To już nie jest historia o jednym przekroczeniu azotu, jednym deszczu ani jednym przelewie. W szóstej części naszego cyklu dochodzimy do pytania o sposób zarządzania oczyszczalnią w Obornikach Śl. WIOŚ ustalił, że część wymaganych przeglądów nie była wykonywana, a z przedstawionych dokumentów wynikało, że pieniądze w znakomitej większości szły na przywracanie urządzeń do sprawności po awarii. Inspektorzy napisali wprost: takie działania nie wypełniają definicji prawidłowej eksploatacji.
W poprzednich częściach pokazywaliśmy skutki.
Ograniczenie nowych przyłączy.
Wyczerpywanie możliwości technologicznych oczyszczalni.
Ogromny napływ wód przypadkowych.
Wpływ odprowadzanych ścieków na jakość wody w rowie.
Przelewy burzowe bez pełnego uporządkowania formalnoprawnego.
Teraz czas zapytać o przyczynę organizacyjną.
Jak przez lata utrzymywano ten obiekt?
WIOŚ sprawdził nie tylko ścieki
Kontrola objęła również realizację dodatkowych obowiązków wynikających z pozwolenia wodnoprawnego.
Jednym z nich było:
utrzymanie we właściwym stanie technicznym i prawidłowej eksploatacji urządzeń służących do oczyszczania i odprowadzania ścieków.
WIOŚ ocenił ten warunek jednoznacznie:
„Warunek niespełniony”.
To bardzo ważne.
Bo w tym miejscu dokument przestaje mówić wyłącznie o jakości ścieków.
Zaczyna mówić o sposobie utrzymywania całej infrastruktury.
Czego nie przeglądano?
Kontrolowany przedstawił protokoły przeglądów kilku obiektów:
budynku socjalno-technicznego,
budynku prasy osadów,
budynku dmuchaw i agregatów,
oraz dokumentację dotyczącą instalacji elektrycznych.
Ale jednocześnie przedstawiciel kontrolowanego oświadczył, że innych przeglądów nie prowadzono.
WIOŚ wskazał więc obiekty, dla których nie wykonywano przeglądów wynikających z prawa budowlanego:
- otwarte komory fermentacyjne,
- piaskownik z komorą ociekową piasku,
- blok biologiczny,
- pompownię.
To nie są elementy drugorzędne.
To podstawowe części procesu oczyszczania ścieków.
Blok biologiczny nie jest dekoracją.
Pompownia nie jest zapleczem.
Komory i piaskownik nie są dodatkiem.
To instalacje, bez których oczyszczalnia nie funkcjonuje.
Naprawa po awarii zamiast zapobiegania
Jeszcze mocniejszy fragment znajduje się kilka zdań dalej.
WIOŚ przeanalizował zestawienie faktur dokumentujących wydatki na utrzymanie urządzeń.
I stwierdził, że:
„w znakomitej większości środki są wydatkowane na przywrócenie sprawności urządzeń po awarii”.
Inspektorzy dodali, że nie przedstawiono dokumentów potwierdzających wykonywanie przeglądów, remontów prewencyjnych i podobnych działań.
To właściwie sedno tej części kontroli.
Bo mamy dwa modele zarządzania technicznego.
Pierwszy:
sprawdzam, diagnozuję, wymieniam zużyty element, zanim dojdzie do awarii.
Drugi:
czekam, aż się zepsuje, a potem naprawiam.
Z dokumentu WIOŚ wynika, że dominował ten drugi.
WIOŚ: to nie jest prawidłowa eksploatacja
Inspektorzy nie pozostawili tej kwestii bez oceny.
Po analizie dokumentacji napisali wprost, że taki sposób działania:
„nie wypełnia definicji prawidłowej eksploatacji”.
To sformułowanie ma ogromne znaczenie.
Nie mówi go mieszkaniec.
Nie mówi opozycyjny radny.
Nie pisze go Radio DTR.
To oficjalna ocena organu kontrolnego.
I ona zmienia ciężar całej sprawy.
Bo do tej pory można było mówić:
„oczyszczalnia jest stara”,
„potrzebuje modernizacji”,
„warunki pogodowe są coraz bardziej ekstremalne”,
„sieć ma swoje lata”.
Ale jeśli państwowa inspekcja pisze, że sposób eksploatacji nie spełniał wymaganego standardu, to nie można już wszystkiego zrzucać na wiek urządzeń.
Awarie nie są niespodzianką, jeśli nie prowadzi się prewencji
Każde urządzenie techniczne się zużywa.
Pompy pracują.
Łożyska się wycierają.
Uszczelnienia tracą właściwości.
Beton się degraduje.
Instalacje elektryczne wymagają kontroli.
Elementy mechaniczne mają określoną żywotność.
Dlatego profesjonalna eksploatacja infrastruktury krytycznej nie polega na czekaniu, aż coś stanie.
Polega na przewidywaniu.
Na harmonogramach.
Na przeglądach.
Na wymianach.
Na diagnostyce.
Na budżecie prewencyjnym.
I właśnie dlatego zapis WIOŚ o przewadze wydatków po awarii jest tak istotny.
Bo mówi nie o jednym urządzeniu.
Mówi o filozofii utrzymania.
A przecież oczyszczalnia już wcześniej była opisywana jako wyeksploatowana
W poprzedniej części naszego cyklu przypominaliśmy, że już w dokumentach gminnych sprzed kilku lat pojawiały się informacje o znacznym wyeksploatowaniu urządzeń.
Jeżeli więc infrastruktura była stara i zużyta, tym bardziej naturalne byłoby prowadzenie intensywnej profilaktyki technicznej.
Tymczasem WIOŚ w 2026 roku stwierdza brak części przeglądów i dominację napraw po awariach.
I tu rodzi się bardzo niewygodne pytanie:
jeżeli wiadomo było, że urządzenia są wyeksploatowane, dlaczego model utrzymania nie był jeszcze bardziej prewencyjny?
Kto ustalał budżet na utrzymanie?
Zarządzanie techniczne nie zaczyna się przy pompie.
Zaczyna się przy planowaniu budżetu.
Kto ustalał, ile pieniędzy trafia na:
przeglądy,
diagnostykę,
wymianę elementów przed awarią,
modernizacje,
monitoring stanu urządzeń?
Ile wydawano rocznie na prewencję?
Ile na usuwanie awarii?
Jaki był stosunek tych dwóch kategorii?
WIOŚ pisze, że w przedstawionym zestawieniu faktur środki były w znakomitej większości wydawane po awarii.
To aż prosi się o wykonanie pełnego bilansu za kilka ostatnich lat.
Nie tylko 2025.
Nie tylko okres kontroli.
Pięć lat.
Może dziesięć.
Dopiero wtedy zobaczymy, czy mamy do czynienia z incydentem budżetowym, czy z trwałym modelem zarządzania.
Kto odpowiada za przeglądy?
Tu trzeba oddzielić kilka poziomów odpowiedzialności.
Za bieżącą eksploatację odpowiada operator.
Za organizację pracy odpowiada zarząd spółki.
Ale nad spółką komunalną istnieje także nadzór właścicielski.
Sprawuje go burmistrz Arkadiusz Poprawa.
A nad działalnością burmistrza funkcję kontrolną pełni rada miejska.
Dlatego pytanie nie może zakończyć się na:
„kto nie zrobił przeglądu?”
Trzeba zapytać szerzej:
czy system nadzoru wychwycił, że części wymaganych przeglądów nie wykonywano?
Jeżeli tak — kiedy?
Jeżeli nie — dlaczego?
Czy rada wiedziała?
To pytanie wraca w każdej części naszego cyklu.
Bo radni otrzymują sprawozdania.
Głosują nad absolutorium.
Udzielają wotum zaufania.
Przyjmują dokumenty dotyczące gospodarki komunalnej.
Mają komisje.
Mają prawo pytać.
Mają prawo żądać dokumentów.
Dlatego dziś warto zapytać:
czy radni kiedykolwiek otrzymali wykaz przeglądów oczyszczalni?
Czy widzieli plan remontów?
Czy znali skalę wydatków awaryjnych?
Czy wiedzieli, że części przeglądów nie wykonano?
Czy ktokolwiek porównywał nakłady na prewencję z nakładami na awarie?
Jeżeli nie — to na czym opierała się ocena prawidłowości funkcjonowania spółki?
Bo awaria kosztuje zwykle więcej
Prewencja kosztuje.
Ale awaria zwykle kosztuje więcej.
Nie tylko finansowo.
Kosztuje przestój.
Kosztuje pracę ludzi w trybie interwencyjnym.
Kosztuje ryzyko pogorszenia procesu technologicznego.
Kosztuje możliwość przekroczenia parametrów.
Kosztuje środowisko.
Kosztuje wiarygodność.
W przypadku oczyszczalni stawka jest szczególnie wysoka.
Bo nie mówimy o maszynie produkcyjnej, którą można wyłączyć na dwa dni.
Ścieki płyną codziennie.
Rano.
Wieczorem.
W święta.
Podczas burzy.
Podczas awarii.
Nie da się mieszkańcom powiedzieć:
„proszę przez dwa dni nie korzystać z kanalizacji”.
I dlatego przegląd jest częścią bezpieczeństwa
WIOŚ stwierdził jednocześnie, że inne obowiązki były realizowane prawidłowo.
Książka eksploatacji była prowadzona na bieżąco. Wyloty nie wykazywały widocznych uszkodzeń, a rów na kontrolowanym odcinku był utrzymany.
To warto odnotować.
Kontrola nie mówi, że wszystko było źle.
Ale właśnie dlatego ustalenie dotyczące eksploatacji jest tak mocne.
WIOŚ rozróżnił to, co funkcjonowało prawidłowo, od tego, co nie spełniało wymogów.
I w punkcie dotyczącym prawidłowej eksploatacji urządzeń powiedział:
warunek niespełniony.
Czy awarie wpływały na jakość ścieków?
To kolejne pytanie, którego dokument WIOŚ nie rozstrzyga wprost.
Wiemy, że oczyszczalnia miała problem z azotem.
Wiemy, że podczas intensywnego deszczu doszło do przeciążenia hydraulicznego i wypłukania osadu czynnego.
Wiemy, że urządzenia były naprawiane po awariach.
Ale dokument nie daje podstawy, by automatycznie stwierdzić, że konkretna awaria urządzenia spowodowała konkretne przekroczenie parametrów.
To trzeba sprawdzić osobno.
I właśnie dlatego potrzebne są:
rejestry awarii,
daty napraw,
wyniki badań ścieków,
dzienniki technologiczne,
zapisy pracy urządzeń.
Dopiero zestawienie tych danych może pokazać, czy między awariami a pogorszeniem parametrów istniał związek.
Tu potrzebny jest audyt, nie zapewnienie
Po tej części kontroli sama deklaracja:
„oczyszczalnia jest utrzymywana na bieżąco”
już nie wystarczy.
WIOŚ napisał coś przeciwnego.
Dlatego potrzebny jest pełny audyt techniczno-eksploatacyjny obejmujący co najmniej:
- wszystkie obowiązkowe przeglądy za ostatnie lata,
- rejestr awarii i przestojów,
- wydatki na remonty awaryjne,
- wydatki na przeglądy i prewencję,
- harmonogram wymiany urządzeń,
- historię modernizacji,
- protokoły odbiorów,
- plan zabezpieczenia ciągłości pracy oczyszczalni.
Dopiero taki materiał pokaże, czy WIOŚ trafił na wyjątkowo zły okres, czy opisał wieloletni model działania.
Najważniejsze pytanie nie brzmi: „co się zepsuło?”
Brzmi:
dlaczego dopuszczano, żeby się psuło?
Bo technika zawsze daje sygnały.
Rośnie temperatura.
Zmieniają się drgania.
Spada wydajność.
Pojawiają się nieszczelności.
Zużywają się elementy.
I właśnie po to są przeglądy, by nie czekać na moment, w którym urządzenie przestanie pracować.
WIOŚ pokazał, że w Obornikach Śląskich część tej profilaktyki nie była wykonywana, a wydatki w znakomitej większości miały charakter reaktywny.
Serio? Tak zarządza się infrastrukturą krytyczną?
Jeżeli mamy do czynienia z oczyszczalnią, która:
nie dotrzymuje parametrów azotu,
wyczerpuje możliwości technologiczne,
jest przeciążana wodami przypadkowymi,
wymaga głębokiej modernizacji,
i jednocześnie nie przechodzi części wymaganych przeglądów,
to nie można już mówić o kilku niezależnych problemach.
To zaczyna wyglądać jak problem systemowy.
Problem modelu zarządzania.
Problem planowania.
Problem nadzoru.
Pytamy burmistrza, zarząd i radnych
Dlatego w tej części naszego cyklu pytania są wyjątkowo konkretne:
Kto odpowiadał za harmonogram przeglądów oczyszczalni?
Dlaczego nie wykonywano przeglądów wskazanych przez WIOŚ?
Ile wydano w latach 2021–2026 na naprawy po awarii?
Ile w tym samym czasie wydano na działania prewencyjne?
Czy zarząd spółki informował burmistrza o brakach w przeglądach?
Czy burmistrz jako właściciel spółki otrzymywał raporty o awariach?
Czy Rada Miejska znała te dane?
Czy po kontroli WIOŚ zmieniono model utrzymania urządzeń?
Czy powstał obowiązkowy harmonogram przeglądów i remontów prewencyjnych?
Bo jeżeli nie, to nawet najdroższa modernizacja może kiedyś skończyć dokładnie tak samo.
Nowa pompa też kiedyś się zużyje.
Nowy blok technologiczny też będzie wymagał przeglądów.
Nowa oczyszczalnia też nie będzie działała wiecznie.
Najdroższa awaria to ta, której można było uniknąć
W debacie publicznej łatwo mówi się o wielkich inwestycjach.
Setki milionów.
Nowa oczyszczalnia.
PPP.
Nowa kanalizacja.
Przepompownie.
Kilometry rur.
Znacznie mniej efektownie mówi się o przeglądzie pompowni.
O wymianie łożyska.
O kontroli konstrukcji.
O przeglądzie bloku biologicznego.
O remoncie prewencyjnym.
Tyle że właśnie z takich nudnych czynności składa się bezpieczna eksploatacja.
WIOŚ napisał to właściwie jednym zdaniem:
naprawianie urządzeń głównie po awarii nie jest prawidłową eksploatacją.
I chyba trudno znaleźć lepsze podsumowanie szóstej części naszego cyklu.
Bo infrastruktura komunalna nie powinna być zarządzana według zasady:
„zepsuje się — naprawimy”.
Zwłaszcza gdy po drugiej stronie rury znajduje się środowisko, a po tej stronie — całe miasto.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.









