Kolejne posiedzenie komisji rewizyjnej w gminie Zawonia zaplanowano jeszcze w kwietniu. Sprawa biometanowni – mimo wcześniejszych analiz – pozostaje otwarta. I wszystko wskazuje na to, że dopiero teraz zacznie się właściwe dochodzenie.
Bo choć dokumenty były analizowane, pytania nie zniknęły. Przeciwnie – pojawiły się nowe.
Co już ustalono?
Podczas ostatniego posiedzenia komisja skupiła się na procesie planistycznym dotyczącym możliwej lokalizacji biometanowni.
Z materiałów i wypowiedzi wynika jasno:
- formalny wniosek o biometanownię nie istnieje
- decyzje kierunkowe pojawiły się w wyniku rozmów ustnych
- plan miejscowy był procedowany w oparciu o ogólne zapisy, a nie konkretną inwestycję
- inwestor (firma Izolmet) w pewnym momencie wycofał się z koncepcji, składając pismo o usunięcie zapisów dotyczących biometanowni
To jednak nie zamknęło sprawy. Wręcz przeciwnie.
Gdzie zaczyna się problem?
Najważniejsze pytanie, które padło podczas komisji, nie dotyczyło technologii ani samej inwestycji.
Dotyczyło początku.
Kto i na jakiej podstawie uruchomił proces planistyczny pod konkretną inwestycję, skoro nie ma dokumentu, który by to potwierdzał?
Z analizy wynika, że:
- pierwszy etap był zgodny z procedurą
- kolejne działania zaczęły wychodzić poza dokumenty
- pojawiła się luka pomiędzy „tym, co na papierze”, a „tym, co w rozmowach”
I to właśnie ta luka dziś blokuje jednoznaczną ocenę sprawy.
posiedzenie komisji rewizyjnej w gminie Zawonia
Spór w komisji: dokumenty kontra przekonania
Podczas posiedzenia wyraźnie zarysowały się dwa podejścia.
Z jednej strony – przewodnicząca komisji, która konsekwentnie opiera się na dokumentach i wskazuje brak formalnych podstaw do dalszych decyzji.
Z drugiej – głosy próbujące tłumaczyć sytuację „logiką inwestora” i przebiegiem rozmów.
Problem polega na tym, że:
👉 w administracji publicznej liczą się dokumenty, nie domysły
I to właśnie ten brak formalnego początku całej procedury staje się dziś kluczowym punktem sporu.
Mieszkańcy dowiedzieli się za późno
W tle całej sprawy pojawia się jeszcze jeden wątek – społeczny.
Z relacji wynika, że mieszkańcy:
- nie byli informowani na wczesnym etapie
- dowiedzieli się o sprawie tuż przed konsultacjami
- zareagowali gwałtownie, co doprowadziło do lokalnego konfliktu
Padają też mocne słowa:
„Gdyby wcześniej porozmawiać z ludźmi, nie byłoby tej sytuacji.”
To zdanie wraca jak echo – i będzie wracać także na kolejnym posiedzeniu.
Co dalej?
Kwietniowe spotkanie komisji może być przełomowe.
Radni stoją dziś przed trudną decyzją:
- czy uznać, że procedura – mimo braków – była wystarczająca
- czy wskazać na poważne uchybienia w procesie decyzyjnym
Jedno jest pewne – bez odpowiedzi na pytanie o początek całej sprawy, trudno będzie mówić o jej zakończeniu.
Komentarz redakcyjny
To już nie jest historia o jednej inwestycji.
To historia o tym, jak w samorządzie powstają decyzje.
Czy zaczynają się od dokumentu?
Czy od rozmowy przy biurku?
I czy mieszkańcy mają prawo wiedzieć wcześniej – zanim sprawa trafi na wokandę konfliktu?
Bo dziś w Zawoni wciąż brakuje jednego elementu:
👉 pierwszego podpisu pod decyzją, która uruchomiła cały mechanizm
A bez niego każda kolejna decyzja będzie budzić wątpliwości.
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej


