Czytaj Radio DTR bez reklam Google30 dni spokojnego czytania. Bez konta i bez abonamentu.
Sprawdź dostęp
Przejdź do treści
środa 28 października 2026
Imieniny: Szymon, Tadeusz, Wszeciech
28 października 2026 r.Wrocław

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu ujawnia wielogodzinne dyżury, ograniczenia systemu kontroli i trwający audyt organizacji pracy oddziału ratunkowego. Dokumenty uzyskane przez Radio DTR stawiają pytania nie tylko o czas świadczeń lekarzy, lecz przede wszystkim o bezpieczeństwo pacjentów.

Pacjent trafia na szpitalny oddział ratunkowy. Czeka na badanie, diagnozę i decyzję, od której może zależeć jego zdrowie, a niekiedy życie. Nie wie, od ilu godzin pracuje lekarz, który właśnie go przyjmuje. Nie wie, czy wcześniej pełnił dyżur w innym szpitalu. Nie wie również, kiedy ostatnio miał możliwość nieprzerwanego odpoczynku.

I właściwie nie ma jak się tego dowiedzieć.

Tymczasem dokumenty uzyskane przez Radio DTR od Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu pokazują, że w tamtejszym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym zdarzały się dyżury trwające niemal dwie doby.

W 2025 roku najdłuższy nieprzerwany okres udzielania świadczeń wyniósł 47 godzin. W okresie od stycznia do września 2026 roku — według informacji szpitala — 48 godzin.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Nie były to jedyne przypadki przekraczania dobowego wymiaru świadczeń.

Placówka ujawniła również, że jej system planowania grafików ma uniemożliwiać zaplanowanie dyżuru dłuższego niż 24 godziny, ale w sytuacjach wyjątkowych czas świadczeń może zostać przedłużony.

Powstaje zatem zasadnicze pytanie: czy zapewnienie nieprzerwanej obsady SOR-u jest równoznaczne z zapewnieniem pacjentowi bezpieczeństwa?

Dokumenty nie dowodzą, że wskazane dyżury doprowadziły do błędów medycznych. Pokazują jednak sytuacje, w których warto sprawdzić, czy procedury organizacyjne wystarczająco uwzględniają ograniczenia ludzkiej wytrzymałości.

41 przypadków przekroczenia 24 godzin

W odpowiedzi datowanej na 26 października 2026 roku szpital przedstawił statystyki dotyczące nieprzerwanego udzielania świadczeń przez lekarzy SOR.

Dane wyglądają następująco:

Czas świadczeń2025 r.2026 r.
Powyżej 24 godzin3341
Powyżej 36 godzin54
Powyżej 48 godzin01
Powyżej 78 godzin00

Liczby pochodzą z oficjalnej odpowiedzi szpitala. Placówka nie określiła jednak jednoznacznie daty końcowej zestawienia za 2026 rok.

To ważne zastrzeżenie. Nie można jeszcze uznać, że porównujemy dwa pełne lata.

Trzeba również rozróżnić liczbę przypadków od liczby lekarzy. Czterdzieści jeden przypadków przekroczenia 24 godzin nie oznacza, że dotyczyły one 41 różnych osób. Nie wiemy, czy przedłużenia rozkładały się na większą grupę personelu, czy powtarzały się u tych samych lekarzy.

Przedziały czasowe mogą się ponadto nakładać. Przypadek przekroczenia 36 godzin mieści się jednocześnie w kategorii przekroczeń 24 godzin. Nie należy więc sumować poszczególnych wierszy.

Jest jeszcze jedna nieścisłość wymagająca wyjaśnienia.

Szpital podaje, że najdłuższy dyżur w okresie od stycznia do września 2026 roku wyniósł 48 godzin. Jednocześnie w statystyce za 2026 rok wykazuje jeden przypadek przekroczenia 48 godzin.

Możliwe, że dane dotyczą różnych przedziałów czasowych. Możliwa jest również różnica metodologiczna. Na podstawie przekazanej odpowiedzi nie sposób tego rozstrzygnąć.

Jedno pozostaje bezsporne: szpital oficjalnie potwierdza występowanie wielogodzinnych, nieprzerwanych okresów udzielania świadczeń przez lekarzy swojego oddziału ratunkowego.

Komputer pilnuje grafiku. A kto pilnuje rzeczywistości?

Jedną z najciekawszych informacji zawartych w odpowiedzi jest opis systemu kontroli czasu świadczeń.

Według szpitala wdrożony system analizy grafików automatycznie ostrzega i uniemożliwia planowanie świadczeń przekraczających przyjęte wewnętrznie normy bezpieczeństwa, określone jako 24 godziny na dobę.

Brzmi to jak racjonalne zabezpieczenie.

Jednak ten sam szpital informuje, że w sytuacjach wyjątkowych, gdy trzeba zapewnić ciągłość świadczeń i bezpieczeństwo pacjentów, czas pracy lekarza może zostać wydłużony.

Wyjaśnia również, że jednym z powodów długotrwałego udzielania świadczeń była konieczność nagłego zastąpienia innego lekarza SOR.

Problem polega na tym, że system kontroli grafiku i rzeczywisty przebieg dyżuru to dwie różne rzeczy.

Można prawidłowo zaplanować 24 godziny świadczeń, a następnie przedłużyć ten okres, ponieważ nie pojawił się zmiennik albo wystąpiła nagła potrzeba zabezpieczenia oddziału.

Z organizacyjnego punktu widzenia może to być działanie uzasadnione.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa rodzi jednak kolejne pytania.

Kto podejmuje decyzję o przedłużeniu dyżuru? Czy ocenia się wtedy jedynie potrzebę utrzymania obsady, czy również stan psychofizyczny lekarza? Czy taka decyzja jest dokumentowana? Czy istnieje procedura przewidująca maksymalny czas dalszego udzielania świadczeń?

A przede wszystkim: kto bierze odpowiedzialność za to, że lekarz po kilkudziesięciu godzinach nadal wykonuje czynności wymagające koncentracji, właściwej oceny objawów i szybkiego podejmowania decyzji?

Odpowiedź szpitala nie dostarcza wystarczających danych, aby stwierdzić, w jaki sposób te kwestie rozwiązywano w poszczególnych przypadkach.

Lekarz w jednym szpitalu. A co robił wcześniej?

Jeszcze poważniejszy problem pojawia się, gdy lekarz świadczy usługi dla więcej niż jednej placówki.

Wrocławski szpital wyjaśnia, że lekarz nie ma generalnego obowiązku informowania go o zatrudnieniu w innych podmiotach leczniczych ani uzyskiwania zgody na taką pracę.

Placówka przyznaje również, że nie weryfikuje aktywności zawodowej lekarzy poza własnymi strukturami.

Co więcej, sporządzona przez szpital ocena ryzyka zawodowego uwzględnia przemęczenie, brak snu, długotrwałe dyżury i pracę nocną, ale nie obejmuje faktycznego czasu wykonywania świadczeń w innych jednostkach.

Oznacza to, że szpital może kontrolować własny harmonogram, nie posiadając pełnego obrazu aktywności zawodowej lekarza.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której lekarz kończy wielogodzinny dyżur w jednej placówce, a niedługo później rozpoczyna świadczenia w następnej.

Każdy ze szpitali może dysponować własnym prawidłowo sporządzonym grafikiem.

Żaden nie musi jednak znać całej historii obciążenia zawodowego tej osoby.

Jest to przykład ryzyka systemowego, a nie opis potwierdzonego zdarzenia z udziałem konkretnego lekarza w badanym szpitalu.

Jeżeli system widzi tylko fragment aktywności lekarza, czy może skutecznie kontrolować ryzyko wynikające z jego całkowitego przemęczenia?

To pytanie pozostaje jednym z najważniejszych w całej sprawie.

Kontrakt nie zmienia biologii człowieka

W odpowiedzi szpital zwraca uwagę, że przepisy dotyczące pracowniczej ewidencji czasu pracy nie znajdują automatycznie takiego samego zastosowania do osób wykonujących świadczenia na podstawie umów cywilnoprawnych.

To rozróżnienie jest istotne.

Ustawa o działalności leczniczej przewiduje dla pracowników między innymi prawo do co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego oraz, co do zasady, 35 godzin odpoczynku tygodniowego. W przypadku dyżuru medycznego odpoczynek dobowy powinien zostać udzielony bezpośrednio po jego zakończeniu.

Nie można jednak bez dodatkowej analizy prawnej automatycznie przenosić wszystkich przepisów dotyczących pracowników etatowych na lekarzy wykonujących działalność na własny rachunek.

Tę odmienność dostrzegła również Najwyższa Izba Kontroli.

Wyniki kontroli opublikowane w lipcu 2026 roku wskazują, że przy umowach cywilnoprawnych nie funkcjonują takie same ustawowe ograniczenia czasu pracy jak przy stosunku pracy. Według NIK stwarza to możliwość organizowania niezwykle długich, nieprzerwanych okresów świadczenia usług.

Ale rodzaj zawartej umowy nie wpływa przecież na to, jak organizm reaguje na brak snu.

Zmęczenie nie sprawdza, czy lekarz wystawia fakturę, czy otrzymuje wynagrodzenie na podstawie umowy o pracę.

Może natomiast wpływać na czujność, czas reakcji, zdolność koncentracji i jakość podejmowanych decyzji.

W medycynie ratunkowej ma to szczególne znaczenie. Lekarz nie zawsze dysponuje pełną dokumentacją pacjenta. Nierzadko musi oceniać stan chorego pod presją czasu, przy ograniczonej liczbie informacji i konieczności jednoczesnego podejmowania wielu decyzji.

Nie oznacza to, że każda osoba po 24 godzinach pracy popełnia błędy. Nie istnieje też jeden uniwersalny moment, po którym każdy lekarz automatycznie staje się niezdolny do świadczenia usług.

Oznacza jednak, że ryzyko związane ze zmęczeniem powinno być przedmiotem rzeczywistej oceny, a nie wyłącznie formalnego zapisu w umowie.

NIK ostrzegała. Wrocław potwierdza, że problem istnieje również tutaj

17 lipca 2026 roku Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła wyniki kontroli systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego.

Ustalenia były niepokojące.

W dziewięciu z dziesięciu kontrolowanych szpitali niektórzy lekarze pracowali na SOR-ach nieprzerwanie przez ponad 24 godziny.

W skrajnym przypadku odnotowano dyżur trwający 144 godziny, czyli sześć dób.

Kontrolerzy ujawnili również przypadki bardzo wysokiego miesięcznego obciążenia pracą personelu medycznego. W jednym z badanych podmiotów ratownik medyczny świadczył pracę przez 456 godzin w ciągu miesiąca.

Warto przy tym zachować precyzję: rekord 456 godzin dotyczył ratownika medycznego, a nie lekarza.

NIK wskazała także na niedobory kadrowe, które utrudniają organizowanie świadczeń bez przeciążania dostępnego personelu.

To ważny kontekst dla danych otrzymanych przez Radio DTR.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu nie był placówką, której dotyczyły przywołane skrajne przypadki opisane przez NIK. Nie można więc przenosić wyników tamtej kontroli bezpośrednio na wrocławski oddział.

Mamy jednak dwa niezależne źródła wskazujące na to samo zjawisko: wielogodzinne świadczenie usług przez personel medyczny.

W jednym przypadku są to ustalenia ogólnopolskiej kontroli. W drugim — informacje przekazane redakcji przez konkretny szpital.

Problem przestaje być zatem odległą historią z raportu kontrolnego.

Dotyczy także placówki, do której trafiają mieszkańcy Wrocławia i okolicznych miejscowości.

Ciągłość świadczeń czy bezpieczeństwo świadczeń?

Argumentem powracającym w odpowiedzi szpitala jest konieczność zapewnienia ciągłości opieki.

To argument, którego nie sposób zignorować.

SOR nie może po prostu zakończyć pracy, ponieważ minęła określona godzina. Pacjenci z nagłym zagrożeniem zdrowotnym wymagają pomocy niezależnie od tego, czy udało się znaleźć zastępstwo.

Niedobór lekarzy medycyny ratunkowej jest rzeczywistym problemem polskiej ochrony zdrowia.

Jednak ciągłość świadczeń to nie tylko obecność osoby posiadającej prawo wykonywania zawodu.

To również organizacja opieki w taki sposób, aby pacjent otrzymywał pomoc odpowiedniej jakości.

I tu pojawia się zasadniczy konflikt.

Jeżeli lekarz zakończy dyżur, a szpital nie ma zmiennika, może powstać problem z obsadą oddziału.

Jeżeli pozostanie na dyżurze przez kolejne kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin, pojawia się pytanie o ryzyko wynikające z jego zmęczenia.

Nie zawsze istnieje łatwe rozwiązanie.

Ale właśnie dlatego konieczne są procedury, dodatkowe mechanizmy bezpieczeństwa oraz jasny podział odpowiedzialności.

Czy w przypadku przedłużenia dyżuru przewiduje się wsparcie drugiego lekarza? Czy ogranicza się rodzaj wykonywanych czynności? Czy analizuje się liczbę pacjentów i obciążenie oddziału? Czy po takim zdarzeniu kierownictwo bada jego przyczyny?

Nie otrzymaliśmy informacji pozwalających odpowiedzieć na te pytania.

Nie możemy zatem twierdzić, że takie zabezpieczenia nie istnieją. Możemy natomiast wskazać, że ich stosowanie nie zostało wykazane w udostępnionej redakcji dokumentacji.

Kto podejmuje decyzję, kto ponosi odpowiedzialność?

Analizowana przez Radio DTR umowa o udzielanie świadczeń zdrowotnych zawiera postanowienia dotyczące odpoczynku, prawidłowej realizacji świadczeń oraz odpowiedzialności wykonawcy.

Wynika z niej między innymi obowiązek uwzględniania odpoczynku przy wykonywaniu świadczeń również na rzecz innych podmiotów.

W aneksie do umowy doprecyzowano zasady dotyczące organizacji świadczeń oraz wykonywania innych zobowiązań zawodowych.

To istotne zabezpieczenia kontraktowe.

Pozostaje jednak pytanie, gdzie kończy się odpowiedzialność indywidualnego lekarza, a zaczyna odpowiedzialność szpitala, który organizuje oddział, zatwierdza harmonogram i dopuszcza do przedłużania świadczeń.

Nie są to odpowiedzialności wzajemnie się wykluczające.

Lekarz ma obowiązek wykonywać zawód zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, należytą starannością i zasadami etyki. Podmiot leczniczy odpowiada natomiast za właściwą organizację udzielania świadczeń w zakresie wynikającym z przepisów i zawartych umów.

Samo wpisanie do kontraktu obowiązku odpoczynku nie dowodzi jeszcze, że jego przestrzeganie jest skutecznie kontrolowane.

Podobnie zapis przewidujący odpowiedzialność za szkodę nie stanowi odpowiedzi na pytanie, jak zapobiega się zagrożeniu, zanim szkoda nastąpi.

A właśnie zapobieganie powinno być najważniejszym elementem systemu bezpieczeństwa.

Nie chodzi przecież o znalezienie winnego po niepożądanym zdarzeniu. Chodzi o stworzenie takich warunków, aby ryzyko wystąpienia tego zdarzenia było możliwie małe.

Szpital przyznaje: trwa audyt zlecony przez organ tworzący

W odpowiedzi na pytania Radia DTR znalazła się jeszcze jedna istotna informacja.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu poinformował, że trwa audyt organizacji pracy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego zlecony przez organ tworzący.

Placówka oczekuje na jego wyniki.

Szpital wskazał również, że w latach 2025–2026 nie przeprowadzono kontroli ze strony wymienionych w odpowiedzi służb BHP ani Państwowej Inspekcji Pracy.

Nie oznacza to, że w placówce nie funkcjonowały żadne mechanizmy kontroli wewnętrznej. Oznacza natomiast, że redakcja nie otrzymała dokumentacji wcześniejszych kontroli tego rodzaju.

Radio DTR zainteresowało się sprawą pod koniec sierpnia 2026 roku, a na początku września skierowało do szpitali wnioski o udostępnienie informacji publicznej.

Nie ustaliliśmy jeszcze, kiedy dokładnie organ tworzący podjął decyzję o audycie i co było bezpośrednią przyczyną jego zlecenia.

Nie byłoby więc rzetelne twierdzenie, że kontrola została uruchomiona wskutek publikacji Radia DTR.

Faktem jest jednak, że nasze pytania doprowadziły do ujawnienia informacji o wielogodzinnych dyżurach, zasadach ich organizowania i trwającym audycie.

To istotne ustalenia z punktu widzenia społecznej kontroli funkcjonowania szpitala.

Pytania kierowane do organu tworzącego będą dotyczyć przede wszystkim przyczyn audytu, jego zakresu i ewentualnych działań naprawczych.

Jeżeli audyt obejmuje czas świadczeń, zastępstwa, organizację harmonogramów i procedury odpoczynku, jego ustalenia mogą pomóc w ocenie opisanych problemów.

Jeżeli obejmuje inne obszary, także powinno to zostać jasno wskazane.

Trzebnica: jeden trop został wyjaśniony, systemowe pytania pozostały

Pierwotne zainteresowanie Radia DTR obejmowało również możliwość wykonywania świadczeń przez jednego z lekarzy zarówno we Wrocławiu, jak i w Szpitalu im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy.

Podstawą do zadania pytań były publicznie dostępne informacje o działalności zawodowej lekarza oraz dane z rejestru umów.

Szpital w Trzebnicy wyjaśnił jednak w odpowiedzi z 15 września 2026 roku, że dr Piotr Piszko ostatni raz udzielał świadczeń w tamtejszej placówce w maju 2022 roku i od tego czasu nie był w niej zatrudniony na żadnej podstawie.

Tym samym nie potwierdziło się przypuszczenie dotyczące równoczesnego wykonywania świadczeń w tych dwóch szpitalach w 2026 roku.

To wyjaśnienie należy uwzględnić w ocenie wcześniejszych ustaleń redakcji.

Nie zmienia ono jednak istoty problemu dotyczącego organizacji czasu świadczeń lekarzy kontraktowych.

Radio DTR skierowało do szpitala w Trzebnicy również pytania o procedury odpoczynku, maksymalną długość dyżurów, kontrolę aktywności zawodowej w innych placówkach oraz reakcję na ustalenia NIK.

Szpital przedłużył termin udzielenia odpowiedzi na pozostałe pytania do 30 października 2026 roku.

Po otrzymaniu tych informacji możliwe będzie porównanie zasad organizowania pracy lekarzy w dwóch placówkach o odmiennym statusie organizacyjnym i podlegających różnym organom tworzącym.

Co jeszcze powinien wyjaśnić szpital?

Odpowiedź z Wrocławia dostarczyła ważnych informacji, ale pozostawiła również pytania, na które nie znajdujemy jednoznacznych odpowiedzi.

Przede wszystkim nie wiemy, ilu lekarzy dotyczyły przedłużane dyżury i czy miały one charakter sporadyczny, czy powtarzalny.

Nie znamy także pełnej dokumentacji okoliczności, w których dochodziło do przekroczenia 24 godzin. Nie wiemy, kto podejmował decyzje o przedłużeniach i czy sporządzano ocenę zagrożeń wynikających ze zmęczenia.

Brakuje informacji o tym, czy w takich sytuacjach stosowano dodatkowe zabezpieczenia organizacyjne oraz jak oceniano ich skuteczność.

Nie rozstrzygnięto również sprzeczności między informacją o maksymalnym 48-godzinnym okresie świadczeń a wykazanym przypadkiem przekroczenia 48 godzin w 2026 roku.

Kolejnym obszarem wymagającym wyjaśnienia są dane dotyczące obsady oddziału. Bez informacji o liczbie lekarzy dostępnych podczas poszczególnych dyżurów trudno ocenić, czy przedłużenia wynikały z pojedynczych zdarzeń losowych, czy z trwałych problemów kadrowych.

To zagadnienia, o które redakcja powinna pytać dalej — nie dlatego, że dysponuje dowodami naruszeń, lecz dlatego, że dotyczą rzeczywistego funkcjonowania systemu bezpieczeństwa.

Pacjent nie powinien ponosić konsekwencji niewydolności organizacyjnej

W debacie o szpitalach często mówi się o kosztach, kontraktach, brakach kadrowych i trudnościach w finansowaniu świadczeń.

Znacznie rzadziej stawia się pytanie, jak te problemy wpływają na człowieka, który trafia na SOR.

Pacjent nie odpowiada za liczbę dostępnych lekarzy. Nie decyduje o zasadach zawierania kontraktów. Nie układa harmonogramów i nie rozstrzyga, czy dyżur powinien zostać przedłużony.

Ma natomiast prawo oczekiwać, że udzielana mu pomoc będzie zorganizowana w sposób możliwie bezpieczny.

Podobnie lekarz nie powinien być pozostawiony sam wobec konfliktu między koniecznością zapewnienia opieki pacjentom a własnymi ograniczeniami fizycznymi.

System ratownictwa nie może opierać się wyłącznie na gotowości personelu do wielogodzinnego zastępowania nieobecnych współpracowników.

Takie rozwiązanie może pomóc opanować pojedynczy kryzys kadrowy. Jeżeli jednak staje się częstą praktyką, wymaga sprawdzenia, czy organizacja pracy jest dostosowana do rzeczywistych potrzeb oddziału.

Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi: jak długo lekarz potrafi pracować?

Brzmi: jak długo może udzielać świadczeń bez narażania pacjentów i samego siebie na nieakceptowalne ryzyko oraz kto ma obowiązek tę granicę ocenić?

Wnioski Radia DTR

Dokumenty przekazane przez Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu potwierdzają, że w placówce występowały wielogodzinne, nieprzerwane okresy udzielania świadczeń przez lekarzy SOR.

Potwierdzają również, że szpital stosuje system kontroli planowanych grafików, lecz nie weryfikuje całej aktywności zawodowej personelu wykonywanej w innych podmiotach.

Nie mamy natomiast dowodów, że opisane dyżury spowodowały określone szkody u pacjentów, że lekarze dopuścili się błędów lub że konkretne przedłużenia były bezprawne.

Nie znamy także pełnych okoliczności organizacyjnych tych zdarzeń.

Ustalenia te wystarczają jednak, aby postawić pytanie o skuteczność obecnych mechanizmów bezpieczeństwa.

Bo w szpitalnym oddziale ratunkowym formalna obecność lekarza nie jest jedynym warunkiem prawidłowego udzielania pomocy. Liczą się także jego możliwości psychofizyczne, wsparcie zespołu, organizacja świadczeń i skuteczność nadzoru.

Nie wystarczy więc wiedzieć, czy dyżur był obsadzony.

Trzeba również wiedzieć, czy sposób jego obsadzenia zapewniał pacjentom odpowiedni poziom bezpieczeństwa.

Wrocławski szpital przyznaje, że zdarzały się dyżury sięgające niemal dwóch dób. Informuje zarazem o trwającym audycie organizacji pracy SOR.

Jego wyniki mogą pokazać, czy obecne procedury są wystarczające, czy wymagają zmian.

Do tego czasu pozostaje pytanie, które powinno zainteresować nie tylko dyrekcję szpitala, ale również jego organ tworzący, instytucje nadzorujące ochronę zdrowia i samych pacjentów.

Kto sprawdza, czy lekarz, któremu powierzamy życie, jest wystarczająco wypoczęty, aby bezpiecznie podejmować decyzje?

I kto bierze odpowiedzialność za tę ocenę, zanim wydarzy się coś, czego można było uniknąć?

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *