Dyrektor szpitala czy strażnik politycznej neutralności? Osobliwa odpowiedź z Kolbuszowej

Oceń materiał

W publicznym szpitalu dyrektor powinien przede wszystkim zarządzać placówką: pilnować finansów, organizacji pracy, jakości leczenia, bezpieczeństwa pacjentów i odpowiedzialności za wydawanie publicznych pieniędzy. W Kolbuszowej dyrektor postanowił jednak wejść w jeszcze jedną rolę. W korespondencji z posłem nie ograniczył się do odpowiedzi administracyjnej. Zaczął oceniać sens interwencji parlamentarnej, jej zakres, możliwe intencje polityczne, a nawet potencjalny sposób wykorzystania przekazanych informacji.

W efekcie powstał dokument, w którym miejscami trudno rozpoznać, czy czytamy odpowiedź kierownika SP ZOZ, czy stanowisko rzecznika apolityczności instytucji publicznych.

I właśnie to jest w tej historii najciekawsze.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Kolbuszowej odpowiadając posłowi Michałowi Połuboczkowi, zakwestionował przede wszystkim sposób wykorzystania przez niego instytucji interwencji poselskiej.

Pisze wprost:

„Przedstawione przez Pana wystąpienie stanowi ‘interwencję poselską’ jedynie z nazwy”.

Dalej argumentuje, że pytania dotyczą niemal całokształtu działalności szpitala, są bardzo szerokie i zamiast zmierzać do wyjaśnienia konkretnej sprawy, obejmują ocenę funkcjonowania placówki, efektywności gospodarowania środkami publicznymi, organizacji świadczeń czy bezpieczeństwa pacjentów.

To już samo w sobie jest interesujące. Poseł pyta bowiem o działalność publicznej jednostki ochrony zdrowia, a dyrektor zamiast wyłącznie odpowiedzieć albo wskazać podstawę prawną odmowy, rozpoczyna wykład o tym, do czego — jego zdaniem — interwencja parlamentarna powinna służyć.

Ale kilka akapitów dalej odpowiedź nabiera jeszcze bardziej niezwykłego charakteru.

Dyrektor stwierdza bowiem, że zakres, sposób sformułowania oraz moment skierowania wystąpienia:

„wywołują wrażenie, że instytucja ‘interwencji poselskiej’ nie służy załatwieniu konkretnej sprawy w dobrej wierze, lecz budowaniu przekazu politycznego”.

To już nie jest dyskusja o terminie odpowiedzi, dostępności dokumentów czy nakładzie pracy niezbędnym do przygotowania danych.

To jest ocena możliwej motywacji parlamentarzysty.

Dyrektor idzie dalej. Pisze o ryzyku wykorzystania przygotowanych przez szpital materiałów w działalności publicznej lub politycznej oraz zaznacza, że placówka „nie może zaakceptować sytuacji”, w której jej czas, pracownicy i środki publiczne służyłyby przygotowaniu materiału o takim charakterze.

Brzmi poważnie.

Tyle że pojawia się podstawowe pytanie: czy zadaniem dyrektora publicznego szpitala jest rozstrzyganie, czy parlamentarzysta wykorzysta uzyskane informacje administracyjnie, kontrolnie, medialnie czy politycznie?

Informacja o wydawaniu środków publicznych nie przestaje być informacją publiczną tylko dlatego, że może zostać później wykorzystana w debacie politycznej.

Wręcz przeciwnie. W demokratycznym państwie dane o funkcjonowaniu instytucji publicznych są przecież jednym z podstawowych tworzyw debaty politycznej.

Poseł może pytać. Dziennikarz może pytać. Radny może pytać. Obywatel może pytać.

A później każdy z nich może te dane oceniać.

Szpital nie musi tych ocen podzielać.

A potem pojawiają się liczby

Paradoksalnie najciekawsza część całej historii zaczyna się wtedy, gdy dyrektor przestaje oceniać politykę i zaczyna odpowiadać na pytania.

Z dokumentów wynika, że jego miesięczne wynagrodzenie wynosiło:

24 500 zł brutto w okresie od początku 2025 roku do lutego 2026 roku,

a od 1 marca 2026 roku:

27 000 zł brutto miesięcznie.

Dyrektor zaznacza również, że nie otrzymywał nagród ani innych świadczeń pieniężnych.

Znacznie ciekawiej wyglądają jednak wynagrodzenia kierowników oddziałów.

Szpital wskazuje pięć stanowisk kierowniczych:

Oddziału Wewnętrznego i Geriatrii, Chirurgii z pododdziałem Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu, Anestezjologii i Intensywnej Terapii, Nefrologii oraz Urologii Ogólnej i Onkologicznej.

Średnie miesięczne wynagrodzenie brutto kierowników tych oddziałów wynosiło:

45 877,36 zł w 2025 roku

oraz

48 171,43 zł w 2026 roku.

Trzeba zaznaczyć rzecz bardzo ważną: są to kwoty wraz z dyżurami medycznymi. Nie można więc przedstawiać ich jako samej pensji zasadniczej.

Ale liczby pozostają liczbami.

Średnie miesięczne wynagrodzenie kierownika oddziału było w 2026 roku o ponad 21 tys. zł wyższe od miesięcznego wynagrodzenia dyrektora całej placówki.

I właśnie dlatego pytania o koszty funkcjonowania publicznego szpitala nie wyglądają na szczególnie egzotyczne.

Prawie 14 milionów złotych rocznie

SP ZOZ przekazał również zbiorcze dane dotyczące wynagrodzeń lekarzy.

W 2025 roku średnia miesięczna kwota brutto dla lekarzy pracujących na kontraktach wynosiła 24 667,11 zł wraz z dyżurami.

W pierwszym półroczu 2026 roku — 24 555,66 zł.

Lekarze zatrudnieni na umowę o pracę otrzymywali średnio:

16 623,79 zł brutto w 2025 roku

oraz

Reklama
Reklama
Reklama

19 327,75 zł w pierwszej połowie 2026 roku.

W tym przypadku szpital zaznacza, że kwoty podano bez wynagrodzenia za dyżury.

Całkowity koszt wynagrodzeń personelu lekarskiego wyniósł natomiast:

13 915 929,65 zł w 2025 roku.

W pierwszym półroczu 2026 roku było to już:

7 146 547,10 zł.

Gdyby druga połowa roku przyniosła podobny poziom wydatków, roczny koszt przekroczyłby 14 milionów złotych.

To oczywiście samo w sobie nie oznacza żadnej nieprawidłowości. Lekarze są specjalistami, rynek medyczny od lat zmaga się z niedoborem kadr, a dyżury dodatkowo zwiększają wynagrodzenia.

Ale te dane pokazują coś innego.

Pokazują, że mówimy o bardzo dużych środkach publicznych.

A tam, gdzie są miliony złotych publicznych pieniędzy, pytania nie powinny dziwić.

Dyrektor ostrzega posła

Szczególnie interesująca jest końcówka pisma.

Dyrektor apeluje do posła o wykonywanie uprawnień „zgodnie z przepisami prawa i ich celem”, z poszanowaniem czasu pracowników oraz zasobów szpitala.

Następnie zwraca się o:

„niewprowadzanie opinii publicznej w błąd poprzez sugerowanie istnienia jakichkolwiek nieprawidłowości w naszym Szpitalu bez uprzedniego zweryfikowania informacji”.

Dodaje też, że takie działania mogą naruszać dobre imię placówki.

I tutaj dochodzimy do najbardziej interesującego elementu całej korespondencji.

Bo dyrektor publicznego szpitala przestaje być wyłącznie zarządzającym jednostką.

Staje się trochę prawnikiem.

Trochę recenzentem mandatu poselskiego.

Trochę komentatorem życia politycznego.

A trochę rzecznikiem politycznej neutralności szpitala.

Wszystko w jednym piśmie.

Tyle że apolityczność instytucji publicznej nie polega na tym, aby odcinać się od pytań zadawanych przez polityków.

Polega raczej na tym, żeby na takie same pytania odpowiadać tak samo niezależnie od tego, kto je zadaje.

Jeżeli pyta poseł jednej partii — udostępnić dane zgodnie z prawem.

Jeżeli pyta poseł drugiej — zrobić dokładnie to samo.

Jeżeli pyta dziennikarz — zastosować przepisy o informacji publicznej.

Jeżeli pyta mieszkaniec Kolbuszowej — również potraktować go poważnie.

To jest neutralność.

Nie ocenianie, czy pytający przypadkiem nie wykorzysta odpowiedzi politycznie.

Bo publiczne pieniądze mają pewną wadę

Mają bardzo nieprzyjemną właściwość.

Ludzie chcą wiedzieć, na co są wydawane.

Czasami pyta o to radny.

Czasami poseł.

Czasami dziennikarz.

A czasami zwyczajnie podatnik, który nawet nie ma legitymacji partyjnej i — co zapewne najbardziej komplikuje sprawę — również ma do tego prawo.

W Kolbuszowej interwencja poselska przyniosła więc interesujący efekt.

Nie wiemy na podstawie przedstawionych dokumentów, czy w szpitalu istnieją nieprawidłowości. Same wysokości wynagrodzeń tego nie dowodzą i byłoby nierzetelnością sugerowanie czegoś przeciwnego.

Wiemy natomiast coś innego.

Wiemy, że dyrektor publicznej placówki poświęcił sporą część odpowiedzi na tłumaczenie posłowi, jak powinien wykonywać swój mandat, czego powinien szukać i jakich politycznych intencji nie powinien mieć.

A na końcu przesłał dane, które są niewątpliwie interesujące dla opinii publicznej.

Być może więc całą historię najlepiej podsumowuje prostsza zasada:

dyrektor powinien zarządzać szpitalem. Poseł powinien kontrolować władzę i instytucje publiczne. A ocenę polityczną najlepiej pozostawić wyborcom.

W przeciwnym razie łatwo dojść do sytuacji, w której dyrektor zostaje rzecznikiem apolityczności, poseł podejrzanym o politykę, a obywatel nadal czeka na odpowiedź, ile właściwie kosztuje jego publiczny szpital.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry