Jung na Facebooku. Żyjemy czy już tylko prezentujemy siebie?

Oceń materiał

Carl Gustav Jung nie znał Facebooka, Instagrama, TikToka ani LinkedIna. Nie wiedział, czym będzie „marka osobista”, czym stanie się polityczny PR i że człowiek będzie kiedyś nosił w kieszeni urządzenie pozwalające przez całą dobę informować świat, co je, gdzie odpoczywa, z kim się spotyka i jakie wartości właśnie wyznaje.

A jednak, gdyby dziś usiadł przed ekranem telefonu, prawdopodobnie bardzo szybko rozpoznałby mechanizm.

Nazwać go można jednym z jego najbardziej znanych pojęć: persona.

Persona to społeczna maska. Nie musi być oszustwem. Każdy z nas jej potrzebuje. Inaczej rozmawiamy z dzieckiem, inaczej z przełożonym, inaczej zachowujemy się podczas rodzinnego obiadu, a inaczej na oficjalnym spotkaniu.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy człowiek zapomina, że maska jest maską.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Profil zamiast człowieka

Media społecznościowe stworzyły dla persony środowisko niemal doskonałe.

Nie pokazujemy całego życia. Pokazujemy jego wybór.

Zdjęcie wakacji, nie kłótni przed wyjazdem.

Sukces zawodowy, nie trzy miesiące niepewności.

Uśmiechniętą rodzinę, nie milczenie przy śniadaniu.

Nowy projekt, nie strach przed porażką.

Podziękowania za „wspaniałą współpracę”, choć kilka godzin wcześniej uczestnicy spotkania mieli siebie serdecznie dosyć.

To nie musi być kłamstwo.

Zdjęcie naprawdę wykonano. Spotkanie naprawdę się odbyło. Sukces rzeczywiście miał miejsce.

Tyle że jest to prawda wykadrowana.

A człowiek współczesny staje się coraz lepszym montażystą własnego życia.

„Rozwijam się”

Współczesny język również nauczył się pomagać naszej personie.

Nie mówimy:

„Chcę więcej zarabiać”.

Mówimy:

„Szukam nowych możliwości rozwoju”.

Nie mówimy:

„Chcę, żeby ludzie mnie podziwiali”.

Mówimy:

„Chcę inspirować innych”.

Nie mówimy:

„Zależy mi na awansie”.

Mówimy:

„Jestem gotowy na kolejne wyzwania”.

Nie mówimy nawet:

„Przegrałem”.

Mówimy:

„To była cenna lekcja”.

Przy takim tempie jeszcze bankructwo zostanie kiedyś nazwane „dynamiczną zmianą modelu finansowego”.

Śmieszne?

Trochę.

Ale właśnie dlatego działa.

Jung powiedziałby: a gdzie jest cień?

Drugim niezwykle ważnym jungowskim pojęciem jest cień.

To ta część człowieka, której nie chcemy oglądać.

Zazdrość. Próżność. Agresja. Chciwość. Potrzeba dominacji. Strach. Małostkowość. Egoizm.

Nie oznacza to, że każdy człowiek jest zły.

Oznacza tylko, że żaden człowiek nie składa się wyłącznie z cech, które dobrze wyglądają w opisie profilu.

A jednak współczesna komunikacja coraz częściej właśnie tego od nas oczekuje.

Jesteśmy odpowiedzialni.

Empatyczni.

Transparentni.

Otwarci.

Tolerancyjni.

Ekologiczni.

Społecznie zaangażowani.

Zawsze po właściwej stronie.

I tutaj pojawia się bardzo jungowskie pytanie:

jeżeli pokazujemy światu wyłącznie światło, to co robimy z cieniem?

Bo on przecież nie znika.

Moralność na pokaz

Najbardziej interesujące robi się wtedy, kiedy persona zaczyna być moralna.

Nie wystarczy już pokazać, że dobrze nam się powodzi.

Trzeba pokazać, że jesteśmy również dobrymi ludźmi.

Firma publikuje post o odpowiedzialności społecznej.

Polityk mówi o szacunku.

Instytucja deklaruje transparentność.

Influencer przypomina o empatii.

Samorządowiec pisze o dialogu z mieszkańcami.

A później zaczyna się prawdziwe życie.

Firma inaczej traktuje pracowników.

Polityk obraża przeciwnika.

Instytucja nie odpowiada na niewygodne pytania.

Człowiek nawołujący do tolerancji nie toleruje nikogo, kto myśli inaczej.

Nie zawsze musi to oznaczać świadomą hipokryzję.

I właśnie tu Jung jest ciekawszy od prostego oskarżenia: „oni kłamią”.

Czasami ludzie naprawdę wierzą we własną personę.

Najłatwiej zobaczyć cudzy cień

Jung opisywał również mechanizm projekcji.

To fascynująca właściwość człowieka: coś, czego nie chcemy dostrzec w sobie, niezwykle łatwo zauważamy u innych.

Próżny człowiek może całymi godzinami mówić o cudzej próżności.

Osoba agresywna będzie szczególnie wyczulona na agresję przeciwnika.

Polityk posługujący się propagandą może nieustannie oskarżać o propagandę drugą stronę.

Ktoś walczący z nietolerancją może robić to w sposób skrajnie nietolerancyjny.

Oczywiście nie każda krytyka jest projekcją. Byłoby absurdem tak twierdzić.

Ale warto czasami zadać sobie pytanie:

dlaczego właśnie ta wada drugiego człowieka tak potwornie mnie drażni?

Może odpowiedź nie zawsze znajduje się wyłącznie po drugiej stronie ekranu.

Facebook nie stworzył tego problemu

Media społecznościowe nie wymyśliły ludzkiej próżności.

Nie stworzyły potrzeby uznania.

Nie wynalazły hipokryzji.

Nie nauczyły nas zazdrości.

One zrobiły coś innego.

Dały tym mechanizmom scenę, reflektory, publiczność i licznik reakcji.

Kiedyś człowiek chciał zrobić dobre wrażenie na kilkunastu osobach.

Dziś może robić dobre wrażenie na kilku tysiącach jednocześnie.

I natychmiast otrzymuje wynik.

143 polubienia.

28 serduszek.

19 komentarzy.

7 tysięcy wyświetleń.

Persona po raz pierwszy w historii dostała własny panel statystyczny.

Polityka jest tutaj laboratorium

W polityce mechanizm widać wyjątkowo dobrze.

Nie wystarczy coś zrobić.

Trzeba jeszcze pokazać, że się zrobiło.

Czasami wręcz odwrotnie: najpierw trzeba pokazać, potem można zacząć robić.

Koparka dopiero przyjechała, ale zdjęcie już jest.

Umowa dopiero podpisana, ale sukces już ogłoszony.

Problem nie został rozwiązany, lecz konferencja prasowa dotycząca rozwiązywania problemu przebiegła znakomicie.

W ten sposób rzeczywistość i jej prezentacja powoli zamieniają się miejscami.

Nie pytamy już:

co się wydarzyło?

Pytamy:

jak to wyglądało?

Najgroźniejsza chwila

Największym problemem nie jest jednak świadome udawanie.

Świadomy kłamca przynajmniej wie, że kłamie.

Znacznie ciekawszy i niebezpieczniejszy moment następuje wtedy, kiedy człowiek zaczyna wierzyć, że jego publiczny obraz jest całym nim.

Jestem zawsze uczciwy.

Jestem zawsze dobry.

Ja nie mam uprzedzeń.

Mnie nie interesuje prestiż.

Nie zależy mi na pieniądzach.

Nie potrzebuję uznania.

Wszyscy inni mają problem.

Ja nie.

Jung zapewne właśnie w tym miejscu zapytałby:

naprawdę?

Dojrzałość nie oznacza nieskazitelności

Jungowska wizja człowieka jest pod tym względem niewygodna.

Dojrzały człowiek nie jest człowiekiem bez sprzeczności.

Jest człowiekiem, który potrafi swoje sprzeczności zobaczyć.

Można pomagać innym i jednocześnie lubić, gdy nas za to chwalą.

Można wykonywać pracę z pasją i jednocześnie chcieć dobrze zarabiać.

Można kochać rodzinę i czasami marzyć o dwóch dniach świętego spokoju.

Można być tolerancyjnym i jednocześnie odkryć w sobie uprzedzenia.

Można uważać się za uczciwego i zauważyć, że we własnej sprawie potrafimy niezwykle pomysłowo uzasadniać to, co jest dla nas wygodne.

To nie czyni człowieka gorszym.

Czyni go człowiekiem.

A może dziś przede wszystkim gramy?

Problem współczesności nie polega więc na tym, że ludzie są pełni sprzeczności.

Byli nimi zawsze.

Problem może być inny.

Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak wielu narzędzi pozwalających codziennie budować, poprawiać i publikować własną personę.

Możemy retuszować zdjęcie.

Możemy poprawić zdanie.

Możemy usunąć komentarz.

Możemy wykasować nieudaną publikację.

Możemy pokazać śniadanie, pomijając awanturę.

Możemy opublikować uśmiech pięć minut po kłótni.

Możemy przez lata tworzyć człowieka, który istnieje przede wszystkim na ekranach innych ludzi.

I być może najważniejsze pytanie nie brzmi już:

czy w mediach społecznościowych pokazujemy prawdę?

Pytanie jest trudniejsze:

czy po latach nieustannego prezentowania siebie potrafimy jeszcze rozpoznać, gdzie kończy się profil, a zaczynamy my?

Carl Gustav Jung nie miał Facebooka.

Ale prawdopodobnie doskonale wiedziałby, czego tam szukać.

Persony.

A gdzieś poza kadrem — jej cienia.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry