Kaczyński kontra Morawiecki. Największy kryzys w historii PiS

pis peka na pol
Oceń materiał

Jarosław Kaczyński uznał, że ponad 30 posłów związanych z Mateuszem Morawieckim zrezygnowało z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości. Były premier odpowiada, że nikt rezygnacji nie składał, i ogłasza, że ma za sobą 40 posłów, senatora oraz trzech europosłów. Spór o stowarzyszenie „Rozwój Plus” stał się walką o przyszłość całej polskiej prawicy.

Warszawa, 24 lipca 2026 roku. W Prawie i Sprawiedliwości doszło do kryzysu, którego skala przewyższa wcześniejsze rozłamy w partii Jarosława Kaczyńskiego. Nie chodzi już o pojedynczych buntowników ani kilku polityków pozbawionych partyjnych stanowisk. Tym razem przeciwko decyzji prezesa wystąpiło środowisko byłego premiera, dysponujące potencjalnie 40 mandatami poselskimi.

Jarosław Kaczyński poinformował w piątek, że „trzydziestu kilku” posłów nie podpisało wymaganej deklaracji, a tym samym – według interpretacji władz PiS – zrezygnowało z członkostwa w partii. Komitet Polityczny ma formalnie zająć się sprawą we wtorek, 28 lipca. Politycy skupieni wokół Morawieckiego odpowiadają, że żadnych rezygnacji nie składali, a dokument przedstawiony im do podpisania nie był oświadczeniem o wystąpieniu z PiS. PAP opisuje oba stanowiska stron konfliktu.

Reklama
Reklama
Reklama

Lojalność wobec partii czy likwidacja konkurencji?

Bezpośrednią przyczyną konfliktu było ultimatum kierownictwa PiS. Członkowie partii mieli zadeklarować, że nie należą do stowarzyszeń prowadzących działalność polityczną wewnątrz ugrupowania. Żądanie dotyczyło przede wszystkim „Rozwoju Plus” Mateusza Morawieckiego, ale również organizacji „Po pierwsze Polska” Jacka Sasina.

Sasin podporządkował się decyzji władz. Morawiecki odmówił.

Były premier próbował jeszcze negocjować. Według informacji Onetu proponował między innymi rezygnację ze stanowiska wiceprezesa PiS, ograniczenie aktywności stowarzyszenia, rezygnację z budowy struktur terenowych oraz dopuszczenie przedstawicieli Kaczyńskiego do rady konsultacyjnej organizacji. Łącznie miał przedstawić 21 propozycji kompromisu. Wszystkie zostały odrzucone. Spotkanie Kaczyńskiego z Morawieckim trwało ponad dwie godziny, ale nie przyniosło porozumienia.

Kaczyński uznał „Rozwój Plus” za narzędzie przygotowywania rozłamu. Morawiecki twierdzi natomiast, że stowarzyszenie miało poszerzać elektorat PiS – przede wszystkim o przedsiębiorców, młodszych wyborców i osoby o poglądach centroprawicowych, które nie chcą głosować ani na Koalicję Obywatelską, ani na radykalniejsze ugrupowania prawicowe. ilustracja artykulu kaczynski kontra morawiecki ilustracja artykułu Kaczyński kontra Morawiecki

Morawiecki: jest nas 40 posłów

Po wystąpieniu Kaczyńskiego Mateusz Morawiecki ogłosił, że reprezentowane przez niego środowisko liczy 40 posłów, jednego senatora i trzech europosłów. Zarzucił niewielkiej, ale wpływowej grupie partyjnych „intrygantów” doprowadzenie do rozłamu.

Były premier nie zapowiedział jeszcze utworzenia nowej partii. Wezwał kierownictwo PiS do wycofania się z ultimatum i powrotu do koncepcji „dwóch płuc”. Zakładała ona, że jedna część partii będzie mobilizowała tradycyjny, konserwatywny elektorat, natomiast druga spróbuje przyciągnąć wyborców bardziej umiarkowanych i gospodarczo liberalnych.

Tyle że po wydarzeniach z 24 lipca trudno już mówić wyłącznie o wewnętrznym podziale zadań. Kaczyński ogłosił polityczne rozstanie, a Morawiecki pokazał, że posiada kadry wystarczające do utworzenia własnego klubu parlamentarnego.

PiS może stracić status największego klubu

Przed rozłamem klub PiS liczył 186 posłów, a Koalicja Obywatelska – 156. Potwierdzają to oficjalne zestawienia głosowań Sejmu.

Jeżeli klub opuści co najmniej 31 parlamentarzystów, PiS przestanie być największym klubem w Sejmie. Przy odejściu wszystkich 40 posłów związanych z Morawieckim układ wyglądałby następująco:

  • Koalicja Obywatelska – 156 posłów;
  • Prawo i Sprawiedliwość – około 146 posłów;
  • środowisko Mateusza Morawieckiego – 40 posłów.

Nowy klub byłby trzecią siłą w Sejmie. Sam podział nie zmieniłby jednak większości parlamentarnej, ponieważ ludzie Morawieckiego pozostają w opozycji wobec rządu Donalda Tuska. Zmieniłby natomiast układ stanowisk, czas wystąpień, reprezentację w komisjach oraz polityczną hierarchię opozycji.

Największy rozłam w historii partii

PiS przeżywało już kilka secesji. W 2007 roku partię opuścił Marek Jurek ze zwolennikami. W 2010 roku powstała Polska Jest Najważniejsza, tworzona między innymi przez Joannę Kluzik-Rostkowską, Pawła Kowala i Pawła Poncyljusza. Rok później 16 posłów założyło klub Solidarnej Polski związany ze Zbigniewem Ziobrą.

Żaden z tych rozłamów nie obejmował jednak około 40 posłów skupionych wokół byłego premiera. Dlatego obecny kryzys można uznać za największy pod względem skali parlamentarnej w 25-letniej historii PiS. Dotychczasowe próby usamodzielnienia się partyjnych buntowników kończyły się przeważnie porażką, marginalizacją albo ponownym porozumieniem z Kaczyńskim. Historia wcześniejszych rozłamów pokazuje jednak także powrót Solidarnej Polski do wspólnych list.

Morawiecki wchodzi więc na teren, na którym wcześniej poległo wielu jego poprzedników. Ma jednak większą grupę parlamentarzystów, rozpoznawalność byłego szefa rządu oraz kontakty międzynarodowe. To czyni jego pozycję mocniejszą, ale nie gwarantuje sukcesu wyborczego.

Spór o program czy o sukcesję?

Konflikt bywa przedstawiany jako starcie dwóch wizji PiS. Kaczyński ma stawiać na bardziej radykalny przekaz, odzyskanie wyborców Konfederacji i przywództwo Przemysława Czarnka. Morawiecki przedstawia się jako zwolennik nowoczesnej centroprawicy, rozwoju gospodarczego i otwarcia na przedsiębiorców.

Reklama
Reklama

Podział nie jest jednak tak czysty, jak próbują go przedstawiać obie strony. Morawiecki przez sześć lat kierował rządem realizującym politykę PiS, uczestniczył w sporach z Unią Europejską i firmował zarówno programy socjalne, jak i podporządkowanie decyzji rządu partyjnemu centrum. Nie jest zatem politykiem przychodzącym z zewnątrz z zupełnie nowym programem.

Spór dotyczy przede wszystkim odpowiedzi na pytanie, kto ma poprowadzić prawicę po Jarosławie Kaczyńskim. Wskazanie 7 marca 2026 roku Przemysława Czarnka jako kandydata PiS na premiera ograniczyło polityczne perspektywy Morawieckiego. Rzecznik PiS potwierdzał kandydaturę Czarnka jeszcze 22 lipca, mimo pojawiających się spekulacji o zmianie tej decyzji.

„Rozwój Plus” stał się więc nie tylko zapleczem programowym, lecz również alternatywnym ośrodkiem przywództwa. Dla Kaczyńskiego istnienie takiego centrum było trudne do zaakceptowania.

PiS słabnie, ale prawica nie znika

Lipcowe sondaże pokazują wyraźne osłabienie PiS, choć wyniki zależą od pracowni. United Surveys by IBRiS dawał partii 23 proc., przy 28,6 proc. dla KO. Jednocześnie Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej uzyskiwały łącznie 25,9 proc., a więc więcej niż PiS. Badanie opublikowano 15 lipca.

CBOS odnotował jeszcze słabszy wynik PiS – 19,1 proc. Z kolei inne lipcowe badania dawały ugrupowaniu około 23–25 proc. Nie można zatem wskazać jednej bezspornej wartości, ale wspólny wniosek jest czytelny: PiS utraciło monopol na reprezentowanie prawej strony sceny politycznej.

Niepewne są również możliwości samodzielnej formacji Morawieckiego. W sondażu Opinia24 osobny „Rozwój Plus” uzyskał 6,2 proc., a PiS spadło do 17,7 proc. Taki wynik dawałby Morawieckiemu wejście do Sejmu. Wcześniejsze badanie Pollstera dawało jednak stowarzyszeniu zaledwie 2,05 proc., czyli wynik zdecydowanie poniżej progu wyborczego. Różnica między badaniami jest ogromna.

Kto korzysta na konflikcie?

W krótkiej perspektywie zyskuje Donald Tusk. Zamiast odpowiadać na zarzuty opozycji, rząd może pokazywać PiS jako ugrupowanie pogrążone w walce o przywództwo. Konflikt odciąga uwagę od problemów koalicji rządzącej i osłabia zdolność największej partii opozycyjnej do prowadzenia skoordynowanej kampanii.

Nie oznacza to jednak, że cały obóz prawicowy automatycznie przegra wybory. Łączne poparcie dla PiS, obu Konfederacji i ewentualnej formacji Morawieckiego pozostaje wysokie. Największymi beneficjentami rozłamu mogą okazać się właśnie Konfederacja oraz ugrupowanie Grzegorza Brauna, które będą próbowały przejąć rozczarowanych wyborców PiS.

Kluczowy będzie próg wyborczy. Jeśli lista Morawieckiego uzyska mniej niż 5 proc., oddane na nią głosy nie przełożą się na mandaty. Jeżeli przekroczy próg, może stać się niezbędnym uczestnikiem przyszłych rozmów koalicyjnych. Rozdrobnienie prawicy będzie jednak zmniejszało efektywność przeliczania głosów na mandaty w systemie stosowanym w 41 okręgach wyborczych.

Trzy scenariusze przed wyborami

Pierwszym scenariuszem jest cofnięcie decyzji i odbudowanie porozumienia. Po publicznych oskarżeniach oraz zapowiedzi formalnego wykluczenia kilkudziesięciu polityków byłoby to jednak bardzo trudne.

Drugi wariant zakłada utworzenie przez Morawieckiego osobnej partii i klubu parlamentarnego. Taki ruch dałby mu niezależność, ale oznaczałby ryzyko walki o przekroczenie pięcioprocentowego progu.

Trzecim rozwiązaniem może być ponowne porozumienie dopiero przed wyborami – na wzór układu zawartego niegdyś przez PiS, Solidarną Polskę i Polskę Razem. Strony mogłyby wystartować wspólnie, zachowując odrębne struktury i negocjując miejsca na listach.

Jedno jest już pewne: PiS przestało być partią, w której decyzja Jarosława Kaczyńskiego automatycznie kończyła każdą dyskusję. Mateusz Morawiecki nie tylko odmówił wykonania polecenia prezesa, ale pokazał, że potrafi zebrać wokół siebie kilkudziesięciu parlamentarzystów.

To jeszcze nie musi być definitywny koniec wspólnego obozu. Jest to jednak koniec PiS, w którym istniał tylko jeden ośrodek władzy.

Krótki lead na stronę główną:

PiS stanęło przed największym rozłamem w swojej historii. Kaczyński uznał, że ponad 30 posłów odeszło z partii, a Morawiecki odpowiada: mamy 40 posłów i nie składaliśmy rezygnacji.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry