Uzdrowisko to nie tężnia i napis „Zdrój”. Lidzbark Warmiński pokazuje, czego brakuje Trzebnicy

Oceń materiał

Lidzbark Warmiński od 1 stycznia 2026 roku jest pełnoprawnym uzdrowiskiem. Nie dlatego, że postawił tężnię i dopisał do nazwy miasta słowo „Zdrój”. Najpierw przez kilkanaście lat przygotowywał wydzielony obszar, infrastrukturę leczniczą, tereny inwestycyjne oraz dokumentację wymaganą przez państwo. Porównanie z planem burmistrza Marka Długozimy i wspierających go radnych pokazuje, że Trzebnica znajduje się dzisiaj w zupełnie innym miejscu. Ma odwiert badawczy, obietnice i nazwę „Trzebnica-Zdrój”, lecz nadal nie ma uzdrowiska.

Lidzbark Warmiński zrobił to naprawdę

Rozporządzenie Rady Ministrów nadające status uzdrowiska Osiedlu Uzdrowiskowemu Miasta Lidzbark Warmiński oraz sołectwom Medyny i Łabno zostało wydane 24 października 2025 roku. Przepisy weszły w życie 1 stycznia 2026 roku. To nie deklaracja burmistrza, folder promocyjny ani uchwała wyrażająca dobre chęci. To obowiązujący akt prawny.

W terenie widać, dlaczego Lidzbark przeszedł całą procedurę. Uzdrowisko nie zostało wciśnięte pomiędzy osiedla mieszkaniowe. Powstało na dużym, wyodrębnionym obszarze, na którym można chronić warunki środowiskowe, ograniczać ruch i rozwijać kolejne obiekty lecznicze, rehabilitacyjne, hotelowe oraz rekreacyjne.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Strefa „A” uzdrowiska ma 119,95 hektara, a tereny zieleni zajmują w niej aż 97,69 procent powierzchni. Nie przewidziano tam nowej zabudowy mieszkaniowej. Zarezerwowano natomiast przestrzeń pod kolejne zakłady i urządzenia lecznictwa uzdrowiskowego.

To zasadnicza różnica: Lidzbark nie tylko postawił tężnię. Zbudował przestrzeń, w której uzdrowisko może funkcjonować i rosnąć.

Najpierw teren, potem infrastruktura, na końcu status

Pierwszy etap warmińskiej inwestycji rozpoczął się w 2019 roku. Obejmował dużą tężnię solankową, promenady, drogi dojazdowe, parkingi, sanitariaty, plac zabaw i zagospodarowanie zieleni. Drugi przyniósł Pawilon Zdrowia, gabinety diagnostyczno-rehabilitacyjne, grotę solną, wewnętrzną minitężnię oraz odtworzenie Żabiego Stawu.

Według danych inwestycyjnych pierwszy etap kosztował około 17,88 mln zł, a drugi około 17,62 mln zł. Znaczną część wydatków pokryło dofinansowanie unijne. Łącznie mówimy zatem o publicznej infrastrukturze wartej ponad 35 mln zł, przygotowywanej według konkretnego planu przestrzennego i funkcjonalnego.

Na tym jednak nie poprzestano. W strefie działa Centrum Uzdrowiskowe Accessmedica ze szpitalem przyrodoleczniczym. Oficjalny wykaz wymienia również basen leczniczy, tężnię, minitężnię, park uzdrowiskowy, ścieżkę sensoryczną oraz niemal pięć kilometrów tras ruchowych.

Dopiero taki zestaw pozwala mówić o uzdrowisku, a nie o rekreacyjnym parku z drewnianą konstrukcją ociekającą solanką.

Tężnia w Trzebnicy jest urządzeniem rekreacyjnym, nie dowodem na istnienie uzdrowiska

Na tle Lidzbarka Warmińskiego trzebnickie tężnie przy stawach wyglądają skromnie. Mogą być przyjemnym miejscem wypoczynku i lokalną atrakcją. Nie są jednak uzdrowiskiem ani nawet jego namiastką w znaczeniu prawnym.

Sama nazwa „Gminny Park Wodny Trzebnica-Zdrój” również niczego nie rozstrzyga. Człon „Zdrój” umieszczony na szyldzie spółki, obiektu czy materiału promocyjnego nie zastępuje decyzji ministra zdrowia i rozporządzenia Rady Ministrów.

Ustawa wymaga jednoczesnego spełnienia wielu warunków: potwierdzonych właściwości leczniczych surowców naturalnych i klimatu, odpowiedniego stanu środowiska, infrastruktury technicznej, zakładów lecznictwa uzdrowiskowego oraz urządzeń przygotowanych do prowadzenia terapii. Potrzebny jest także operat uzdrowiskowy, wyznaczenie stref ochronnych i przeprowadzenie procedury przed ministrem zdrowia.

Tężnia jest więc jednym z możliwych urządzeń. Sama nie czyni miasta uzdrowiskiem, podobnie jak fontanna nie zmienia rynku w Wenecję.

Burmistrz zapowiadał „ostatnią prostą”

Podczas zaprzysiężenia na kolejną kadencję burmistrz Marek Długozima mówił:

„Teraz, przed nami największy projekt: Trzebnica-ZDRÓJ. Jesteśmy na ostatniej prostej”.

Zapowiadał tężnie, sanatorium, dom zdrojowy i inhalatornie. Przekonywał również, że Trzebnica będzie jedyną miejscowością uzdrowiskową na północ od Wrocławia.

Problem polega na tym, że „ostatnia prosta” sugeruje etap poprzedzający metę. Tymczasem najnowsze informacje o odwiercie „Jadwiga T-1” pokazują, że gmina nadal znajduje się na etapie rozpoznawania podstawowego zasobu.

Wiercenie zakończono na planowanej głębokości 3000 metrów. Na zbadanych poziomach potwierdzono wody o temperaturze 31,4 oraz 42,1 stopnia Celsjusza. Trwa jeszcze opróbowanie najgłębszego poziomu, a dokumentacja hydrogeologiczna i analiza możliwych sposobów wykorzystania ujęcia mają dopiero powstać.

Reklama
Reklama
Reklama

Miało być około 80 stopni

Przed rozpoczęciem prac mieszkańcom przedstawiano prognozę wody o temperaturze około 80 stopni Celsjusza i wydajności około 30 metrów sześciennych na godzinę. Wskazywano możliwość ogrzewania szkół, przedszkoli i hali widowiskowo-sportowej, a później także budowę basenów termalnych i rozbudowę aquaparku.

Prognoza nie była jednak wynikiem odwiertu. Była założeniem badawczym. Państwowy Instytut Geologiczny podkreśla obecnie, że dopiero temperatura, wydajność, mineralizacja i pozostałe parametry pozwolą określić, czy eksploatacja będzie technicznie oraz ekonomicznie uzasadniona. Samo znalezienie wody termalnej nie przesądza jeszcze o jej wykorzystaniu w ciepłownictwie, rekreacji ani lecznictwie.

Nie można także automatycznie utożsamiać wody termalnej z wodą leczniczą. Właściwości lecznicze muszą zostać potwierdzone badaniami wykonanymi przez uprawnioną jednostkę. Dopiero później taki surowiec może stać się jednym z fundamentów procedury uzdrowiskowej.

Ponad 22 miliony złotych za odpowiedź na pytanie

Umowa na wykonanie „Jadwigi T-1” miała wartość przekraczającą 22 mln zł. Gmina otrzymała ponad 17 mln zł dofinansowania z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, natomiast środki własne pokrywają między innymi wydatki niekwalifikowane i VAT.

Nie oznacza to, że pieniądze zostały zmarnowane. Odwiert badawczy ma dostarczyć wiedzy, której wcześniej nie było. Wynik badań może jednak równie dobrze otworzyć drogę do inwestycji, jak i wykazać, że część wcześniejszych zapowiedzi była nazbyt optymistyczna.

Dlatego nie wolno przedstawiać przedsięwzięcia badawczego jako niemal gotowego uzdrowiska. Gmina wydała miliony, aby dowiedzieć się, co znajduje się pod ziemią. Nie kupiła za te pieniądze sanatorium, domu zdrojowego ani statusu uzdrowiska.

Co stało się z terenem przy Czereśniowej?

Wizyta w Lidzbarku Warmińskim prowadzi do jeszcze jednego pytania. Tam obok istniejących obiektów zachowano ogromny teren przeznaczony pod rozwój uzdrowiska. Strefa została pomyślana jako całość: z zielenią, ograniczonym ruchem, drogami, parkingami i przestrzenią dla przyszłych inwestorów.

Przy ulicy Czereśniowej w Trzebnicy również istniała możliwość stworzenia większego, spójnego obszaru. To tam ulokowano kosztowny odwiert. Jednocześnie część otoczenia została przeznaczona pod inne funkcje, w tym zabudowę i rekreację.

Radni powinni zatem przedstawić mieszkańcom aktualną mapę własności i zagospodarowania całego rejonu:

  • ile ziemi pozostaje własnością gminy;
  • które działki sprzedano i kiedy;
  • jakie funkcje dopuszczają obowiązujące plany;
  • gdzie dokładnie miałaby przebiegać strefa „A”;
  • czy można w niej zapewnić co najmniej 65 procent zieleni;
  • gdzie miałyby powstać sanatorium, dom zdrojowy i inhalatoria;
  • kto miałby te obiekty wybudować i sfinansować;
  • jak woda z odwiertu miałaby trafić do aquaparku oraz budynków publicznych;
  • ile kosztowałaby infrastruktura przesyłowa, uzdatnianie i późniejsza eksploatacja.

Bez tych odpowiedzi „Trzebnica-Zdrój” pozostaje bardziej hasłem politycznym niż kompletnym programem gospodarczym.

Radni nie są widownią

Burmistrz składa deklaracje, ale radni uchwalają budżety, wieloletnie prognozy finansowe, miejscowe plany i zgody na rozporządzanie majątkiem. To oni akceptują kolejne wydatki oraz ewentualne zobowiązania gminy.

Nie wystarczy więc powtarzać, że projekt jest historyczną szansą. Przed skierowaniem następnych milionów złotych radni powinni otrzymać:

  1. pełną dokumentację hydrogeologiczną;
  2. potwierdzenie parametrów i ewentualnych właściwości leczniczych wody;
  3. aktualny operat uzdrowiskowy;
  4. mapy przyszłych stref ochronnych;
  5. analizę techniczną i ekonomiczną wykorzystania odwiertu;
  6. kosztorys całej infrastruktury, a nie tylko pierwszego otworu;
  7. wariant awaryjny na wypadek nieopłacalności głównego założenia;
  8. wskazanie źródeł finansowania bez chowania przyszłych kosztów w kredytach lub spółkach gminnych.

Lidzbark ma status. Trzebnica ma sprawdzian

Lidzbark Warmiński pokazuje, że uzdrowisko można stworzyć niemal od podstaw. Potrzeba jednak kilkunastu lat konsekwentnego działania, zabezpieczonego terenu, infrastruktury leczniczej, prywatnych i publicznych inwestycji oraz przejścia całej procedury państwowej. Proces w tym mieście trwał ponad 15 lat.

Trzebnica ma walory krajobrazowe, tradycję i ciekawy wynik prac geologicznych. To nadal może być gospodarcza szansa. Ale właśnie teraz kończy się etap opowiadania o marzeniu, a zaczyna etap liczenia, badania i odpowiadania na trudne pytania.

„Trzebnica-Zdrój” nie może być projektem, w którym najpierw wymyślono końcowy sukces, a dopiero później rozpoczęto sprawdzanie, czy istnieją warunki do jego osiągnięcia.

Lidzbark Warmiński ma dziś uzdrowisko zapisane w rozporządzeniu, wyznaczone na mapie i widoczne w terenie. Trzebnica ma odwiert, dwie temperatury, oczekiwanie na dokumentację oraz polityczną „ostatnią prostą”, której końca wciąż nie widać.

I właśnie za wyjaśnienie tej różnicy odpowiadają dziś burmistrz oraz radni popierający projekt.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry