Powiat Trzebnicki przedstawia uruchomienie piątej linii do Milicza jako szybką odpowiedź na problem mieszkańców po zawieszeniu dotychczasowego połączenia. Sprawdziliśmy jednak nowy rozkład z perspektywy tych, których w tej historii wskazywano szczególnie często — uczniów szkół w Miliczu. Wynik jest niewygodny: formalnie dojazd istnieje, ale jego godziny trudno uznać za dobrze dopasowane do rytmu szkolnego dnia. Do tego oficjalny komunikat mówi o przesiadce w Skoroszowie, podczas gdy opublikowany rozkład wygląda jak jedno bezpośrednie połączenie.
Na papierze wszystko wygląda dobrze
Od 5 października nowa linia ma wykonywać trzy kursy dziennie w każdym kierunku.
Z Trzebnicy autobusy mają wyruszać o:
6:00, 13:30 i 15:40.
Do Milicza mają docierać odpowiednio o:
6:50, 14:20 i 16:30.
W przeciwnym kierunku zaplanowano odjazdy z Milicza o:
7:00, 14:40 i 16:40.
Na pierwszy rzut oka wygląda to dobrze.
Było jedno połączenie, teraz mają być trzy. Autobus wraca. Mieszkańcy nie zostają bez transportu. Problem rozwiązany.
Tylko że transport publiczny nie służy do tego, aby dobrze wyglądał w tabeli.
Ma pozwalać ludziom dotrzeć tam, gdzie potrzebują — o godzinie, kiedy tego potrzebują.
I właśnie tutaj zaczynają się pytania.
Do szkoły na ósmą. Autobus w Miliczu o 6:50
Jedną z placówek, do których dojeżdża młodzież z powiatu trzebnickiego, jest Technikum Leśne w Miliczu.
Oficjalnie opublikowane przez szkołę godziny lekcyjne są jednoznaczne.
Od poniedziałku do czwartku pierwsza lekcja rozpoczyna się o 8:00.
W piątki — o 7:45. Technikum Leśne w Milczu
Nowy autobus ma przyjechać do Milicza o 6:50.
Oznacza to, że uczeń jadący pierwszym kursem znajdzie się w Miliczu:
70 minut przed pierwszą lekcją od poniedziałku do czwartku
oraz
55 minut przed pierwszą lekcją w piątek.
I mówimy wyłącznie o różnicy między przyjazdem autobusu a dzwonkiem.
Do tego dochodzi jeszcze dojście na teren szkoły.
Technikum Leśne znajduje się przy ul. Kasztelańskiej 1. Technikum Leśne w Milczu
Nie twierdzimy więc, że uczeń przez całe 70 minut siedzi na przystanku. Twierdzimy coś znacznie prostszego:
rozkład przywozi go do miasta około godziny przed rozpoczęciem zajęć.
Czy właśnie tak został zdefiniowany „dogodny dojazd do szkoły”?
Powrót: tutaj zaczyna się loteria planu lekcji
Jeszcze ciekawiej wygląda popołudnie.
W Technikum Leśnym siódma lekcja kończy się o 14:20, ósma o 15:15, dziewiąta o 16:10. Technikum Leśne w Milczu
Autobusy z Milicza mają odjeżdżać o:
14:40 i 16:40.
Uczeń kończący lekcje o 14:20 ma więc 20 minut.
To może być całkiem rozsądne połączenie — pod warunkiem że zdąży dojść ze szkoły na właściwy przystanek.
Ale uczeń kończący ósmą lekcję o 15:15 nie ma autobusu około 15:30 czy 15:45.
Ma następny o 16:40.
To oznacza 85 minut między końcem lekcji a odjazdem autobusu.
Uczeń kończący dziewiątą lekcję o 16:10 ma natomiast pół godziny.
Powstaje więc bardzo charakterystyczna luka.
Dla osoby kończącej zajęcia po siódmej lekcji — rozkład może pasować.
Dla kończącej po dziewiątej — również.
Dla kończącej około piętnastej — już znacznie gorzej.
Nawet 155 minut dziennie poza lekcjami
Weźmy ucznia, którego zajęcia zaczynają się o 8:00 i kończą o 15:15.
Autobus przywozi go do Milicza o 6:50.
To 70 minut przed rozpoczęciem lekcji.
Po szkole następny autobus ma o 16:40.
To kolejne 85 minut.
Łącznie:
155 minut dziennie pomiędzy przyjazdem autobusu a rozpoczęciem lekcji oraz między zakończeniem zajęć a odjazdem autobusu.
Dwie godziny i 35 minut.
Nie w autobusie.
Nie na lekcjach.
Tylko pomiędzy nimi.
W skali pięciu dni szkolnych to potencjalnie niemal 13 godzin tygodniowo, jeśli uczeń miałby codziennie podobny układ zajęć.
Oczywiście rzeczywiste plany poszczególnych klas są różne. Dlatego nie wolno tej liczby przedstawiać jako czasu traconego przez każdego ucznia każdego dnia.
Ale jako test funkcjonalności rozkładu pokazuje ona bardzo wiele.
A przecież właśnie uczniowie byli argumentem
I tutaj problem staje się szczególnie niewygodny.
Nowa linia nie powstała w próżni.
Została zapowiedziana po zawieszeniu poprzedniego połączenia Trzebnica–Milicz, z którego — według wcześniejszych informacji — korzystali między innymi uczniowie dojeżdżający do milickich szkół.
Radio DTR opisywało już, że poprzednia linia została zawieszona 1 października, po miesiącach problemów z jej finansowaniem. Radio DTR
Nowa linia została przedstawiona jako odpowiedź na powstałą lukę.
Skoro więc jednym z głównych problemów byli uczniowie, naturalne jest pytanie:
czy przed ustaleniem godzin ktoś zestawił rozkład autobusu z godzinami rozpoczęcia i zakończenia zajęć w szkołach, do których ci uczniowie rzeczywiście dojeżdżają?
Jest jeszcze druga szkoła
Nie można przy tym sprowadzać całej sprawy do Technikum Leśnego.
Drugim ważnym kierunkiem jest Zespół Szkół im. Tadeusza Kościuszki przy ul. Trzebnickiej 4 w Miliczu. Oficjalna strona szkoły potwierdza tę lokalizację. zsmilicz.eu
Dostępny plan lekcji opublikowany przez szkołę pokazuje schemat zajęć rozpoczynających się o 8:00, z ósmą lekcją kończącą się o 15:05. zsmilicz.eu
Trzeba jednak zaznaczyć, że odnaleziony plan został wygenerowany w maju 2026 roku. Dlatego nie będziemy udawać, że jest automatycznie aktualnym planem wszystkich klas na rok szkolny 2026/2027.
Potrzebujemy obecnych planów konkretnych uczniów korzystających z połączenia.
Ale już sam obowiązujący w szkołach rytm dnia pokazuje, dlaczego kursy 6:50 – 14:40 – 16:40 trzeba poddać znacznie dokładniejszej analizie.
I wtedy pojawia się przesiadka w Skoroszowie
To być może jeszcze poważniejszy problem niż same godziny.
W komunikacie dotyczącym nowego rozwiązania pojawia się informacja, że linia nr 5 prowadzi z Trzebnicy przez Czeszów do Skoroszowa, gdzie pasażerowie mają kontynuować podróż do Milicza autobusami Turbo Trans.
Czyli z opisu wynika:
Trzebnica → Skoroszów — jeden etap
oraz
Skoroszów → Milicz — kolejny etap.
Innymi słowy: przesiadka.
Tymczasem grafika z rozkładem wygląda zupełnie inaczej.
Nagłówek brzmi:
„Kierunek: Milicz. Trzebnica → Czeszów → Skoroszów → Milicz”.
A poniżej znajduje się jeden ciąg przystanków:
Trzebnica 6:00,
Skoroszów 6:30,
Lasowice 6:38,
Miłochowice 6:43,
Milicz 6:50.
Przeciętny pasażer może więc odczytać grafikę tak, jakby wsiadał do jednego autobusu w Trzebnicy i wysiadał z niego w Miliczu.
Jeżeli w rzeczywistości w Skoroszowie trzeba wysiąść z jednego pojazdu i wsiąść do drugiego, powinno być to napisane na rozkładzie wprost.
A gdzie czas na przesiadkę?
To prowadzi do następnego problemu.
Według grafiki autobus jest w Skoroszowie o 6:30, a w Miliczu o 6:50.
Nie widać osobnego czasu przeznaczonego na przesiadkę.
Jeżeli dwa kursy są ze sobą skomunikowane, wszystko może działać poprawnie.
Ale pasażer powinien wiedzieć:
czy drugi autobus czeka,
jak długo czeka,
czy oba kursy są formalnie ze sobą skomunikowane,
co dzieje się w przypadku pięciu lub dziesięciu minut opóźnienia,
czy trzeba kupić drugi bilet,
oraz czy uczeń posiadający bilet miesięczny może odbyć całą podróż na jednym bilecie.
To nie są drobiazgi.
Dorosły jadący okazjonalnie może sobie z takim systemem poradzić.
Ale mówimy również o codziennym transporcie młodzieży szkolnej.
Trzy kursy nie zawsze znaczą trzy lepsze możliwości
W komunikacji pojawia się argument, że mieszkańcy zamiast jednego połączenia otrzymają trzy.
Matematycznie brzmi świetnie.
1 → 3.
Problem polega na tym, że liczba kursów nie jest jeszcze miarą jakości transportu.
Trzy autobusy jadące o godzinach niedostosowanych do potrzeb pasażera mogą być mniej użyteczne niż dwa dobrze zaplanowane.
Publiczny transport należy oceniać nie tylko pytaniem:
„ile razy jedzie?”
ale również:
„dokąd, kiedy i dla kogo?”
Jeśli uczeń musi wyjechać godzinę wcześniej, czekać po lekcjach ponad godzinę, przesiadać się po drodze i martwić się, czy drugi autobus poczeka na pierwszy, to formalnie ma połączenie.
Ale jakość tego połączenia jest zupełnie inną kwestią.
Nie wiemy również, jak nowa oferta wypada na tle starej
To kolejny element wymagający uczciwego postawienia sprawy.
Nie udało nam się jeszcze dotrzeć do kompletnego, ostatniego rozkładu PKS Wołów obsługującego dotychczasowe połączenie Trzebnica–Milicz.
Bez niego nie będziemy twierdzić, że nowa linia jest gorsza od starej.
Może się okazać, że stare godziny również były źle dopasowane.
Może nowa oferta poprawia część dojazdów, a pogarsza inne.
To trzeba policzyć.
Ale nawet bez tego porównania można już oceniać nowy rozkład według potrzeb, którymi jego uruchomienie uzasadniano.
I tutaj pojawiają się poważne wątpliwości.
Nie nazywajmy tego sabotażem
Jedna z mieszkanek napisała w komentarzu, że ma wrażenie, iż pilotaż zaprojektowano tak, aby nie pasował nikomu, a później można było stwierdzić, że mieszkańcy nie korzystają z komunikacji.
Rozumiemy, skąd bierze się takie podejrzenie.
Ale nie mamy żadnych dowodów na celowe zaprojektowanie złego rozkładu.
Nie będziemy więc pisać o sabotażu.
Jest za to coś, co możemy sprawdzić i zmierzyć.
Czy autobus pasuje do godzin szkół?
Ile czasu uczeń czeka rano?
Ile po południu?
Czy musi się przesiadać?
Czy przesiadka jest gwarantowana?
Ile kosztuje cała podróż?
Czy obowiązuje jeden bilet?
Ilu uczniów rzeczywiście korzysta z poszczególnych kursów?
To są fakty.
A fakty bywają dla źle zaprojektowanego systemu znacznie bardziej niewygodne niż najbardziej złośliwy komentarz na Facebooku.
Pilotaż ma jeszcze jedną pułapkę
Samorząd zapowiada, że pilotaż potrwa do końca 2026 roku, a zainteresowanie poszczególnymi połączeniami ma pomóc zaprojektować transport na kolejny rok.
I właśnie dlatego jakość obecnego rozkładu jest tak ważna.
Jeżeli kurs zostanie ustawiony o godzinie mało atrakcyjnej dla głównej grupy pasażerów, a później okaże się, że jeździ nim niewiele osób, można dojść do wniosku:
„nie ma zapotrzebowania”.
Tymczasem prawidłowy wniosek może brzmieć:
„było zapotrzebowanie, ale nie na taki rozkład”.
To zasadnicza różnica.
Pilotaż bada bowiem nie tylko mieszkańców.
Bada również jakość decyzji tego, kto pilotaż zaprojektował.
Dlatego same statystyki frekwencji nie wystarczą
Jeśli Powiat za kilka miesięcy pokaże liczbę pasażerów na linii nr 5, powinna ona zostać zestawiona z godzinami kursów i planami lekcji.
Inaczej informacja niewiele nam powie.
Jeżeli autobusem o 6:00 będzie jeździło niewielu uczniów, nie musi to oznaczać, że młodzież nie potrzebuje transportu do Milicza.
Może oznaczać, że nie chce codziennie rozpoczynać podróży o szóstej rano po to, żeby znaleźć się w mieście ponad godzinę przed lekcjami.
Tak samo niska frekwencja w powrocie nie musi dowodzić braku zainteresowania.
Uczeń kończący zajęcia o 15:15 może po prostu znaleźć inny sposób powrotu zamiast czekać do 16:40.
A w statystyce zostanie zapisane:
„nie skorzystał z autobusu”.
Tyle że statystyka nie powie dlaczego.
Powiat powinien więc pokazać nie tylko pasażerów, ale metodę
Jeżeli pilotaż rzeczywiście ma służyć budowie komunikacji na 2027 rok, warto wiedzieć:
na podstawie jakich danych ustalono godziny linii nr 5,
z iloma uczniami lub rodzicami konsultowano rozkład,
jakie godziny rozpoczęcia i zakończenia zajęć przyjęto,
czy sprawdzono plany obu milickich szkół,
jak zaprojektowano przesiadkę w Skoroszowie,
oraz jaki czas oczekiwania uznano za akceptowalny.
Nie są to pytania wymierzone przeciwko komunikacji powiatowej.
Są pytaniami o to, czy za publiczne pieniądze testujemy prawdziwą usługę, czy tylko liczbę kursów wpisanych do tabeli.
Autobus istnieje. Teraz sprawdźmy, czy istnieje dla pasażera
Można spojrzeć na nową linię i powiedzieć:
są trzy kursy, więc problem rozwiązano.
Można też spojrzeć na ten sam rozkład oczami ucznia:
wyjazd 6:00,
Milicz 6:50,
lekcje od 8:00,
koniec zajęć 15:15,
autobus powrotny 16:40,
a po drodze możliwa przesiadka w Skoroszowie.
I wtedy obraz wygląda już zupełnie inaczej.
Powiat zrobił ważny pierwszy krok — przywrócił możliwość podróży.
Teraz trzeba sprawdzić, czy przywrócił użyteczny transport.
Bo między tymi dwoma pojęciami mieści się czasem ponad dwie i pół godziny dziennie. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy









