Jedna karetka i wielkie zdjęcie. Priorytety miasta

lans sportowy i szpitalny
Oceń materiał

Patrzę na komunikat prasowy i fotografie.
Uśmiechy, oficjalne pozy, gratulacje. Przed budynkiem szpitala stoi jedna karetka. Nowa, błyszcząca, z czerwonym pasem i niebieskim kogutem. Obok – wiceprezydent, starosta, dyrekcja. Kilka osób, jak przy odsłonięciu pomnika.

I tak sobie myślę: czy naprawdę jesteśmy w momencie, w którym jedna karetka staje się wydarzeniem politycznym?

Bo kiedy zestawi się to z innymi wydatkami miasta, obraz robi się… powiedzmy, że ciekawy.

Ile kosztuje jedna karetka?

Nowoczesny ambulans transportowy typu A2 – taki jak pokazany na zdjęciach – kosztuje zazwyczaj od około 400 do 500 tysięcy złotych.
Czasem więcej, jeśli wyposażenie jest bardziej zaawansowane.

Ten egzemplarz kosztował około 433 tysiące złotych.
Pieniądze złożyły się z trzech źródeł:

  • 200 tys. zł – miasto Wrocław

  • 200 tys. zł – powiat wrocławski

  • około 33 tys. zł – sam szpital

Słowem: inwestycja potrzebna, sensowna, nikt tego nie kwestionuje. Karetka w szpitalu to nie luksus. To element systemu.

Ale problem zaczyna się w innym miejscu.

Sport za miliony, zdrowie za zdjęcie

Kilka dni wcześniej pisałem o pieniądzach, jakie miasto pompuje w WKS Śląsk Wrocław.

Nie w szkolenie młodzieży.
Nie w sport powszechny.
Nie w boiska dla dzieci.

W zawodowy klub piłkarski.

Kwota? Dziesiątki milionów złotych.

W różnych formach – dokapitalizowanie, reklamy spółek miejskich, umowy promocyjne. W praktyce jest to system, który pozwala klubowi funkcjonować mimo tego, że nie jest w stanie utrzymać się sam z biletów i sponsorów – tak jak robią to inne kluby w Polsce.

Skala?

Za pieniądze, które w ostatnich latach trafiają do Śląska, można byłoby kupić dziesiątki karetek.

A może nawet więcej.

Dla kogo jest miasto?

I tu pojawia się pytanie, którego nikt w takich komunikatach nie zadaje.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Dla kogo jest miasto?

Dla kilkudziesięciu tysięcy kibiców stadionu?
Czy dla ponad miliona mieszkańców aglomeracji, którzy prędzej czy później trafią do lekarza, na oddział, do szpitala?

Bo z opieki zdrowotnej korzystają wszyscy.

Dzieci.
Seniorzy.
Kobiety w ciąży.
Ofiary wypadków.
Pacjenci onkologiczni.

Piłkę nożną ogląda część z nich.
Ale karetkę może potrzebować każdy.

Gdyby odwrócić proporcje

Wyobraźmy sobie na chwilę inną scenę.

Miasto kupuje nie jedną karetkę, ale – powiedzmy – dwadzieścia.

Nowoczesne ambulansy stoją w różnych punktach Wrocławia.
Czas dojazdu do pacjenta spada.
Transport między szpitalami przestaje być logistycznym problemem.

To byłby system.
To byłaby inwestycja w bezpieczeństwo mieszkańców.

Tymczasem dostajemy jedną karetkę i konferencję prasową.

Symbol naszych priorytetów

Nie chodzi o tę jedną karetkę.
Ona jest potrzebna.

Chodzi o proporcje.

Gdy miasto z łatwością znajduje miliony na sport zawodowy, a zakup podstawowego sprzętu medycznego staje się wydarzeniem z fotografem i komunikatem prasowym – to znaczy, że coś w systemie priorytetów jest ustawione na opak.

I może właśnie dlatego ten obraz zostaje w głowie:

uśmiechnięci politycy,
kilka mikrofonów,
jedna karetka.

Jakbyśmy naprawdę zdobyli coś wyjątkowego.

A przecież to powinien być zwyczajny element funkcjonowania miasta.

Autor: Rafał Chwaliński - Felieton
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry