Nie każdy protest jest spontanicznym głosem społecznym. Czasem jest sceną, na której ktoś wcześniej ustawił aktorów, rozdał plakaty, napisał hasła i zapłacił za obecność. Tak właśnie, według ustaleń służb, miały wyglądać antyukraińskie demonstracje organizowane w Polsce za pieniądze pochodzące z Rosji.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego poinformowała, że rozpoznała mechanizm wykorzystywania ukraińskich uchodźców przebywających w Polsce do działań inspirowanych i finansowanych przez Federację Rosyjską. W ostatnich dniach funkcjonariusze ABW, we współpracy ze Strażą Graniczną, zatrzymali dziewięciu obywateli Ukrainy i dwóch obywateli Białorusi. Zatrzymania przeprowadzono m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Zakopanem i Bydgoszczy. Celem było wykonanie decyzji o natychmiastowym wydaleniu tych osób z Polski.
ilustracja do artykułu tłum na wynajem
Według ABW osoby te miały od jesieni 2025 r. rekrutować i opłacać uczestników demonstracji organizowanych w środowisku ukraińskich uchodźców. Uczestnicy protestów otrzymywali pieniądze za udział, a środki — według wiedzy służb — miały pochodzić z Rosji. Celem takich działań było podsycanie napięć, wpływanie na nastroje społeczne i wykorzystywanie realnych emocji do budowania politycznego obrazu korzystnego dla Kremla.
Ukraińska Służba Bezpieczeństwa podała więcej szczegółów. Według komunikatów strony ukraińskiej chodziło o pięć pseudoakcji protestacyjnych w Warszawie i Wrocławiu w latach 2025–2026. Organizatorzy mieli oferować uczestnikom od 100 do 200 dolarów za jednorazowy udział w „masówce”. Mieli też dostarczać gotowe materiały, instrukcje i hasła, aby stworzyć wrażenie oddolnego, masowego protestu.
To właśnie ten element jest w całej sprawie najważniejszy. Rosyjska operacja wpływu nie musi polegać na przekonaniu tysięcy ludzi do prorosyjskiej narracji. Wystarczy kilkadziesiąt lub kilkaset osób, odpowiedni transparent, kilka nagrań, dobry kadr i szybkie rozprowadzenie materiału w internecie. Potem obraz zaczyna żyć własnym życiem. Widz ma zobaczyć „gniew społeczny”, choć w rzeczywistości może oglądać płatny spektakl polityczny.
Wrocławski wątek tej sprawy pojawiał się już wcześniej. Demagog przypominał, że przy jednej z planowanych manifestacji we Wrocławiu pojawiały się sygnały o płatnym udziale, dowożeniu osób z innych miast i gotowych hasłach wymierzonych w władze Ukrainy. W tle miały pojawić się flagi, identyczne plakaty i organizacja, której aktywność wzbudzała pytania.
Czytaj dalej
Powiązany temat
Nie oznacza to, że każda krytyka władz Ukrainy, każda dyskusja o korupcji czy każdy protest uchodźców powinien być automatycznie uznawany za rosyjską prowokację. Byłoby to zbyt proste i nieuczciwe. Rosyjska metoda polega właśnie na tym, że wykorzystuje realne problemy, prawdziwe emocje i społeczne zmęczenie, a następnie dokłada do nich pieniądze, instrukcje i propagandowy montaż. Prawdziwy gniew staje się wtedy paliwem dla fałszywego obrazu.
W tej sprawie szczególnie ważna jest ostrożność językowa. Mówienie o „sieci agentów” brzmi mocno, ale komunikaty polskich służb wskazują przede wszystkim na osoby posiadające powiązania w Rosji i Białorusi, które miały rekrutować oraz opłacać uczestników demonstracji. Bezpieczniej mówić więc o siatce organizatorów płatnych demonstracji inspirowanych i finansowanych przez Rosję. To nadal poważna sprawa, tylko opisana precyzyjniej.
Mechanizm jest prosty i niebezpieczny: pieniądze, gotowe hasła, podstawiony tłum, zdjęcia, nagrania i szybkie powielenie przekazu. Tak produkuje się pozór społecznego buntu. Nie trzeba budować ruchu. Wystarczy wynająć tło.
A potem ktoś w sieci powie: „zobaczcie, naród już tak myśli”.
Nie. Czasem naród nie myśli. Czasem ktoś po prostu opłacił kadr.
Magazynu Radio DTR 7/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



