Samorządowe Facebooki kontra realne media. Zderzenie z liczbami
Samorządy Dolnego Śląska lubią mówić, że „media lokalne mają małe zasięgi”. Mówią to najczęściej ci, którzy własną komunikację opierają na tabelkach, liczbie fanów i iluzji kontroli nad przekazem. Problem w tym, że te same tabelki bezlitośnie obnażają fikcję, w której żyje gminna propaganda sukcesu.
Opublikowane zestawienie „Zaangażowanie miast w social media – Dolnośląskie, grudzień 2025” pokazuje coś, czego urzędnicy bardzo nie chcą zobaczyć:
większość oficjalnych profili gminnych jest komunikacyjnie martwa.
Czym gminy „czarują”? Liczbą fanów
W tabelach wszystko wygląda poważnie:
po kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy obserwujących,
regularne publikacje,
dziesiątki postów miesięcznie.
Tyle że liczba fanów nie jest zasięgiem, a już na pewno nie jest skutecznością.
Spójrzmy na liczby:
ogromna część miast oscyluje między 0,3% a 1,5% zaangażowania,
są gminy, które przy kilku–kilkunastu tysiącach fanów nie przekraczają 0,5%,
zdarzają się profile, gdzie kilkadziesiąt postów miesięcznie generuje śladowe reakcje.
To nie jest dialog z mieszkańcami.
To jest tablica ogłoszeń, obok której ludzie przechodzą obojętnie.
Czym są media? Tym, czego gmina nie kontroluje
Media – w przeciwieństwie do urzędu – nie sprzedają spokoju.
Nie filtrują komentarzy pod kątem „wizerunkowym”.
Nie publikują po to, by było „miło”.
I właśnie dlatego są skuteczne.
Przykład, który boli najbardziej
Radio DTR działa aktywnie od dwóch lat.
Nie jest wspierane budżetem gminnym.
Nie ma dziesiątek tysięcy „martwych” obserwatorów.
A mimo to:
przy 1 909 obserwatorach wygenerowało w ciągu 28 dni 1 545 interakcji,
co daje ponad 80% zaangażowania liczonego dokładnie tym samym wzorem, którym liczy się gminy.
To nie jest błąd w obliczeniach.
To różnica między medium a urzędem.







