Od redakcji | felieton
„(…) pan nasz wychodził z założenia, że nawet najbardziej lojalnej prasy nie należy dawać w nadmiarze, gdyż może z tego wytworzyć nawyk czytania a potem już krok tylko do nawyku myślenia, a wiadomo jakie to powoduje niewygody, utrapienia, kłopoty i zmartwienia.”
Ryszard Kapuściński, „Cesarz”
Kapuściński pisał o dworze cesarskim. My mamy samorząd. Inne czasy, inny ustrój, inne dekoracje. A jednak czasami podczas lektury urzędowych komunikatów, odpowiedzi na pytania i dokumentów kontrolnych człowiek zaczyna podejrzewać, że nawyk myślenia nadal bywa dla władzy wyjątkowo niewygodnym nawykiem.
Szczególnie kiedy mieszkaniec albo dziennikarz robi rzecz nieprzewidzianą w folderze promocyjnym.
Czyta.
Potem czyta drugi dokument.
A następnie — o zgrozo — porównuje oba.
I zaczynają się te wszystkie kapuścińskie „niewygody, utrapienia, kłopoty i zmartwienia”.
Jedna rzeczywistość w komunikacie, druga w dokumentach
Powiat Trzebnicki potrafi opowiadać o sobie językiem sukcesu. Przy uchwalaniu budżetu na 2026 rok pisał o „odpowiedzialnym planowaniu finansowym”, „stabilności samorządu” i zadłużeniu pozostającym na „bezpiecznym poziomie”. W czerwcu Zarząd Powiatu otrzymał również od Rady Powiatu wotum zaufania i absolutorium za wykonanie budżetu 2025 roku. Powiat Trzebnica
I wszystko wyglądałoby bardzo dobrze, gdyby człowiek na tym zakończył czytanie.
Ale właśnie tu pojawia się problem wskazany przez Kapuścińskiego.
Bo ktoś może zacząć czytać dalej.
Regionalna Izba Obrachunkowa przeprowadziła od grudnia 2025 do lutego 2026 roku kompleksową kontrolę gospodarki finansowej Powiatu Trzebnickiego. I znalazła nie tylko powody do pochwał — choć pozytywnie oceniła współpracę pracowników starostwa z kontrolerami — lecz także konkretne nieprawidłowości. Regionalna Izba Obrachunkowa Wrocław
W jednym ze sprawozdań wystąpiła różnica 288 483 zł pomiędzy wykazaną kwotą zaangażowania wydatków a ewidencją księgową. Zabezpieczenie wykonania jednej z umów w wysokości 4243,53 zł oddano wykonawcy 310 dni po terminie. Inwestycję o wartości ponad 1,45 mln zł wprowadzono do ewidencji środków trwałych dopiero 17 miesięcy po jej zakończeniu. RIO wskazała także opóźnienia związane z publikacją sprawozdań dotyczących współpracy z organizacjami pozarządowymi. Regionalna Izba Obrachunkowa Wrocław
To nie są nasze przymiotniki.
To nie jest felietonowa przesada.
To ustalenia organu kontrolnego.
Co więcej, RIO napisała wprost, że za nieprawidłowości i uchybienia w okresie objętym kontrolą odpowiedzialność — odpowiednio do ustawowych kompetencji — ponoszą Starosta Trzebnicki, Skarbnik Powiatu oraz pracownicy merytoryczni starostwa. Izba wezwała również do działań mających wyeliminować nieprawidłowości i zapobiec ich ponownemu wystąpieniu. Regionalna Izba Obrachunkowa Wrocław
I właśnie tutaj zaczyna się felieton.
Pytanie to nie napaść na urząd
Obecną starostą Powiatu Trzebnickiego jest Małgorzata Matusiak. Wicestarostą — Janusz Szydłowski. Zarząd tworzą ponadto Sławomira Misiura-Hermann, Daniel Buczak i Agnieszka Brząkała. To oni sprawują dziś władzę wykonawczą w powiecie. Powiat Trzebnica
Nie oznacza to, że każda pomyłka urzędnika jest osobistą winą starosty.
Nie oznacza również, że kontrola RIO przekreśla wszystkie inwestycje, drogi, szkoły czy przedsięwzięcia powiatu.
Ale działa też zależność odwrotna.
Przecięcie wstęgi nie może należeć do władzy, a odpowiedzialność za błędy wyłącznie do urzędnika dwa piętra niżej.
Jeżeli zarząd chwali się sukcesami jednostek organizacyjnych, to musi również przyjmować pytania o ich funkcjonowanie. Jeśli odpowiada za politykę finansową powiatu, to pytanie o ustalenia RIO nie jest atakiem. Jeżeli wydaje publiczne pieniądze, pytanie o umowę nie jest hejtem. A kiedy dziennikarz prosi o dokument, to nie próbuje przeszkodzić władzy w pracy.
Próbuje sprawdzić, jak ta praca wygląda.
To zasadnicza różnica.
Po nas to spływa
Czasami, obserwując komunikację Powiatu Trzebnickiego, można odnieść wrażenie, że wypracowano całkiem wygodną metodę funkcjonowania.
Pojawia się pytanie.
Potem drugie.
Następnie dokument.
Później kontrola.
Jeszcze później następne pytanie.
A urząd płynie dalej.
Trochę jakby obowiązywała zasada: przeczekać, odpowiedzieć fragmentem, przenieść odpowiedzialność, opublikować zdjęcia z kolejnego wydarzenia i poczekać, aż temat zniknie z osi czasu Facebooka.
I tu pozwolę sobie na odrobinę felietonowej złośliwości.
Momentami można byłoby pomyśleć, że nad powiatem unoszą się jakieś boginie lokalnego samorządu, po których spływają pytania, protokoły i kolejne publikacje. Uśmiech, zdjęcie, uroczystość, następny post.
Tyle że samorząd to nie Olimp.
A starostwo to nie świątynia, do której obywatel powinien wchodzić ze spuszczoną głową.
To urząd finansowany przez mieszkańców.
Najgorszy czytelnik to czytelnik, który pamięta
Dla każdej władzy najwygodniejszy odbiorca informacji publicznej to człowiek, który dzisiaj przeczyta komunikat, jutro zobaczy zdjęcie, a pojutrze nie pamięta żadnego z nich.
Znacznie trudniejszy jest ten, który pamięta.
Bo przypomni wcześniejszą deklarację.
Odnajdzie poprzedni budżet.
Porówna odpowiedź urzędu z uchwałą.
Zobaczy datę podpisania umowy.
Sprawdzi BIP.
Przeczyta wystąpienie RIO.
A potem zada bardzo niewygodne pytanie:
„Skoro wiedzieliście, że jest problem, to co zrobiliście, żeby więcej się nie powtórzył?”
Takiego pytania nie przykrywa już najlepsze zdjęcie z przecinania wstęgi.
Absolutorium nie jest certyfikatem nieomylności
W czerwcu Zarząd Powiatu Trzebnickiego otrzymał absolutorium. To ważny akt samorządowy dotyczący wykonania budżetu. Nie jest jednak certyfikatem potwierdzającym, że każda decyzja administracyjna, każda umowa, każda czynność księgowa i każdy sposób zarządzania jednostkami organizacyjnymi były bezbłędne.
Dowodem jest choćby to, że w tym samym 2026 roku istnieje oficjalne wystąpienie pokontrolne RIO zawierające konkretne nieprawidłowości i konkretne zalecenia. Powiat Trzebnica
Można więc jednocześnie otrzymać absolutorium i mieć rzeczy do naprawienia.
W normalnie funkcjonującym samorządzie nie powinno być w tym niczego niezwykłego.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy sukces ma być komunikowany wielkimi literami, a błąd drobnym drukiem.
I właśnie dlatego będziemy czytać
Nie jesteśmy od tego, żeby władzy było wygodnie.
Nie jesteśmy również od tego, żeby było jej niewygodnie dla samej niewygody.
Jesteśmy od sprawdzania.
Od czytania tego, czego większość mieszkańców nie ma czasu przeczytać.
Od zestawiania dokumentów.
Od pilnowania dat.
Od pytania, dlaczego czegoś nie ma w BIP-ie.
Od sprawdzania, kto podpisał umowę.
Od ustalania, ile coś kosztowało.
I wreszcie od zadawania najprostszego pytania w demokracji:
dlaczego?
Dlaczego podjęto taką decyzję?
Dlaczego wydano tyle pieniędzy?
Dlaczego nie zrobiono tego wcześniej?
Dlaczego dokument pojawił się po terminie?
Dlaczego kontroler znalazł coś, czego wcześniej nie zauważył nadzór?
I kto za to odpowiada?
Kapuściński miał rację przynajmniej w jednym.
Od czytania rzeczywiście można nabawić się nawyku.
Potem przychodzi myślenie.
A kiedy człowiek już zacznie myśleć, pojawiają się pytania.
I wtedy zaczynają się te wszystkie niewygody, utrapienia, kłopoty i zmartwienia.
Nie dla mieszkańców.
Dla tych, którzy zapomnieli, że urząd istnieje właśnie po to, aby mieszkańcom odpowiadać.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.









