Wydział Ochrony Środowiska wskazuje potrzebę wykonania inwentaryzacji przyrodniczej. Nadleśnictwo Oborniki Śląskie również domaga się przedstawienia takiego opracowania. W dokumentach opisano stare drzewostany, cenne siedliska i tereny niszczone przez quady. Mimo tego w odpowiedzi udzielonej w imieniu burmistrza stwierdzono, że na etapie analizy petycji nie ma potrzeby przeprowadzenia pełnej inwentaryzacji. Tyle że przyrody nie da się rzetelnie ocenić na zasadzie: wydaje nam się, że dodatkowe badania nie są potrzebne.
Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miejskiej w Obornikach Śląskich zajmuje się propozycją utworzenia trzech użytków ekologicznych. Chodzi o tereny nazwane przez wnioskodawców: „Zbocze Góry Bukowej”, „Przełęcz Kowalska” i „Pagórki Kowalskie”.
Petycję złożyło Stowarzyszenie Żywica. Autorzy nie ograniczyli się do ogólnego stwierdzenia, że las jest ładny, zielony i szkoda byłoby go stracić. Wskazali konkretne działki, powierzchnie, typy siedlisk, wiek drzew oraz przyrodnicze znaczenie poszczególnych obszarów. Odwołali się także do opracowania wykonanego przez Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej w Brzegu.
Łącznie chodzi o około osiem hektarów gruntów należących do Skarbu Państwa i pozostających w zarządzie Nadleśnictwa Oborniki Śląskie.
W tej sprawie pojawiły się jednak dwa wyraźnie odmienne podejścia. Pierwsze opiera się na rozpoznaniu terenu, badaniach i dokumentacji. Drugie sprowadza się do administracyjnego uznania, że na obecnym etapie badać właściwie nie trzeba.
Wydział Ochrony Środowiska: najpierw rozpoznajmy teren
1 czerwca 2026 roku Wydział Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Obornikach Śląskich przygotował obszerną opinię dotyczącą proponowanych użytków ekologicznych.
Nie jest to jednozdaniowa odpowiedź ani przepisana z ustawy definicja. Dokument opisuje poszczególne obszary, ich drzewostan, stan siedlisk, zagrożenia oraz możliwe sposoby dalszego postępowania.
W przypadku „Zbocza Góry Bukowej” wskazano, że na terenie znajduje się siedlisko kwaśnej buczyny, będące rzadkością w granicach Nadleśnictwa Oborniki Śląskie. Opisano tam buki mające nawet około 170 lat, a także stare dęby, klony jawory oraz olsze czarne.
Wydział nie przesądził automatycznie, że użytek ekologiczny musi zostać utworzony. Zarekomendował jednak działanie racjonalne i zrozumiałe:
„zasadne jest zlecenie wykonania inwentaryzacji przyrodniczej”.
Dopiero po rozpoznaniu różnorodności biologicznej tego terenu miałoby nastąpić rozważenie podjęcia uchwały ustanawiającej ochronę.
To podejście trudno uznać za radykalne. Najpierw badanie, później decyzja. Najpierw wiedza, potem głosowanie. W administracji publicznej powinien być to raczej standard niż ekstrawagancja.
Pagórki Kowalskie niszczone przez quady
Jeszcze mocniejsze wnioski dotyczą „Pagórków Kowalskich”. W opinii urzędu opisano stary drzewostan, urozmaiconą rzeźbę terenu oraz liczne obniżenia i wzniesienia. Występują tam m.in. dęby mające do 170 lat oraz klony jawory w wieku sięgającym około 140 lat.
Podczas oględzin stwierdzono również poważny problem z pojazdami mechanicznymi. Teren ma być rozjeżdżany przez quady. Gleba na trasach przejazdu zostaje zagęszczona, niszczone są systemy korzeniowe i roślinność runa, a hałas płoszy zwierzęta.
Wydział Ochrony Środowiska napisał wprost:
„propozycja ustanowienia tam użytku ekologicznego jest uzasadniona”.
Jednocześnie zalecono najpierw zablokowanie możliwości wjeżdżania pojazdami mechanicznymi, a następnie wykonanie inwentaryzacji przyrodniczej.
Mamy więc teren, którego wartość została dostrzeżona przez urzędników zajmujących się ochroną środowiska, a którego degradacja nie jest hipotetycznym zagrożeniem na przyszłość. Według dokumentu niszczenie już trwa.
Przełęcz Kowalska wymaga ostrożności
Najbardziej skomplikowana sytuacja dotyczy „Przełęczy Kowalskiej”. Rosną tam stare buki, dęby, modrzewie i klony jawory. Część drzew została jednak zaatakowana przez hubiaka pospolitego. Osłabione drzewa znajdują się w pobliżu drogi powiatowej, dlatego mogą stanowić zagrożenie dla kierowców i innych użytkowników drogi.
W tym przypadku Wydział Ochrony Środowiska nie rekomendował natychmiastowego ustanowienia użytku ekologicznego. Zaproponował obserwowanie stanu drzew przez kilka lat oraz ponowne rozważenie ochrony w przyszłości.
To pokazuje, że opinia nie została napisana pod wcześniej założony wynik. Nie próbuje udowodnić za wszelką cenę, że wszystkie trzy tereny należy natychmiast objąć identyczną ochroną. Różnicuje zalecenia w zależności od rzeczywistej sytuacji.
Dla jednego obszaru rekomenduje inwentaryzację i dalsze procedowanie. Dla drugiego – zabezpieczenie przed quadami, badania i ochronę. W trzecim przypadku wskazuje potrzebę obserwacji oraz uwzględnienia bezpieczeństwa przy drodze.
Tak wygląda analiza oparta na faktach, a nie na wygodnej odpowiedzi przygotowanej dla całego pakietu.
Nadleśnictwo także oczekuje inwentaryzacji
3 czerwca 2026 roku Nadleśnictwo Oborniki Śląskie odpowiedziało na prośbę o opinię dotyczącą „Przełęczy Kowalskiej”.
Nadleśnictwo zwróciło się o:
- przekazanie pełnej inwentaryzacji przyrodniczej;
- określenie zakazów, które miałyby obowiązywać na chronionym terenie;
- wskazanie, kto ponosiłby koszty utworzenia i utrzymania użytku.
Jednocześnie zwróciło uwagę na pogarszający się stan części drzewostanu oraz możliwość upadku konarów lub całych drzew na drogę. Nie była to zatem bezwarunkowa zgoda na objęcie terenu ochroną. Nie było to jednak również proste odrzucenie propozycji.
Nadleśnictwo oczekiwało danych, warunków i odpowiedzialnego przygotowania całego procesu. Innymi słowy: zanim zapadnie decyzja, należy wiedzieć, co dokładnie podlega ochronie i jakie będą jej konsekwencje.
Burmistrz nie zlecił badań, bo uznał, że nie są potrzebne
6 lipca 2026 roku przewodnicząca Rady Miejskiej otrzymała odpowiedź dotyczącą wszystkich trzech proponowanych użytków. Pismo zostało podpisane z upoważnienia burmistrza przez sekretarz gminy Ewelinę Budner.
Poinformowano w nim, że burmistrz nie zlecił pełnej inwentaryzacji przyrodniczej. Najważniejsze jest jednak uzasadnienie:
„na etapie analizy petycji w sprawie powołania użytków ekologicznych uznano brak takiej potrzeby”.
Kto konkretnie dokonał takiej oceny? Na podstawie jakich badań? Jakie materiały podważyły rekomendacje Wydziału Ochrony Środowiska? Czy przeprowadzono dodatkowe oględziny? Czy uzyskano inną opinię przyrodniczą? Czy powstał dokument wskazujący, dlaczego wcześniejsze zalecenia urzędników uznano za zbędne?
Tego z odpowiedzi się nie dowiadujemy.
Burmistrz nie przedstawił pełnej inwentaryzacji, ponieważ jej nie zlecił. Nie podał też wyników innego opracowania, które mogłoby taką inwentaryzację zastąpić. Mimo tego uznano, że na etapie analizy petycji nie jest ona potrzebna.
Tylko jak rzetelnie analizować wniosek o ochronę przyrody bez zebrania wiedzy o tej przyrodzie?
Najpierw brak badań, później brak dowodów?
W ten sposób może powstać wygodne administracyjne błędne koło.
Nie przeprowadza się inwentaryzacji, ponieważ – zdaniem burmistrza – na tym etapie nie jest potrzebna. Następnie można uznać, że nie ma wystarczających dowodów potwierdzających wyjątkową wartość obszaru, ponieważ nie przeprowadzono pełnych badań.
Najpierw rezygnujemy z narzędzia, które pozwoliłoby poznać fakty. Później możemy powiedzieć, że faktów jest za mało.
To szczególnie zastanawiające w przypadku „Pagórków Kowalskich”. Wydział Ochrony Środowiska potwierdził tam niszczenie terenu przez quady i uznał propozycję ustanowienia użytku ekologicznego za uzasadnioną. Mimo tego z pisma burmistrza nie wynika, aby zlecono inwentaryzację albo przynajmniej rozpoczęto zabezpieczanie terenu przed dalszą degradacją.
Przyroda tymczasem nie zatrzymuje się na czas urzędowego namysłu. Drzewa rosną, zwierzęta tracą siedliska, a quady nie czekają na kolejne posiedzenie komisji.
Dwa stanowiska z jednego urzędu
Sprawa jest tym ciekawsza, że nie mamy tu klasycznego sporu pomiędzy mieszkańcami a urzędem.
Mamy rozbieżność wewnątrz dokumentacji przygotowanej przez ten sam Urząd Miejski w Obornikach Śląskich.
Opinię z 1 czerwca przygotowała kierownik Wydziału Ochrony Środowiska Monika Wiszniowska. Dokument został również podpisany przez sekretarz gminy Ewelinę Budner z upoważnienia burmistrza.
Późniejszą odpowiedź, w której stwierdzono brak potrzeby wykonania inwentaryzacji, podpisała ta sama sekretarz – również z upoważnienia burmistrza.
Nie oznacza to automatycznie osobistego konfliktu pomiędzy burmistrzem a urzędnikami. Dokumenty nie pozwalają na postawienie takiej tezy. Pokazują jednak coś równie ważnego: końcowe stanowisko burmistrza nie odpowiada wprost na merytoryczne zalecenia własnego Wydziału Ochrony Środowiska.
Nie wiadomo, kiedy, przez kogo i na podstawie jakich przesłanek zmieniono kierunek postępowania.
Koszt podatkowy: nieco ponad 500 złotych rocznie
W urzędowej opinii pojawia się również wątek finansowy. Objęcie wskazanych gruntów ochroną oznaczałoby zwolnienie ich z podatku od nieruchomości. Wyliczony ubytek dla gminy miałby wynosić około 507,40 zł rocznie.
To nie 507 tysięcy ani nawet 50 tysięcy złotych. To nieco ponad 500 złotych rocznie za wszystkie wskazane tereny.
Oczywiście ustanowienie i utrzymywanie użytków może wiązać się również z innymi kosztami: przygotowaniem dokumentacji, oznakowaniem, zabezpieczeniami czy późniejszym nadzorem. Tyle że burmistrz w swoim piśmie przyznał, że na etapie analizy petycji nie można jeszcze jednoznacznie ocenić tych wydatków.
Nie znamy więc kosztów, ale jednocześnie nie zlecamy prac, które pozwoliłyby je ustalić. Ponownie wracamy do tego samego mechanizmu: nie wiemy, ponieważ nie zbadaliśmy, a nie badamy, ponieważ uznaliśmy, że nie ma takiej potrzeby.
Komisja powinna zapytać, a nie tylko przyjąć pismo
Komisja Skarg, Wniosków i Petycji nie powinna ograniczyć się do odczytania stanowiska burmistrza i przygotowania formalnej rekomendacji dla Rady Miejskiej.
Powinna ustalić:
- Kto zdecydował, że pełna inwentaryzacja nie jest potrzebna?
- Na jakim dokumencie albo opracowaniu oparto tę ocenę?
- Dlaczego nie zastosowano się do zaleceń Wydziału Ochrony Środowiska?
- Czy burmistrz zamierza zabezpieczyć „Pagórki Kowalskie” przed dalszym niszczeniem przez quady?
- Czy rozważano oddzielne potraktowanie każdego z trzech terenów?
- Ile kosztowałaby profesjonalna inwentaryzacja?
- Czy przed wydaniem końcowego stanowiska przeprowadzono konsultacje z przyrodnikami i Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska?
Najgorszym rozwiązaniem byłoby zbiorcze odrzucenie wszystkich propozycji. Same dokumenty urzędu pokazują przecież, że każdy teren znajduje się w innej sytuacji i wymaga odmiennego postępowania.
Fakty nie rodzą się z przekonania urzędu
Burmistrz ma prawo oceniać petycję i przedstawiać Radzie Miejskiej swoje stanowisko. Nie powinien jednak zastępować specjalistycznego rozpoznania administracyjnym przekonaniem, że dodatkowa wiedza nie jest potrzebna.
Inwentaryzacja mogłaby potwierdzić argumenty stowarzyszenia. Mogłaby także wykazać, że część proponowanych obszarów nie spełnia przesłanek ustawowych albo że zakres ochrony powinien zostać zmieniony. Na tym właśnie polega badanie – jego wynik nie powinien być ustalany przed rozpoczęciem pracy.
Tutaj jednak burmistrz uznał, że pełnej inwentaryzacji nie trzeba wykonywać, chociaż zaleca ją wyspecjalizowany wydział jego własnego urzędu, a w sprawie jednego z terenów oczekuje jej również Nadleśnictwo Oborniki Śląskie.
Przyroda nie podlega ochronie dlatego, że komuś wydaje się cenna. Nie przestaje też być cenna dlatego, że komuś wydaje się, iż nie warto jej dokładniej zbadać.
Pytanie, przed którym staje teraz komisja, nie brzmi więc wyłącznie: czy utworzyć trzy użytki ekologiczne?
Brzmi ono znacznie poważniej:
czy w Obornikach Śląskich decyzje dotyczące środowiska będą opierane na wiedzy, badaniach i opiniach specjalistów, czy na urzędowym „uznano, że nie ma takiej potrzeby”?
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.









