Przejdź do treści
piątek 23 października 2026
22/10/2026Autor

Burmistrz Mieroszowa chce uchylenia decyzji powierzającej mu pieczę nad zwierzętami. Prokuratura zapowiada rozliczanie uzasadnionych kosztów, ale nie przejmuje finansowania całego ogrodu. Inspekcja Weterynaryjna domaga się wyjaśnienia podziału kompetencji, a Marta Zając-Ossowska alarmuje o niepewności finansowej i organizacyjnej. Dziewięć dni po rozpoczęciu interwencji w ZOO Łączna coraz wyraźniej widać, że zabezpieczenie zwierząt było tylko początkiem znacznie trudniejszego zadania: zapewnienia im codziennej opieki, personelu i pieniędzy. Czy państwo przygotowało się również na tę część operacji?

Zwierzęta nie żyją z komunikatów prasowych

13 października 2026 roku rozpoczęła się interwencja policji i prokuratury w prywatnym ogrodzie zoologicznym w Łącznej, w gminie Mieroszów.

Śledczy przedstawili pięciu osobom zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami. Biegli wskazali na poważne nieprawidłowości związane z warunkami utrzymywania części zwierząt. Rozpoczęto ich relokację. Ostatecznie wywieziono 33 osobniki.

Operacji towarzyszyły protesty, wycofywanie się części organizacji społecznych, wzajemne oskarżenia oraz spór o sposób sprawowania opieki.

16 października osiągnięto porozumienie umożliwiające powrót dotychczasowych pracowników, którzy nie są podejrzanymi w śledztwie.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Wydawało się, że najbardziej dramatyczny etap kryzysu dobiegł końca.

Jednak kilka dni później ujawnił się problem, którego nie da się rozwiązać samym porozumieniem.

Kto ma codziennie płacić za utrzymanie setek zwierząt, skoro część z nich została zabezpieczona na potrzeby postępowania karnego, właściciel nadal prowadzi prywatne przedsiębiorstwo, a pieczę powierzono burmistrzowi?

Zwierzęta potrzebują pożywienia, ogrzewania, leków i opieki niezależnie od tego, czy urzędy zakończyły uzgadnianie swoich kompetencji.

Nie mogą czekać na interpretację przepisów ani na rozpatrzenie kolejnego pisma.

Właśnie dlatego obecny etap sprawy ZOO Łączna jest tak ważny. Pozwala ocenić nie tylko zasadność samej interwencji, ale również zdolność instytucji państwowych do zarządzania jej skutkami.

Burmistrz dostał zwierzęta pod opiekę. Ale czy dostał pieniądze?

Po porozumieniu zawartym 16 października prokuratura powierzyła zwierzęta pozostające w Łącznej burmistrzowi Mieroszowa Andrzejowi Lipińskiemu jako osobie godnej zaufania.

Zwierzęta nie musiały opuszczać dotychczasowego miejsca pobytu. Ich fizyczną opieką mieli zajmować się pracownicy ogrodu.

Takie rozwiązanie miało zapewnić ciągłość opieki i ograniczyć ryzyko związane z kolejnymi transportami.

Ale powierzenie pieczy nad zwierzętami nie oznacza automatycznie przekazania pieniędzy potrzebnych do ich utrzymania.

20 października burmistrz wystąpił o uchylenie postanowienia, którym powierzono mu tę funkcję.

Dzień później sprawa trafiła na spotkanie wojewody dolnośląskiej Anny Żabskiej z przedstawicielami prokuratury.

W komunikacie po spotkaniu podkreślono, że postanowienie pozostaje w mocy do czasu jego zmiany.

Zwrócono również uwagę na istotne rozróżnienie: powierzenie zwierząt burmistrzowi nie oznacza przeniesienia ich własności ani przekazania mu zarządzania ogrodem zoologicznym.

To bardzo ważne.

Gmina Mieroszów nie stała się właścicielem prywatnego przedsiębiorstwa. Nie przejęła też automatycznie wszystkich zobowiązań związanych z jego działalnością.

Jednocześnie burmistrz został wskazany w postępowaniu karnym jako osoba odpowiedzialna za pieczę nad powierzonymi zwierzętami.

Powstaje więc pytanie, jak daleko sięga ta odpowiedzialność.

Czy burmistrz ma jedynie zapewnić, aby zwierzęta pozostawały w bezpiecznym miejscu?

Czy powinien kontrolować ich żywienie, leczenie i warunki bytowe?

Czy może samodzielnie zlecać zakupy, zatrudniać specjalistów i zawierać umowy?

A jeżeli tak, kto będzie stroną tych umów i z jakich środków zostaną opłacone faktury?

Nie można skutecznie powierzyć odpowiedzialności za setki zwierząt, nie określając jednocześnie zakresu uprawnień osoby, która ma tę odpowiedzialność wykonywać.

Nie znamy pełnej treści postanowienia prokuratury ani wszystkich warunków powierzenia pieczy. Dlatego nie można dziś przesądzić, że burmistrz został zobowiązany do finansowania zwierząt z budżetu gminy.

Nie można też twierdzić, że samo wystąpienie o uchylenie postanowienia zwolniło go z powierzonych obowiązków.

To właśnie treść decyzji i jej podstawa prawna powinny być przedmiotem publicznego wyjaśnienia.

Prokuratura nie chce finansować zoo. Ale deklaruje pokrycie określonych kosztów

19 października prokuratura wskazywała, że nie zobowiązała się do pokrywania kosztów utrzymania całego ogrodu.

Argumentowała między innymi, że działalność gospodarcza może być kontynuowana, a właściciel zachowuje możliwość wstępu na teren placówki.

Dwa dni później, po spotkaniu z wojewodą, przedstawiono istotne doprecyzowanie.

Prokuratura zadeklarowała, że nie uchyla się od pokrywania uzasadnionych, rzeczywiście poniesionych i udokumentowanych kosztów przechowywania oraz opieki nad zwierzętami — w zakresie przewidzianym przepisami.

Każdy wydatek ma być oceniany indywidualnie.

Nie oznacza to automatycznej refundacji wszystkich kosztów działalności ogrodu.

Nie jest to również gwarancja przekazania określonej kwoty na jego bieżące funkcjonowanie.

Mamy zatem dwa odrębne zagadnienia.

Pierwsze to normalne koszty prowadzenia prywatnego przedsiębiorstwa.

Drugie to koszty powstałe lub ponoszone w związku z zabezpieczeniem zwierząt na potrzeby postępowania karnego.

Te kategorie mogą częściowo się pokrywać, ale nie są tożsame.

Karma, energia elektryczna, ogrzewanie, usługi weterynaryjne i wynagrodzenia pracowników mogą być konieczne do utrzymania zwierząt niezależnie od tego, czy ogród przyjmuje zwiedzających.

Nie przesądza to jednak, że każda taka faktura automatycznie staje się kosztem postępowania karnego.

Właśnie dlatego potrzebny jest jasny mechanizm rozliczeń.

Kto może zlecić zakup karmy?

Kto zatwierdza wydatek?

Kto opłaca fakturę w pierwszej kolejności?

Czy możliwe są zaliczki?

Jak długo trwa weryfikacja kosztów?

Co się stanie, jeżeli określony wydatek zostanie zakwestionowany już po jego poniesieniu?

Deklaracja zwrotu pieniędzy nie rozwiązuje problemu, jeżeli nie wiadomo, skąd wziąć pieniądze na dzisiejsze wydatki.

W przypadku zwykłego przedsiębiorstwa taki problem może prowadzić do opóźnień w płatnościach.

W przypadku ogrodu zoologicznego konsekwencje mogą dotyczyć bezpośrednio zdrowia i życia zwierząt.

Ile naprawdę kosztuje utrzymanie ZOO Łączna?

Marta Zając-Ossowska, była dyrektorka wrocławskiego zoo, która jako pełnomocniczka właściciela zaangażowała się w organizację pracy ogrodu w Łącznej, wskazywała na miesięczne koszty rzędu 200–300 tysięcy złotych.

To kwota wymagająca weryfikacji szczegółowym kosztorysem.

Jeżeli jednak przyjąć ją wyłącznie jako punkt odniesienia, skala zobowiązań jest znacząca.

Przez trzy miesiące utrzymanie placówki kosztowałoby od 600 do 900 tysięcy złotych.

W skali roku oznaczałoby to od 2,4 do 3,6 miliona złotych.

Są to proste przeliczenia szacunku, a nie prognoza finansowa. Nie uwzględniają przychodów, darowizn, ewentualnych refundacji ani zmian liczby zwierząt.

Mimo to pokazują istotę problemu.

Nie wystarczy zorganizować jednego wydarzenia charytatywnego.

Nie wystarczy zebrać kilkuset tysięcy złotych.

Nie wystarczy również zapewnić, że ogród może zostać otwarty.

Potrzebny jest model finansowania na kolejne tygodnie i miesiące, szczególnie jeśli nie wiadomo, kiedy zakończą się postępowania karne i administracyjne.

Marta Zając-Ossowska: możliwość otwarcia nie oznacza możliwości funkcjonowania

Stanowisko Marty Zając-Ossowskiej jest w tej sprawie szczególnie istotne.

Z jednej strony reprezentuje interesy właściciela i uczestniczy w organizowaniu opieki nad zwierzętami.

Z drugiej — to właśnie ona wskazuje na praktyczne problemy, które nie znikają wraz z wydaniem komunikatu prokuratury.

20 października informowała, że mimo stanowiska śledczych dopuszczającego możliwość wznowienia działalności nie zamierza na razie otwierać ogrodu dla zwiedzających.

Wskazywała na niepewność prawną, brak pełnego kosztorysu i trudności z bieżącymi płatnościami.

Zapowiadała przygotowanie zestawienia wydatków, obejmującego również wynagrodzenia pracowników.

21 października wyraziła zaniepokojenie sytuacją powstałą po wystąpieniu burmistrza o uchylenie powierzonej mu pieczy.

Oczekiwała uporządkowania odpowiedzialności i zapewnienia stabilnych warunków opieki.

Tymczasem kolejne decyzje i wystąpienia instytucji pokazują, że rozwiązanie pozostaje niepewne.

Nie można jednak pomijać drugiej strony tej historii.

Według komunikatu wojewody podczas porozumienia z 16 października właściciel deklarował możliwość dalszego utrzymywania zwierząt i dysponowanie personelem niezbędnym do sprawowania opieki.

To istotna okoliczność.

Czy deklaracja dotyczyła zapewnienia opieki przez kilka dni, czy przez cały okres postępowania?

Czy właściciel deklarował finansowanie wszystkich wydatków?

Czy zakładano zwrot określonych kosztów przez Skarb Państwa?

Czy deklaracja została złożona pod warunkiem umożliwienia prowadzenia działalności?

Bez oryginalnej treści porozumienia nie można tych kwestii rozstrzygnąć.

Nie można również automatycznie traktować późniejszych informacji o problemach finansowych jako dowodu, że wcześniejsza deklaracja była nieprawdziwa.

Właśnie tutaj potrzebna jest jednoznaczna odpowiedź Marty Zając-Ossowskiej i właściciela: jakie zobowiązania faktycznie przyjęto 16 października i na jakich warunkach?

To jedno z najważniejszych pytań dla dalszego rozwoju sprawy.

Inspekcja Weterynaryjna pyta, kto odpowiada. Czy nadzór był jednoznacznie określony?

W całej sprawie szczególnie istotne jest stanowisko Dolnośląskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii.

W komunikacie z 20 października Inspekcja Weterynaryjna wyjaśniła, że nie podejmowała decyzji o przejęciu zwierząt ani o ich relokacji.

13 października wystawiła świadectwa zdrowia dla 21 zwierząt przewożonych do Holandii.

14 i 15 października nie prowadziła czynności na terenie ogrodu.

16 października przeprowadziła kontrolę po otrzymaniu informacji o możliwych problemach z opieką, dostępem do wody i odpowiedniej karmy.

Szczególnie ważne jest jednak to, że powiatowy lekarz weterynarii zwrócił się do prokuratury o wskazanie, które zwierzęta zostały zatrzymane, komu powierzono nad nimi pieczę oraz czy wyznaczono koordynatora opieki weterynaryjnej.

Wojewódzki lekarz weterynarii domagał się również wyjaśnienia kwestii wykonywania ustawowych kompetencji przez powiatowego lekarza weterynarii.

To nie jest dowód, że zwierzęta pozostawały bez opieki medycznej.

Nie jest to także dowód bezprawnego odsunięcia Inspekcji Weterynaryjnej.

Jest to jednak dowód istnienia formalnych pytań o podział obowiązków między instytucjami.

A te pytania powinny zostać rozstrzygnięte jeszcze zanim pojawi się sytuacja wymagająca pilnej decyzji.

Wyobraźmy sobie zwierzę wymagające natychmiastowej operacji, kosztownego leczenia albo przewiezienia do specjalistycznej placówki.

Kto podejmuje decyzję?

Lekarz weterynarii?

Osoba sprawująca pieczę?

Pełnomocnik właściciela?

Prokurator?

Kto odpowiada za zapłatę?

W nagłym przypadku nie ma czasu na wielodniową wymianę korespondencji.

System opieki nad zabezpieczonymi zwierzętami powinien działać także wtedy, gdy decyzję trzeba podjąć w ciągu kilku minut.

Dlatego jednym z najważniejszych dokumentów do ustalenia pozostaje pisemny podział kompetencji między prokuraturą, przechowawcą, właścicielem, personelem i Inspekcją Weterynaryjną.

Kto odpowiada za dni od 13 do 16 października?

Obecny spór o finansowanie nie powinien przesłonić wcześniejszego okresu interwencji.

Od 13 października na terenie ogrodu działały służby, przedstawiciele organizacji społecznych, lekarze weterynarii i osoby uczestniczące w zabezpieczaniu zwierząt.

Później pojawiły się zarzuty dotyczące sposobu karmienia, podawania leków, padłych ptaków oraz trudności z ustaleniem miejsca przebywania części zwierząt.

Nie mamy jednak pełnej dokumentacji pozwalającej przypisać konkretne zdarzenia określonym osobom.

To wymaga odrębnego postępowania dowodowego.

Ale równie istotna jest kwestia organizacji.

Kto w poszczególnych dniach odpowiadał za przygotowanie karmy?

Kto wydawał polecenia?

Kto prowadził ewidencję podawanych leków?

Kto nadzorował przekazywanie obowiązków między zmianami?

Czy sporządzano protokoły dotyczące stanu zwierząt?

Kto odpowiadał za zabezpieczenie pomieszczeń i ogrodzeń?

I kto ponosił koszty tych działań?

Nie wystarczy ustalić, kto fizycznie wykonywał określoną czynność.

Trzeba również ustalić, kto ją zlecił, kto miał ją nadzorować i czy zapewnił wykonawcy odpowiednie warunki.

Dotyczy to zarówno organizacji społecznych, jak i instytucji państwowych.

W przypadku ewentualnej szkody odpowiedzialność może zależeć od podstawy prawnej działania, winy lub bezprawności, związku przyczynowego oraz zakresu powierzonych obowiązków.

Nie można automatycznie przypisać wszystkich skutków interwencji prokuraturze.

Nie można jednak również uznać, że organ, który zorganizował działania i podejmował decyzje procesowe, nie musi wyjaśniać ich organizacyjnych konsekwencji.

Odpowiedzialność za decyzję i odpowiedzialność za jej wykonanie to dwa różne zagadnienia. Oba wymagają zbadania.

Społeczna pomoc nie zastąpi państwa ani właściciela

Wokół ZOO Łączna powstał silny ruch społeczny.

Mieszkańcy protestowali przeciwko wywożeniu zwierząt, organizowali pomoc i wspierali zbiórki.

To ważny element całej historii.

Pokazuje, że los zwierząt nie jest mieszkańcom obojętny.

Jednak społeczna solidarność nie stanowi rozwiązania prawnego ani finansowego.

Darowizny są dobrowolne.

Ich wysokość jest nieprzewidywalna.

Mogą być przeznaczone na różne cele, a ich wydatkowanie zależy od warunków zbiórki i decyzji uprawnionego organizatora.

Nie można zakładać, że wszystkie pieniądze zebrane na pomoc zwierzętom są automatycznie dostępne dla właściciela zoo.

Tym bardziej nie można traktować ich jako środków pozostających w dyspozycji burmistrza.

Warto również zapytać, czy zbiórki finansują wydatki, które i tak powinny być ponoszone przez przedsiębiorcę lub właściwy podmiot publiczny.

Sama pomoc społeczna nie jest problemem.

Problem pojawia się wtedy, gdy instytucje zaczynają traktować ją jako stałe źródło utrzymania zwierząt.

Dobroczynność może pomóc przetrwać kryzys. Nie może zastąpić ustalenia odpowiedzialności za jego rozwiązanie.

Czy gmina może zostać z rachunkiem za prywatne zoo?

To pytanie wymaga szczególnej ostrożności prawnej.

Sam fakt, że burmistrz jest organem wykonawczym gminy, nie oznacza, że każde powierzone mu zadanie automatycznie staje się zobowiązaniem finansowym samorządu.

Trzeba ustalić, czy postanowienie prokuratury wskazuje burmistrza jako osobę godną zaufania, czy nakłada obowiązki na gminę jako podmiot prawa publicznego.

To rozróżnienie ma znaczenie dla zasad wydatkowania pieniędzy publicznych.

Samorząd nie może dowolnie finansować prywatnego przedsiębiorstwa tylko dlatego, że jego działalność jest społecznie ważna.

Każdy wydatek musi mieć podstawę prawną, właściwe przeznaczenie budżetowe i podlegać zasadom gospodarowania środkami publicznymi.

Jeżeli gmina miałaby kupować karmę, opłacać leczenie lub zatrudniać personel, trzeba ustalić, w jakim trybie mogłaby to robić.

Konieczne byłoby również określenie, czy poniesione wydatki podlegają zwrotowi i przez kogo.

Nie można przesądzać, że budżet Mieroszowa zostanie obciążony kosztami utrzymania całego ogrodu.

Ale nie można także bagatelizować ryzyka finansowego, które pojawia się wtedy, gdy osoba pełniąca funkcję burmistrza otrzymuje obowiązki bez jednoznacznego mechanizmu ich finansowania.

Właśnie dlatego wystąpienie Andrzeja Lipińskiego o uchylenie postanowienia należy traktować nie tylko jako element konfliktu, ale również jako sygnał wymagający wyjaśnienia zakresu odpowiedzialności.

Ostateczna ocena zasadności jego wniosku wymaga znajomości treści postanowienia i stanowiska prokuratury.

A jeśli zwierzęta pozostaną w Łącznej przez wiele miesięcy?

To scenariusz, którego nie wolno pomijać.

Postępowanie karne może trwać długo.

Odrębnie Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska prowadzi postępowanie dotyczące cofnięcia zezwolenia na prowadzenie ogrodu zoologicznego.

Samo dopuszczenie przez prokuraturę możliwości otwarcia zoo nie rozstrzyga kwestii spełnienia wszystkich wymagań administracyjnych i weterynaryjnych.

Może więc dojść do sytuacji, w której zwierzęta pozostają na miejscu, ale funkcjonowanie ogrodu jako przedsiębiorstwa jest ograniczone albo niepewne.

Co wtedy?

Czy właściciel będzie w stanie finansować opiekę przez kolejne miesiące?

Czy prokuratura zapewni sprawny mechanizm rozliczania kosztów przechowywania?

Czy burmistrz nadal będzie pełnił funkcję osoby godnej zaufania?

Czy konieczna okaże się kolejna relokacja?

I kto pokryje jej koszty?

W przypadku kilkuset zwierząt nie są to pytania hipotetyczne pozbawione znaczenia.

To elementy planu awaryjnego, który powinien istnieć niezależnie od wyniku postępowania karnego.

Kto naprawdę prowadzi zoo i kto odpowiada za zobowiązania?

Wśród nowych informacji pojawił się jeszcze jeden wątek.

Prokuratura zwróciła uwagę na strukturę podmiotów działających pod adresem ogrodu i zapowiedziała analizę ich powiązań.

W szczególności wskazano potrzebę wyjaśnienia relacji dotyczących fundacji WILD AND SAFE.

Nie jest to samo w sobie dowód nieprawidłowości ani zarzut wobec fundacji.

Ma jednak znaczenie dla finansowania.

Należy ustalić, kto formalnie prowadzi działalność gospodarczą, kto posiada zezwolenie na prowadzenie ogrodu, kto jest właścicielem poszczególnych zwierząt, kto zatrudnia pracowników i kto jest stroną umów z dostawcami.

Te role nie muszą należeć do tego samego podmiotu.

Nie można również zakładać, że osoba publicznie występująca jako właściciel lub zarządzający jest automatycznie stroną każdego zobowiązania.

Dla dziennikarskiej analizy oznacza to konieczność oddzielenia faktycznego kierowania placówką od formalnej odpowiedzialności prawnej i finansowej.

Bez tego łatwo wskazać niewłaściwego adresata pytań o pieniądze.

Czy system działa?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

System państwowy zareagował na podejrzenia dotyczące traktowania zwierząt.

Prokuratura prowadzi postępowanie karne.

Inspekcja Weterynaryjna wykonuje czynności w granicach swoich kompetencji.

Wojewoda podjęła działania wyjaśniające.

Burmistrz wystąpił o zmianę postanowienia, które uważa za problematyczne.

To są rzeczywiste działania instytucji.

Nie można więc twierdzić, że państwo pozostaje całkowicie bierne.

Jednocześnie na podstawie dostępnych informacji nie widać jeszcze kompletnego, publicznie przedstawionego mechanizmu zapewniającego ciągłość opieki i finansowania.

Prokuratura mówi o rozliczaniu uzasadnionych kosztów.

Burmistrz chce uchylenia powierzonej mu pieczy.

Marta Zając-Ossowska wskazuje na niepewność finansową.

Inspekcja Weterynaryjna domaga się wyjaśnienia zakresu kompetencji.

Każdy z tych podmiotów opisuje inny fragment problemu.

Brakuje natomiast jednego dokumentu, który pozwalałby odpowiedzieć na podstawowe pytania: kto podejmuje decyzje, kto je wykonuje, kto płaci i kto ponosi odpowiedzialność za skutki.

Nie oznacza to, że taki dokument nie istnieje.

Oznacza, że jego treść i praktyczne zastosowanie nie zostały dotychczas wystarczająco wyjaśnione opinii publicznej.

System działa proceduralnie. Nadal jednak nie wykazano publicznie, że działa również jako spójny mechanizm codziennej opieki nad zwierzętami.

To zasadnicza różnica.

Kto powinien odpowiedzieć za skutki interwencji?

W tej sprawie należy oddzielić trzy rodzaje odpowiedzialności.

Pierwsza dotyczy osób prowadzących ogród przed 13 października.

To odpowiedzialność za wcześniejsze warunki utrzymywania zwierząt, wykonywanie obowiązków wynikających z przepisów oraz ewentualne przestępstwa.

Rozstrzygnięcie odpowiedzialności karnej należy do sądu. Podejrzani korzystają z domniemania niewinności.

Druga dotyczy organizacji i przebiegu interwencji.

Należy ustalić, kto przygotował plan, kto podejmował decyzje dotyczące relokacji, jak organizowano opiekę i czy zapewniono odpowiedni nadzór.

Ewentualne nieprawidłowości trzeba wykazać na podstawie dokumentów i dowodów, a nie samego faktu, że plan uległ zmianie.

Trzecia dotyczy obecnej sytuacji.

Kto ma obowiązek zapewnić zwierzętom opiekę i kto powinien ponosić poszczególne koszty?

Te trzy odpowiedzialności nie znoszą się wzajemnie.

Nawet jeżeli zarzuty wobec prowadzących ogród okażą się uzasadnione, nie zwalnia to organów państwa z obowiązku prawidłowego wykonywania własnych czynności.

I odwrotnie: ewentualne błędy podczas interwencji nie oznaczają, że wcześniejsze zaniedbania nie miały miejsca.

To ważne, ponieważ dyskusja wokół Łącznej coraz częściej sprowadza się do wyboru jednej ze stron konfliktu.

Tymczasem dziennikarska kontrola powinna obejmować wszystkich uczestników zdarzeń.

Najważniejsze pytania pozostają bez odpowiedzi

Po dziewięciu dniach od rozpoczęcia interwencji nadal potrzebujemy odpowiedzi na kilka podstawowych pytań.

Czy burmistrz został wyznaczony jako osoba fizyczna, czy jako organ gminy?

Czy prokuratura rozpatrzyła jego wniosek o uchylenie postanowienia?

Kto finansuje opiekę nad zwierzętami do czasu rozstrzygnięcia sporu?

Czy istnieje procedura wypłacania zaliczek na niezbędne wydatki?

Kto formalnie zatrudnia pracowników i odpowiada za wypłatę ich wynagrodzeń?

Czy sporządzono kompletną ewidencję zwierząt objętych zabezpieczeniem?

Kto podejmuje pilne decyzje weterynaryjne?

Czy ustalono rzeczywisty miesięczny koszt utrzymania placówki?

I czy istnieje plan działania na wypadek, gdyby zoo nie mogło zostać otwarte przez kolejne miesiące?

Bez tych informacji trudno mówić o zakończeniu kryzysu.

Państwo może zabezpieczyć zwierzęta. Musi też zabezpieczyć skutki własnych decyzji

Wydarzenia w Łącznej pokazują problem wykraczający poza jeden prywatny ogród zoologiczny.

Państwo posiada narzędzia pozwalające interweniować, zabezpieczać dowody i chronić zwierzęta przed niewłaściwym traktowaniem.

I powinno z tych narzędzi korzystać, kiedy istnieją ku temu podstawy.

Jednak w przypadku żywych zwierząt sama decyzja o zabezpieczeniu jest dopiero początkiem odpowiedzialnego działania.

Zwierząt nie można odłożyć do magazynu dowodów rzeczowych.

Nie można wstrzymać ich karmienia do czasu ustalenia właściwości urzędu.

Nie można odroczyć leczenia do chwili zatwierdzenia faktury.

Dlatego plan interwencji powinien obejmować nie tylko jej rozpoczęcie, ale również finansowanie i organizację opieki po zakończeniu czynności procesowych.

W Łącznej właśnie ten etap stał się przedmiotem sporu.

Prokuratura wskazuje granice własnych zobowiązań.

Burmistrz kwestionuje powierzoną mu funkcję.

Pełnomocniczka właściciela mówi o niepewności finansowej.

Inspekcja Weterynaryjna oczekuje wyjaśnienia kompetencji.

Społeczeństwo zbiera pieniądze.

A zwierzęta nadal wymagają codziennej opieki.

Nie można uznać kryzysu za rozwiązany tylko dlatego, że zakończyły się transporty i podpisano porozumienie.

Rozwiązanie nastąpi dopiero wtedy, gdy będzie wiadomo, kto odpowiada za każde zabezpieczone zwierzę, kto podejmuje decyzje dotyczące jego zdrowia i kto zapewnia środki na utrzymanie.

Pomoc mieszkańców zasługuje na uznanie, ale nie może zastępować obowiązków wynikających z prawa.

Podobnie właściciel prywatnego przedsiębiorstwa nie może automatycznie przerzucać wszystkich kosztów swojej działalności na państwo tylko dlatego, że prowadzone jest postępowanie karne.

Potrzebne jest rozdzielenie tych obowiązków i ich udokumentowanie.

Najważniejsze pytanie nie brzmi już: kto przyjedzie z kolejną pomocą?

Brzmi: kto zgodnie z prawem ma zapewnić zwierzętom opiekę, kto za nią zapłaci i kto odpowie, jeżeli system zawiedzie?

Bo prawdziwym sprawdzianem działania państwa nie jest samo przeprowadzenie interwencji.

Jest nim również to, co dzieje się dzień, tydzień i miesiąc później.

Radio DTR będzie kontynuować analizę decyzji prokuratury, dokumentów dotyczących powierzenia zwierząt, kosztów utrzymania ogrodu oraz stanowisk instytucji odpowiedzialnych za ich dobrostan.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *