Czy właśnie przyzwyczajamy się do temperatur, które jeszcze niedawno były alarmem? Rok 2025 zapisze się w historii jako trzeci najcieplejszy od początku pomiarów. Średnia globalna temperatura niebezpiecznie zbliżyła się do granicy 1,5°C powyżej epoki przedprzemysłowej. Zdaniem ekspertów nie jest to już chwilowe odchylenie, lecz zapowiedź nowej rzeczywistości klimatycznej.
– „Możemy mówić o kształtowaniu się nowej normy klimatycznej” – ocenia Bogdan Chojnicki, klimatolog z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, cytowany przez Polska Agencja Prasowa. Zastrzega jednak, że to określenie bywa zdradliwe, bo może uśpić czujność.
1,5 stopnia – granica, która już się zaciera
Zgodnie z Porozumienie paryskie świat zobowiązał się zatrzymać wzrost temperatury poniżej 2°C, a najlepiej do 1,5°C. Tymczasem w latach 2023 i 2024 ta granica została już okresowo przekroczona, a rok 2025 krążył wokół niej jak wahadło. Raz poniżej, raz powyżej. Statystycznie – niemal na styk.
Eksperci mówią wprost: to nie jednorazowy wyskok, ale sygnał długofalowego trendu.
Polska szybciej się nagrzewa
W Polsce ocieplenie postępuje szybciej niż globalna średnia. Rekordowo ciepłe były lata 2019 i 2024, a obecnie kraj znajduje się już ponad 2°C powyżej epoki przedprzemysłowej. Prognozy są jeszcze mniej optymistyczne: do końca stulecia może to być 4–4,5°C, jeśli nie nastąpi radykalna zmiana energetyczna.
– „Jesteśmy mniej więcej na półmetku, a trend nadal rośnie” – podkreśla prof. Chojnicki. I dodaje, że bez zdecydowanego przejścia na odnawialne źródła energii te scenariusze mogą się jeszcze pogorszyć.
Susza i powodzie – dwie strony tego samego problemu
Nowa norma klimatyczna nie oznacza jedynie cieplejszych dni. To także zaburzenia bilansu wodnego. Latem coraz częściej notujemy skrajnie niskie stany rzek, a jednocześnie gwałtowne opady – często związane z niżami genueńskimi – powodują podtopienia i powodzie.
Problem ma też wymiar infrastrukturalny. Systemy, które dziś „jeszcze działają”, mogą okazać się niewystarczające w cieplejszym świecie. Gdy w rzekach ubywa wody, stężenie zanieczyszczeń rośnie, a dostęp do chłodzenia i wody pitnej staje się realnym wyzwaniem.
Adaptacja? Nie wszystko da się przewidzieć
Ekspert studzi nadzieje, że do zmiany klimatu po prostu się „przystosujemy”. Migracja w bardziej sprzyjające rejony? Przy 8 miliardach ludzi i globalnym charakterze kryzysu to iluzja. Adaptacja kosztuje – finansowo, społecznie i środowiskowo – a nie ma gwarancji, że zawsze się powiedzie.
– „Może się okazać, że straty będą większe, niż jesteśmy w stanie udźwignąć” – ostrzega klimatolog, wskazując na koszty odbudowy po kolejnych katastrofach.
Ekosystemy na granicy wytrzymałości
Zmiana klimatu to nie tylko problem człowieka. Naturalne ekosystemy mają znacznie mniejsze możliwości adaptacyjne. Dwustuletnie drzewa, sadzone w chłodniejszym klimacie, dziś muszą funkcjonować w warunkach, do których nie były „zaprojektowane”. Ich elastyczność maleje z wiekiem, a konsekwencje mogą być nieodwracalne.
Co z tego wynika?
Nowa norma klimatyczna nie jest uspokojeniem sytuacji, lecz nowym poziomem ryzyka. Przekroczenie 2°C może uruchomić procesy samonapędzające się, nad którymi stracimy kontrolę. Świat stanie się mniej przewidywalny – i mniej bezpieczny.
Dlatego, jak podkreśla prof. Chojnicki, przeciwdziałanie zmianie klimatu pozostaje koniecznością, nawet jeśli nie wszystko da się już odwrócić. Spowolnić – jeszcze możemy. Pytanie tylko, czy zrobimy to zanim „nowa norma” stanie się kolejnym, jeszcze wyższym punktem odniesienia.
Autor: Radio DTR
Źródło: Nauka w Polsce



