzmi jak sprawa dla prawników, ale dotyczy mieszkańców. Uchwały samorządowe regulują opłaty, zasady korzystania z usług publicznych, porządek lokalny, programy, regulaminy i wiele spraw codziennych. Jeżeli nadzór działa nierówno, obywatel nie wie, czy prawo lokalne jest naprawdę prawem, czy tylko dokumentem czekającym na spóźnioną reakcję urzędu.
ilustracja do artykulu kto pilnuje samorzadow
125,5 tysiąca aktów i przeciążony system
Do skontrolowanych wojewodów w badanym okresie trafiło łącznie 125,5 tysiąca aktów normatywnych, czyli uchwał i zarządzeń. Na jednego pracownika urzędu przypadało od 1600 do ponad 2500 aktów do sprawdzenia. To liczby, które pokazują skalę problemu. Nadzór ma być precyzyjny, ale działa w warunkach administracyjnej masówki.
Wojewodowie wydali 2802 rozstrzygnięcia nadzorcze. Dotyczyły one około 2 proc. aktów przekazanych do nadzoru. W 858 przypadkach stwierdzono nieważność aktu w całości, a w 1944 przypadkach — w części. Same rozstrzygnięcia, jak wskazała NIK, zawierały wymagane elementy i były wydawane w ustawowych terminach. Problem nie polegał więc wyłącznie na tym, czy urząd zdążył, ale na tym, jak oceniał podobne sprawy.
Najbardziej wymowny przykład dotyczył uchwał w sprawie programów opieki nad zwierzętami bezdomnymi i zapobiegania bezdomności zwierząt. NIK ustaliła, że tylko wojewoda lubelski oceniał takie akty jednolicie. W pozostałych trzech urzędach stwierdzono brak spójności interpretacyjnej. Kontrolerzy zbadali 40 uchwał, których wojewodowie nie zakwestionowali. W pięciu znaleziono postanowienia, które w innych uchwałach ci sami wojewodowie uznali za niezgodne z prawem.
Martwa funkcja edukacyjna nadzoru
NIK zwróciła uwagę także na rzadkie stosowanie środka, który powinien pełnić funkcję ostrzegawczą i edukacyjną. Chodzi o wskazanie nieistotnego naruszenia prawa. W takim przypadku wojewoda nie unieważnia uchwały, ale informuje samorząd, że akt został wydany z naruszeniem prawa. To mechanizm, który może uczyć prawidłowego stanowienia lokalnych przepisów.
Tymczasem na 125,5 tysiąca aktów normatywnych skontrolowani wojewodowie zastosowali ten środek jedynie 166 razy. Wojewodowie pomorski i lubelski nie stosowali go w ogóle. NIK oceniła, że rezygnowanie z tego instrumentu osłabia edukacyjną rolę nadzoru, czyli zamiast poprawiać jakość prawa lokalnego, system często milczy. A milczenie administracji bywa złotem tylko w bajkach, w państwie prawa częściej jest po prostu problemem.
Czytaj dalej
Powiązany temat
Podobnie wyglądało korzystanie z możliwości wstrzymania wykonania uchwały lub zarządzenia w toku postępowania nadzorczego. Trzej wojewodowie nie korzystali z tego narzędzia, jeden używał go sporadycznie. Według NIK to ważny instrument, bo może zapobiec skutkom prawnym aktu, który wszedł w życie, zanim zapadło rozstrzygnięcie nadzorcze.
Prawo miejscowe ogłaszane z opóźnieniem
Kolejny problem dotyczył publikowania aktów prawa miejscowego w wojewódzkich dziennikach urzędowych. We wszystkich skontrolowanych urzędach wojewódzkich NIK stwierdziła nieprawidłowości. Spośród 130 zbadanych aktów 34 proc. ogłoszono z nieuzasadnioną zwłoką — od jednego do 60 dni ponad przyjęty w kontroli termin 14 dni. Dodatkowo 5 proc. aktów nie ogłoszono w ogóle.
To nie jest wyłącznie kwestia administracyjnego kalendarza. Jeżeli akt prawa miejscowego jest ogłaszany z opóźnieniem, mieszkańcy później mogą z niego korzystać albo później zaczynają ich obowiązywać określone przepisy. NIK wskazała również na chaos prawny: uchwała może zostać ogłoszona, wejść w życie, a następnie zostać unieważniona przez wojewodę.
Problem pogłębia brak obowiązku zamieszczania przy ogłaszanym akcie informacji, że wojewoda wstrzymał jego wykonanie. Mieszkaniec, przedsiębiorca czy urzędnik może więc widzieć akt w dzienniku urzędowym, ale nie mieć pełnej informacji o jego aktualnym statusie. W państwie prawa to trochę tak, jakby tablica z przepisami wisiała na ścianie, ale ktoś dopisał niewidzialnym atramentem: „uwaga, może nie działać”.
Samorządy w tej kontroli nie są głównym problemem
Ważne jest jedno: z ustaleń NIK wynika, że 16 skontrolowanych jednostek samorządu terytorialnego co do zasady prawidłowo wykonywało swoje obowiązki związane z nadzorem wojewodów. Samorządy terminowo przekazywały większość uchwał, udzielały informacji i reagowały po stwierdzeniu nieważności aktów. NIK wykazała jeden przypadek stosowania nieważnej uchwały mimo rozstrzygnięcia wojewody.
To przesuwa ciężar problemu. Nie chodzi o prostą opowieść, że samorządy masowo lekceważą prawo. Raport pokazuje raczej, że państwowy nadzór nad samorządami wymaga większej spójności, czytelności i przewidywalności. Mieszkaniec nie powinien być zakładnikiem tego, w którym województwie podjęto uchwałę i jak dany urząd interpretuje podobny przepis.
NIK chce zmian w przepisach
Najwyższa Izba Kontroli skierowała wnioski do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Chodzi między innymi o przygotowanie zmian, które pozwolą przy akcie ogłaszanym w wojewódzkim dzienniku urzędowym zamieszczać informację o wstrzymaniu jego wykonania przez wojewodę. NIK chce też jednolitych zasad prowadzenia postępowań nadzorczych, szczególnie w zakresie informowania o ich wszczęciu i zakończeniu.
MSWiA poinformowało Izbę, że proceduje projekt ustawy częściowo odpowiadający na wskazany wniosek. To dobry początek, ale sama zapowiedź nie rozwiązuje problemu. Bo w tej sprawie stawką nie jest wygoda urzędów wojewódzkich. Stawką jest pewność obywatela, czy lokalne prawo naprawdę obowiązuje, czy tylko czeka na to, aż ktoś po czasie odkryje, że jednak nie powinno.
Magazynu Radio DTR 6/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



