Czytaj Radio DTR bez reklam Google30 dni spokojnego czytania. Bez konta i bez abonamentu.
Sprawdź dostęp
Przejdź do treści
piątek 30 października 2026
Imieniny: Edmund, Klaudiusz, Przemysław, Sądosław
30 października 2026 r.Z regionu

W 2025 roku do oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej w Obornikach Śląskich odprowadzono według danych sprzedażowych około 250 tysięcy metrów sześciennych ścieków kanalizacją, a kolejne 118 tysięcy dowieziono samochodami asenizacyjnymi. Tymczasem z oczyszczalni odpłynęło ponad 910 tysięcy metrów sześciennych. Różnica wynosi 542 348 m³. Burmistrz przekonuje, że oczyszczalnię tak zaprojektowano. Dokumenty WIOŚ pokazują jednak coś więcej: przeciążenia hydrauliczne, problemy z usuwaniem azotu i sieć, której rzeczywisty stan techniczny wymaga sprawdzenia. Czy instalacja pracuje zgodnie z projektem, czy też wieloletnie rozwiązania kanalizacyjne stały się jednym z głównych źródeł problemu?

Pół miliona metrów sześciennych. Liczba, której nie da się zignorować

Woda nie znika. Nie pojawia się również w oczyszczalni bez żadnej przyczyny.

Jeżeli z instalacji wypływa znacznie więcej cieczy, niż wynika z ewidencji ścieków odprowadzanych przez mieszkańców i dowożonych samochodami asenizacyjnymi, powstaje pytanie o pochodzenie tej różnicy.

Reklama

W Obornikach Śląskich różnica jest ogromna.

W 2025 roku wyniosła 542 348 metrów sześciennych.

To objętość odpowiadająca ponad 217 basenom olimpijskim o pojemności 2500 m³ każdy.

Nie jest to jednak wynik bezpośredniego pomiaru infiltracji przez nieszczelności kanalizacji.

To różnica bilansowa, którą Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska wyprowadził z danych przedstawionych przez Zakład Gospodarki Komunalnej.

I właśnie sposób jej powstawania stanowi jeden z najważniejszych problemów opisanych przez kontrolerów.

Co pokazują dokumenty WIOŚ?

W piśmie z 27 sierpnia 2026 roku, oznaczonym WI.7024.114.2026.WCZ, Dolnośląski Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska przedstawił wyniki kontroli interwencyjnej oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej.

Kontrola trwała od 20 maja do 18 sierpnia 2026 roku i obejmowała dokumentację dotyczącą funkcjonowania obiektu od początku 2024 roku.

WIOŚ zestawił ilości ścieków wykazywane przez ZGK z wielkością odpływu z oczyszczalni.

Wyniki są następujące:

Bilans ścieków2024 rok2025 rok
Ścieki dopływające kanalizacją, według sprzedaży253 390 m³250 028 m³
Ścieki dowożone115 039 m³118 178 m³
Odpływ do odbiornika625 876 m³910 554 m³
Różnica bilansowa257 447 m³542 348 m³
Udział różnicy w odpływie41,1%59,6%

Liczby pokazują, że w ciągu jednego roku obliczona ilość wód przypadkowych wzrosła o 284 901 m³, czyli o około 111 procent.

Tymczasem ilość ścieków wynikająca z danych sprzedażowych i dowozu pozostała na zbliżonym poziomie.

Łączna ilość tych ścieków wyniosła w 2024 roku 368 429 m³, a w 2025 roku 368 206 m³.

Różnica wyniosła zaledwie 223 m³.

Zmieniła się więc przede wszystkim ilość wody, której nie można przypisać do tych dwóch kategorii ewidencyjnych.

WIOŚ określił tę dodatkową objętość jako wody infiltracyjne, drenażowe, opadowe i roztopowe.

Inspektorzy wskazali, że warunki atmosferyczne drastycznie wpływają na ilość ścieków dopływających do oczyszczalni, co może również świadczyć o niezadowalającym stanie technicznym sieci.

Nie oznacza to jeszcze ustalenia dokładnego udziału każdego rodzaju wody. Aby to zrobić, potrzebne byłyby dodatkowe pomiary i badania sieci kanalizacyjnej.

ZGK nie potrafił dokładnie przypisać adresów do oczyszczalni

W dokumentacji WIOŚ znajduje się jeszcze jedno ustalenie o zasadniczym znaczeniu dla interpretacji bilansu.

Zgodnie z ustnym oświadczeniem przedstawiciela ZGK spółka nie posiadała inwentaryzacji pozwalającej przypisać każdy punkt adresowy do konkretnej oczyszczalni.

Dane o sprzedaży ścieków i wydawanych warunkach technicznych obejmowały zlewnie obu obornickich oczyszczalni: przy ul. Grunwaldzkiej oraz przy ul. gen. Stanisława Maczka.

Na potrzeby techniczne spółka przyjmowała podział:

70 procent ścieków według sprzedaży dla oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej i 30 procent dla oczyszczalni przy ul. gen. Maczka.

To nie jest szczegół pozbawiony znaczenia.

Jeżeli część danych o dopływie opiera się na przyjętym podziale, a nie na jednoznacznym przyporządkowaniu wszystkich odbiorców, dokładność obliczonego bilansu zależy od prawidłowości zastosowanych założeń.

Nie unieważnia to ustaleń inspektorów.

Oznacza jednak, że liczba 542 348 m³ nie może być przedstawiana jako dokładnie zmierzona objętość wody, która przedostała się do sieci przez nieszczelne rury.

To oszacowanie wynikające z bilansu przepływów i ewidencji.

A sam fakt, że spółka zarządzająca siecią nie dysponowała pełnym przyporządkowaniem adresów do zlewni, rodzi kolejne pytanie.

Jak planować modernizację, oceniać rzeczywiste obciążenie poszczególnych oczyszczalni i podejmować decyzje o nowych przyłączach bez odpowiednio dokładnej wiedzy o własnej sieci?

„Oczyszczalnia została tak zaprojektowana”. Co właściwie powiedział burmistrz?

23 września 2026 roku podczas wspólnego posiedzenia komisji Rady Miejskiej radny Marek Mańczak powołał się na raport WIOŚ, zwracając uwagę na ogromną ilość wód opadowych trafiających do oczyszczalni.

Burmistrz Arkadiusz Poprawa odpowiedział według protokołu:

„Pan zrobił aferę że przez oczyszczalnie przepływa więcej wód opadowych niż ścieków, a oczyszczalnia została tak zaprojektowana”.

Przewodnicząca rady również wskazywała, że oczyszczalnię zbudowano z uwzględnieniem deszczówki, ponieważ budowa dwóch oddzielnych oczyszczalni byłaby zbyt kosztowna.

Wypowiedzi te można odczytać jako próbę wyjaśnienia historycznych założeń funkcjonowania kanalizacji.

I rzeczywiście — dokument WIOŚ potwierdza, że kanalizacja na terenie Obornik Śląskich jest w zasadniczej części ogólnospławna.

Oznacza to, że w takim systemie jednym przewodem mogą płynąć zarówno ścieki komunalne, jak i wody opadowe oraz roztopowe.

Zatem sama obecność deszczówki w kanalizacji ogólnospławnej nie jest zaskoczeniem ani automatycznym dowodem nieprawidłowości.

Problem leży gdzie indziej.

To, że oczyszczalnia została zaprojektowana do obsługi kanalizacji ogólnospławnej, nie dowodzi jeszcze, że obecne ilości wody mieszczą się w jej rzeczywistych możliwościach technologicznych.

Nie wiemy również, jaką maksymalną ilość wód opadowych przewidywał pierwotny projekt, jakie były założenia dotyczące retencji oraz jak instalacja miała zachowywać się podczas intensywnych opadów.

Do rozstrzygnięcia tych kwestii potrzebna jest dokumentacja projektowa i powykonawcza oczyszczalni oraz kanalizacji.

Tych danych nie zastąpi wypowiedź podczas komisji.

Co ważniejsze, WIOŚ opisał zdarzenie, które pokazuje, że dopływ wód opadowych może powodować rzeczywiste zakłócenia procesu oczyszczania.

15 lipca 2026 roku. Deszcz, 538 metrów sześciennych na godzinę i wypłukany osad

15 lipca nad Obornikami Śląskimi przeszła burza z intensywnymi opadami deszczu.

Według dokumentacji przedstawionej kontrolerom dzień wcześniej godzinowy przepływ przez oczyszczalnię wahał się od około 30 do 230 m³.

Podczas lipcowej burzy najwyższy odnotowany przepływ wyniósł 538 m³ na godzinę.

To ogromne chwilowe obciążenie hydrauliczne.

Inspektorzy WIOŚ opisali, że dopływ nieproporcjonalnie dużych ilości wód opadowych doprowadził do przeciążenia oczyszczalni i wypłukania osadu czynnego do odpływu.

Osad czynny stanowi podstawę biologicznego oczyszczania ścieków. Tworzą go mikroorganizmy odpowiedzialne za rozkład i przemiany zanieczyszczeń.

Jeżeli jego część zostaje wypłukana z układu technologicznego, proces oczyszczania może zostać zakłócony.

Właśnie taką sytuację opisali kontrolerzy.

Próbka chwilowa ścieków oczyszczonych pobrana 15 lipca wykazała następujące wartości:

WskaźnikWynik próbki chwilowejWartość w pozwoleniu
BZT5191 mg/l25 mg/l
ChZT785 mg/l125 mg/l
Zawiesina ogólna508 mg/l35 mg/l
Azot ogólny65 mg/l15 mg/l
Fosfor ogólny22,6 mg/l2 mg/l

Dane te dotyczą konkretnej próbki pobranej w wyjątkowych warunkach pogodowych. Nie są średnimi parametrami pracy instalacji.

WIOŚ uznał, że drastyczne pogorszenie wyników z 14–15 lipca wiązało się z deszczem nawalnym i przeciążeniem hydraulicznym. Z tego powodu nie wykorzystał tej próbki średniodobowej do zwykłej oceny jakości pracy oczyszczalni.

Nie zmienia to jednak znaczenia samego zdarzenia.

Skoro oczyszczalnia została zaprojektowana do przyjmowania wód opadowych, dlaczego podczas intensywnego deszczu doszło do przeciążenia i wypłukania osadu czynnego?

Odpowiedź wymaga zestawienia obecnego stanu instalacji z jej parametrami projektowymi.

Możliwe przyczyny obejmują wielkość i intensywność opadu, stan sieci, ograniczenia retencji i możliwości technologiczne oczyszczalni.

Bez dokumentacji technicznej nie można ustalić, który z tych czynników miał decydujące znaczenie.

Pozwolenie daje zapas ilościowy. Technologia może go już nie mieć

To jedna z najważniejszych sprzeczności pozornych ujawnionych podczas kontroli.

Oczyszczalnia przy ul. Grunwaldzkiej posiadała pozwolenie wodnoprawne przewidujące średni przepływ dobowy 2800 m³ oraz maksymalną dopuszczalną ilość roczną 1 113 250 m³.

W analizowanym okresie obowiązywania pozwolenia — od 28 września 2024 do 27 września 2025 roku — odprowadzono 863 526 m³ ścieków.

Średnia dobowa wyniosła 2365,8 m³.

WIOŚ potwierdził, że określone w pozwoleniu limity ilościowe nie zostały w tym okresie przekroczone.

Można więc powiedzieć, że oczyszczalnia zachowywała pewien formalny zapas przepływu.

Ale zdolność przyjęcia określonej objętości wody nie oznacza automatycznie zdolności jej skutecznego oczyszczenia.

W przypadku Grunwaldzkiej problemem pozostaje usuwanie azotu.

W badanym pełnym okresie obowiązywania pozwolenia średnie stężenie azotu ogólnego w próbkach wyniosło 22,09 mg/l, podczas gdy dopuszczalna wartość wynosiła 15 mg/l.

Zatem pomimo dotrzymania limitów ilościowych oczyszczalnia nie spełniała wymagań jakościowych dotyczących azotu ogólnego.

WIOŚ wskazał, że instalacja już przy obecnych przepływach nie jest w stanie zapewnić redukcji azotu do poziomu wymaganego pozwoleniem.

To właśnie różnica między przepustowością hydrauliczną a rzeczywistą wydajnością technologiczną.

I to ona powinna być podstawą rozważań o modernizacji.

Dlaczego problemem jest azot?

W procesie biologicznego oczyszczania ścieków usuwanie azotu wymaga odpowiednich warunków technologicznych.

Nie wystarczy, że woda przepłynie przez kolejne komory.

Potrzebny jest właściwy czas przebywania ścieków w instalacji, odpowiednie warunki tlenowe i beztlenowe, wystarczająca ilość aktywnej biomasy oraz możliwość sterowania procesem.

WIOŚ zwrócił uwagę na ograniczone możliwości regulowania recyrkulacji w oczyszczalni.

Wskazał także na potrzebę wykonania ekspertyzy technicznej, która pozwoli ocenić, czy istniejące kubatury, zwłaszcza części beztlenowej, umożliwiają biologiczne usuwanie azotu i fosforu na wymaganym poziomie.

Dodatkową trudność stanowią zmiany składu ścieków.

W okresach opadów do instalacji dopływają duże ilości rozwodnionych ścieków. Z kolei przy suchej pogodzie dowóz ścieków samochodami asenizacyjnymi może powodować chwilowe przeciążenie ładunkiem zanieczyszczeń.

W rezultacie oczyszczalnia musi pracować w bardzo zmiennych warunkach.

Z jednej strony występują gwałtowne skoki ilości dopływającej cieczy.

Reklama

Z drugiej — zmieniają się stężenia substancji, które instalacja powinna usunąć.

To trudne warunki dla biologicznego procesu oczyszczania, zwłaszcza w obiekcie o ograniczonych możliwościach regulacyjnych.

Rury mają swoją historię. A część z nich może mieć ponad 25 lat

WIOŚ zwrócił uwagę także na strukturę materiałową sieci kanalizacyjnej.

Według dokumentacji przedstawionej podczas kontroli sieć w Obornikach Śląskich składa się z:

MateriałUdział
PVC36,78%
Beton31,54%
Kamionka28,14%
Żeliwo2,68%
Azbestocement0,43%
Ceramika0,43%

Inspektorzy ocenili, że relatywnie niewielki udział PVC, przy dużym udziale rur betonowych oraz obecności przewodów żeliwnych i azbestocementowych, może wskazywać, iż przeważająca część sieci ma ponad 25 lat.

Wiek rury nie dowodzi automatycznie jej nieszczelności.

Istnieją stare przewody zachowujące sprawność przez dziesięciolecia oraz nowsze instalacje wymagające napraw.

Jednak przy tak dużych różnicach bilansowych stan kanalizacji powinien zostać szczegółowo zbadany.

Potrzebne są inspekcje kamerami, testy szczelności, analiza studni kanalizacyjnych, identyfikacja niewłaściwych podłączeń i pomiary przepływów w poszczególnych częściach sieci.

Bez tego trudno ustalić, gdzie do kanalizacji dostają się największe ilości wód przypadkowych.

I co najważniejsze — które odcinki wymagają pilnego remontu, a które można pozostawić do późniejszej modernizacji.

Dwa przelewy burzowe i osobny wylot deszczówki. Nie można ich mylić

W dokumentach WIOŚ pojawia się jeszcze jeden problem: istniejące przelewy burzowe.

Kontrolerzy wskazali przelew na terenie A oczyszczalni, dla którego kontrolowany podmiot nie posiadał wymaganego pozwolenia wodnoprawnego.

Opisali również drugi przelew poza ogrodzonym obszarem oczyszczalni, na kolektorze DN 1200.

Według oświadczenia przedstawiciela ZGK ten drugi przelew był zaślepiony. Inspektorzy nie rozstrzygnęli jednak jego własności, ponieważ znajdował się poza obszarem objętym kontrolą.

Nie wolno więc na podstawie tych ustaleń twierdzić, że oba przelewy rzeczywiście odprowadzały ścieki podczas kontrolowanego okresu.

Sam brak pozwolenia nie stanowi dowodu dokonania konkretnego zrzutu.

Co więcej, WIOŚ wskazał również odrębny wylot DN 1200, którym do rowu R-B odprowadzane są wody opadowe i roztopowe z dróg, dachów i parkingów.

Na ten wylot Gmina Oborniki Śląskie posiada pozwolenie wodnoprawne z 12 grudnia 2024 roku.

Nie jest to ta sama instalacja co nieuregulowane prawnie przelewy burzowe.

Rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie.

Do rowu R-B mogą bowiem trafiać zarówno oczyszczone ścieki, jak i legalnie odprowadzane wody opadowe.

Dlatego podczas obserwacji wezbrania rowu nie można automatycznie przypisywać całej ilości płynącej nim wody oczyszczalni.

Z drugiej strony prawidłowość funkcjonowania wylotu deszczowego nie rozwiązuje problemów jakościowych stwierdzonych w ściekach odprowadzanych z oczyszczalni.

To dwa zagadnienia, które wymagają osobnych ocen.

Co naprawdę trafia do środowiska?

21 maja 2026 roku laboratorium GIOŚ pobrało próbki wody z rowu R-B powyżej i poniżej wylotu oczyszczonych ścieków.

Porównanie wyników pokazało wyraźne różnice.

Stężenie azotu ogólnego powyżej wylotu wynosiło 2,73 mg/l.

Poniżej wzrosło do 20,8 mg/l.

To ponad siedmiokrotny wzrost.

Chemiczne zapotrzebowanie tlenu zwiększyło się z 19,6 do 74 mg/l.

Jednocześnie stężenie tlenu rozpuszczonego spadło z 9,9 do 5,6 mg/l.

WIOŚ uznał, że odprowadzane ścieki mają widoczny wpływ na jakość wody w rowie praktycznie we wszystkich badanych parametrach.

Nie oznacza to, że na podstawie jednego porównania próbek można ustalić pełną skalę długoterminowego oddziaływania na środowisko.

Wyniki dotyczą określonego miejsca i dnia poboru.

Pokazują jednak, że problem nie kończy się w bramie oczyszczalni.

Oczyszczone ścieki trafiają do odbiornika, a ich parametry mogą wpływać na jakość wód powierzchniowych.

Dlatego sprawność oczyszczalni jest nie tylko kwestią techniczną i finansową, lecz również środowiskową.

Co zalecił WIOŚ? Nie tylko modernizację oczyszczalni

Wnioski inspektorów były znacznie szersze niż proste stwierdzenie, że potrzebna jest nowa instalacja.

WIOŚ wskazał między innymi na konieczność technicznej weryfikacji sieci kanalizacyjnej i naprawy wykrytych nieszczelności.

Zalecił także rozważenie rozdzielenia kanalizacji deszczowej od sanitarnej.

Wśród wskazanych działań znalazło się wyposażenie punktu zlewnego ścieków dowożonych w zbiornik retencyjny, pozwalający wyrównywać ich dopływ i sposób podawania do procesu oczyszczania.

Kontrolerzy wskazali również potrzebę przeprowadzenia ekspertyzy dotyczącej możliwości technologicznych istniejących komór, uporządkowania kwestii pozwoleń na przelewy burzowe oraz rozważenia wstrzymania wydawania warunków technicznych dla nowych przyłączy kanalizacyjnych.

To ostatnie zalecenie ma szczególne znaczenie dla rozwoju miasta.

Nowe osiedla i budynki oznaczają dodatkowe ścieki.

Jeżeli instalacja posiada formalny zapas hydrauliczny, ale nie zapewnia wymaganej skuteczności redukcji zanieczyszczeń, zwiększanie liczby odbiorców może pogłębiać trudności.

Nie oznacza to automatycznego zakazu nowych przyłączy.

Oznacza konieczność oceny rzeczywistych możliwości systemu przed podejmowaniem kolejnych decyzji.

Czy wystarczy zbudować nową oczyszczalnię?

Burmistrz Arkadiusz Poprawa zapowiedział podczas wrześniowej komisji zamiar ogłoszenia przetargu w formule partnerstwa publiczno-prywatnego w marcu 2027 roku.

Ma to być kierunek rozwiązania wieloletnich problemów gospodarki ściekowej.

Jednak dokumentacja WIOŚ wskazuje na konieczność powiązania modernizacji oczyszczalni z analizą całej sieci kanalizacyjnej.

Nie wystarczy bowiem zwiększyć wydajności urządzeń, jeżeli nadal będą do nich trafiały ogromne ilości wód przypadkowych.

Modernizacja powinna odpowiadać na dwa zasadnicze pytania.

Pierwsze: jaką ilość ścieków oczyszczalnia powinna docelowo przyjmować i z jaką skutecznością je oczyszczać?

Drugie: czy gmina zamierza utrzymać system ogólnospławny, czy stopniowo rozdzielać kanalizację sanitarną i deszczową?

Od odpowiedzi zależy zakres inwestycji, wielkość urządzeń, potrzeby retencyjne, koszty oraz sposób eksploatacji przez kolejne dziesięciolecia.

Tymczasem bez dokładnej diagnostyki sieci trudno stwierdzić, jaka część obecnego problemu wynika z historycznych założeń kanalizacyjnych, a jaka z pogorszenia stanu technicznego przewodów.

Można wybudować większą oczyszczalnię.

Ale jeżeli istotna część jej przepustowości nadal będzie wykorzystywana do obsługi dopływów, których wielkość można ograniczyć, mieszkańcy będą finansowali również konsekwencje funkcjonowania takiego systemu.

Osiem pytań, na które mieszkańcy powinni otrzymać odpowiedź

Dokumenty WIOŚ i wypowiedzi władz samorządowych wskazują na kilka kwestii wymagających pilnego wyjaśnienia.

  1. Jakie dokładnie ilości wód opadowych i roztopowych przewidywał pierwotny projekt oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej?

  2. Czy obecne przepływy, w tym zdarzenie z 15 lipca 2026 roku, mieszczą się w projektowych założeniach pracy instalacji?

  3. Dlaczego ZGK nie dysponował pełną inwentaryzacją pozwalającą przypisać poszczególne adresy do właściwych oczyszczalni i czy ten brak został już usunięty?

  4. Czy przeprowadzono inspekcje kamerami i badania szczelności sieci oraz wskazano miejsca największego dopływu wód przypadkowych?

  5. Jakie działania podjęto po stwierdzeniu przez WIOŚ problemów z redukcją azotu i przeciążeniem hydraulicznym?

  6. Czy istnieje program stopniowego rozdziału kanalizacji sanitarnej od deszczowej i jaka jest jego wartość?

  7. Czy przygotowywane PPP obejmuje modernizację całej sieci, czy przede wszystkim oczyszczalni i wybranych urządzeń?

  8. Kto poniesie koszty modernizacji, naprawy sieci i przyszłej eksploatacji systemu, a także jaki może to mieć wpływ na taryfy za odprowadzanie ścieków?

Nie są to pytania wymagające politycznych deklaracji.

Wymagają projektów, pomiarów, kosztorysów, harmonogramów oraz dokumentów potwierdzających wykonane prace.

Wnioski. To nie tylko problem oczyszczalni. To problem całego systemu

Różnica bilansowa wynosząca 542 348 m³ pokazuje skalę dodatkowych wód uwzględnionych przez inspektorów w analizie funkcjonowania oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej.

Nie można na tej podstawie stwierdzić, że cała ta ilość przedostała się do kanalizacji przez nieszczelności.

Nie można również uznać, że sam fakt funkcjonowania kanalizacji ogólnospławnej wyjaśnia wszystkie problemy opisane przez WIOŚ.

Dokumenty potwierdzają bowiem konkretne zdarzenia: znaczące przeciążenie hydrauliczne podczas lipcowej burzy, wypłukanie osadu czynnego, problemy z usuwaniem azotu, oddziaływanie odprowadzanych ścieków na jakość wody w rowie oraz konieczność technicznej oceny sieci.

Jednocześnie inspektorzy przyznają, że instalacja przechodziła na przestrzeni lat różne usprawnienia i modernizacje.

Nie jest więc prawdą, że nie wykonywano przy niej żadnych prac.

Pytanie brzmi, czy zakres tych działań był wystarczający wobec rzeczywistych potrzeb systemu.

Burmistrz może mieć rację, wskazując, że oczyszczalnię zaprojektowano z uwzględnieniem dopływu deszczówki.

Ale nawet prawidłowo zaprojektowana instalacja musi być eksploatowana w granicach swoich możliwości technologicznych.

A właśnie te możliwości zostały zakwestionowane w ustaleniach kontroli WIOŚ.

Najważniejsze pytanie nie brzmi więc, czy do oczyszczalni miała wpływać deszczówka.

Brzmi: ile deszczówki i innych wód przypadkowych może ona bezpiecznie przyjąć, skąd bierze się obecny nadmierny dopływ i co gmina zrobiła, aby go ograniczyć?

Bez odpowiedzi na te pytania nie da się odpowiedzialnie określić zakresu przyszłej modernizacji.

Bo problem może zaczynać się wiele kilometrów przed oczyszczalnią — w sieci, która doprowadza do niej ścieki.

I właśnie tam, obok samej instalacji, powinny być skierowane kolejne działania diagnostyczne.

Radio DTR będzie kontynuować analizę stanu kanalizacji Obornik Śląskich, projektów modernizacyjnych i odpowiedzi ZGK dotyczących bilansu ścieków oraz funkcjonowania systemu podczas intensywnych opadów.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *