Tamás Sulyok podpisał zmianę w konstytucji kończącą jego własną kadencję. Nowy rząd przedstawia decyzję jako kolejny etap demontażu systemu Viktora Orbána. Ustępujący prezydent mówi natomiast o nadużyciu władzy i ciosie wymierzonym w praworządność.
Prezydent Węgier Tamás Sulyok złożył podpis pod 17. poprawką do ustawy zasadniczej. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jeden z jej przepisów kończy kadencję właśnie urzędującego prezydenta.
Sulyok nie podał się dobrowolnie do dymisji. Podpisał zmianę prawa, która prowadzi do jego usunięcia z urzędu przed końcem kadencji przewidzianym na 2029 rok.
To wydarzenie może wyglądać jak polityczny paradoks. W rzeczywistości jest jednak częścią znacznie poważniejszego sporu: czy demokratycznie wybrana większość może zmieniać konstytucję po to, aby szybko usunąć ludzi związanych z poprzednią władzą?
Podpis złożony pod presją
Węgierski parlament przyjął poprawkę 13 lipca 2026 roku. Za głosowało 139 deputowanych, przeciw było sześciu. Posłowie Fideszu i KDNP, czyli ugrupowań związanych z Viktorem Orbánem, zbojkotowali obrady.
Prezydent miał pięć dni na podpisanie aktu albo skierowanie go do Trybunału Konstytucyjnego z powodu ewentualnych uchybień proceduralnych. Premier Péter Magyar zapowiadał jednak, że próba zablokowania poprawki może doprowadzić do wszczęcia procedury usunięcia prezydenta z urzędu.
Tamás Sulyok ostatecznie podpisał dokument 18 lipca. Wyjaśnił, że odmowa byłaby naruszeniem obowiązujących zasad. Jednocześnie bardzo ostro ocenił samą treść poprawki. Uznał ją za niebezpieczny precedens, godzący w podział władz, niezależność instytucji oraz demokratyczne standardy.
Zgodnie z nowymi przepisami jego mandat wygaśnie po wejściu poprawki w życie. Obowiązki głowy państwa ma tymczasowo przejąć przewodnicząca parlamentu Ágnes Forsthoffer. Następnie parlament wybierze nowego prezydenta. Reuters
Człowiek wybrany przez Fidesz
Tamás Sulyok został prezydentem w 2024 roku dzięki głosom parlamentarzystów rządzącego wówczas Fideszu. Urząd prezydenta na Węgrzech ma przede wszystkim charakter reprezentacyjny, ale głowa państwa podpisuje ustawy i może występować o ich kontrolę konstytucyjną.
Po kwietniowym zwycięstwie wyborczym partii TISZA nowy premier Péter Magyar rozpoczął szybkie usuwanie wpływów ludzi związanych z trwającymi 16 lat rządami Viktora Orbána. Dysponuje przy tym większością dwóch trzecich mandatów, pozwalającą na zmianę konstytucji.
Magyar zarzucał Sulyokowi, że jako prezydent nie bronił niezależności instytucji, milczał wobec nadużyć poprzedniej władzy i nie pełnił roli strażnika jedności państwa. Nazywał go także polityczną marionetką Orbána.
Sulyok odrzucał te oskarżenia i odmawiał rezygnacji. Wskazywał, że rząd nie przedstawił konstytucyjnych powodów pozwalających na skrócenie jego kadencji. Władza znalazła więc inne rozwiązanie: większością parlamentarną zmieniła samą konstytucję.
Nie tylko prezydent
Poprawka nie ogranicza się do usunięcia Tamása Sulyoka. Wprowadza również dwunastoletni limit sprawowania mandatu parlamentarzysty oraz granicę wieku 70 lat dla sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Ta ostatnia zmiana doprowadzi do odejścia kilku sędziów, w tym prezesa Trybunału Pétera Polta, uznawanego za sojusznika Viktora Orbána. Skrócone mają zostać także niektóre kadencje w najważniejszych instytucjach sądowych.
Przywrócone zostaną natomiast część uprawnień kontrolnych Trybunału Konstytucyjnego, ograniczonych za rządów Fideszu. Poprawka tworzy również podstawy działania urzędu zajmującego się odzyskiwaniem majątku publicznego, który miał zostać bezprawnie wykorzystany albo wyprowadzony z państwowych instytucji.
Rząd przedstawia cały pakiet jako przejściowy etap prowadzący do uchwalenia nowej konstytucji. Ma ona powstać po konsultacjach społecznych i zostać oparta na zasadach podziału władz, ochrony praw podstawowych oraz suwerenności obywateli. Euronews
Naprawa państwa czy polityczna czystka?
Problem zaczyna się tam, gdzie kończą się słuszne deklaracje, a zaczynają konkretne metody.
Rząd Pétera Magyara otrzymał silny demokratyczny mandat do rozliczenia systemu zbudowanego przez Viktora Orbána. Przez lata Węgry były krytykowane za ograniczanie niezależności sądów, mediów i organów kontrolnych oraz podporządkowywanie państwa jednej partii.
Nie oznacza to jednak, że każda decyzja nowej większości automatycznie staje się zgodna z zasadami praworządności.
Największe wątpliwości wywołuje fakt, że przepis nie ustanawia wyłącznie ogólnego mechanizmu odpowiedzialności prezydenta. Został skonstruowany tak, aby zakończyć kadencję konkretnej, urzędującej osoby. Konstytucja stała się w ten sposób narzędziem rozwiązania bieżącego konfliktu personalnego.
Sprawą zainteresowała się Komisja Wenecka, której prezydent Sulyok przekazał projekt do oceny. Proces zmian monitoruje również Komisja Europejska. Opinie Komisji Weneckiej nie są prawnie wiążące, ale stanowią ważny punkt odniesienia przy ocenie zgodności zmian ustrojowych z europejskimi standardami demokracji. Euronews
Władza ogranicza władzę — także własną
Węgierski przypadek nie daje łatwej odpowiedzi. Nowy rząd usuwa ludzi osadzonych w najważniejszych instytucjach przez poprzednią większość. Jednocześnie wykorzystuje do tego własną przewagę konstytucyjną i przepisy odnoszące się do konkretnych urzędników.
Można więc rozmontować system Orbána, ale przy okazji zachować jego najważniejszą zasadę: kto ma dwie trzecie głosów, ten może zmienić niemal wszystko.
Historia podpisu Tamása Sulyoka nie jest zatem opowieścią o prezydencie, który dobrowolnie odwołał sam siebie. To historia polityka postawionego przed wyborem: podpisać dokument kończący własną kadencję albo narazić się na procedurę usunięcia z urzędu.
Najważniejsze pytanie pozostaje otwarte: czy demokrację można naprawić za pomocą przepisów tworzonych pod konkretnych ludzi? Jeżeli konstytucja zaczyna służyć do rozwiązywania personalnych sporów, może się szybko okazać, że zmieniła się władza, lecz nie zmieniły się jej metody.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



