W grudniu budżet pokazuje mieszkańcom, na co miasto chce wydać pieniądze. We wrześniu okazuje się, że część tych pieniędzy jest już gdzie indziej. Wrocław uruchamia setki tysięcy złotych z rezerwy, zmienia sposób finansowania sportu, przenosi środki w oświacie, a w pomocy społecznej koryguje plan dotacji inwestycyjnych o 650 tys. zł. Sama zmiana budżetu nie jest niczym nadzwyczajnym. Pytanie brzmi inaczej: ile po dziewięciu miesiącach wart jest dla mieszkańca plan, który uchwalono w grudniu?
Budżet Wrocławia na 2026 rok uchwalono 18 grudnia 2025 roku. Miasto przedstawiało go jako rekordowy: 8,49 mld zł dochodów, 9,67 mld zł wydatków i blisko 1,18 mld zł planowanego deficytu. Najwięcej pieniędzy zaplanowano na oświatę, transport, gospodarkę komunalną oraz pomoc społeczną.
Tak wygląda grudniowa fotografia.
Tyle że budżet miasta nie jest fotografią oprawioną w ramkę. Bardziej przypomina dokument roboczy, na którym przez cały rok pojawiają się poprawki.
I właśnie dostaliśmy kolejną.
Czytaj dalej
Powiązany temat
1,5 mln zł więcej. Ale to pieniądze z państwa
Zarządzeniem nr 5868/26 z 14 września prezydent Wrocławia zwiększył zarówno dochody, jak i wydatki miasta o dokładnie 1 536 371,22 zł.
Na pierwszy rzut oka można powiedzieć: budżet Wrocławia urósł.
Tyle że niemal cała ta kwota nie jest efektem dodatkowych dochodów miasta. To dotacje celowe z budżetu państwa na zadania zlecone. Z tego 1 536 150 zł przeznaczono na „pozostałe zadania w zakresie polityki społecznej”, a 221,22 zł na pomoc społeczną.
Kwota 1 536 150 zł po stronie wydatków została zapisana jako świadczenia na rzecz osób fizycznych.
Tu życie rzeczywiście wyprzedziło grudniowy plan. Pojawiło się zewnętrzne finansowanie, więc miasto musiało wprowadzić je do budżetu.
Ale przy okazji tej samej operacji widzimy znacznie ciekawsze ruchy pieniędzy, które już wcześniej znajdowały się w miejskim planie.
732 tys. zł miało czekać na media. Teraz potrzebuje ich oświata
Wrocław zmniejsza o 732 750 zł rezerwę celową przeznaczoną na wydatki związane z zakupem mediów.
Jednocześnie dział „Oświata i wychowanie” zwiększa się dokładnie o 732 750 zł.
To nie jest finansowa katastrofa. Rezerwę tworzy się właśnie po to, żeby w odpowiednim momencie z niej korzystać.
Ale z punktu widzenia mieszkańca mechanizm jest interesujący.
W grudniu pieniądze są opisane jako rezerwa na media. We wrześniu pracują już w systemie edukacji.
W szkołach podstawowych plan rośnie o 507 236 zł. Z tego 366 100 zł stanowią wydatki bieżące, natomiast 141 136 zł to wydatki majątkowe. Przedszkola otrzymują w planie dodatkowe 357 500 zł, a świetlice szkolne 9 150 zł.
Nie oznacza to, że wszystkie te kwoty można po prostu dodać do 732 750 zł. Wewnątrz oświaty odbywają się bowiem równocześnie inne przesunięcia.
I tutaj robi się jeszcze ciekawiej.
141 136 zł: było wydatkiem bieżącym, będzie zakupem inwestycyjnym
W rozdziale „pozostała działalność” oświaty plan wydatków bieżących zostaje zmniejszony dokładnie o 141 136 zł.
Dokładnie taka sama kwota pojawia się jako zakupy inwestycyjne szkół podstawowych.
To doskonały przykład tego, czym naprawdę jest budżet w trakcie roku.
W grudniu pieniądze zostały zakwalifikowane w jednym miejscu i miały służyć określonemu rodzajowi wydatków. Dziewięć miesięcy później miasto uznaje, że powinny zostać wydane inaczej.
Może być ku temu bardzo dobry powód. Problem w tym, że z samego zarządzenia nie dowiemy się, z czego konkretnie zrezygnowano i co konkretnie szkoły kupią za 141 136 zł.
A właśnie tego chciałby wiedzieć mieszkaniec.
Nie numer działu, rozdziału i paragrafu. Tylko: czego miało być więcej, czego nie będzie i co pojawi się w zamian?
Licea oddają, technika dostają
Kolejne przesunięcie jest znacznie mniejsze, ale bardzo czytelne.
Plan liceów ogólnokształcących zostaje zmniejszony o 18 tys. zł. Jednocześnie o 18 tys. zł rośnie plan techników.
Budżet całej oświaty od tej operacji nie rośnie.
Zmienia się natomiast odpowiedź na pytanie: gdzie pieniądze są obecnie bardziej potrzebne?
I właśnie takich informacji w budżecie uchwalanym w grudniu mieszkaniec jeszcze nie zna.
Sport: pieniędzy tyle samo, ale sposób ich wydania zupełnie inny
Najbardziej interesująca roszada pojawia się jednak w kulturze fizycznej.
Cały dział wychodzi na zero. Miasto nie dokłada do niego nowych pieniędzy i nie zabiera pieniędzy ze sportu.
Ale wewnątrz dzieje się bardzo dużo.
Dotacje na zadania bieżące zostają zmniejszone o 332 tys. zł. Świadczenia na rzecz osób fizycznych maleją o 118 tys. zł. Jednocześnie wydatki jednostek budżetowych rosną o 450 tys. zł.
Matematycznie wszystko się zgadza:
332 tys. + 118 tys. = 450 tys. zł.
Tyle że z punktu widzenia polityki miejskiej nie jest to obojętne.
Pieniądze, które wcześniej miały być wydane jako dotacje i świadczenia, będą teraz wydawane przez jednostki budżetowe.
Załącznik dotyczący dotacji potwierdza zmniejszenie o 332 tys. zł dotacji celowych dla podmiotów spoza sektora finansów publicznych w kulturze fizycznej.
I tu warto zadać bardzo proste pytanie:
Co miały zrobić za te pieniądze podmioty zewnętrzne i dlaczego we wrześniu miasto zdecydowało się przeznaczyć te środki na wydatki własnych jednostek?
To nie jest kosmetyczna zmiana tabelki.
To zmiana sposobu realizacji wydatku publicznego.
A co z 650 tys. zł w pomocy społecznej?
Jeszcze większy znak zapytania znajduje się w zestawieniu dotacji.
Plan dotacji inwestycyjnych w pomocy społecznej, w rozdziale „pozostała działalność”, zostaje zmniejszony o 650 tys. zł.
I tu trzeba być precyzyjnym.
Nie wynika z tego automatycznie, że Wrocław „zabrał 650 tys. zł pomocy społecznej”. Główne zestawienie zmian wydatków nie pokazuje odpowiadającego temu zmniejszenia całego działu o 650 tys. zł.
Może więc chodzić o zmianę formy finansowania albo klasyfikacji konkretnego przedsięwzięcia, a nie likwidację samego wydatku.
Ale właśnie dlatego mieszkańcy powinni dowiedzieć się:
na jakie zadanie inwestycyjne pierwotnie planowano te 650 tys. zł, dlaczego pieniądze przestały być dotacją inwestycyjną i co stało się z tym zadaniem?
Bo tego z tabeli nie sposób wyczytać.
Budżet zmieniono już wcześniej. I nie raz
Wrześniowe zarządzenie nie jest pierwszą korektą planu uchwalonego 18 grudnia.
Sam dokument odwołuje się już do kolejnych publikowanych w 2026 roku zmian uchwały budżetowej.
Także dokumentacja Rady Miejskiej pokazuje kolejne projekty zmieniające budżet. Już w lutym procedowano druk nr 727/26, a w marcu kolejny — nr 765/26.
Sama częstotliwość zmian nie jest jeszcze dowodem złego zarządzania.
Duże miasto nie jest gospodarstwem domowym, w którym pierwszego stycznia można dokładnie przewidzieć każdą fakturę do końca grudnia. Zmieniają się ceny, terminy inwestycji, wysokości dotacji państwowych, wyniki przetargów, potrzeby jednostek i sytuacje, których przy konstruowaniu budżetu nie dało się przewidzieć.
Ale istnieje druga strona tego medalu.
Ile właściwie mówi mieszkańcowi grudniowy budżet?
Co roku mieszkańcy słyszą, że na oświatę będzie tyle, na sport tyle, na pomoc społeczną tyle, a na konkretne inwestycje przewidziano określone kwoty.
Te liczby tworzą obraz polityki miasta.
Pokazują priorytety.
Są przedmiotem sporów radnych.
Służą do oceniania władz.
Tyle że dziewięć miesięcy później część pieniędzy znajduje się już w innych miejscach.
Niektóre zmiany są oczywiste i racjonalne. Inne wymagają wyjaśnienia. Jeszcze inne pokazują, że zadanie, które w grudniu wyglądało na ważne, kilka miesięcy później może stracić finansowanie albo zostać zastąpione innym sposobem wydawania pieniędzy.
Dlatego problemem nie jest sam fakt, że budżet się zmienia.
Problem zaczyna się wtedy, gdy z kolejnych zmian nie można łatwo ustalić, co konkretnie przestało być priorytetem i dlaczego.
Budżet to plan. Ale warto sprawdzać, jak długo ten plan obowiązuje
Może więc grudniowego budżetu nie należy czytać jako obietnicy:
„tyle wydamy”.
Bardziej jako deklarację:
„dzisiaj zamierzamy wydać tyle”.
A później trzeba obserwować, co z tej deklaracji pozostaje.
Bo w przypadku Wrocławia we wrześniu widzimy już pieniądze przenoszone między rezerwami i oświatą, między liceami i technikami, między dotacjami sportowymi a wydatkami miejskich jednostek oraz zmiany w sposobie finansowania inwestycji pomocy społecznej.
I nie wszystkie te ruchy można wyjaśnić jednym zdaniem: „takie są potrzeby”.
Dlatego będziemy sprawdzać wcześniejsze zmiany budżetu Wrocławia i odtwarzać drogę pieniędzy od planu uchwalonego w grudniu do tego, co pozostało z niego jesienią.
Bo dla mieszkańca ważne jest nie tylko to, ile miasto zaplanowało wydać.
Znacznie ciekawsze jest czasem pytanie:
na co planowało wydać pieniądze — i dlaczego ostatecznie wyda je na coś innego.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.





