Firmy założone przez posła Przemysława Wiplera i jego dawnego wspólnika wystawiały faktury przedsiębiorstwom, których problemy później pojawiały się na posiedzeniach zespołu parlamentarnego kierowanego przez polityka Konfederacji. Po ujawnieniu tych zależności przez Wirtualną Polskę z zespołu wystąpiło trzech parlamentarzystów. Marszałek Sejmu zapowiedział przyjrzenie się sprawie. Czy mamy do czynienia wyłącznie z legalnym reprezentowaniem interesów gospodarczych, czy z poważniejszym problemem dotyczącym przejrzystości działalności poselskiej?
Cztery posiedzenia. I niemal siedem milionów złotych
29 października 2024 roku parlamentarny zespół zajmuje się problemami branży finansowej. W marcu 2025 roku rozmawia o nielegalnym hazardzie. W listopadzie o reformie Państwowej Inspekcji Pracy. W grudniu o kosztach gospodarowania odpadami.
Na pierwszy rzut oka są to cztery odrębne zagadnienia gospodarcze. Łączy je jednak coś, czego uczestnicy posiedzeń mogli nie być świadomi.
Jak ustalili Szymon Jadczak i Łukasz Frątczak z Wirtualnej Polski, firmy założone przez posła Przemysława Wiplera i Michała Krzymowskiego miały wcześniej klientów działających w branżach, których problemy znalazły się następnie w porządku obrad Parlamentarnego Zespołu ds. Wolnego Rynku.
Z dokumentów przeanalizowanych przez dziennikarzy wynika, że cztery powiązane historycznie podmioty wystawiły klientom faktury na około 34,6 mln zł. Z tej sumy około 6,7 mln zł przypadało na podmioty związane z obszarami omawianymi później przez zespół.
Czytaj dalej
Powiązany temat
To niemal jedna piąta wartości wskazanych rozliczeń.
Sama zbieżność nie przesądza o naruszeniu prawa. Nie oznacza również, że 6,7 mln zł otrzymał osobiście poseł Wipler albo że były to pieniądze za działania wykonywane w Sejmie.
Jednak ujawniona zależność stawia pytanie znacznie poważniejsze niż to, czy ktoś wystawił fakturę.
Czy uczestnicy prac parlamentarnych mieli wystarczającą wiedzę o wcześniejszych relacjach finansowych przewodniczącego zespołu z przedstawicielami zainteresowanych branż?
Dawny biznes, nowy mandat
Przemysław Wipler nie ukrywa, że przed powrotem do Sejmu zajmował się działalnością doradczą i lobbingową.
Jednak według ustaleń WP jego formalne rozstanie z poszczególnymi przedsięwzięciami biznesowymi następowało w różnych terminach.
Z Fiverand Krzymowski SKA wycofał się przed złożeniem ślubowania poselskiego w listopadzie 2023 roku. Natomiast wykreślenie go z grona wspólników Five Rand nastąpiło dopiero 19 września 2024 roku.
To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie.
Samo uczestnictwo w spółce nie dowodzi wykonywania działalności lobbingowej podczas sprawowania mandatu. Podobnie wcześniejsze świadczenie usług przedsiębiorstwu nie oznacza, że późniejsze wystąpienie w jego sprawie jest niedozwolone.
Nie sposób jednak pominąć faktu, że granice pomiędzy działalnością gospodarczą i polityczną wymagają szczególnej przejrzystości.
Poseł nie jest zwykłym uczestnikiem rynku usług doradczych. Dysponuje mandatem publicznym, dostępem do instytucji państwa, możliwością podejmowania interwencji oraz uczestniczenia w procesie stanowienia prawa.
Dlatego podstawowe pytanie nie brzmi wyłącznie: czy poseł formalnie opuścił spółkę?
Brzmi również: czy zakończyły się wszystkie relacje ekonomiczne i organizacyjne, które mogłyby wpływać na sposób postrzegania jego późniejszej działalności?
Na to pytanie dostępne publicznie dokumenty nie dają jeszcze wyczerpującej odpowiedzi.
Od branżowego postulatu do pisma parlamentarnego
Jednym z najbardziej konkretnych przykładów opisanych przez WP jest posiedzenie dotyczące nielegalnego hazardu, które odbyło się 27 marca 2025 roku.
W wydarzeniu uczestniczył Adam Lamentowicz, związany ze środowiskiem legalnych bukmacherów i spółką Superbet.
Według dziennikarzy firmy założone przez Wiplera i Krzymowskiego świadczyły wcześniej usługi podmiotom z tego sektora, a łączna wartość opisanych rozliczeń przekraczała 1,5 mln zł.
Problem nie ogranicza się do samej obecności przedstawiciela branży na posiedzeniu. Legalni bukmacherzy mają prawo uczestniczyć w debacie o zwalczaniu nielegalnego hazardu. Państwo powinno wysłuchiwać zainteresowanych stron, zwłaszcza gdy dyskusja dotyczy skuteczności prawa i konkurencji na rynku.
Znaczenie ma jednak dalszy przebieg wydarzeń.
Po posiedzeniu Wipler wystąpił do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawach związanych z nielegalnym hazardem.
Mamy więc dającą się ustalić sekwencję: wcześniejsze relacje biznesowe, wystąpienie przedstawiciela branży, a następnie działania parlamentarzysty kierowane do instytucji państwowych.
Nie jest to dowód działania na zamówienie. Jest natomiast wystarczającą podstawą, aby zapytać o autorów postulatów, treść korespondencji, sposób jej przygotowania oraz rzeczywiste rezultaty interwencji.
Bo czym innym jest przedstawienie branżowego stanowiska parlamentarzystom, a czym innym sytuacja, w której parlamentarzysta wykorzystuje swoje uprawnienia do jego dalszego procedowania.
Obie formy aktywności mogą być zgodne z prawem. W obu przypadkach jawność powiązań ma jednak istotne znaczenie dla społecznej kontroli.
Dlaczego zespół zajmował się akurat tymi problemami?
Parlamentarny Zespół ds. Wolnego Rynku powstał 9 lutego 2024 roku.
Według oficjalnego rejestru Sejmu do 28 października 2026 roku odnotowano cztery jego posiedzenia.
Każde poświęcono innemu sektorowi gospodarki.
Dziennikarze WP ustalili, że w każdym z tych sektorów występowali płacący klienci firm związanych wcześniej z Wiplerem i Krzymowskim.
To właśnie dobór tematów powinien stać się przedmiotem dalszej kontroli.
Kto proponował poszczególne posiedzenia? Kto wybierał zapraszanych przedstawicieli przedsiębiorstw? Czy pozostali członkowie zespołu uczestniczyli w przygotowaniach? Czy znali wcześniej treść planowanych interwencji?
Bez odpowiedzi na te pytania nie sposób ocenić pełnego charakteru działalności zespołu.
Jednocześnie sam fakt, że określony sektor pojawia się w debacie parlamentarnej, nie jest dowodem uprzywilejowania jego przedstawicieli. Parlament powinien przecież zajmować się problemami gospodarki.
Wątpliwości powstają dopiero wtedy, gdy do publicznej debaty dochodzą wcześniejsze relacje finansowe, które nie zostały jasno przedstawione jej uczestnikom.
ALBA Polska. Wątek wymagający szczególnej ostrożności
W śledztwie Wirtualnej Polski pojawia się również ALBA Polska, przedsiębiorstwo działające w sektorze gospodarki odpadami.
Według ustaleń dziennikarzy podmioty założone przez Wiplera i Krzymowskiego wystawiły firmie faktury o łącznej wartości około 2,5 mln zł.
9 grudnia 2025 roku na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Wolnego Rynku wystąpił prezes ALBA Polska, Krzysztof Gruszczyński.
Tematem spotkania były koszty gospodarowania odpadami w gminach oraz Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta.
Tu trzeba wyraźnie oddzielić fakty od interpretacji.
Udział przedstawiciela ALBA Polska w parlamentarnej dyskusji o gospodarce odpadami nie jest sam w sobie niczym nieprawidłowym. Przedsiębiorstwa działające na tym rynku mają wiedzę techniczną, doświadczenie operacyjne i uzasadniony interes w przedstawianiu swoich argumentów dotyczących zmian prawa.
Również świadczenie usług doradczych czy komunikacyjnych na rzecz takiego przedsiębiorstwa jest co do zasady legalne.
Nie przedstawiono dowodów, że ALBA Polska płaciła za konkretne działania poselskie, że jej przedstawiciel podejmował niezgodne z prawem działania lub że posiedzenie zespołu zostało zorganizowane na zamówienie przedsiębiorstwa.
Istnieje natomiast kwestia jawności wcześniejszych relacji biznesowych.
Według WP prowadzący posiedzenie nie poinformował o tych relacjach, przedstawiając zaproszonych gości.
To ustalenie powinno być analizowane przede wszystkim w kontekście transparentności działań samego parlamentarzysty.
Osobnym zagadnieniem pozostaje spór dotyczący reformy ROP.
W tej debacie ścierają się odmienne modele finansowania i organizacji odpowiedzialności producentów za odpady opakowaniowe. Rozstrzygnięcia mogą wpływać na przedsiębiorców, samorządy, firmy odpadowe i mieszkańców.
Dlatego najistotniejsze pytanie dotyczy nie samej obecności ALBA Polska w Sejmie, lecz tego, jak poszczególne postulaty branżowe trafiają do procesu legislacyjnego i czy ich autorstwo oraz uzasadnienie są przejrzyste.
Odpowiedzi należy szukać w dokumentach, stanowiskach uczestników konsultacji i historii prac nad projektem UC100.
Spór ALBA z „Rzeczpospolitą”. Drugi, odrębny problem
Sprawa ma również wymiar dotyczący relacji przedsiębiorstw z mediami.
23 października 2026 roku „Rzeczpospolita” opisała działania prawne podjęte przez przedstawicieli ALBA wobec redakcji i dziennikarki Aleksandry Ptak-Iglewskiej.
Według relacji gazety chodzi o dwa pozwy dotyczące ochrony dóbr osobistych i trzy prywatne postępowania karne dotyczące zniesławienia, związane z publikacjami o pracach nad reformą ROP.
Gazeta poinformowała także o żądaniu rocznego zakazu publikowania określonych materiałów o przedsiębiorstwie w kontekście tej reformy.
Są to informacje przedstawione przez redakcję uczestniczącą w sporze. Nie oznaczają, że sąd uznał działania ALBA za bezpodstawne lub bezprawne.
Przedsiębiorstwo ma prawo chronić swoje dobra osobiste i dochodzić roszczeń na drodze sądowej. Media mają natomiast prawo prowadzić krytyczną kontrolę działań podmiotów uczestniczących w procesie stanowienia prawa.
Ocena konkretnych żądań wymaga znajomości ich podstaw faktycznych i prawnych oraz stanowisk obu stron.
Niezależnie od wyniku sporu pozostaje kwestia o znaczeniu publicznym: jak zapewnić jednocześnie ochronę reputacji przedsiębiorstw i możliwość rzetelnego badania wpływu interesów gospodarczych na prawo?
To zagadnienie wykracza poza jedną firmę i jedną redakcję.
Zondacrypto. Jeszcze jeden obszar zainteresowania opinii publicznej
Sprawa Wiplera nie pojawia się w całkowitej próżni.
W czerwcu 2026 roku money.pl informował o relacjach finansowych związanych z Fundacją Dobry Rząd i firmą Michała Krzymowskiego oraz podmiotem prowadzącym giełdę kryptowalut Zondacrypto.
Według tych ustaleń fundacja otrzymała 70 tys. euro, a firma Krzymowskiego 90 tys. euro.
Równolegle w przestrzeni publicznej toczyła się dyskusja o regulacjach rynku kryptoaktywów.
Wipler odrzucał sugestie, że jego działalność legislacyjna była powiązana z otrzymywanymi przez fundację środkami. Wskazywał na analityczny charakter świadczonych usług.
Nie można traktować opisanych płatności jako dowodu niedozwolonego wpływania na ustawodawstwo.
Warto jednak zauważyć podobieństwo problemu przejrzystości: w obu historiach pojawiają się relacje finansowe, publiczne stanowiska dotyczące regulowanych branż i pytania o granicę pomiędzy legalną działalnością ekspercką a wykonywaniem mandatu.
Takich spraw nie należy łączyć w jedno oskarżenie. Można natomiast porównywać standardy ujawniania interesów i sposoby reagowania na pytania dziennikarzy.
Trzech parlamentarzystów odchodzi. Dlaczego właśnie teraz?
Następstwem publikacji WP były rezygnacje trzech członków zespołu.
Michał Jaros z Koalicji Obywatelskiej wystąpił 16 października, po otrzymaniu pytań dziennikarskich, a przed publikacją śledztwa.
Jacek Tomczak z PSL oraz senator Krzysztof Kwiatkowski zakończyli członkostwo 21 października.
Jaros i Tomczak deklarowali, że nie uczestniczyli w posiedzeniach zespołu. Tomczak wskazywał również, że nie brał udziału w przygotowywaniu jego wystąpień.
To ważne wyjaśnienia, ale wywołują następne pytania.
Skoro część parlamentarzystów nie uczestniczyła w pracach, to kto faktycznie odpowiadał za aktywność całego zespołu?
Czy jego pisma były stanowiskiem wszystkich członków, czy jedynie inicjatywami przewodniczącego?
Czy członkostwo w zespole oznaczało rzeczywisty udział w jego działalności, czy w niektórych przypadkach miało jedynie formalny charakter?
Nie chodzi tu o przypisywanie odpowiedzialności osobom, które nie uczestniczyły w posiedzeniach. Chodzi o ustalenie, jak działał mechanizm reprezentowania zespołu i czy pozostali parlamentarzyści mieli możliwość kontrolowania działań podejmowanych w jego imieniu.
Jedenastu posłów i ani jednego senatora
Rezygnacja Krzysztofa Kwiatkowskiego wywołała również konsekwencję organizacyjną.
Według oficjalnego wykazu Sejmu w zespole pozostało 11 posłów, ale nie ma już żadnego senatora.
To istotne, ponieważ nowe przepisy Regulaminu Sejmu przewidują, że zespół parlamentarny powinien liczyć co najmniej pięciu posłów i jednego senatora.
Nie oznacza to jednak, że zespół Wiplera został automatycznie rozwiązany.
Nowelizacja, która weszła w życie 21 maja 2026 roku, przewidziała dla wcześniej istniejących zespołów sześciomiesięczny okres dostosowawczy.
Termin ten upływa w listopadzie 2026 roku.
W konsekwencji brak senatora już teraz rodzi pytanie o przyszły status organizacyjny zespołu, ale nie pozwala uznać, że w dniu rezygnacji Kwiatkowskiego przestał on legalnie funkcjonować.
Podobnie należy oceniać kwestie związane z częstotliwością posiedzeń.
Nowe przepisy przewidują możliwość zniesienia zespołu, który nie zbiera się przez wymagany okres. Dla istniejących wcześniej zespołów znaczenie mają jednak regulacje przejściowe.
Jeżeli do upływu odpowiednich terminów skład i aktywność zespołu nie zostaną dostosowane, marszałek Sejmu będzie musiał ocenić sytuację w świetle Regulaminu.
To już nie tylko kwestia polityczna, ale również formalna.
Marszałek przygląda się sprawie. Co z tego wyniknie?
23 października Wirtualna Polska poinformowała, że marszałek Sejmu i Kancelaria Sejmu analizują działalność Parlamentarnego Zespołu ds. Wolnego Rynku.
Sama zapowiedź analizy nie jest jeszcze jej wynikiem.
Nie ma potwierdzonej informacji o rozstrzygnięciu przesądzającym, że Wipler naruszył przepisy, ani o formalnym zniesieniu zespołu.
Warto jednak postawić pytanie o zakres tej kontroli.
Czy ograniczy się ona do sprawdzenia liczby członków i terminów posiedzeń?
Czy obejmie również sposób przygotowywania wystąpień, zasady zapraszania przedstawicieli przedsiębiorstw oraz ujawniania wcześniejszych relacji biznesowych?
Czy Kancelaria Sejmu ustali, kto był autorem korespondencji kierowanej w imieniu zespołu do organów państwa?
Wreszcie: czy istnieją odpowiednio precyzyjne zasady zapobiegania konfliktom interesów w działalności zespołów parlamentarnych?
To ostatnie pytanie może być ważniejsze od samej sprawy Wiplera.
Legalność nie kończy dyskusji o odpowiedzialności
Parlamentarzysta nie przestaje mieć poglądów gospodarczych, dawnych znajomości ani doświadczenia zawodowego w dniu złożenia ślubowania.
Nie można też oczekiwać, że poseł będzie unikał wszystkich zagadnień, z którymi zetknął się w poprzedniej pracy.
Taka zasada pozbawiłaby parlament znacznej części specjalistycznej wiedzy.
Problem pojawia się gdzie indziej.
Osoba sprawująca mandat publiczny powinna rozumieć, że wcześniejsze relacje gospodarcze mogą rodzić pytania o bezstronność i motywację podejmowanych działań.
Im większa wartość tych relacji, tym większe znaczenie ma możliwość ich publicznego zweryfikowania.
Jawność nie oznacza automatycznie obowiązku publikowania każdej prywatnej umowy. Oznacza jednak potrzebę takich reguł, które pozwolą społeczeństwu ocenić, czy publiczne uprawnienia są wykonywane z poszanowaniem interesu publicznego.
W sprawie Wiplera pozostaje nieustalone, czy występowały konkretne, prawnie niedozwolone zależności między wcześniejszymi kontraktami a późniejszymi działaniami parlamentarnymi.
Są jednak udokumentowane okoliczności, które uzasadniają pytania o standardy przejrzystości.
Od faktury do decyzji. Brakuje najważniejszego ogniwa
Śledztwo WP pokazało historię relacji biznesowych i aktywności zespołu. Nadal nie znamy jednak pełnego przebiegu przygotowywania poszczególnych interwencji.
Nie wiemy, jakie konkretne usługi realizowano na podstawie wszystkich ujawnionych rozliczeń.
Nie znamy kompletnej korespondencji pomiędzy organizatorami posiedzeń a zapraszanymi uczestnikami.
Nie dysponujemy pełnym zestawem dokumentów pozwalającym ocenić, czy poszczególne postulaty branżowe zostały później uwzględnione przez administrację państwową, a jeśli tak, z jakich przyczyn.
Bez tych informacji nie sposób rzetelnie ocenić ewentualnego wpływu relacji biznesowych na działania parlamentarne.
Można natomiast stwierdzić, że ujawnione przez dziennikarzy okoliczności wymagają wyjaśnienia.
Nie przez domysły. Przez dokumenty.
Kto odpowiada za przejrzystość Sejmu?
Sprawa Wiplera stawia pytanie, które dotyczy wszystkich ugrupowań parlamentarnych.
Zespoły poselskie i parlamentarne nie uchwalają samodzielnie ustaw. Nie są komisjami sejmowymi i nie dysponują takimi samymi kompetencjami.
Mogą jednak organizować debatę, tworzyć postulaty, kierować wystąpienia do instytucji publicznych oraz zapewniać określonym środowiskom dostęp do parlamentarzystów.
A dostęp do procesu decyzyjnego ma znaczenie nawet wtedy, gdy nie kończy się natychmiastową zmianą prawa.
Nie oznacza to, że każda interwencja na rzecz przedsiębiorcy jest niewłaściwa. W demokratycznym państwie gospodarka potrzebuje dialogu z ustawodawcą.
Ale ten dialog powinien być prowadzony w sposób, który nie pozostawia niejasności co do ról uczestników i ich wcześniejszych powiązań.
Dziś najważniejszy problem nie sprowadza się zatem do tego, czy ktoś zarobił na usługach doradczych.
Chodzi o odpowiedź na znacznie szersze pytanie:
Czy obywatel ma wystarczające narzędzia, aby odróżnić działalność parlamentarną prowadzoną w interesie publicznym od działań, które mogą pokrywać się z interesami dawnych klientów polityka?
Trzy rezygnacje, analiza zapowiedziana przez marszałka Sejmu i ujawnione rozliczenia pokazują, że odpowiedzi na to pytanie nie można sprowadzić do jednego komunikatu prasowego.
Niezależnie od ostatecznej oceny działań Przemysława Wiplera, sprawa może stać się ważnym sprawdzianem tego, jak polski parlament radzi sobie z przejrzystością reprezentowania interesów gospodarczych.
Bo faktura jest dokumentem księgowym. Mandat poselski jest zobowiązaniem publicznym.
Najważniejsze pozostaje to, czy granica między nimi jest dla obywateli wystarczająco widoczna.
Radio DTR – analiza oparta na publikacjach Wirtualnej Polski, money.pl, „Rzeczpospolitej”, oficjalnym rejestrze zespołów parlamentarnych oraz przepisach Regulaminu Sejmu. Materiał nie przesądza o popełnieniu przestępstwa ani naruszeniu prawa przez opisane osoby i podmioty. Ujawnione relacje finansowe nie stanowią same w sobie dowodu nielegalnego lobbingu lub korupcji.
ID redakcyjny: DTR-2026-10-28-WIPLER-01
SEO (160 znaków): Wipler, 6,7 mln zł i dawni klienci firm doradczych. Trzech parlamentarzystów odchodzi z zespołu. Analizujemy interesy, fakty i odpowiedzialność Sejmu.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.




