Gazeta czy propaganda? Gdy samorząd udaje dziennikarstwo

gazeta ktora udaje niezalezna
Oceń materiał

Są takie momenty, kiedy człowiek czyta urzędowe pismo i nagle wszystko staje się jasne.
Nie trzeba już domysłów. Nie trzeba interpretacji. Wystarczy jedno zdanie.

„Gazeta nie powinna być areną debaty politycznej”.

Kropka.

I w tym jednym zdaniu kończy się cała opowieść o „lokalnym dziennikarstwie” w wydaniu gminnym.

Bo jeśli medium publiczne z góry wyklucza debatę, to nie jest prasą.
Jest biuletynem.

A biuletyn to nie dziennikarstwo. To komunikat służbowy.


Kiedy gazeta przestaje być gazetą

Spójrzmy na fakty.

Dwutygodnik Panorama Trzebnicka:

  • finansowany z pieniędzy publicznych,

  • wydawany przez Gminne Centrum Kultury i Sztuki w Trzebnicy,

  • tworzony przez ludzi zatrudnionych w strukturach gminnych,

  • utrzymywany z budżetu mieszkańców i reklam.

Czyli formalnie: medium publiczne.

A teraz treść pisma do radnego:

  • nie będzie forum debaty,

  • nie będzie publikować wypowiedzi spoza „grona redakcji”,

  • nie zamierza udostępniać łamów osobom z zewnątrz.

Czyli w praktyce:
👉 urząd mówi
👉 mieszkańcy słuchają

To nie jest redakcja.
To jest megafon. gminni urzednicy udajacy dziennikarzy Humor radia DTR


Zawód: dziennikarz. Nie: pracownik urzędu

Tu trzeba powiedzieć coś brutalnie prosto.

Dziennikarz to nie jest etat w jednostce budżetowej.

Dziennikarz:

  • może krytykować władzę,

  • może patrzeć jej na ręce,

  • może zadawać niewygodne pytania,

  • może opublikować stanowisko opozycji,

  • nie musi pytać przełożonego, czy tekst „nie zaszkodzi wizerunkowi gminy”.

Bo nie ma przełożonego w urzędzie.

Ma tylko czytelników i prawo prasowe.

A pracownik jednostki gminnej?

Ma dyrektora.
Ma budżet z urzędu.
Ma zależność służbową.
Ma granice, których przekroczyć nie wolno.

I choćby nie wiem jak ładnie to nazwać — to nie jest niezależność.

To jest podległość.


Największa hipokryzja? Udawanie prasy

Bo gdyby to był:
„Biuletyn Informacyjny Gminy Trzebnica” – nikt by się nie czepiał.

Serio.

Urzędowe komunikaty?
Relacje z sesji?
Sprawozdania burmistrza?
Proszę bardzo.

Tylko nazwijmy rzeczy po imieniu.

Problem zaczyna się wtedy, gdy coś udaje gazetę.

Ma:

  • winietę,

  • redaktora naczelnego,

  • artykuły,

  • zdjęcia,

  • styl prasowy,

ale nie ma:

Reklama
Reklama
  • pluralizmu,

  • sporów,

  • polemik,

  • głosu mieszkańców,

  • kontroli władzy.

To jest jak policjant przebrany za sędziego.
Niby toga ta sama, ale rola zupełnie inna.


Dlaczego radni i mieszkańcy powinni mieć tam miejsce?

Bo to nie jest prywatna własność redaktora.

To jest medium finansowane z podatków.

A skoro płacą wszyscy — to głos powinni mieć wszyscy.

Radny reprezentuje mieszkańców.
Wybrali go w wyborach.

Odmowa publikacji jego stanowiska w gazecie gminnej to nie „polityka redakcyjna”.

To ograniczanie debaty publicznej.

Czyli coś dokładnie odwrotnego niż sens lokalnych mediów.


A jak to wygląda w mediach prywatnych?

I tu dochodzimy do sedna.

Weźmy przykład niezależnej redakcji — choćby Radio DTR.

Różnice są fundamentalne:

  • brak pieniędzy z gminy,

  • brak etatów urzędowych,

  • brak zależności służbowej,

  • brak politycznego nadzoru,

  • pełna odpowiedzialność finansowa za własne decyzje.

Czy Radio DTR musi publikować każdego radnego?

Nie.

Bo to prywatne medium.

Decyzję podejmuje redakcja.

I to jest normalne.

Bo prywatne media mają prawo wyboru.

Publiczne — mają obowiązek równości.


Jedno pytanie, którego nikt nie chce zadać

Czy mieszkańcy naprawdę chcą płacić za gazetę,
która mówi tylko to, co urząd chce powiedzieć?

Bo jeśli tak — nazwijmy to uczciwie:
„Biuletyn Promocyjny Urzędu”.

Bez słowa „redakcja”.
Bez słowa „dziennikarstwo”.
Bez udawania.

Ale jeśli ktoś używa słowa „gazeta”, „redaktor”, „prasa” — to musi przyjąć zasady gry.

A zasady są proste:

albo niezależność,
albo propaganda.

Środka nie ma.


Bez ściemniania. Po ludzku.

Dziennikarz patrzy władzy na ręce.
Urzędnik patrzy władzy w oczy.

Dziennikarz pyta „dlaczego?”.
Urzędnik mówi „tak jest”.

Dziennikarz reprezentuje czytelnika.
Urzędnik reprezentuje pracodawcę.

I dopóki ktoś na etacie gminy będzie nazywany „redaktorem”, dopóty będziemy mieć do czynienia z teatrem.

A mieszkańcy zasługują na prawdę, nie scenografię.

Bo demokracja zaczyna się od informacji.

A propaganda zaczyna się od ciszy.

I właśnie ta cisza w „gazecie” mówi dziś najwięcej.

Artykuł powstał na podstawie materiałów zaczerpnietych z konta radnego Marcina Raczyńskiego z Facebooka

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry