Wraca to, co odwołane. I wraca mocniej

jary ponownie to samo

W lokalnych wspólnotach pamięć bywa krótka, ale konflikty – długowieczne. Czasem wręcz odporne na czas, wybory i zmiany nazwisk. Zwłaszcza wtedy, gdy pod pozorem „nowego otwarcia” wracają stare schematy. W tej samej formie. Albo nawet wzmocnione.

Bo nie oszukujmy się: eskalacja konfliktu w Jarach nie wzięła się z próżni ani z nagłej próżni decyzyjnej. Była skutkiem nadgorliwych działań podejmowanych „od środka”, bez społecznej zgody, bez mandatu, bez empatii dla sąsiedzkich relacji. Działań, które – zamiast gasić napięcia – dolewały do nich paliwa. I to za cichym przyzwoleniem osoby pełniącej wówczas funkcję sołtysa.

Dziś ten sam język wraca. Język strachu, chaosu, zagrożeń i „ostatniego momentu na ratunek”. Problem w tym, że ten język jest najlepszym dowodem na to, że lepiej nie będzie. Bo kto buduje swoją narrację na konflikcie, ten nie potrafi go zakończyć. On potrafi go tylko przenieść na wyższy poziom.

Reklama

Chaos, którego nie było

Opowieść o „wsi bez gospodarza” brzmi dramatycznie, ale jest zwyczajnie nieprawdziwa. Prawo jest w tej sprawie jasne: w czasie braku sołtysa jego obowiązki przejmuje burmistrz gminy. Odpowiedzialność administracyjna nie znika, nie zawiesza się w próżni, nie rozpływa się w błocie na drodze.

Tworzenie wrażenia, że bez konkretnej osoby wszystko się wali, jest nie tylko manipulacją – jest także niezrozumieniem roli sołtysa. A może właśnie przeciwnie: bardzo dobrze rozumianą próbą nadania tej funkcji cech, których mieć nie powinna.

Sołtys to nie władza. To służba

Sołtys nie jest lokalnym naczelnikiem. Nie jest komendantem porządku ani zarządcą konfliktów „z pozycji siły”. To funkcja usłużna, pośrednicząca, oparta na rozmowie, zaufaniu i zgodzie mieszkańców. Tam, gdzie pojawia się presja, zastraszanie, agresywny język i działanie „wbrew”, tam sołectwo przestaje być wspólnotą, a zaczyna być polem bitwy.

I właśnie dlatego tak niepokojące jest to, że wraca narracja znana z przeszłości – tylko mocniej, ostrzej, bardziej emocjonalnie. Jakby ktoś uznał, że skoro wcześniej się nie udało, to teraz trzeba przycisnąć jeszcze bardziej.

Historia lubi wracać. Pytanie: czy wyciągamy wnioski?

Odwołanie sołtysa to nie był kaprys ani chwilowa burza. To był sygnał. Ostrzeżenie. Moment, w którym wspólnota powiedziała: „dość”. Próba powrotu tych samych mechanizmów – nawet pod innym szyldem – rodzi uzasadnione pytanie, czy ktoś naprawdę chce zmiany, czy tylko rewanżu.

Bo jeśli wraca to, co zostało odwołane,
jeśli wraca ten sam sposób myślenia,
ten sam konfliktowy temperament,
ta sama logika działania „bo wiem lepiej” –
to nie jest nowy rozdział.

To jest kontynuacja.
I to w wersji wzmocnionej.

A wspólnota, która raz już zapłaciła za eskalację, ma pełne prawo powiedzieć: nie chcemy powtórki z rozrywki. Zwłaszcza takiej, w której rozrywka była tylko dla nielicznych, a rachunek wystawiono wszystkim.

Autor: Rafał Chwaliński

Źródło informacji. Post kandydata na sołtysa Jar, zamieszczony na Facebooku

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry