Przejdź do treści
wtorek 3 listopada 2026
Imieniny: Bogumił, Cezary, Chwalisław, Hubert, Sylwia
2 listopada 2026 r.Z regionuAnaliza samorządowa

Skarbnik oceniała błędy w publikacjach, których — jak sama przyznała — nie czytała. Radny domagał się przeprosin od bliżej nieokreślonych stron i profili internetowych. Sekretarz przedstawiała wyniki kontroli RIO jako satysfakcjonujące, choć Izba stwierdziła naruszenia przepisów. Radna mówiła o oburzeniu, a następnie deklarowała niemal stuprocentowe zaufanie do skarbnik. Wszystko to wydarzyło się podczas sesji Rady Miejskiej w Wołowie, kiedy część radnych dopiero domagała się przekazania dokumentu pokontrolnego. Co naprawdę zostało ustalone, co było interpretacją, a czego uczestnicy dyskusji nie potrafili wskazać?

Zaczęło się od kontroli. Skończyło na ocenianiu mediów

29 października 2026 roku, podczas XXXII sesji Rady Miejskiej w Wołowie, rozmawiano o wynikach kompleksowej kontroli gospodarki finansowej gminy przeprowadzonej przez Regionalną Izbę Obrachunkową we Wrocławiu.

Kontrola trwała od 1 lipca do 27 sierpnia. Protokół podpisano 27 sierpnia. Wystąpienie pokontrolne sporządzono 22 października, a cztery dni później udostępniono w Biuletynie Informacji Publicznej RIO.

Reklama

Z dokumentu wynikało, że kontrolerzy stwierdzili nieprawidłowości dotyczące sprawozdawczości budżetowej, kontrasygnowania umów, zamówień publicznych, ochrony zabytków oraz gospodarowania nieruchomościami.

To powinno stanowić punkt wyjścia do rozmowy o przyczynach uchybień, odpowiedzialności za ich powstanie i działaniach zapobiegających podobnym sytuacjom w przyszłości.

Tymczasem znaczna część dyskusji przeniosła się na publikacje internetowe.

Pojawiły się „szydercze fotki”, sugestie o dezinformowaniu mieszkańców, zarzuty wyrywania informacji z kontekstu oraz uwagi o wykorzystaniu sztucznej inteligencji.

Interesujące jest nie tylko to, co mówiono o mediach. Jeszcze ważniejsze okazuje się to, na jakiej podstawie formułowano te oceny.

Pięć uwag, z których można być zadowolonym?

Wyniki kontroli przedstawiała sekretarz gminy Anna Brodziak-Cisak.

Podkreślała dobrą współpracę urzędu z kontrolerami, sprawne przygotowanie dokumentacji i brak konieczności przedłużania kontroli mimo okresu urlopowego.

Mówiła również o wynikach:

„[…] te wyniki rzeczywiście są bardzo satysfakcjonujące i cały zespół stanął na wysokości zadania”.

Następnie zwróciła uwagę na „tylko pięć uwag” ze strony Regionalnej Izby Obrachunkowej.

W tych sformułowaniach zawiera się pierwszy ważny mechanizm komunikacyjny.

Kontrolę można opisać jako sprawnie przeprowadzoną, a współpracę pracowników z inspektorami jako bardzo dobrą. RIO rzeczywiście pozytywnie oceniła gotowość urzędników do współpracy.

Nie jest to jednak to samo, co pozytywna ocena prawidłowości wszystkich skontrolowanych działań.

Wystąpienie RIO zawiera bowiem konkretne stwierdzenia o naruszeniu przepisów.

Przykładowo dwa plany zamówień publicznych, dotyczące lat 2023 i 2026, opublikowano po ustawowych terminach. Roczne sprawozdania o zamówieniach za lata 2024 i 2025 również przekazano nieterminowo. Ogłoszenie o wykonaniu umowy dotyczącej odbioru odpadów komunalnych i prowadzenia PSZOK-u zamieszczono 489 dni po jej wykonaniu.

W latach 2023–2026 nie sporządzono również wymaganego czteroletniego gminnego programu opieki nad zabytkami.

Pięć wniosków pokontrolnych nie oznacza więc pięciu pojedynczych, odizolowanych pomyłek. Poszczególne wnioski obejmują różne naruszenia, a niektóre dotyczą obowiązków realizowanych w kilku kolejnych latach.

Słowo „tylko” może zmieniać odbiór takich informacji.

Nie usuwa jednak treści ustaleń kontrolerów.

W tym miejscu warto postawić pytanie: czy przedstawienie przez media wszystkich naruszeń wymienionych przez RIO oznacza wyrywanie informacji z kontekstu, czy raczej wykonywanie podstawowego obowiązku informacyjnego?

Odpowiedź zależy od tego, co rzeczywiście napisano w konkretnym artykule. Tego nie da się rozstrzygnąć samym zapewnieniem, że wynik kontroli był satysfakcjonujący.

 

Fragment sesji z dyskusji o raporcie i wystąpieniu pokontrolnym RIO

Kontrasygnaty zabrakło, ale pieniądze były w budżecie

Sekretarz odniosła się także do dwóch umów szkoleniowych zawartych 8 stycznia 2025 roku. Każda opiewała na 5500 zł.

RIO stwierdziła, że nie zostały opatrzone kontrasygnatą skarbnika lub upoważnionej osoby.

W odpowiedzi podczas sesji padło wyjaśnienie, że środki na realizację tych zadań zabezpieczono w budżecie i nie doszło do przekroczenia planowanych wydatków.

To może być prawdziwa i istotna informacja.

Nie odpowiada jednak na zasadnicze ustalenie Izby.

RIO nie zarzuciła w tym punkcie przekroczenia planu wydatków, lecz brak wymaganej prawem kontrasygnaty.

Mamy zatem odpowiedź dotyczącą innego problemu niż ten, który został opisany przez kontrolerów.

Podobnie jest z opóźnieniami w zamówieniach publicznych. Podkreślanie, że zastrzeżenia dotyczyły terminów, nie usuwa faktu, że przestrzeganie tych terminów stanowiło obowiązek ustawowy.

Można wyjaśniać przyczyny naruszenia. Można wskazywać okoliczności łagodzące jego ocenę. Nie należy jednak mylić wyjaśnienia z podważeniem ustalenia RIO.

Skarbnik wie, że media popełniły błędy. Ale nie wie, kto co opublikował

Najbardziej zastanawiająca część dyskusji rozpoczyna się wraz z wypowiedzią skarbnik Anny Zawadzkiej.

Skarbnik mówi o błędach w publikacjach internetowych, sposobie wykorzystywania sztucznej inteligencji, przerabianiu wizerunków osób sprawujących funkcje publiczne i analizowaniu fragmentów dokumentów bez odpowiedniego kontekstu.

Stwierdza, że publikujący „niewątpliwie popełnili błąd, a nawet parę błędów”.

Można byłoby oczekiwać, że za tak stanowczą oceną pójdzie przedstawienie konkretnego materiału, autora, fragmentu tekstu lub grafiki, która wprowadza odbiorców w błąd.

Tymczasem później skarbnik mówi:

„Ja ich nie czytam. Od razu powiem Państwu, że nie wiem, kto publikował, co publikował, natomiast doszły do mnie print screeny […]”.

I tu pojawia się zasadnicze pytanie.

Jak można kategorycznie oceniać nierzetelność publikacji, jeżeli nie wiadomo, kto je przygotował i nie zapoznano się z ich pełną treścią?

Nie oznacza to, że zrzuty ekranu nie mogły zawierać błędów. Mogły przedstawiać materiał nieprawdziwy, zmanipulowany albo obraźliwy.

Jednak zrzut ekranu nie zawsze jest wiernym odpowiednikiem całej publikacji.

Może zawierać fragment artykułu, jego tytuł, cudzy komentarz, grafikę dodaną podczas udostępniania albo treść przerobioną przez kolejną osobę.

Bez identyfikacji źródła nie sposób ustalić, kto jest odpowiedzialny za konkretny przekaz.

Skarbnik poszła jeszcze dalej.

„Ja bym wycofała tą analizę” — stwierdziła.

Którą analizę?

Kto ją napisał?

Jaki fragment zawierał nieprawdę?

Jakie ustalenie RIO zostało w niej zniekształcone?

Na te pytania podczas dyskusji nie padła jednoznaczna odpowiedź.

Powstała więc sytuacja osobliwa: publicznie zasugerowano wycofanie bliżej nieokreślonego materiału, nie przedstawiając radnym ani mieszkańcom treści, na podstawie której można byłoby ocenić zasadność tego postulatu.

To nie dowodzi świadomej manipulacji ze strony skarbnik. Pokazuje jednak istotną różnicę między stanowczością oceny a udokumentowaniem jej podstaw.

Media mają czytać cały protokół. A co przeczytali radni?

Anna Zawadzka podkreślała, że pełny protokół kontroli przedstawia znacznie szerszy obraz działalności urzędu niż wystąpienie pokontrolne.

Wymieniała kontrolę zadłużenia i emisji obligacji na przestrzeni piętnastu lat, sprawozdawczość finansową, rachunkowość, egzekucję należności i inne obszary gospodarki finansowej.

Zachęcała zainteresowane media do pozyskania pełnego protokołu.

Jest to argument, którego nie należy lekceważyć.

Pełny protokół rzeczywiście pozwala poznać zakres przeprowadzonych czynności, dokumentację badaną przez inspektorów i szersze okoliczności ustaleń.

Nie oznacza to jednak, że dziennikarz nie może analizować oficjalnego wystąpienia pokontrolnego opublikowanego przez samą Regionalną Izbę Obrachunkową.

Wystąpienie nie jest przypadkowym wycinkiem dokumentacji. Jest urzędowym dokumentem sporządzonym po zakończeniu kontroli, zawierającym ustalenia nieprawidłowości oraz wnioski dotyczące ich usunięcia.

W przypadku Wołowa kontrolerzy opisali je, wskazali naruszone przepisy i sformułowali zalecenia.

Jeżeli skarbnik uważa, że pełny protokół zawiera informacje zasadniczo zmieniające interpretację konkretnych ustaleń, warto je wskazać i udostępnić.

Tymczasem podczas sesji wystąpił jeszcze inny problem.

Część radnych nie otrzymała wcześniej samego wystąpienia pokontrolnego w materiałach sesyjnych.

Powstaje zatem paradoks: od mediów oczekuje się lektury pełnego protokołu, podczas gdy radni upominają się o możliwość spokojnego przeczytania dokumentu, którego wyniki są właśnie omawiane.

Radny chce dokumentu, ale równocześnie przeprosin od internetowych profili

Paweł Czarny kilkakrotnie zwracał uwagę, że radni powinni otrzymać dokument źródłowy.

Jego stanowisko było w tym zakresie konsekwentne.

Zaznaczał, że radni potrafią czytać i nie powinni być zdani wyłącznie na urzędowe streszczenie. Pytał, dlaczego przewodniczący nie przekazał im wystąpienia RIO.

Równocześnie radny krytykował publikacje internetowe.

Mówił o stronach i profilach, które zamieszczały „szydercze fotki”, przedstawiając burmistrza, radnych i urząd w niekorzystnym świetle.

Oczekiwał, że autorzy takich materiałów zostaną poinformowani i najlepiej przeproszą.

Problem polega na tym, że nie wskazał konkretnego profilu, publikacji ani autora.

Nie przedstawił także fragmentu, który można byłoby zestawić z dokumentem RIO i uznać za nieprawdziwy.

W pewnym momencie wspomniał o portalu spoza powiatu.

Samo pochodzenie redakcji nie ma jednak znaczenia dla prawdziwości publikowanych informacji.

Regionalna Izba Obrachunkowa jest instytucją publiczną, a jej dokumenty mogą analizować zarówno dziennikarze lokalni, jak i regionalni czy ogólnopolscy.

Informacja o działalności samorządu nie staje się mniej prawdziwa dlatego, że podała ją redakcja mająca siedzibę za granicą powiatu.

Co ważne, wypowiedzi radnego nie można sprowadzać do krytyki mediów. Domagał się on również informacji umożliwiających wykonywanie mandatu i samodzielną ocenę ustaleń kontrolerów.

Ten element jego stanowiska jest istotny, nawet jeśli jego oczekiwanie przeprosin od niezidentyfikowanych autorów pozostaje problematyczne.

Sekretarz chce linku. I właśnie tego brakowało w całej dyskusji

Na wypowiedź radnego zareagowała sekretarz gminy.

Zauważyła, że urząd nie jest „policją facebookową”, i poprosiła o przekazanie odnośnika do materiału uznanego za obraźliwy. Zapowiedziała możliwość jego weryfikacji.

To jedna z ważniejszych wypowiedzi całej dyskusji.

W istocie pokazuje ona, czego zabrakło przy formułowaniu zarzutów wobec mediów: konkretnego źródła.

Dopiero po wskazaniu publikacji można sprawdzić jej autora, zawartość, sposób przedstawienia faktów i ewentualne naruszenie praw osób, których dotyczy.

Jednocześnie sekretarz mówiła o wcześniejszych atakach na radę i urząd oraz o nierównej walce z wielką korporacją, jaką jest Meta.

To już jednak inny problem.

Trudności w moderowaniu treści na Facebooku nie wyjaśniają, czy konkretna publikacja dotycząca RIO była prawdziwa.

Nie rozstrzygają też, kto ją opublikował.

W konsekwencji w jednej debacie znalazły się obok siebie: urzędowe ustalenia RIO, media informacyjne, profile społecznościowe, cudze komentarze i zarzuty naruszania wizerunku.

Bez rozdzielenia tych kategorii łatwo przypisać odpowiedzialność za cudzą wypowiedź niewłaściwemu autorowi.

AI jako argument przeciwko publikacjom

Skarbnik poświęciła część wystąpienia regulacjom dotyczącym sztucznej inteligencji.

Wskazywała na konieczność odpowiedniego oznaczania przetworzonych materiałów, publikowania wizerunków oraz korzystania z AI przy analizowaniu dokumentów.

Problem ten zasługuje na poważne potraktowanie.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w dziennikarstwie nie zwalnia autora z odpowiedzialności za prawdziwość informacji. Fotomontaż przedstawiający osobę publiczną może w określonych okolicznościach wprowadzać odbiorców w błąd. Podobnie automatycznie wygenerowane streszczenie dokumentu może zawierać nieścisłości.

Nie wynika z tego jednak, że każda analiza wspomagana AI jest nierzetelna albo że każda grafika wykorzystująca technologie generatywne narusza prawo.

Unijny AI Act przewiduje określone obowiązki przejrzystości, w szczególności dotyczące syntetycznych treści i deepfake’ów. Nie ustanawia natomiast ogólnego obowiązku oznaczania każdego dziennikarskiego tekstu, przy którego przygotowaniu korzystano z narzędzi AI.

Reklama

Znaczenie mają rodzaj materiału, sposób wykorzystania technologii, nadzór redakcyjny i ryzyko wprowadzenia odbiorcy w błąd.

Tymczasem podczas sesji nie wskazano konkretnego materiału, którego nieprawidłowość miałaby wynikać z naruszenia tych przepisów.

Nie wiadomo też, czy dyskutowano o grafice przygotowanej przez redakcję, czy o materiale opublikowanym samodzielnie przez użytkownika Facebooka.

Z samego wyglądu tekstu na zrzucie ekranu nie można wiarygodnie ustalić, że został wygenerowany przez AI.

Co więcej, nawet prawidłowe rozpoznanie wykorzystania sztucznej inteligencji nie przesądza o prawdziwości ani fałszywości przedstawionych informacji.

O tym rozstrzygają źródła i fakty.

A źródłem opisywanych nieprawidłowości było wystąpienie Regionalnej Izby Obrachunkowej.

Dokument był publiczny. Dlaczego radni nie mogli dostać go mailem?

Osobny spór wywołała kwestia przekazania radnym dokumentów.

Sekretarz tłumaczyła, że wystąpienie pokontrolne trafiło do burmistrza, a termin jego otrzymania przypadał po standardowym terminie wysyłania materiałów sesyjnych.

Skarbnik przypomniała, że radni otrzymują materiały siedem dni przed sesją.

Wyjaśnia to, dlaczego dokument nie został dołączony do pierwotnego pakietu.

Nie wyjaśnia jednak, dlaczego nie przekazano go później.

Na tę różnicę zwracał uwagę Paweł Czarny.

Argumentował, że ważne pismo można było dosłać elektronicznie nawet dzień lub dwa przed posiedzeniem, podobnie jak przekazuje się inne uzupełnienia materiałów.

Jest to racjonalne pytanie dotyczące organizacji pracy rady.

Wystąpienie RIO zostało opublikowane w BIP 26 października. Sesja odbyła się 29 października.

Między tymi datami istniała możliwość zapoznania się z publicznym dokumentem.

Czy został on w tym czasie formalnie doręczony przewodniczącemu rady? Tę kwestię należy ustalić na podstawie potwierdzenia doręczenia.

Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół: na końcu wystąpienia RIO przewodniczący Jan Tomków został wymieniony jako adresat kopii „do wiadomości”.

Nie jest to dowód, że pismo faktycznie otrzymał w określonym dniu. Pokazuje jednak, że RIO przewidziała poinformowanie go o ustaleniach.

Podczas sesji doszło ponadto do wymiany zdań, w której sekretarz zarzuciła radnemu przekazywanie nieprawdziwych informacji.

Radny odpowiedział, że jego zasadnicze twierdzenie było prawdziwe: wystąpienia pokontrolnego nie było w materiałach, które radni otrzymali.

To kolejny przykład sytuacji, w której uczestnicy dyskusji odpowiadali na nieco inne kwestie.

Jedno pytanie dotyczyło tego, czy RIO miała obowiązek przekazać dokument przewodniczącemu.

Drugie — czy rada mogła otrzymać jego kopię od urzędu przed posiedzeniem.

Nie są to pytania tożsame.

Radna przeczytała dokument. Ale czy czytała również krytykowany artykuł?

Do dyskusji dołączyła radna Emilia Świątek.

Stanęła w obronie Pawła Czarnego, wskazując, że w polemice wystąpiło przeciwko niemu kilka osób.

Następnie opisała własne oburzenie publikacją dotyczącą RIO, którą zobaczyła w mediach społecznościowych.

Jak relacjonowała, sposób przedstawienia sprawy mógł wywoływać wrażenie, że urzędnikom i radnym przypisuje się bardzo poważne przestępstwa.

Zaznaczyła również, że zapoznała się z dokumentem pokontrolnym, po czym jej początkowe oburzenie ustąpiło.

Na zakończenie zadeklarowała, że wierzy skarbnik na „99,9%”.

Nie ma powodu kwestionować tego, że radna rzeczywiście analizowała dokument RIO.

Nie wynika jednak z jej wypowiedzi jednoznacznie, czy przeczytała cały artykuł, który wzbudził jej emocje, czy widziała jedynie jego fragment lub udostępnienie.

To rozróżnienie jest kluczowe.

Można przeczytać wystąpienie RIO i trafnie ustalić, że nie opisuje ono przestępstw. Nie oznacza to automatycznie, że autor publikacji dotyczącej kontroli takie przestępstwa komukolwiek zarzucał.

Nie można też utożsamiać krytyki gospodarki finansowej urzędu z oskarżeniem wszystkich radnych o osobiste naruszenia prawa.

Radna miała prawo negatywnie ocenić formę publikacji. Jednak o jej nierzetelności można rozstrzygać dopiero po wskazaniu konkretnego tekstu lub grafiki.

A tego podczas dyskusji zabrakło.

Pytanie, którego podczas sesji właściwie nie rozstrzygnięto

W tle wymiany zdań pozostawał dokument RIO.

Kontrolerzy wskazali zawyżenie o 326 610,88 zł skutków obniżenia górnych stawek podatku od środków transportowych w sprawozdaniach za 2025 rok. Sprawozdania skorygowano podczas kontroli.

Ta kwota nie stanowi ustalonej straty finansowej gminy ani dowodu, że pieniądze zniknęły z budżetu.

Wystąpienie opisuje również dwa przypadki braku wymaganej kontrasygnaty, nieterminowe wykonywanie obowiązków z zakresu zamówień publicznych, brak programu opieki nad zabytkami i nieprawidłowości w wykazach nieruchomości przeznaczonych do dzierżawy.

RIO nie stwierdziła w tym dokumencie korupcji ani popełnienia przestępstwa.

Wskazała natomiast, że odpowiedzialność za nieprawidłowości ponoszą burmistrz, skarbnik i właściwi pracownicy, stosownie do przepisów i zakresów ich czynności.

Nie jest to przypisanie indywidualnej winy karnej. Jest to wskazanie odpowiedzialności za funkcjonowanie kontrolowanych obszarów administracji.

I właśnie dlatego potrzebna jest debata nad nadzorem.

Nie wystarczy powiedzieć, że błędów było mniej niż przy poprzednich kontrolach.

Trzeba jeszcze odpowiedzieć, dlaczego wystąpiły, kto miał im zapobiegać, czy działały wewnętrzne mechanizmy kontroli oraz co zostanie zmienione.

Co szczególnie ważne, pełny protokół kontroli podpisano już 27 sierpnia. Jego egzemplarz pozostawiono w urzędzie.

Oznacza to, że przynajmniej część ustaleń była znana kontrolowanej jednostce znacznie wcześniej niż październikowa publikacja wystąpienia.

Warto zatem zapytać, jakie działania podjęto między końcem sierpnia a sesją 29 października.

Co naprawdę opublikowało Radio DTR, a co dopisali użytkownicy Facebooka?

Artykuł Radia DTR z 28 października opierał się na publicznym wystąpieniu pokontrolnym RIO.

Redakcja wskazała w nim, że nieprawidłowości nie dowodzą istnienia układu korupcyjnego. Oddzieliła błędy sprawozdawcze od rzeczywistych strat i postawiła pytania o skuteczność nadzoru.

To pytania uzasadnione treścią dokumentu.

Nie oznacza to, że każda ocena czy każda grafika publikowana w internecie na temat kontroli musi być trafna.

Trzeba jednak odróżniać oryginalny artykuł od jego późniejszego rozpowszechniania.

Użytkownik Facebooka może udostępnić tekst, dopisać własny komentarz, dodać grafikę lub opublikować fragment wyrwany z większej całości.

Odpowiedzialność za taką samodzielną wypowiedź nie przechodzi automatycznie na autora artykułu.

Podczas sesji nie wskazano jednoznacznie, które zarzuty dotyczą materiałów redakcyjnych, a które wpisów i komentarzy innych użytkowników.

Nie wiadomo też, czy wszystkie omawiane ilustracje pochodziły od tego samego autora.

Dlatego nie ma podstaw, by wszystkie negatywne wypowiedzi o internetowych publikacjach odnosić do Radia DTR.

Jednocześnie redakcja odpowiada za własne teksty i materiały graficzne. Jeżeli ktoś potrafi wskazać w nich konkretną nieprawdę, błędne ustalenie albo obraz wprowadzający odbiorców w błąd, zarzut taki powinien zostać rzetelnie zbadany.

Tego wymaga odpowiedzialne dziennikarstwo.

I dokładnie takiego samego standardu należy oczekiwać od osób publicznych, które zarzucają mediom nierzetelność.

Kto więc naprawdę deformował obraz kontroli?

Na podstawie dostępnych dokumentów nie można przypisać wszystkim uczestnikom sesji świadomego zamiaru manipulowania mieszkańcami.

Można natomiast pokazać konkretne mechanizmy, które utrudniały odbiorcom uzyskanie pełnego obrazu wydarzeń.

Urzędowe wyjaśnienia akcentowały niewielką liczbę zaleceń, sprawny przebieg kontroli i brak zastrzeżeń w innych obszarach. Są to okoliczności istotne, ale niewystarczające do oceny znaczenia stwierdzonych naruszeń.

Zarzuty wobec mediów dotyczyły rzekomego wyrywania informacji z kontekstu i wykorzystania AI, lecz nie poparto ich podczas dyskusji identyfikacją konkretnych publikacji.

Radni odnosili się do materiałów internetowych, podczas gdy część z nich domagała się dopiero przekazania urzędowego wystąpienia RIO.

Pojawiały się również oceny emocjonalne i deklaracje osobistego zaufania, które nie zastępują weryfikacji dokumentów.

Nie oznacza to, że przedstawiciele samorządu nie mogli mieć racji w krytyce określonych materiałów.

Oznacza, że podczas sesji tej racji nie wykazano w sposób pozwalający mieszkańcom samodzielnie ocenić zarzuty.

To istotna różnica.

A co z prawem do krytyki?

Osoby sprawujące funkcje publiczne mają prawo bronić swojego dobrego imienia, wyjaśniać błędy i domagać się sprostowania nieprawdziwych informacji.

Media również nie są zwolnione z obowiązku rzetelności.

Jednak publiczna krytyka powinna opierać się na możliwych do sprawdzenia faktach.

Jeżeli zarzuca się dziennikarzowi dezinformację, warto wskazać, która informacja jest fałszywa.

Jeżeli mówi się o wyrywaniu dokumentu z kontekstu, należy wyjaśnić, jaki istotny fragment pominięto.

Jeżeli pojawia się zarzut nielegalnego wykorzystania AI, trzeba wskazać konkretny materiał i przepis, który miał zostać naruszony.

A jeśli oczekuje się przeprosin, należałoby określić, kto miałby przepraszać i za co.

Bez tego debata zaczyna przypominać wymianę ocen, w której sama stanowczość wypowiedzi ma zastępować dowody.

Prawdziwy problem Wołowa nie kończy się na pięciu zaleceniach RIO

Po sesji pozostały pytania wykraczające poza samą kontrolę.

Dlaczego w kolejnych latach nie dotrzymywano ustawowych terminów związanych z zamówieniami publicznymi? Dlaczego nie sporządzono wymaganego programu opieki nad zabytkami? Jak działał nadzór nad kontrasygnowaniem umów i sprawozdawczością? Co zrobiono po podpisaniu protokołu kontroli 27 sierpnia?

Dlaczego radni nie otrzymali wystąpienia pokontrolnego przed dyskusją, choć dokument był już publicznie dostępny? I wreszcie — które konkretnie publikacje internetowe uznano podczas sesji za nieprawdziwe?

Na te pytania można odpowiedzieć dokumentami.

Nie potrzeba do tego emocjonalnych ocen ani wzajemnych oskarżeń.

Regionalna Izba Obrachunkowa nie prowadzi kontroli po to, aby samorząd mógł porównywać liczbę swoich uchybień z poprzednimi kontrolami i ogłaszać satysfakcję z wyniku.

Celem wniosków pokontrolnych jest usunięcie stwierdzonych nieprawidłowości i zapobieganie ich ponownemu występowaniu.

Z kolei rolą rady jest sprawowanie kontroli nad działalnością burmistrza i administracji, a rolą mediów — dostarczanie mieszkańcom informacji oraz zadawanie pytań, również niewygodnych.

Nie są to funkcje konkurencyjne.

Powinny się uzupełniać.

Najbardziej wymownym obrazem sesji z 29 października pozostaje więc nie sama krytyka mediów, lecz sytuacja, w której domagano się przeprosin za nieokreślone publikacje, podczas gdy radni upominali się o dokument pozwalający ocenić ustalenia RIO.

Można nie zgadzać się z dziennikarską interpretacją kontroli. Można polemizować z tytułem, ilustracją i wnioskami autora.

Ale jeżeli zarzuca się komuś deformowanie rzeczywistości, najpierw należy przedstawić tę rzeczywistość w sposób kompletny, precyzyjny i możliwy do sprawdzenia.

Inaczej dyskusja o tym, kto manipuluje informacjami, sama staje się przykładem problemu, który miała wyjaśnić.

A ustalenia RIO, niezależnie od ocen mediów, nadal wymagają wykonania.


Nota redakcyjna

Artykuł opracowano na podstawie transkrypcji fragmentu XXXII sesji Rady Miejskiej w Wołowie z 29 października 2026 roku, wystąpienia pokontrolnego Regionalnej Izby Obrachunkowej z 22 października 2026 roku oraz wcześniejszych publikacji dotyczących kontroli.

Wypowiedzi uczestników sesji poddano analizie pod względem ich treści, spójności argumentacji i zgodności z dostępnymi dokumentami. Oceny redakcyjne oddzielono od ustaleń organu kontrolnego. Pełny protokół kontroli, podpisany 27 sierpnia, stanowi odrębny dokument i nie został przedstawiony w tym opracowaniu jako zweryfikowane źródło.

Redakcja nie przypisuje uczestnikom sesji nieudowodnionych zamiarów ani nie utożsamia publikacji Radia DTR z samodzielnymi komentarzami i materiałami osób trzecich.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *