Wisznia Mała – gmina, która w powiecie trzebnickim robi coś niewybaczalnego: rozwija się naprawdę
Są gminy, które lubią krzyczeć o „nowoczesności”, wieszać banery o tym, że „tu nam się podoba”, malować hasła na autobusach, stronach internetowych i przypadkowych płotach. A potem są gminy, które zamiast krzyczeć – pracują. I robią to po cichu, metodycznie, jakby nigdy nie uczestniczyły w powiatowym konkursie na najbardziej krzykliwy PR.
W powiecie trzebnickim takim niepokornym przypadkiem jest Wisznia Mała. Gmina, która – o zgrozo – nie tylko nie krzyczy, ale jeszcze przynosi wyniki. W tegorocznym Rankingu Gmin Dolnego Śląska zgarnęła tytuł lidera powiatu, co w lokalnym ekosystemie jest wydarzeniem dość wstydliwym… dla innych.
Bo nagle okazało się, że można. Że rozwój to nie festyn, nie konferencja prasowa przy pętli autobusowej, nie selfie włodarza na tle kolejnej tablicy informacyjnej.
Rozwój – jak pokazuje Wisznia Mała – to konsekwentne działanie, które robi różnicę w realnym życiu mieszkańców. Proste? A jednak dla wielu – niewykonalne.
Gmina, która nie miała być liderem, a jednak jest
Jeszcze parę lat temu w lokalnej narracji Wisznia Mała była przedstawiana jako gmina „z potencjałem”. To popularna etykietka, którą w samorządach często przykleja się tam, gdzie nie ma się odwagi powiedzieć „nie wiadomo, co z tego będzie”.
A tu niespodzianka – gmina z potencjałem wyrosła na gminę z wynikiem. I to bez orkiestry dętej na wjeździe.
W rankingu liczyło się 25 wskaźników – od ekonomii, przez społeczne sprawy, po środowisko i jakość administracji. Wisznia Mała nie musiała przebierać tych wskaźników jak kart tarota, by zmieniły się w korzystny horoskop. Po prostu wypadła dobrze, bo takie ma parametry.
A w powiecie trzebnickim, w którym niektóre samorządy wolą głośno dopowiadać własny sukces niż cicho nad nim pracować, to już niemal zachowanie prowokacyjne.
Powiat, który niby „chce”, ale właściwie to nie wiadomo czego
Felieton jednak nie byłby felietonem, gdybyśmy nie spojrzeli na tło. A tło powiatu trzebnickiego jest takie, że gdyby zestawić podejście gmin do rozwoju, powstałby obrazek przypominający kierowców na rondzie:
Jedni jadą zdecydowanie i wiedzą dokąd (Wisznia Mała).
Drudzy krążą, bo nie są pewni, w którą stronę prowadzi ich własna strategia.
Jeszcze inni wjeżdżają z nadzieją, że cokolwiek się wydarzy, byle wyglądało dobrze na plakacie.
W niektórych gminach hasła promocyjne zaczęły żyć własnym życiem: „Tu nam się podoba”, „Tu się dobrze żyje”, „Gmina z przyszłością” – słyszeliśmy to wszyscy. Z takim rozmachem, że człowiek mógłby pomyśleć, iż samo powtarzanie sloganu sprawi, że demografia, edukacja i inwestycje zaczną biec jak w reklamie banku.
Problem w tym, że wskaźniki statystyczne – te okrutne, bezlitosne liczby – nie reagują na PR. One reagują na pracę.
I właśnie dlatego Wisznia Mała świeci jak latarnia na morzu dobrych chęci i niedokończonych remontów.
Co tak naprawdę robi Wisznia Mała?
Najbardziej kłopotliwe dla innych jest to, że Wisznia Mała rozwija się… normalnie. Bez ekstrawagancji. Bez wodotrysków. Bez opowiadania, że każda nowa ławka to „wyraz naszej troski o mieszkańców”.
Wskaźniki pokazują, że:
inwestuje proporcjonalnie i rozsądnie,
potrafi pozyskiwać środki,
dba o równowagę między rozwojem a komfortem mieszkańców,
myśli o edukacji i usługach,
ma stabilną demografię,
i co najważniejsze – nie wypala swojego wizerunku wizerunkiem.
Nie ma nic bardziej prowokacyjnego w samorządach niż… skuteczność.
A u innych? „Kiedyś też tak będziemy!”
W niektórych gminach powiatu deklaracje są głośniejsze niż fakty. To jak w domu, gdzie ktoś od pięciu lat mówi, że „zrobi ten remont łazienki jak tylko będzie chwila”.
Jedni od lat specjalizują się w autopromocji.
Inni wymyślają hasła wysokie jak banery, którymi obwiesili każdą drogę powiatową.
Jeszcze inni robią wszystko, by mieszkańcy uwierzyli, że „coś się ruszyło”, choć ruszyły się jedynie opisy pod postami na Facebooku urzędu.
Na tle tego wszystkiego Wisznia Mała po prostu pracowała. Bez fanfar.
I dlatego dziś jest liderem.
Wisznia Mała jako wyrzut sumienia powiatu
Bo to właśnie ta gmina – nie największa, nie najbogatsza, nie najgłośniejsza – pokazuje, że:
można być konsekwentnym,
można planować i realizować,
można rozwijać się, nie wchodząc w konflikty z rzeczywistością,
i można udowodnić, że rozwój jest możliwy poza kamerami.
To, szczerze mówiąc, dla niektórych sąsiadów nie jest łatwe do przełknięcia.
Bo jeśli jedna gmina potrafi, to znaczy, że brak rozwoju w innych nie jest „winą losu”, lecz brakiem skuteczności.
Wisznia Mała – tego się w tym powiecie nie zapomina.
