Media społecznościowe mogą służyć do pracy, zdobywania informacji, utrzymywania kontaktów i promowania wartościowych inicjatyw. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestajemy z nich korzystać, a zaczynamy w nich mieszkać. Czasem najlepszą formą cyfrowej higieny okazuje się usunięcie konta — bez diagnozowania się, bez internetowych poradników i bez kolejnej aplikacji mierzącej szczęście.
Życie zastąpione przedstawieniem
Guy Debord, francuski filozof i autor Społeczeństwa spektaklu, już w latach 60. opisywał świat, w którym bezpośrednie doświadczenie zostaje zastąpione przez jego przedstawienie. Nie chodziło mu wyłącznie o telewizję, reklamę czy fotografię. Spektakl był dla niego systemem społecznym, w którym relacje między ludźmi zaczynają być zapośredniczone przez obrazy.
Dzisiaj tę myśl można odnieść niemal wprost do platform społecznościowych. Człowiek nie tylko fotografuje to, co przeżył. Coraz częściej organizuje życie tak, aby dobrze wyglądało na zdjęciu, filmie albo w krótkiej relacji.
Wakacje mają być nie tyle odpoczynkiem, ile dowodem udanego życia. Posiłek powinien nadawać się do sfotografowania. Spotkanie z przyjaciółmi potrzebuje publiczności, a pomoc drugiemu człowiekowi — kamery. Nawet smutek zostaje odpowiednio wykadrowany, opisany i opublikowany.
Kiedyś człowiek najpierw żył, a później o tym opowiadał. Dzisiaj coraz częściej tworzy opowieść, do której próbuje dopasować własne życie.
Alternatywna wersja człowieka
Profil społecznościowy nie jest pełnym obrazem człowieka. To wystawa złożona z wybranych fragmentów: sukcesów, korzystnych ujęć, deklaracji, podróży i właściwie oświetlonych śniadań. Znikają z niej kłótnie, samotność, rachunki, zmęczenie, niepewność oraz zwykła codzienność.
Nie byłoby w tym nic groźnego, gdybyśmy pamiętali, że oglądamy wystawę. Tymczasem zaczynamy porównywać swoje całe życie z najlepiej wybranymi momentami innych ludzi. Nasza codzienność, widziana od kuchni, przegrywa z cudzą scenografią.
Platforma dostarcza przy tym liczb, które mają udawać obiektywną ocenę człowieka: reakcje, komentarze, obserwujących, udostępnienia i wyświetlenia. Popularność zostaje pomylona z wartością, widoczność z autorytetem, a chwilowe zainteresowanie z rzeczywistym wpływem.
Algorytm nie pyta, czy treść jest mądra, prawdziwa albo potrzebna. Sprawdza, czy zatrzymała użytkownika przy ekranie. Najlepiej radzą sobie więc uproszczenie, przesada, konflikt, oburzenie i sukces. Spokojna rozmowa przegrywa z awanturą, a mozolna praca — ze zdjęciem wykonanym podczas jej uroczystego podsumowania.
ilustracja do artykułu platforma i życie poza nią
Korzystać, ale wiedzieć po co
Nie trzeba uznawać platform za samo zło. Są narzędziami i mogą przynosić rzeczywiste korzyści. Pozwalają informować mieszkańców, promować wydarzenia, rozwijać działalność, dokumentować nieprawidłowości, odnajdywać ludzi o podobnych zainteresowaniach oraz podtrzymywać kontakty.
Warunkiem jest jednak określenie celu.
Przed otwarciem platformy warto zadać sobie proste pytanie: po co tam wchodzę?
Jeżeli odpowiedź brzmi: sprawdzić wiadomość, opublikować materiał, znaleźć konkretną informację albo odpowiedzieć odbiorcom — nadal używamy narzędzia. Jeżeli nie znamy odpowiedzi, a palec automatycznie przesuwa kolejne obrazy, prawdopodobnie to narzędzie zaczęło używać nas.
Rozsądne korzystanie może oznaczać:
- wyłączenie większości powiadomień;
- wyznaczenie konkretnych godzin na sprawdzanie kont;
- obserwowanie wyłącznie źródeł, które przynoszą wiedzę lub rzeczywistą wartość;
- oddzielenie kont zawodowych od życia prywatnego;
- niepublikowanie wszystkiego, co ważne;
- świadome rezygnowanie z udziału w internetowych konfliktach;
- ocenianie efektów pracy na podstawie rzeczywistych rezultatów, a nie liczby reakcji.
Platforma ma być miejscem wykonania zadania, a nie poczekalnią, w której spędzamy życie.
schemat patrzenia poprzez platformę na swoje życie
Brak konta jako cyfrowa terapia
Dla części osób ograniczenie korzystania z mediów społecznościowych może nie wystarczyć. Skuteczniejsze bywa całkowite usunięcie aplikacji albo rezygnacja z konta. Nagle znika potrzeba porównywania się, sprawdzania reakcji, odpowiadania nieznajomym i uczestniczenia w cudzych sporach.
To może działać terapeutycznie, chociaż nie jest terapią w znaczeniu medycznym. Badania nad tak zwanym cyfrowym detoksem nie dają jednakowych wyników, ale wskazują, że ograniczenie lub czasowa rezygnacja z platform może u części osób poprawiać samopoczucie. Metaanaliza badań randomizowanych wykazała niewielki, dodatni wpływ takich przerw, z zaznaczeniem, że reakcje użytkowników są zróżnicowane. Badanie opublikowane w „Behavioral Sciences”
Nie każdy niepokój wymaga od razu psychologa. Czasami człowiek nie potrzebuje skomplikowanej diagnozy, lecz usunięcia bodźca, który codziennie rozprasza go, prowokuje i zmusza do porównywania się z innymi. Zanim zaczniemy leczyć skutki cyfrowego przeciążenia, warto sprawdzić, co stanie się po odłączeniu jego źródła.
Nie oznacza to jednak, że usunięcie konta zastąpi specjalistyczną pomoc w przypadku depresji, zaburzeń lękowych, bezsenności, uzależnienia czy długotrwałego kryzysu. Rezygnacja z platformy może być ważnym krokiem, ale nie uniwersalnym lekarstwem.
Szczególnej ostrożności wymaga korzystanie z platform przez dzieci i młodzież. Amerykański urząd Surgeon General podkreśla, że media społecznościowe mogą przynosić młodym ludziom zarówno korzyści, jak i szkody, a wpływ zależy między innymi od rodzaju oglądanych treści, czasu korzystania oraz wypierania snu, ruchu i bezpośrednich relacji. Raport „Social Media and Youth Mental Health”
Można istnieć bez publikowania
Największym zwycięstwem platform jest przekonanie człowieka, że jeżeli czegoś nie opublikował, to jakby tego nie przeżył. Tymczasem najważniejsze wydarzenia nie potrzebują publiczności. Rozmowa może pozostać rozmową. Podróż nie musi stać się relacją. Dobry uczynek nie wymaga filmu, a szczęście nie potrzebuje potwierdzenia przez obcych ludzi.
Debord przestrzegał przed rzeczywistością zastępowaną przez spektakl. Dzisiaj sami nosimy jego scenę w kieszeni, a algorytm bez przerwy podpowiada nam kolejne role.
Nie musimy jednak porzucać technologii. Wystarczy przywrócić właściwą kolejność: najpierw rzeczywistość, później — jeżeli rzeczywiście jest taka potrzeba — jej publikacja.
A czasami najlepiej nie publikować niczego. Świat się od tego nie zatrzyma. Co najwyżej algorytm przez chwilę poczuje się samotny.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


