Mieszkańcy produkują coraz więcej śmieci, firmy żądają coraz wyższych stawek, a gmina musi dopłacać miliony złotych. Taki obraz wyłania się z prezentacji przedstawionej podczas komisji poświęconej gospodarce odpadami w Obornikach Śląskich. Problem w tym, że liczby nie odpowiadają na wszystkie pytania. A niektóre odpowiedzi prowadzą do kolejnych wątpliwości. Czy rzeczywiście wiadomo, ile odpadów produkują mieszkańcy? Czy wszystkie rozliczane tony zostały niezależnie zweryfikowane? Dlaczego gmina operuje inną liczbą mieszkańców niż statystyka GUS? I czy radni powinni przede wszystkim tłumaczyć decyzje urzędu, czy kontrolować ich ekonomiczne podstawy?
Najpierw rachunek. Potem pytania
Podczas obrad komisji śmieciowej przedstawiciele gminy zaprezentowali szczegółowe zestawienie kosztów gospodarowania odpadami. Według prognozy na 2026 rok odbiór i zagospodarowanie śmieci ma kosztować 14 342 263,79 zł.
Wpływy z opłat mieszkańców oszacowano na 10 909 356 zł.
Różnica? Dokładnie 3 432 907,79 zł.
Wniosek zaprezentowany podczas obrad wydaje się prosty: pieniędzy brakuje, więc opłaty powinny wzrosnąć.
Pojawiła się propozycja 55 zł miesięcznie od mieszkańca, zamiast obecnych 49 zł. Przy takiej stawce gmina nadal musiałaby jednak dopłacać do systemu około dwóch milionów złotych rocznie.
I właśnie tutaj zaczyna się zasadniczy problem.
Przedstawienie deficytu nie jest jeszcze dowodem, że wydatki zostały ograniczone do racjonalnego minimum. Podobnie wzrost cen oferowanych przez wykonawców nie oznacza automatycznie, że nie istnieją możliwości zmniejszenia kosztów.
Zanim rada miejska zdecyduje, ile więcej mają zapłacić mieszkańcy, powinna wiedzieć nie tylko, ile kosztuje obecny system, ale także dlaczego kosztuje właśnie tyle i jak sprawdzono, czy może kosztować mniej.
Śmieci przybywa. Ale jak szybko naprawdę?
Jednym z głównych argumentów przedstawianych podczas komisji i później w publicznej dyskusji jest wzrost ilości odpadów.
Radny Artur Przystarz, broniąc stanowiska przedstawionego podczas obrad, wskazał w mediach społecznościowych na niemal dwukrotny wzrost — z około 510 do 1020 ton.
Liczby robią wrażenie.
Tyle że dotyczą odpadów przyjmowanych przez punkt selektywnej zbiórki, czyli PSZOK, a nie wszystkich odpadów komunalnych wytwarzanych przez mieszkańców gminy.
To zasadnicza różnica.
Wzrost ilości odpadów trafiających do PSZOK może wynikać z większej konsumpcji, ale także ze zmian sposobu zbierania, dostępności punktu, nowych obowiązków segregacyjnych czy przeniesienia części odpadów z innych kanałów odbioru.
Wystarczy zajrzeć do innej tabeli tej samej prezentacji.
Gmina porównała ilości dziesięciu wybranych frakcji odebranych od stycznia do sierpnia 2025 i 2026 roku.
Po zsumowaniu danych otrzymujemy odpowiednio około 6041 oraz 6231 ton.
Wzrost wynosi zaledwie 3,14 procent.
W tym samym czasie wydatki na odbiór i zagospodarowanie wzrosły o około 10,14 procent, czyli o ponad 839 tysięcy złotych.
Oczywiście są frakcje, których ilość zwiększyła się znacznie mocniej. Dotyczy to przede wszystkim tekstyliów. Jednak masa odpadów zmieszanych wzrosła tylko o około 0,9 procent, a tworzyw sztucznych nawet spadła.
Co z tego wynika?
Że nie można przedstawiać jednego efektownego wykresu jako wyjaśnienia całego problemu.
Gmina powinna rozdzielić wzrost masy, zmianę struktury odpadów oraz wzrost stawek wykonawców. Każde z tych zjawisk ma inne przyczyny i wymaga innych działań.
Jeśli ilość wybranych odpadów wzrosła o 3,14 procent, a koszty o ponad 10 procent, to warto dokładnie wyjaśnić, za co zapłacono dodatkowe pieniądze.
To nie dowód nieprawidłowości. To podstawowe pytanie ekonomiczne.
Pół tony śmieci na mieszkańca. Ale którego mieszkańca?
Gmina prognozuje, że w 2026 roku do odbioru i zagospodarowania trafi około 9667 ton odpadów.
Jednocześnie przedstawia dane o liczbie mieszkańców.
Według deklaracji odpadowych na koniec sierpnia było ich 18 805. Według ewidencji meldunkowej — 19 703.
Tymczasem dane demograficzne GUS za 2025 rok wskazują 21 213 mieszkańców gminy Oborniki Śląskie.
Mamy więc trzy różne wielkości.
I trzy różne wyniki dzielenia tej samej masy odpadów.
Przy 18 805 osobach otrzymujemy około 514 kilogramów na mieszkańca rocznie.
Przy 19 703 osobach — około 491 kilogramów.
Przy 21 213 mieszkańcach — około 456 kilogramów.
Różnica między skrajnymi wynikami przekracza 58 kilogramów rocznie na osobę.
Nie oznacza to, że któryś rejestr musi być błędny.
GUS, meldunki i deklaracje odpadowe służą różnym celom oraz wykorzystują odmienne metody ustalania liczby mieszkańców. W szczególności statystyczna ludność według miejsca zamieszkania nie jest prostym odpowiednikiem liczby osób zameldowanych.
Ale właśnie dlatego gmina powinna wyjaśnić, jaką populację przyjmuje do poszczególnych analiz i czy sprawdza zgodność tych danych z rzeczywistą liczbą osób zamieszkujących nieruchomości.
Tymczasem w publicznej argumentacji pojawia się twierdzenie, że Oborniki Śląskie mają jeden z najlepszych w Polsce wyników ujmowania mieszkańców w deklaracjach.
Przywoływane około 95,5 procent to po prostu relacja liczby osób zadeklarowanych do liczby zameldowanych.
A gdzie krajowe porównanie?
Gdzie jednolita metodologia?
Gdzie dowód, że inne samorządy osiągają słabsze wyniki?
Samodzielnie wyliczony wskaźnik nie staje się krajowym sukcesem tylko dlatego, że wygląda korzystnie.
Ilu mieszkańców faktycznie płaci, a ilu powinno?
Różnica między liczbą osób w deklaracjach a meldunkami wynosi 898.
Różnica względem liczby ludności GUS — 2408 osób.
Nie wolno utożsamiać tych wielkości z liczbą osób unikających opłat. Część zameldowanych mieszka gdzie indziej, a dane GUS powstają według innej metodologii.
Można jednak pokazać skalę finansową tego zagadnienia.
Gdyby 898 dodatkowych osób rzeczywiście podlegało opłacie, a nie było ujętych w deklaracjach, przy obecnej stawce oznaczałoby to ponad 528 tysięcy złotych rocznie potencjalnych wpływów.
Przy hipotetycznych 2408 osobach kwota sięgnęłaby około 1,42 miliona złotych.
To nie są ustalone straty gminy. To symulacja pokazująca, dlaczego weryfikacja liczby płatników ma znaczenie.
Podczas komisji przedstawiono dane o zmniejszaniu się różnicy między deklaracjami i meldunkami.
To informacja pozytywna, ale niewystarczająca do oceny skuteczności kontroli.
Ile korekt deklaracji dokonano? Ile osób dopisano do systemu? Jakie dodatkowe należności ustalono? Ile faktycznie wpłynęło do budżetu?
Bez odpowiedzi na te pytania trudno ocenić, czy system jest rzeczywiście uszczelniany skutecznie, czy jedynie statystycznie zbliża się do liczby meldunków.
A kto waży śmieci i sprawdza firmę?
W całej dyskusji pojawia się jeszcze jedno pytanie, które powinno zainteresować radnych znacznie bardziej niż polemiki internetowe.
Skąd gmina wie, że rzeczywista masa odebranych odpadów odpowiada masie wykazanej na fakturach?
Nie chodzi o sugerowanie, że przedsiębiorstwo odbierające odpady zawyża ilości.
Nie mamy na to dowodów.
Chodzi o sprawdzenie, jak funkcjonuje kontrola usługi finansowanej z pieniędzy publicznych.
Przy kosztach przekraczających 14 milionów złotych nawet niewielka pomyłka w rozliczeniach może oznaczać znaczne pieniądze.
Jeden procent tej kwoty to ponad 143 tysiące złotych. Trzy procent — około 430 tysięcy.
Nie są to stwierdzone różnice. To skala finansowa, która pokazuje znaczenie skutecznego nadzoru.
Czy każda tona jest potwierdzana dokumentem wagowym?
Czy gmina porównuje masy wskazane przez wykonawcę z danymi instalacji przyjmujących odpady?
Czy dysponuje historią przejazdów samochodów, rejestrem kursów, kartami przekazania odpadów i protokołami rozbieżności?
Czy sprawdzono, w jaki sposób przypisywane są odpady odbierane z różnych nieruchomości i miejscowości?
Jak wygląda kontrola w przypadku przeładunków?
I najważniejsze: czy rada miejska otrzymała raport pokazujący wyniki takich kontroli?
Samo istnienie ustawowych obowiązków ewidencyjnych i dokumentów w systemie BDO nie zastępuje nadzoru nad wykonywaniem umowy.
Radni powinni wiedzieć, czy kontrola rzeczywiście działa, jakie wykrywa błędy i jakie przynosi rezultaty.
Przetarg to procedura. Nie gwarancja najniższego możliwego kosztu
Przedstawiciele gminy wyjaśniali, że ceny wynikają z przetargów.
To prawda.
Ale stwierdzenie, że cenę ustalił rynek, nie zamyka dyskusji o sposobie przygotowania zamówienia.
Co istotne, dokumentacja z 2026 roku potwierdza, że Oborniki Śląskie podzieliły jedno z zamówień na dwie części: odpady segregowane oraz odpady zmieszane i biodegradowalne. Nie można więc zarzucać urzędowi, że w ogóle nie stosował podziału zamówień.
Pozostają jednak inne pytania.
Ile firm złożyło oferty?
Jak duże były różnice między nimi?
Czy przed przetargiem badano rynek?
Czy analizowano różne modele organizacji transportu i zagospodarowania odpadów?
Czy porównywano koszty z sąsiednimi gminami?
Z dokumentów jednego z postępowań wynika, że na koniec 2025 roku system obejmował około 6004 punktów wywozowych.
To ogromna sieć obsługi.
Czy jej organizacja była analizowana pod kątem tras, częstotliwości odbiorów i wykorzystania pojazdów?
Przetarg może być przeprowadzony zgodnie z prawem, a mimo to pozostawiać możliwości poprawy ekonomicznej.
Dlatego pytanie nie brzmi wyłącznie, czy wybrano najkorzystniejszą ofertę spośród złożonych.
Brzmi również: czy zamówienie przygotowano w taki sposób, aby uzyskać rzeczywiście konkurencyjną cenę?
Skoro nie można porównywać gmin, to jak ocenić efektywność własnej?
W prezentacji przygotowanej dla radnych znalazło się uzasadnienie, dlaczego nie można porównywać wysokości opłat odpadowych między poszczególnymi gminami.
Różnią się powierzchnią, zabudową, terenami zielonymi, liczbą mieszkańców i odległością od instalacji.
To prawda.
Ale przecież różnice między samorządami nie wykluczają porównywania kosztów.
Wręcz przeciwnie.
Właśnie dlatego istnieje analiza porównawcza, w której uwzględnia się zakres usług, ilość odpadów, strukturę zabudowy i organizację odbioru.
Przykładowo Wisznia Mała pobiera podstawową opłatę 46 zł od mieszkańca, a Oborniki Śląskie 49 zł. Różnice występują również w ulgach. Przy kompostowaniu w Obornikach przewidziano 4 zł zwolnienia na osobę, a w Wiszni Małej stosowany jest korzystniejszy dla mieszkańca mechanizm, dający opłatę 36 zł.
Nie dowodzi to, że Wisznia Mała gospodaruje taniej w przeliczeniu na tonę.
Ale pokazuje, że różnią się zarówno koszty i organizacja usług, jak również decyzje dotyczące finansowania systemu.
To właśnie należy zbadać.
Trzebnica, Prusice, Żmigród i Wisznia Mała powinny stać się naturalnymi punktami odniesienia.
Nie wystarczy jednak porównać wysokości opłat. Trzeba sprawdzić roczny koszt na mieszkańca, koszt każdej tony, masę poszczególnych frakcji, liczbę odbiorów, poziom dopłat i zakres usług.
Dopiero wtedy dowiemy się, czy większe wydatki Obornik Śląskich są rezultatem trudniejszych warunków, innych decyzji organizacyjnych, czy obu tych czynników jednocześnie.
Radny może mieć rację co do kosztów i nadal nie odpowiadać na podstawowe pytania
Po komisji radny Artur Przystarz opublikował obszerny wpis, w którym wyjaśniał przyczyny wzrostu cen odbioru odpadów.
Przedstawiał dane o rosnących kosztach, instalacjach, systemie kaucyjnym i obowiązkach środowiskowych.
To ważne informacje. Wiele przywołanych przez niego czynników rzeczywiście wpływa na koszty gospodarki odpadami.
Jednocześnie radny krytycznie odnosił się do osób podważających zasadność podwyżek. Pojawiły się określenia „populiści” i „społeczni zbawiciele”.
Ale debata o milionach złotych nie powinna sprowadzać się do oceniania intencji krytyków.
Radny nie jest rzecznikiem urzędu.
Nie musi automatycznie przyjmować każdej przedstawionej kalkulacji jako ostatecznego wyjaśnienia problemu.
Jego rolą jest również zadawanie pytań, domaganie się dokumentów, sprawdzanie prognoz i ocenianie możliwych alternatyw.
To, że urząd prawidłowo obliczył różnicę między prognozowanymi kosztami a wpływami, nie oznacza jeszcze, że prawidłowo oszacował wszystkie możliwości ograniczenia wydatków.
To, że ktoś proponuje oszczędności bez gotowego kosztorysu, nie oznacza, że jego pomysł należy z góry odrzucić.
Można zażądać kalkulacji. Można sprawdzić rozwiązanie. Można wykazać jego nieopłacalność.
To właśnie powinna robić komisja.
W dyskusji o publicznych pieniądzach nie chodzi przecież o to, kto przekonującej broni swojego stanowiska.
Chodzi o to, które stanowisko wytrzymuje konfrontację z dokumentami.
Gmina ma nie tylko problem śmieciowy. Ma problem z przedstawieniem pełnego obrazu
Przywołana prezentacja zawiera wiele przydatnych danych. Przedstawiono koszty jednostkowe, masy poszczególnych frakcji, prognozy i zmiany cen wynikających z umów.
To wartościowy punkt wyjścia.
Ale dobry materiał informacyjny nie jest jeszcze pełnym audytem systemu.
Brakuje w nim kompleksowego wyjaśnienia, jak kontrolowana jest masa odpadów, w jaki sposób weryfikowana jest liczba mieszkańców, jakie są wyniki kontroli deklaracji i ile realnie wpłynęło z należnych opłat.
Nie przedstawiono również całościowego porównania z kosztami podobnych samorządów ani rachunku alternatywnych wariantów organizacji usług.
Możliwe, że urząd posiada część tych analiz.
Jeżeli tak, powinien je pokazać radnym i mieszkańcom.
Bo mieszkańcy mają prawo oczekiwać nie tylko informacji, ile zapłacą, lecz także dowodów, że gmina rzetelnie kontroluje to, za co płaci.
A może problem dotyczy również dochodów gminy?
Rozbieżność między liczbą ludności według GUS, meldunkami i deklaracjami odpadowymi rodzi jeszcze szersze pytanie.
Czy gmina dysponuje dostatecznie aktualną wiedzą o rzeczywistej liczbie i strukturze mieszkańców?
Ma to znaczenie nie tylko dla odbioru śmieci, ale również planowania usług publicznych i dochodów samorządu.
Miejsce faktycznego zamieszkania podatników może wpływać na przypisywanie dochodów z PIT do właściwej gminy.
Nie oznacza to, że 2408 osób różnicy między GUS a deklaracjami generuje konkretną stratę podatkową. Tego nie wiemy.
Nie należy również mylić dochodów z PIT z podatkiem od nieruchomości, który naliczany jest według odmiennych zasad.
Ale gmina rozwijająca się mieszkaniowo powinna umieć zestawić dane demograficzne z liczbą nowych budynków, lokali, deklaracji odpadowych i innych wskaźników służących planowaniu finansów.
Jeżeli przy ustalaniu opłat odpadowych przedstawia się mieszkańcom jedną liczbę, a statystyka publiczna podaje inną, trzeba wyjaśnić różnicę.
Nie po to, aby dowodzić, że ktoś nie płaci.
Po to, aby ustalić, czy samorząd zna rzeczywistą skalę potrzeb i zobowiązań.
Dziesięć pytań, od których radni nie powinni uciekać
Po analizie przedstawionych danych pojawiają się pytania wymagające konkretnych odpowiedzi:
1. Jak gmina niezależnie weryfikuje masę odpadów wskazywaną przez wykonawców i stanowiącą podstawę wystawianych faktur?
2. Ile kontroli rozliczeń wagowych, kart przekazania odpadów i potwierdzeń instalacji przeprowadzono w latach 2024–2026 oraz jakie wykryto rozbieżności?
3. Dlaczego w publicznej argumentacji eksponuje się niemal dwukrotny wzrost odpadów w PSZOK, skoro porównanie dziesięciu wybranych frakcji za osiem miesięcy wykazuje wzrost ich łącznej masy o około 3,14 procent?
4. Jaka część wzrostu wydatków wynika z większej masy odpadów, jaka ze zmiany ich struktury, a jaka z nowych stawek wykonawców?
5. Jak urząd wyjaśnia różnice między liczbą mieszkańców według GUS, ewidencji meldunkowej i deklaracji odpadowych?
6. Jakie faktyczne dodatkowe wpływy przyniosły kontrole deklaracji i ile wynoszą zaległości mieszkańców w opłatach?
7. Ilu wykonawców uczestniczyło w postępowaniach przetargowych, jakie były różnice cenowe między ofertami i czy przeprowadzono analizę możliwych alternatyw organizacyjnych?
8. Czy gmina porównała koszty jednostkowe odbioru i zagospodarowania odpadów z Trzebnicą, Prusicami, Żmigrodem i Wisznią Małą, uwzględniając różnice w zakresie usług?
9. Jakie konkretne oszczędności, z podaniem kwot i terminów, można osiągnąć bez ograniczania ustawowo wymaganych usług?
10. Czy przed głosowaniem nad nową stawką radni otrzymają pełne rozliczenie systemu, a nie wyłącznie prognozę kosztów i wpływów?
To nie są pytania o polityczne sympatie, intencje radnych ani osobiste spory.
To pytania o gospodarowanie publicznymi pieniędzmi.
55 złotych nie jest rozwiązaniem. Jest decyzją o podziale kosztów
Podwyżka do 55 zł miesięcznie może ograniczyć konieczność dopłacania do systemu z innych dochodów gminy.
Ale przy przedstawionych założeniach nadal pozostanie około dwóch milionów złotych niedoboru.
Sama podwyżka nie zmniejszy masy odpadów. Nie obniży ceny ich zagospodarowania. Nie zweryfikuje poprawności ważeń ani nie zwiększy automatycznie skuteczności kontroli deklaracji.
To tylko zwiększenie wpływów.
Może być finansowo uzasadnione. Może być również świadomym kompromisem społecznym, jeżeli gmina zdecyduje się pokrywać część kosztów z innych dochodów.
Ale nie można przedstawiać takiej decyzji jako kompleksowego rozwiązania problemu.
Dopóki nie powstanie program ograniczania kosztów i poprawy efektywności systemu, kolejne podwyżki mogą okazać się jedynie sposobem finansowania jego niezmienionej organizacji.
Najpierw kontrola, potem kolejny rachunek
Mieszkańcy Obornik Śląskich nie oczekują cudów.
Nie można obiecać, że odpady będą odbierane za połowę obecnej ceny. Nie można też twierdzić, że każda droższa umowa oznacza niegospodarność.
Ale od radnych i władz gminy można wymagać znacznie więcej niż powtarzania, że wszystko drożeje.
Można wymagać liczb, dokumentów, porównań i analizy dostępnych rozwiązań.
Można wymagać kontroli wykonawcy, szczegółowego bilansu masy odpadów i rzetelnej weryfikacji liczby osób objętych systemem.
Można wreszcie wymagać, aby rada miejska była miejscem sprawdzania urzędowych założeń, a nie wyłącznie ich publicznego uzasadniania.
Bo jeśli mieszkańcy mają płacić więcej, to powinni przynajmniej wiedzieć, że wcześniej sprawdzono wszystko, co mogłoby sprawić, żeby płacili mniej.
A jeśli takich analiz jeszcze nie wykonano?
To może właśnie od nich należałoby rozpocząć kolejną komisję śmieciową.
Nie od pytania, czy podwyżka ma wynosić cztery, sześć czy dziesięć złotych.
Od pytania, czy gmina wie dokładnie, za co płaci 14 milionów złotych — i czy radni potrafią to niezależnie sprawdzić.
Radio DTR — analiza gospodarki odpadami w gminie Oborniki Śląskie, na podstawie dokumentów samorządowych, obrad komisji, danych statystycznych i dokumentacji zamówień publicznych. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy










