„America First” – to nie tylko hasło, to filozofia, którą Donald Trump odmieniał przez wszystkie przypadki już podczas swojej pierwszej prezydentury. Teraz, po powrocie do Białego Domu, znów ją realizuje. 22 lipca 2025 r. Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone ponownie opuszczą UNESCO. Decyzja wejdzie w życie 31 grudnia 2026 r., ale skutki – polityczne i symboliczne – zaczynają się już teraz.
UNESCO – komu to przeszkadzało?
Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Oświaty, Nauki i Kultury powstała w 1945 roku jako odpowiedź świata na tragedię wojny – z misją promowania pokoju poprzez kulturę, edukację i naukę. To dzięki UNESCO chronione są takie miejsca jak piramidy w Gizie, Wielki Kanion, Auschwitz czy zabytki w Syrii i na Ukrainie.
Dla administracji Trumpa to jednak za mało. Zastępczyni rzecznika Białego Domu Anna Kelly oskarżyła UNESCO o promowanie „dzielących społecznie i kulturowo” idei, które są – według niej – sprzeczne z wyborami Amerykanów. Wśród oskarżeń pojawia się rzekome wspieranie „woke agendy”, m.in. poprzez promocję edukacji gender czy realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Do tego wraca znany z poprzednich lat zarzut „antyizraelskiego uprzedzenia” – od czasu przyznania członkostwa Palestynie w 2011 roku.
Trump: mniej ONZ, więcej Ameryki
W logice Trumpa nie ma miejsca na instytucje multilateralne, gdzie USA mają jeden głos jak inne państwa. Zdaniem jego zwolenników takie podejście to „oddawanie suwerenności” w ręce biurokracji i kosztownych kompromisów. Ameryka, według tej wizji, powinna działać samodzielnie – w bilateralnych relacjach, gdzie może narzucać swoje warunki.
Izraelski minister Gideon Sa’ar nazwał decyzję USA „moralnym krokiem”. Jednak w praktyce wygląda to raczej jak rezygnacja z gry, bo nie idzie po naszej myśli. I jak zwykle – natura nie znosi próżni.
Wchodzą Chiny
Pekin nie tylko nie wycofuje się z UNESCO – wręcz przeciwnie. Od 2018 roku zwiększył swój wkład finansowy o 40% i przejął kluczowe pozycje w komitetach organizacji. To Chiny dziś kształtują globalne standardy w dziedzinie edukacji, cyfryzacji kultury czy polityki dziedzictwa. Promują swój Jedwabny Szlak – nie tylko gospodarczy, ale też narracyjny. USA, wycofując się, oddają wpływy bez walki.
To jakby ktoś, przegrywając na olimpiadzie matematycznej, powiedział: „nie bawię się, wychodzę”. A przecież wszyscy wiemy, że prawdziwą odpowiedzią na przegraną nie jest ucieczka, lecz inwestycja – w lepsze szkoły, kadrę, narzędzia. UNESCO to nie konkurs piękności – to narzędzie wpływu. Zrezygnować z niego to jak dobrowolnie oddać mikrofon.
Amerykańska autokastracja wpływu
Audrey Azoulay, dyrektor generalna UNESCO, mówi wprost: decyzja Trumpa „stoi w sprzeczności z zasadami współpracy międzynarodowej i multilateralizmu”. I choć organizacja sobie poradzi – zdywersyfikowała źródła finansowania, m.in. dzięki Francji, Niemcom i Korei Południowej – to z pewnością straci na zasięgu i sile projektów. Ucierpi m.in. program edukacji o Holokauście, wsparcie dla Ukrainy czy ochrona zagrożonych obiektów światowego dziedzictwa.
Dla świata to znak: Ameryka znów zamyka się w sobie. Jak zauważa Stewart Patrick z Council on Foreign Relations, to klasyczny przykład samo-sabotażu. Hasło „America First” w praktyce oznacza dziś: „Świat – nieważny”.
Czas na Europę
Dla nas, Europejczyków, to nie musi być zła wiadomość. Wręcz przeciwnie – to szansa. Skoro USA rezygnują z globalnego przywództwa w kulturze i edukacji, my możemy je przejąć. Unia Europejska powinna zintensyfikować wsparcie dla instytucji multilateralnych, zwiększyć inwestycje w program Erasmus+, wzmocnić międzynarodową obecność instytutów kultury, wspierać dialog międzykulturowy i ochronę dziedzictwa.
Dziś Chiny są już w grze, Rosja – mimo izolacji – nadal działa aktywnie na polu propagandy. To, czego brakuje, to silny głos Zachodu, który nie boi się otwartości i wartości. Decyzja USA to pustka, która domaga się odpowiedzi.
Zamiast puenty – ostrzeżenie
Kiedy Trump mówi o „odzyskiwaniu suwerenności”, brzmi to dumnie. Ale suwerenność bez wpływu to samotność. Rezygnacja z UNESCO to nie oszczędność – to kapitulacja na polu idei. To tak, jakby lider światowej kultury i nauki odłożył książki, zamknął bibliotekę i zapalił światło tylko u siebie.
Ale świat się nie zatrzyma. Tylko czy Ameryka, zamknięta w swojej narracji, nie obudzi się w końcu w pustym pokoju?
Autor: Rafał Chwaliński

