Pierwszy przetarg upadł. Kilka dni później ruszył kolejny
W samorządach takie sytuacje zdarzają się regularnie. Przetarg zostaje ogłoszony, wykonawcy składają oferty, a następnie postępowanie trafia do kosza. Czasem powodem są zbyt wysokie ceny, czasem błędy formalne, czasem źle przygotowana dokumentacja.
W Trzebnicy sprawa dotycząca bieżącego utrzymania ulic, chodników i dróg pozamiejskich wygląda jednak interesująco. Nie dlatego, że znaleziono dowód na nieprawidłowości. Wręcz przeciwnie. Dokumenty pokazują coś bardziej subtelnego – sytuację, w której oficjalne wyjaśnienia nie odpowiadają na wszystkie pytania.
A to właśnie od takich pytań często zaczynają się najciekawsze historie.
Co wydarzyło się w kwietniu?
10 kwietnia 2026 roku Gmina Trzebnica ogłosiła postępowanie oznaczone numerem ZP.271.4.2026 dotyczące bieżącego utrzymania ulic i chodników oraz dróg pozamiejskich.
Na realizację zadania samorząd zamierzał przeznaczyć dokładnie 1 455 147,09 zł.
Do przetargu zgłosiła się tylko jedna firma – MARBRUK Mariusz Kwak z Trzebnicy.
Jej oferta opiewała na 797 058,45 zł.
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało więc dobrze.
Cena była o ponad 650 tys. zł niższa od kwoty zabezpieczonej przez gminę.
A jednak przetarg zakończył się fiaskiem.
ilustracja do artykułu przetarg z wieloma pytaniami
Powodem nie była cena
To ważne, bo w przestrzeni publicznej często pojawia się automatyczne założenie, że unieważnienie przetargu oznacza zbyt wysokie oferty.
W tym przypadku dokumenty wskazują coś zupełnie innego.
Gmina odrzuciła jedyną ofertę, powołując się na art. 226 ust. 1 pkt 5 i pkt 10 ustawy Prawo zamówień publicznych. Oznacza to odpowiednio niezgodność oferty z warunkami zamówienia oraz błędy w obliczeniu ceny lub kosztu.
Nie była to więc kwestia braku pieniędzy.
Przynajmniej formalnie.
Kilkanaście dni później ruszył nowy przetarg
28 kwietnia pojawiło się kolejne postępowanie – ZP.271.8.2026. Dotyczyło dokładnie tego samego zadania.
Budżet pozostał identyczny.
1 455 147,09 zł.
To oznacza, że gmina nie zwiększyła środków i nie szukała dodatkowych pieniędzy.
Tym razem do przetargu przystąpiły już dwie firmy.
MARBRUK z Trzebnicy oraz Zakład Budowlano-Drogowy Tarnowski ze Żmigrodu.
Skąd wzięła się różnica prawie 800 tysięcy złotych?
To jeden z najbardziej zaskakujących elementów całej sprawy.
MARBRUK wycenił zadanie na 838 066,65 zł.
Firma Tarnowski zaoferowała 1 631 515,05 zł.
Różnica między ofertami wyniosła niemal 800 tys. zł.
Mówimy o tym samym zamówieniu, tym samym rynku i podobnym okresie realizacji.
To pokazuje, jak różnie wykonawcy oceniali rzeczywiste koszty utrzymania dróg na terenie gminy.
I rodzi kolejne pytanie.
Która z tych wycen była bliższa rzeczywistości?
Dlaczego zwycięska oferta podrożała?
Jeszcze ciekawszy jest inny szczegół.
W pierwszym przetargu MARBRUK zaoferował wykonanie zadania za 797 tys. zł.
W drugim za 838 tys. zł.
To wzrost o ponad 41 tys. zł.
Problem polega na tym, że analiza dokumentacji wskazuje jednocześnie na ograniczenie części planowanych ilości robót.
W załącznikach zmniejszono m.in. planowaną ilość kruszywa przeznaczonego do uzupełniania nawierzchni oraz ograniczono liczbę montowanych znaków drogowych.
Teoretycznie więc zakres części prac został zmniejszony.
Naturalne wydawałoby się oczekiwanie, że cena również spadnie.
Stało się odwrotnie.
Pojawił się nowy zapis w umowie
W drugim postępowaniu pojawiła się również zmiana dotycząca czasu obowiązywania umowy.
Pierwsza wersja przewidywała realizację przez 12 miesięcy od zawarcia umowy.
W drugiej dodano dodatkowy warunek:
umowa ma obowiązywać przez 12 miesięcy, ale nie dłużej niż do momentu wykorzystania środków przewidzianych w kontrakcie.
Na pierwszy rzut oka wygląda to niewinnie.
Jednak taki zapis ma konkretne znaczenie praktyczne.
Oznacza bowiem, że jeśli pieniądze skończą się wcześniej, wykonawca nie będzie zobowiązany do dalszego wykonywania prac.
To standardowy mechanizm zabezpieczający interes zamawiającego i wykonawcy, ale jego pojawienie się akurat przy powtórzonym przetargu zwraca uwagę.
Czego nadal nie wiemy?
Czytaj dalej
Zanim czytasz dalej
I tu dochodzimy do najważniejszej części tej historii.
Dokumenty nie pokazują, że przetarg został ustawiony.
Nie pokazują też, że gmina działała niezgodnie z prawem.
Pokazują natomiast, że brakuje kluczowego elementu układanki.
Nie wiemy:
- jaki dokładnie błąd zawierała pierwsza oferta,
- które pozycje kosztorysowe zostały zakwestionowane,
- dlaczego oferta została odrzucona mimo ceny znacznie niższej od budżetu,
- dlaczego po poprawkach cena wzrosła,
- oraz czy zmiany w dokumentacji miały wpływ na ostateczną kalkulację wykonawców.
Bez odpowiedzi na te pytania trudno ocenić, czy mieliśmy do czynienia wyłącznie z pomyłką kosztorysową, czy też z głębszym problemem dotyczącym przygotowania postępowania.
Prawdziwe pytanie nie brzmi „kto wygrał?”
W samorządowych przetargach często skupiamy się na zwycięzcy.
Tymczasem w tej sprawie ważniejsze wydaje się pytanie:
co dokładnie wydarzyło się pomiędzy pierwszym a drugim przetargiem, skoro niemal identyczne postępowanie zakończyło się zupełnie innym wynikiem?
Bo czasem najciekawsze nie jest to, kto wygrał.
Najciekawsze jest to, dlaczego za pierwszym razem wygrać nie mógł.
Magazynu Radio DTR 6/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


